RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2014

Praca, czas i piosenki, czyli lubimy naszych Dużych…

31 sie

Nasza Duża idzie do jakiejś Pracy. My nie wiemy, co to jest, Mateusz mówi, że ma nadzieję, że to nie będzie tak, jak wtedy gdy sobie poszła i nie była długo, bo wtedy też powiedziała coś o Pracy. To pewnie jakaś taka jej kolejna Koleżanka, czy ktoś. Mówi, że nie będzie jej tylko chwilę, ciekawe czy to jest dłużej, czy krócej, niż ta sekunda, o której czasami mówi nam, jak robi nam jedzonko. Umówiliśmy się z Matim, że poczekamy, zobaczymy i jeśli się okaże, że za długo jej nie ma, to przypuścimy taki atak, że już nigdy z domu nie wyjdzie. Ale na razie poczekamy, bo po co od razu ujawniać swoje wszystkie możliwości? Może przydadzą nam się na później, a ona wcale tak długo nie będzie u tej Pracy? Poza tym w tym czasie ma być z nami Babcia, ta miła Duża, co nas nosi i karmi też. Mamy dwie Babcie, jak już mówiłem i obie są fajne, jedna ma jasne włosy a druga ciemne i tak na razie je poznajemy, bo można by się pogubić. Czasami udaje nam się je bardziej przekonać naszymi argumentami, że warto nas nosić, niż naszą Dużą, bo nasza Duża chyba przestała tak się bać. Mówi, że się uodporniwiła, czy coś. No zobaczymy, jak będzie. Może obejdzie się tym razem bez naszych stanowczych protestów.

Czas, to w ogóle taka dziwna rzecz, bo raz mówią Duzi, że nie mają czasu, a za chwilę, że jak będą go mieli, to coś zrobią. To oni nie mogą sobie tego czasu kupić więcej od razu? My jesteśmy maleńcy i już wiemy, że trzeba sobie zaplanować co nieco. Na przykład: jak chcę być noszony, to się uśmiecham, uśmiecham, pogadam coś, na przykład „u! u!” a potem, jeśli nadal nie jestem na rękach, to przywalam z grubej rury. Mam wszystko zaplanowane. Jeśli uśmiech nie zadziała, to ta moja minka, na którą Duża mówi podkufka , a jeśli to nie zadziała, to nauczyłem się płakać tak, jakbym był strasznie smutny- najczęściej to działa. No i to jest efekt planowania. Czy oni nie mogą zaplanować sobie, że od razu kupią więcej tego czasu? Muszę ich kiedyś tego nauczyć. Planowanie, to podstawa.

Nasi Duzi zaczęli nam śpiewać piosenki. Znaczy, śpiewają od zawsze, ale osobno, a od wczoraj śpiewają nam razem przed snem. Duży śpiewał mnie, a Duża śpiewała Mateuszkowi. I to było fajne, bo śpiewali te same piosenki. I nawet aż tak w uszy nie bolało. Mówią, że nam się chyba podobają te piosenki, więc przed snem zawsze będą je nam śpiewać. Jedna to jakieś Łyskimojażono czy coś, a druga to o jakichś czarnych oczach. Miłe, śliczne i sympatyczne piosenki, a Duzi robią śmieszne miny jak śpiewają. Szczególnie, gdy się do nich w tym czasie uśmiechamy. Zauważyłem, że oni reagują na nasze uśmiechy bardzo ciekawie. Czasami mają nawet mokre oczy. Dziwne, nie?

Lubimy naszych Dużych… coraz bardziej. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wielka Woda, brzuch i chrzest, czyli wszystko płynie…

28 sie

Ale numer! Dostaniemy chrzest! Nie wiem co to jest, ale lubimy prezenty, a Duża powiedziała wczoraj do Dużego: „zamówiłam już chrzest”. A jak ona coś „zamawia” to oznacza najczęściej, że jakiś ktoś przynosi coś do domu i to jest dla nas. Ostatnio na przykład zamówiła smoczki do butelek. No bo okazało się, że przez caaaałe nasze życie, czyli bardzo długo, piliśmy przez złe smoczki. Faktycznie męczyliśmy się mocno i czasami próbowaliśmy coś na ten temat powiedzieć, ale nikt nas nie słuchał. Dopiero ta Duża, co się Babcia nazywa, powiedziała, że może smoczki mają za małe dziurki. Wreszcie ktoś nas posłuchał! No i tak sobie myślę, że skoro zamówiła nasza Duża ten chrzest, to musi być coś fajnego, ciekawe, czy do jedzenia. Bo podobno niedługo dostaniemy coś innego do jedzenia, a nie tylko mleko. Jeśli ten chrzest jest smaczny, to ja mogę zjeść. Filip jest czasami bardziej wybredny w jedzeniu, to nie wiem czy tak będzie chciał.

Wspominałem niedawno Wielką Wodę z Filipkiem. Tam to dopiero było fajnie. Pływał sobie człowiek, wygodnie, bez tych pieluszek. Ciepło było i cicho, nawet jak coś słyszeliśmy to tak ciche, że nie przeszkadzało. Nie było tam chyba tak kolorowo no i naszych Dużych nie było ani nie widziałem, żeby którykolwiek Koty biegał tam, ale było nam tam całkiem miło. Ciekawe, dlaczego nie było tam naszego stadka, bo przecież stad zawsze trzyma się razem. Może nie lubią Wielkiej Wody? Muszę ich o to zapytać.

A w ogóle, to Duża jest naprawdę przedziwna. Ciągle narzeka na swój brzuch. Mówi, że wciązy to był wielki, taki ogromny, że aż nie mogła chodzić. Może za dużo jadła? myślę, że to ważne, żeby jeść tylko tyle ile trzeba. Tak jak my – jemy tylko tyle ile potrzebujemy i nie mamy wielkich brzuchów. Ci Duzi… niby tacy dorośli, a człowiek musi im podstawowe rzeczy wyjaśniać. Kto jej kazał tak dużo jeść? Tylko ten wciąży to taki niezrozumiały jest, ale to chyba imię brzucha naszej Dużej.

Mam nadzieję, że nam brzuchy nie urosną, jak zjemy ten chrzest cały. Ale to chyba jest powiązane jakoś z pływaniem, bo coś Duża mówiła o polewaniu woda. Może będzie tak miło jak w Wielkiej Wodzie? Czasami podobnie czujemy się podczas kąpieli, chociaż to już nie jest to samo. No, ale woda jest woda. Mała, czy wielka – zawsze przyjemna. Zobaczymy jak przyjemne będzie jedzenie tego chrzestu. Bo jeśli tak niezłe jak Wielka Woda, to będziemy zamawiać częściej. A umiemy zamawiać… ojjjj umiemy. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowa ciocia, wymiękanie i przełamywanie, czyli jak osiągać swoje cele…

25 sie

A dzisiaj, to była u nas w odwiedzinach taka zupełnie nowa Duża, też nazywana Ciocią. Przyjechała z tą Dużą, co jest naszą Babcią. Babcie mamy chyba dwie, z tego, co zdążyliśmy się zorientować. Obie często nam mówią, że jesteśmy taaacy ładni i fajni. Chyba chcą się upewnić, że zapamiętamy to na długo. Nie wiem już, jak mam im wytłumaczyć, że to jest przecież oczywiste. Skoro tyle osób tak lubi na nas patrzeć, uśmiecha się do nas i zachwyca się nami, to chyba coś jest na rzeczy, no nie?
Ale ogólnie, to Babcie są świetne. Noszą nas, jak nasza Duża wymięka (Ona mówi, że wymięka, nie wiem dlaczego, ale coś mówiła o plecach ostatnio. Co mają plecy do nas?). No i te Babcie, to dużo do nas mówią, tak jak nasi Duzi i w ogóle, fajne są. Ale nie o tym miałem mówić.
Bo dzisiaj, jak była u nas nasza Babcia z tą Nową Ciocią, to Filip postanowił zrobić to, co mnie się nie udało jakiś czas temu. Przełamać Dużych, żeby nosili nas ciągle, a nie tylko często. Ja próbowałem, przyznam, że byłem z siebie dumny, bo udało mi się tak mocno ich wystraszyć, że raz faktycznie długo mnie nosili. Podobno zrobiłem się siny i czerwony z jakiejś histerii, czy coś. Nie wiem czy to jest to, o czym ja myślę, ale właśnie miałem nadzieję, że zauważą, jak BARRRRDZO nie chcę być kładziony do kuwety, żeby leżeć. I faktycznie zadziałało. No, ale potem Duża wynalazłą na mnie ten sposób, że daje mi smoka i głaszcze po głowie i tuli tak, że największy twardziel by też wymiękł. Bo to wymięka, to chyba znaczy, że się poddaje, czy coś. No i ja też musiałem się poddać, ale spoko, znajdę na nią sposób.
I dzisiaj, jakiś czas od mojej akcji, Filip postanowił zaatakować. Uznaliśmy, że Duzi już pewnie nie pamiętają mojej próby, więc może uda się wziąć ich z zaskoczenia. Trzeba przyznać, że Filipek to też nie lada zawodnik. Co go kładli, to się wyginał i darł, aż sam patrzyłem lekko zdziwiony, bo nie wyglądał na takiego rozdartego nigdy dotąd. I Duża z Babcią i Ciocią nosiły go, rzeczywiście wszystko działało. I już się cieszyłem, do tego stopnia, że nawet pogadałem sobie z tymi dziwnymi kolorowymi cosiami co wiszą mi nad łóżeczkiem, gdy nagle Duża mówi: „aaaa to chyba to samo, co Mateusz robił jakiś czas temu, gdy chciał być cały czas noszony!”. Zbladłem. Zatkało mnie i poczułem co to znaczy wymiękać. A Filip zwątpił i z tego wszystkiego biedak usnął. Ta nowa Ciocia się nie zniechęciła, uśmiechała się do nas cały czas i miła była. Ciekawe, czy po akcji Filipka jeszcze do nas wróci. Mam nadzieję, że tak, bo w sumie nie zdążyłem sobie z nią pogadać za dużo. Zajęty byłem obserwowaniem poczynań brata.
W każdym razie, Filip przystąpił do kolejnego ataku tuż po naszej kąpieli, ale chyba jednak Duża i na niego znalazła sposób. Obawiam się, że ona posiada jakieś dziwne umiejętności. Ciekawe czy z naszym Dużym i z Babcią też tak robi, że pogłaszcze i odpadają? Albo czy tak „pacyfikuje” jednego i drugiego Dziadka?
Podstępna z niej bestia, ale nawet jeśli pokona nasze próby przełamania jej, znajdziemy na nią sposób. Prędzej czy później… wymięknie tak, jak nigdy dotąd. :)

A ci Duzi, co na nich Dziadek się mówi, to zupełnie inna bajka, którą opowiem niebawem. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Babcia Pra, imiona i mafiozy, czyli to wszystko skomplikowane

25 sie

Wczoraj odwiedziła nas taka Duża, co na nią mówili Babcia Pra, czy Pra Babcia. W każdym razie, już to Pra słyszeliśmy, bo niedawno był u nas taki Dziadek, co też się Pra nazywał. Nie wiemy co to znaczy, ale chyba to coś ważnego, bo wszyscy odnosili się do nich właśnie tak, jak do super-ważnych osób. No i ta Babcia Pra powiedziała, że jesteśmy śliczni (no ba!) i spokojni (hehehe). Ona po prostu nie widziała nas w akcji! Nasza Duża czasami się śmieje z nas i mówi, że ja jestem Mafioza jakaś a Filipek to taki Sprytny Facecik. Że on knuje, a ja wykonuję. Nie wiem o co jej chodzi, ale najwyraźniej tak powinno być, bo jak to mówi, to się uśmiecha.

A ta Babcia Pra to ma podobno „aż szesnaście prawnuków” – Nie wiemy, co to są te prawnuki i ciekawe, gdzie je kupiła i co z nimi robi. I dlaczego szesnaście to tak dużo? A my mamy aż cztery łóżeczka i się nie chwalimy, o.

Dlaczego nasza Duża mówi na mnie Mafioza, to ja nie wiem. Ale ostatnio dowiedziałem się, że najprawdopodobniej mam inaczej na imię, niż myślałem. Bo podobno jakaś taka mniejsza Duża, co się nazywa Kuzynka (kolejna już, nie wiem jak je rozróżnić, motyla noga – jak to mówi nasz Duży. To ta Kuzynka podobno powiedziała, że ja się nazywam Pseciesmateus. A to było tak:

Inna Duża, co na nią mówi nasza, że to Ciocia jest, pyta: – A jak nazywają się bliźniaki?
Mniejsza Duża na to: – No Filipek.
Inna Duża: – Ale drugi bliźniak jak ma na imie?
A na to ta mniejsza Duża: No Pseciesmateus!

Znaczy jednak nie mam na imię Mateusz? No czy oni nie mogą się zdecydować? Wszystko było o wiele prostsze w Wielkiej Wodzie.

W każdym razie chyba nazywam się Pseciesmateus Mafioza. A niedawno było coś zupełnie innego. Stanowczo muszę zaprotestować przeciwko takim wiecznym zmianom. No można się pogubić! Dobrze, że chociaż wiedzą, kto nazywa się Cipcip i kto Taśtaś. Bo jeszcze by się okazało, że ja też jestem ten Koty. A jeśli jestem?… To będę bezkarnie sikał do butów i już!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cztery łóżeczka i leżaczek, czyli jak niektórym w głowach się przewraca…

20 sie

Dowiedziałem się ostatnio z Filipkiem, że te kuwety, co nas w nich trzymają, noszą i wożą, to mają różne nazwy. Jest kuweta – fotelik, jest kuweta – wózek, a w niej są dwie mniejsze, co się gondola nazywają, a do tego są też kuwety, co się nazywają łóżeczka. Strasznie dużo tych różnych kuwet jest i zastanawiamy się z Filipem, jak to możliwe, że Duzi się nigdy nie mylą? A dodając do tego jeszcze to, że oni też pewnie mają swoją kuwetę do spania i koty mają swoje kuwety (podsłuchałem kiedyś, jak Duży mówił do Dużej, że kuwety kocie trzeba sprzątnąć), to tych kuwet jest u nas naprawdę dużo.

Wczoraj Duża stwierdziła, że „w głowach się im poprzewracało! Kto to widział, żeby na dwoje dzieci były cztery łóżeczka!”. Nie wiem komu się w głowach poprzewracało i co. Duży mówi, że to praktyczne, bo po co biegać z fircykami na drzemki na górę, skoro można je mieć na dole, na oku. No ja też myślę, że bieganie może być męczące. Tym bardziej, jeśli chcieliby biegać z nami- przecież my nie umiemy!

Wychodzi na to, że te łóżeczka, to dla nas, czyli my jesteśmy te dzieci, o których oni tak często mówią. A my już myśleliśmy, że oni o czymś innym… a tu taka niespodzianka- obgadują nas, gdy myślą, że nie słyszymy. Teraz naprawdę dużo się wyjaśniło. Tylko nadal nie rozumiem tego przewracania w głowie – co się przewróciło i dlaczego? Czy to źle, że mają tyle łóżeczek w domu? Duża czasami się śmieje, że gdyby były czworaczki, to byłoby osiem łóżeczek. Muszę ją kiedyś zapytać, co to jest czworaczki. I czemu tego nie mamy, bo brzmi fajnie.

W ogóle to od paru dni próbuję Dużym powiedzieć, że stanowczo nie życzę sobie kładzenia mnie na pleckach. O wiele bardziej wolę, jak mnie noszą, bo wtedy widzę dużo więcej. Ale Duży wcale mnie nie rozumie, bo odpowiada mi na moje wywody, czasami jak głupi gada dziwacznie, a potem znowu kładzie mnie na plecki! Czy oni nie rozumieją tak podstawowej rzeczy? Już czasami nie wiem, jak mam z nimi rozmawiać. Ciekawe czy on by był zadowolony, jakby mu tak kazali często leżeć…

Ten leżaczek, to też ciekawa sprawa. Filip mówi, że na początku, to nie mógł wyrobić. Gra mu toto, dynda coś przed oczami, człowiek się buja i nic nie kuma. Ale teraz mówi, że jednak to jest fajne, lubi coraz bardziej i denerwuje się, gdy go na leżaczku nie sadzają. Podejrzewam, że mu czegoś do mleka dosypali, bo tak nagle zmienił zdanie…

Naprawdę z Dużymi lepiej uważać…jeszcze mi czegoś dosypią i okaże się, że jednak lubię leżeć na pleckach i spać.
Tym bardziej, że Duża ma jednak ten sposób na mnie – głaszcze mnie po nosku i ja nie umiem nie zasnąć. Powiedziała nawet do Dużego, że sprzeda ten sposób mojej żonie. Nie mam pojęcia co to ta żona, czemu ma jej sprzedać sposób na mnie, ale wiem jedno – muszę znaleźć sposób na Dużą. Bo jak tak dalej pójdzie, to nie będę miał z nią żadnych szans.

Z Dużą w końcu nie ma żartów. Pogłaszcze taka człowieka po nosie i ten odpada. Lepiej jej nie podskakiwać..

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podróże duże i małe, czyli nie lubimy fotelików…

18 sie

Byliśmy u Dużych, co się nazywają Babcia i Dziadek. Najlepsze, że inni Duzi też tak mają na imię, czyli mamy po dwie Babcie i dwóch Dziadków. Czy nie mogą różnić się imionami?
W każdym razie, byliśmy u tych jednych Dużych, Babci i Dziadka i było fajnie. Nasza Duża nawet potem powiedziała, że zachowywaliśmy się godnie – co to znaczy? Może chodzi o to, że nie protestowaliśmy za dużo tego dnia. Bo też i nie było przeciwko czemu protestować. Ta Duża, która nazywa się Babcia, dużo nas nosiła, karmiła nas i przytulała. Tak samo jak nasi Duzi. A Duży zwany Dziadkiem, tak śmiesznie do nas mówił. Było to zabawne, bo dziwne dźwięki wydawał z siebie i chcieliśmy zachować powagę, ale się nie dało! Naprawdę było zabawnie.
Nasi Duzi, Mama i Tata, podobno się mocno najedli. Tata powiedział, że dawno tyle nie zjadł. A dlaczego on nie je tak codziennie? Albo Duża? Czasu na jedzenie nie mają, czy jak? My to zawsze mamy czas na jedzenie. Mateusz to nigdy nie odmówi butelce, jak to mówi Duża, a ja podobno również chętnie, aczkolwiek z rozsądkiem podchodzę do karmienia- tak mówi o mnie Duży. To skoro my wiemy, że jedzenie jest takie fajne i ważne, to dlaczego oni nie jedzą i dopiero u tych Babci i Dziadka najadają się jak nigdy? Doprawdy… są troszkę niezrozumiali..

Na tej wizycie były takie dwie nieco mniejsze od Dużych, co się Kuzynki nazywają. Obie mają tak samo na imię – Kuzynka. Śmiesznie, co? Ale one są faaaajne, że „jacieniemoge”, jak to mówi nasza Duża. Ta jedna Kuzynka, większa od tej drugiej, bawiła się z nami tak śmiesznie. No ćwierkała do nas tak, że aż nie mogłem wytrzymać i musiałem się uśmiechnąć. Próbuję utrzymać wizerunek osoby poważnej, rozsądnej, a ona mi to zepsuła, bo normalnie gębula śmiała mi się do niej tak, że aż nasza Duża powiedziała, że za chwilę będę się uśmiechał naokoło. Ta mniejsza Kuzynka to z kolei kwiatki zrywała – ciekawe po co. Nie rozumiem, po co Ci Duzi i te nieco większe od nas, robią różne rzeczy.

Podobno jakieś zdjęcia nam też robili. Nie wiem co zdejmowali, skąd, ale mówili, że wyszły ładne. Ale skąd wyszły? Znowu muszę Mateusza zapytać. On dużo gada z Dużymi, może wie na ten temat więcej niż ja.

Ogólnie to te wizyty są fajne, przytulają nas, zachwycają się nami, nawet gdy protestujemy to wszyscy wokół nas skaczą. Ale jedno nam się nie podoba.
Kiedy jedziemy na wizyty, do innych Dużych albo do tego szpitala, to zamiast w naszej kuwecie, wiozą nas w jakichś takich dziwnych kuwetach przenośnych, które nazywają nosidełkami. Toż to niewygodne takie, człowiekowi pocą się plecy, gorąco, dziwnie ściśnięci jesteśmy i nic, absolutnie nic ciekawego nie ma do oglądania. Jedyne, co jest fajnego, to taki szum, uspokaja nas jak tylko się zaczyna. Bo oni w tych nosidełkach wkładają nas do takiej ogrooooomnej kuwety i wtedy ona zaczyna szumieć i się poruszać. Nie powiem, przyjemne to jest. Gdyby tylko te całe nosidełka były wygodniejsze.
Czy oni tak samo wożą Cipcipa i Taśtasia, jak z nimi jadą gdzieś w odwiedziny? Muszę przyjrzeć się temu uważniej. Swoją drogą.. Cipcip i Taśtaś mają chyba drugie imiona – Bobek i Jaskier. Nie wiem, który, jest który, bo jak już wspomniałem, gdy są wołane, przychodzą razem, albo wcale. No, ale w końcu dojdziemy kto jest kim, w tym wielkim dziwnym stadku. Bo nasz Duży mówi, że Koty traktuje ludzi z nim mieszkających jak część stada. Rozumiem zatem, że jestesmy stadem. Nie wiem co to jest ten stad, ale może chodzi o to, że mieszkamy razem?

W każdym razie, podróże, wizyty, są całkiem miłe. Ale najmilej jest jednak gdy jesteśmy w domu. Tam, gdzie cały nasz stad mieszka i ma się dobrze. Na szczęscie Duzi chyba też nie lubią swoich nosidełek, bo aż tak często nas w podróże nie zabierają. Podróże, jak już się dowiedzieliśmy, to takie długie spacery w tej ogrooomnej kuwecie, która szumi. I cieszę się, że Duzi mają niewygodne nosidełka, bo by jeszcze nas zabierali na te podróże codziennie.
W razie czego, podrzucimy im coś kłującego do nosidełek, żeby czasami nie zachciało się im podróżować jeszcze częściej.
W końcu w domu najlepiej- jak to mówi Duża, a dom jest tam, gdzie jest twój stad, tak myślę. Czy nie? :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koty, bunt, szkoła i naiwność, czyli ja też mam coś do powiedzenia…

14 sie

ilustrFilip już tyle się nagadał, że i mnie, Mateusza naszło. Nasza Duża mówi często do mnie tak dziwnie – Mateuszek Skarbeuszek. Nie wiem czy to nasze nazwisko czy co. A Nasz Duży to mówi na nas Podgrzybki – co to jest? Często mówi, że położy podgrzybka do wózka i pojedzie na spacer. Dziwne, nie? Filipek zastanawiał się kiedyś co to jest wózek – to chyba ta inna kuweta, w której nas zabierają na ten dwór co go spacerem nazywają. Wszystko tu jest takie skomplikowane. Filip ma rację, że Wielka Woda była o wiele łatwiejsza do pojęcia. Snuł się człowiek, to coś kopnął, to zahaczył, ale nie było aż tylu rzeczy dziwnych, nowych…

A ja już wiem, jak Koty ma na imię, i jeden i drugi. Jeden Koty to ma na imię Cipcip a drugi Taśtaś. Bo jak Duża je woła to często woła „Kotyyyyy Cipcip, Taśtaś!” Nie wiem, który jest Cipcipem, który Taśtasiem, bo one najczęściej albo przychodzą razem, albo wcale. Kiedyś się dowiemy, który jak ma dokładnie na imię. Filip mówi, że ładne te imiona. Tylko nie wiem, dlaczego jak Duża woła „kotyyyy Cipcip, Taśtaś”, to Duży wtedy często mówi takim niskim głosem: „Do lwa, kurka, do lwaa?” – kiedyś musimy ich o to zapytać, bo Filipek też nie wie o co chodzi. Co to jest ta lwa?

Duży czasami nazywa mnie buntownikiem z wyboru. Mówi, że często protestuję i nie dam sobie w kaszę dmuchać. Serio – Filip ma rację, że oni czasami dziwnie mówią. Owszem, buntuję się, bo jak chcą mi robić krzywdę, na przykład ubrać mnie, to co mam robić? Uśmiechać się i tego, dziękować? Czy oni nie widzą, że ja bardzo, BARDZO nie lubię być ubieranym? Wciskają człowieka w te ubranka, a ja wolę samą pieluszkę, albo najlepiej być bez niej. Wtedy można tak fajnie postrzelać w nich sikami i nie tylko… Filip chyba nie ma nic przeciwko ubieraniu go, ale on chyba się po prostu poddał. A ja nie! Będę walczył, aż oni się poddadzą. Kiedyś muszą, no nie? Jak ja ich kiedyś ubiorę, to popamiętają!
Albo jak muszę czekać tę ich „sekundę” na jedzenie. Strasznie długa ta sekunda, obaj tak uważamy. Musimy stanowczo ich nauczyć, że nie powinno się zwlekać z jedzeniem. Oni chyba tego nie wiedzą, może nie lubią jeść i myślą, że my też? Ja tu już czekam, całkowicie gotowy na moją butelkę, a oni jeszcze „chodź, kochanie, mamusia zmieni ci pieluszkę”… No i jak mam się nie wydrzeć? Stanowczo mówię im, że najpierw jedzenie, potem pieluszka, ale nieeee… Muszą po swojemu. Albo już, już mam dostać jeść a tu Duży najpierw mi pod bródką rozkłada jakieś coś, na co mówi tetra – czy to takie ważne, żebym miał tetrę pod bródką? Jak chcę jeść, to chcę jeść! A potem oni narzekają, że ja robię jakiś bunt na bałnty czy coś.

Ale najdziwniejsze, to jest jak mnie kąpią. Bo wtedy tak dużo do mnie mówią, że urosłem, że się w wanience nie mieszczę, że pójdę do szkoły. W wanience to się zgodzę, że się nie mieszczę – chciałem ostatnio pofikać i nie dało się. Duża zarobiła z pięty w nos, wesoło było. Przynajmniej mnie. :)
Ale ta szkoła… gdzie oni mnie chcą wysłać? Ja dopiero co przyszedłem do nich z Filipkiem, a oni już chcą nas w inne miejsce wysłać? Nigdzie się nie ruszam! Pewnie tam też tego krewa nam będą chcieli zabrać, bo ta szkoła to brzmi jak szpital i ja się nie zgadzam! Tak im boksa przyfasolę, że się nie pozbierają. A niech tylko napatoczy mi się ta inna Duża, co wczoraj nam krewa zabierała. Już mówiłem Filipkowi, że następnym razem się nie damy. Musimy zaatakować pierwsi. Jestem dzisiaj w bojowym nastroju, ale nie zawsze tak mam.
Bardzo lubię rozmawiać z moimi Dużymi, chociaż oni najczęściej mnie nie rozumieją. Gadają do mnie wtedy jakieś głupoty, a ja się śmieję z nich. Duży to chyba myśli, że ja się do nich uśmiecham, ale co ja go będę z błędu wyprowadzał? Jeszcze się zbuntuje i nie da mi jeść.

Ciekawe, czy Cipcip i Taśtaś czasami się buntują. Może mają jakieś sposoby na Dużych, których my jeszcze nie znamy. Chyba czas się tym zainteresować.
Filipek ma rację – musimy być czujni. Nigdy nie wiadomo, co Duzi wymyślą znowu. Chociaż są kochani, strasznie chyba nas lubią, bo często nas przytulają i całują, ale jednak Duzi, to Duzi. A my, Fircyki musimy trzymać się razem.
I dalej udawać, że się wzajemnie nie widzimy, to chyba skutkuje. Tak jak Cipcip i Taśtaś udają, że się nie lubią. Duzi święcie w to wierzą. Ech, ta Duża naiwność. :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bąk i uśmiech, czyli sztuka podrywu..

13 sie

Dzisiaj rano Duży z Dużą śmiali się, chyba z nas. Ale to nie było niemiłe. Tylko mówili jakieś dziwne rzeczy. Że ja filtruję czy flirtuję, czy jakoś tak, ale chyba filtruję. Duża stwierdziła nawet, że nie potrafię się zdecydować, czy mam podrywać na uśmiech czy na bąki. Właśnie tego nie rozumiem – co podrywać? Uśmiechem da się coś poderwać do góry? No a bąkiem to naprawdę.. dziwne rzeczy mówią. A w ogóle to oni jakoś tak niedzisiejsi są chyba, bo co Mateusz albo ja puścimy NIECHCĄCY głośno bąka, to oni się śmieją, że dźwięki puszczamy jak starzy. Ciekawe jak oni sobie radzą w tym temacie. Melodyjkami, czy jak? Może dlatego się śmieją, bo my jeszcze nie umiemy melodyjkami? Czy to nasza wina, że tak głośno nam to wychodzi?

A tak poza tym, to co to znaczy to filtrowanie? Czy oni zawsze muszą używać takich niezrozumiałych słów?!

Tak samo było później. Znowu byliśmy w tym miejscu, co się szpital nazywa. I znowu ta sama Duża nas oglądała, wykręcała, mówiła do nas różne rzeczy. I inna Duża stwierdziła, że Mateusz z nią filtruje , bo do niej gadał. A on jej wtedy mówił, właściwie to jej spokojnym tonem obwieszczał, że jak znowu zrobi mu ból na główce to on tam kiedyś wróci i jej takiego boksa odfanzoli, że tego.
Bo okazuje się, że ten boks to fajna sprawa – piastką uderzasz i nikt ci nie podskoczy. Niechcący takiego boksa dałem naszej Dużej dziś rano i tak się dowiedziałem co to jest, bo skomentowała to do naszego Dużego.

No i ta inna Duża chyba Mateusza nie zrozumiała, bo oczywiście wzięła nas i zrobiła znowu ból na główce. Że niby jakiś krew musi być zabrany, czy coś. A czy ona nie może sobie tego krewa brać od siebie? Musi od nas? To się kradzież nazywa! Protestowaliśmy, ale nikt nas nie słuchał, a nasz Duży to nawet nas trzymał i jej pomagał. No ale na niego gniewać się nie możemy, bo oboje z naszą Dużą wyglądali, jakby im źle było, a do tego, chyba tamte inne im kazały. Nie wiem czemu ich słuchali, ale chyba musieli. W każdym razie ta inna Duża sobie grabi i to ostro. Kiedyś jej pokażemy. Na razie wygrażaliśmy się tylko piąstkami, bo chyba jednak na razie na więcej nie mamy szans.

Te inne Duże to dzisiaj na początku i później się nami zachwycały, że tacy wielcy już jesteśmy. My wielcy? To jakie one są? Ciekawe, czy jest na to jakieś słowo?
W każdym razie nasza Duża się śmiała i mówiła, że mafia osiedlowa z nas wyrośnie. Co to jest mafia?
A jak inna Duża powiedziała, że Mateusz ma dużą klatę, to nasz Duży powiedział, że Mateusz poszedł w masę, teraz pójdzie w rzeźbę a oni już dla niego szukają złotego łańcucha na szyję i sygnetu na palec. Na to inna Duża spytała, czy już ma się bać. To chyba najbardziej niezrozumiałe zdania, jakie do tej pory powiedzieli. Mateusz patrzył na nich ze zdziwieniem, bo nikt go nie pytał, czy chce jakiś łańcuch. Nie wiemy czy to jakieś ubranko czy co. I dlaczego miałby coś zakładać na palec? Czy o chodzi o tę mafię? Muszę ich o to kiedyś zapytać. O mnie za to Duża powiedziała, że ja może w masę nie idę ale w smukłość. Masa to chyba znaczy, że rośniemy, to chyba dobrze? I jak to ja nie idę w masę? A kto ciągle gada, że ja robię się coraz cięższy? Dzisiaj Duży to już nawet mówił, że musi sobie rękę wzmocnić, bo mu ciężko. I kto tu nie idzie w masę?! Tylko jeszcze nie wiemy co to jest ta mafia i ta rzeźba. Może chodzi o to, że jak rośniemy to ładniejemy?
W sumie mafia i rzeźba to całkiem ładne słowa. I skoro inna Duża miała się bać, to może warto się tym zainteresować?
Jak następnym razem znowu tego krewa będą nam chcieli zabrać, to im powiem „mafia, mafia! rzeźba! rzeźba!”. Może się odczepią?

Dziś wieczorem poćwiczę na naszych Dużych. Mafia! Mafia! Rzeźba! Rzeźba!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Smutek, czyli dlaczego Duża dziwnie się dziś ubrała…

12 sie

Dzisiaj pierwszy raz widziałem, jak Duża wygląda bez uśmiechu. To nie było długo, ale wyglądało dziwnie. Nie wiedziałem, dlaczego tak było, Mateusz też mówił, że dziwna sprawa. Dopiero jak wrócił Duży, to się okazało. Duża powiedziała, że odszedł jakiś Robin Łiliams i miała wtedy taki inny głos. To chyba był ktoś ważny, a ona powiedziała do Dużego, że czuje smutek i nie umie go z siebie zrzucić.
Czy smutek to jakieś ubranko, że nie mogła go z siebie zrzucić? Może za małe jakieś, czy coś? I dlaczego ten smutek założyła na wieść o Robinie Łiliamsie? Kiedyś zapytam ją o to, bo nigdy jej takiej nie widziałem, a znamy się już przecież całkiem długo.
Tymczasem spróbowaliśmy z Mateuszem ją rozweselić, ja się uśmiechałem, Mateusz gadał (ten to w ogóle gada jak najęty, ciekawe, kiedy zacznie się tu udzielać! Gaduła jeden!) i chyba nam się udało, bo się uśmiechnęła, ale potem jeszcze słyszeliśmy jak mówiła, Robin Łiliams to, a tamto. Najdziwniejsze było, gdy powiedziała na głos „O, kapitanie, mój kapitanie” – no tego to już zupełnie nie zrozumieliśmy obaj. Myślę, że ten dzień trzeba będzie zapamiętać i ją kiedyś o niego zapytać. O tego Łiliamsa Robina i o tego o, kapitanie . Tylko chyba musimy poczekać z pytaniami, aż wyrośnie z tego ubranka, które nazywa się smutek. Swoją drogą, mam nadzieję, że nam nigdy nie kupi takiego ubranka, bo musi być bardzo niewygodne, skoro tak dzisiaj kiepsko w nim wyglądała.

Powiedziała jeszcze dziś, jak już zasypialiśmy, że trzeba pamiętać Robina Łiliamsa. Nie wiem dlaczego, ale zapytam kiedyś, a skoro trzeba pamiętać, to trzeba. W końcu ona wie. Się zna. Robin Łiliams – my też będziemy pamiętać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tata, mama, czyli kto tu rządzi…

12 sie

Kiedyś już mówiłem, że nasza Duża nazywa się Mama. Tak mówi do niej często nasz Duży, czyli Tata, bo z kolei Mama go tak nazywa. Rozumiem, że tak mają na imię. No całkiem ładnie, nie powiem. Mama to się ciągle uśmiecha. Ona chyba tak już ma na stałe. Ale Tata też się dużo śmieje, czasami nie wiem czy do nas, czy z nas. W ogóle to Oni oboje jacyś tacy weseli są ciągle. A Duża, to jak nas karmi i Duży czasami coś powie dziwnego, co ją rozweseli, to potrafi się cała trząść ze śmiechu. Czy ona myśli, że takie trzęsienie podczas jedzenia jest przyjemne? No mogłaby się nieco powstrzymać, nakarmić mnie, odbić, odłożyć, poczekać aż usnę i wtedy mogłaby się tak trząść. Ale nieeee… ona musi od razu jak Duży powie coś zabawnego. Nie zawsze zresztą to, co On mówi mnie bawi.

No bo na przykład ostatnio, mówi do Dużej podczas kąpieli: „zobacz, Filipek trzyma piąchę, jakby chciał mi z boksa przyfasolić” – po pierwsze co to znaczy „przyfasolić”, a po drugie – taki miałem zamiar, bo za długo mnie trzymał na plecach! A ja wolę być kąpany na brzuszku! Serio, jak ja lubię leżeć na pleckach to mnie kładą na brzuszku, a gdy lubię być kąpany na brzuszku, to mnie kąpią na pleckach – czy oni nic nie rozumieją?

Ale nie o tym chciałem (może się w końcu nauczą kłaść mnie tak jak lubię), bo gadaliśmy ostatnio z Mateuszem, że ciekawe, kto rządzi. Bo w sumie, to Mama i Tata robią przy nas wszystko, spędzają z nami czas, Duża trochę więcej niż Duży, bo on to rano gdzieś wychodzi i nie jest, a potem nagle jest. Nie wiemy dokąd znika, jest to wysoce podejrzane i próbujemy to z bratem rozpykać, ale na razie ciężko nam się połapać. Bo czasami wychodzi i nie jest chwilę, wraca z jakimiś torbami czegoś, a innym razem (i tak jest najczęściej), wychodzi i nie jest dość długo. A potem znowu jest i mówi, że jest zmęczony i jakieś ciśnienie mu podskoczyło, bo praca coś tam. Nie wiem co to jest ta praca, albo kto, ale widocznie musi go męczyć. A zostałby z nami, to by sobie odpoczął, no nie?

No, ale wyszło nam z Mateuszem, że chyba rządzimy my. Bo Duży z Dużą wszystko nam podają, wszędzie nas noszą i wystarczy tylko, że się nieco, no ociupinkę głośniej odezwiemy a już biegają jak szaleni i kombinują. W każdym razie fajnie jest rządzić – człowiek dostaje wszystko, co chce i jeszcze się przy tym do niego uśmiechają. Ale Mateusz mówi, że musimy być ostrożni, bo jak się Duzi wycwanią, to będą nam kazali robić różne rzeczy, bo na przykład widzieliśmy, że Koty nie jest noszony, ani jeden ani drugi. Biedni, sami muszą wszędzie chodzić… to może być fajne, ale jednak trochę męczące musi być, bo Duża czasami mówi, że strasznie się zmęczyła chodząc z wózkiem. Co to jest wózek? I dlaczego ona musi się z nim tak męczyć? Z naszą kuwetą się nie męczy, bo nigdy nie mówi, że się zmęczyła z kuwetą. Mogę być zatem na razie spokojny, że jeszcze nie przestaniemy rządzić, przynajmniej przez jakiś czas.

Tata jest fajny. Mówiłem kiedyś, że on wyciąga duże pudło i lecą wtedy melodie. Okazuje się, że to pudło to jakaś gitara, czy coś. Tata z Mamą kładą nas na czymś, co nazywają kordłą i Tata bierze tę gitarę i wtedy lecą melodie. Ale raz nie było fajnie. Bo śpimy sobie z Matim, jest dzień, jesteśmy w innym pokoju w innej kuwecie, niż w nocy i na spacerach, i nagle jak nie łupnie dźwięk z tego pudła. No Duży trochę przesadził – czy on nie rozumie, że co za głośno to niezdrowo? Skończyło się tak, że Duża z Dużym musieli nas nosić i uspokajać. Kolejny raz okazało się zatem, kto tak naprawdę rządzi. Nie wspomnę już nawet tego, że codziennie nas kąpią, zmieniają nam pieluszki, a my im tego robić nie musimy. No jak nic – rządzimy na całego! I tak ma pozostać, dołożymy wszelkich wysiłków, żeby taki stan utrzymać. Tylko cicho, bo się skapną i skończy się Fircykowanie.. :) A wtedy podzielimy los biednych Koty.. oj nie byłoby wesoło…ani trochę. Lepiej rządzić niż być wyrządzonym, czy nie?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii