RSS
 

Praca, czas i piosenki, czyli lubimy naszych Dużych…

31 sie

Nasza Duża idzie do jakiejś Pracy. My nie wiemy, co to jest, Mateusz mówi, że ma nadzieję, że to nie będzie tak, jak wtedy gdy sobie poszła i nie była długo, bo wtedy też powiedziała coś o Pracy. To pewnie jakaś taka jej kolejna Koleżanka, czy ktoś. Mówi, że nie będzie jej tylko chwilę, ciekawe czy to jest dłużej, czy krócej, niż ta sekunda, o której czasami mówi nam, jak robi nam jedzonko. Umówiliśmy się z Matim, że poczekamy, zobaczymy i jeśli się okaże, że za długo jej nie ma, to przypuścimy taki atak, że już nigdy z domu nie wyjdzie. Ale na razie poczekamy, bo po co od razu ujawniać swoje wszystkie możliwości? Może przydadzą nam się na później, a ona wcale tak długo nie będzie u tej Pracy? Poza tym w tym czasie ma być z nami Babcia, ta miła Duża, co nas nosi i karmi też. Mamy dwie Babcie, jak już mówiłem i obie są fajne, jedna ma jasne włosy a druga ciemne i tak na razie je poznajemy, bo można by się pogubić. Czasami udaje nam się je bardziej przekonać naszymi argumentami, że warto nas nosić, niż naszą Dużą, bo nasza Duża chyba przestała tak się bać. Mówi, że się uodporniwiła, czy coś. No zobaczymy, jak będzie. Może obejdzie się tym razem bez naszych stanowczych protestów.

Czas, to w ogóle taka dziwna rzecz, bo raz mówią Duzi, że nie mają czasu, a za chwilę, że jak będą go mieli, to coś zrobią. To oni nie mogą sobie tego czasu kupić więcej od razu? My jesteśmy maleńcy i już wiemy, że trzeba sobie zaplanować co nieco. Na przykład: jak chcę być noszony, to się uśmiecham, uśmiecham, pogadam coś, na przykład „u! u!” a potem, jeśli nadal nie jestem na rękach, to przywalam z grubej rury. Mam wszystko zaplanowane. Jeśli uśmiech nie zadziała, to ta moja minka, na którą Duża mówi podkufka , a jeśli to nie zadziała, to nauczyłem się płakać tak, jakbym był strasznie smutny- najczęściej to działa. No i to jest efekt planowania. Czy oni nie mogą zaplanować sobie, że od razu kupią więcej tego czasu? Muszę ich kiedyś tego nauczyć. Planowanie, to podstawa.

Nasi Duzi zaczęli nam śpiewać piosenki. Znaczy, śpiewają od zawsze, ale osobno, a od wczoraj śpiewają nam razem przed snem. Duży śpiewał mnie, a Duża śpiewała Mateuszkowi. I to było fajne, bo śpiewali te same piosenki. I nawet aż tak w uszy nie bolało. Mówią, że nam się chyba podobają te piosenki, więc przed snem zawsze będą je nam śpiewać. Jedna to jakieś Łyskimojażono czy coś, a druga to o jakichś czarnych oczach. Miłe, śliczne i sympatyczne piosenki, a Duzi robią śmieszne miny jak śpiewają. Szczególnie, gdy się do nich w tym czasie uśmiechamy. Zauważyłem, że oni reagują na nasze uśmiechy bardzo ciekawie. Czasami mają nawet mokre oczy. Dziwne, nie?

Lubimy naszych Dużych… coraz bardziej. :)

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz