RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2014

Arrrrrmagedon, scena, foch i Omeny, czyli kto kogo nie rozumie…

11 sie

Wczoraj Duża powiedziała do innej Dużej, której u nas wcześniej nie było, coś takiego: „Stara, mówię ci, wczoraj był taki arrrrrmagedon, że myślałam, że padnę!”. Po czym opowiedziała jej, jak to dzień wcześniej „Mateusz odstawił taką scenę, że zrobił się sino-czerwony, Filip napinał się nie mogąc zrobić kupy, a na koniec Mateusz padł a Filip ją osikał”. Nie rozumiem co to ma wspólnego z arrrrrrmagedon, ale może to jest jakieś święto, bo Duża stwierdziła, że to był wyjątkowy dzień. Coś wspomniała o tym, że znowu „zamuliła” i musiała prać spodnie bo ją osiusiałem – ale przecież ona niedawno powiedziała do mnie: „no tak, Filipku, dzień bez bycia osikaną jest dniem straconym” – śmiała się mówiąc to, więc uznałem, że muszę dbać o to, by jej dni nie były stracone. A Mateusz wcale sceny nie odstawił tylko po prostu bardzo nieszczęśliwy był, bo chciał być noszony a Duża normalnie się leniła. Przecież to chyba przyjemność nas nosić, no nie? Tak sobie myślę, że kiedyś jej powiem, że jakbym umiał to też bym ją nosił, ale nie umiem. Noszenie musi być bardzo miłe, bo na ogół często to robią. I wtedy też, ale Mateusz chciał więcej. Czy to jego wina, że jemu bycie noszonym spodobało się tak samo jak Dużej podoba się noszenie?

Ta inna Duża, to osobny temat. Bo nasza Duża mówiła o niej do Dużego, że Koleżanka przyjdzie. Już kilka takich innych Dużych u nas było i wszystkie nazywają się Koleżanka. Czasami miały inne imiona, Marta, Ania, Asia. Ale chyba wszystkie mają takie drugie imię – Duża mówi, że my też mamy swoje imiona i jeszcze jedno wspólne nazwisko i to chyba jest to nazwisko, co te Duże mają. Marta Koleżanka. Asia Koleżanka. Ania Koleżanka. Może one wszystkie mają wspólne nazwisko, bo też w jednej kuwecie śpią i mają tę samą Dużą, tak jak my? Muszę o to zapytać Mateusza, on chyba dłużej podsłuchiwał ostatnio, ja niestety usnąłem.

W ogóle to Duzi używają bardzo wielu niezrozumiałych słów. Arrrrrrmagedon już wspominałem, tak samo ta scena – nie wiem co to znaczy odstawić scenę, ale chyba chodzi o to, że Mateusz tak rozpaczał. To nie mogła powiedzieć, że rozpaczał? Następnym razem ja też odstawię scenę i zobaczę, czy też tak nazwie. Ona lubi dziwnie nazywać rzeczy.
Albo inne słowo – Omeny. Mówi czasami do kogoś, że „napiszę, jak uśpię Omeny”, albo „posprzątam, jak Omeny zjedzą” – czy poza nami, Fircykami są tu jeszcze jakieś Omeny? I co to są te Omeny? Duża ma czas je karmić i usypiać, zajmując się nami? Chyba musimy z nią poważnie porozmawiać, bo jeśli ma czas na te Omeny to może znaczy to, że marnuje czas, który ma być dla nas??

Ale najgorsze do zrozumienia jest dla mnie słowo „foch”. Ostatnio Duży zapytał Dużą: „czy chłopcy też strzelają fochy jak są starsi? Czy tylko dziewczynki?” – Duża się uśmiechnęła i powiedziała mu, że to zależy. No i teraz jestem cały głupi, bo co to znaczy strzelić focha? I od czego to zależy? Coś mi się wydaje, że skoro Duża uśmiechnęła się na to słowo, znaczy, że je lubi… zatem chyba musimy z Matim nauczyć się strzelać te fochy, żeby Duża była zadowolona. Bo jak jest zadowolona, to dużo się śmieje i wtedy jest tak śmiesznie. Ale ona chyba zawsze jest zadowolona, albo może ma już taką minę po prostu, że się uśmiecha, sam nie wiem, ale co na nią patrzę to ma uśmiech na buzi. Dziwne. Do czego ona się tak uśmiecha?

Aaaale aaaaale, zapomniałem o czymś. No i była ta inna duża, Koleżanka u naszej Mamy i gapi się na nas (wszyscy Duzi jak przychodzą, to się na nas gapią, więc my gapimy się na nich, może zrozumieją, że to wcale takie fajne nie jest). No i tak się gapi i mówi: „oooo różnica między Filipkiem a Mateuszkiem jest coraz większa, widać, że nie są tacy sami”. No i tak patrzę na nią z Mateuszem i mówię „A ty niby jesteś taka sama z innymi Koleżankami???” – Też mają to samo nazwisko, więc mieszkają w tym samym domku, a też są inne. I czy ja się o to czepiam?! Wszyscy ciągle mówią, że Mateusz jest większy, a Filip mniejszy a inny, a taki, a siaki… A my tak z Mateuszem patrzymy i nic z tego nie rozumiemy. Mieliśmy być tacy sami, czy co? No ja cię przepraszam, ale o co tu chodzi? I wcale nie jestem mniejszy od Mateusza – jak na niego patrzę to według mnie wygląda tak samo jak ja! W końcu obaj mieścimy się w takich samych kuwetach, no nie? Ciekawe, czy one by się zmieściły….

No, ale nie złoszczę się, nie myślcie sobie. Tylko tak stwierdziliśmy z Matim, że Duzi to jednak „dziwny naród” – chyba tak się ich nazywa. Nasz Duży, Tata tak kiedyś powiedział o innych Dużych, którzy mają nazwisko Chinińczycy, czy jakoś tak. Wyglądał na oburzonego, ale nie wiem dlaczego, tylko słyszałem, jak mówił coś o okrucieństwie wobec psów czy coś. Psy to chyba takie coś jak nasze Koty, ale inne trochę. Jeszcze dokładnie nie wiem, ale coś tam słyszałem, jak Duzi rozmawiali kiedyś, że lubią i Psy i Koty. To chyba muszą być takie same, ale pewnie trochę inne. Ciekawe czy też sikają do butów.

Najlepsze z wszystkiego jest to, że Duzi ciągle mówią, że Mateusz i ja siebie wzajemnie nie widzimy i nie zwracamy na siebie uwagi. Oni są kochani, ale trochę ten… tego…. no naiwni. Bo jeśli siebie nie zauważamy, to dlaczego zawsze śpimy w dzień na zmianę? Jeden śpi, drugi czuwa. Mówiłem kiedyś o tym, że pilnujemy, żeby nas nie okradli prawda? Nawet Duża zauważyła ostatnio i mówi: „Kurczę, nic nie można zrobić bo albo jeden dokazuje albo drugi”. I skoro siebie nie widzimy wzajemnie, to czemu dziwnym trafem zawsze razem budzimy się na jedzenie w nocy? Oni myślą, że nas wyregulowali – ciekawe kto wyregulował kogo haha! No, ale niech myślą, że się nie widzimy – dla nas lepiej. Można spać spokojnie, bo brat czuwa. W końcu Duzi to taki dziwny naród. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bujanie, czyli kolejny sposób pacyfikowania Dużych…

06 sie

Lubimy odwiedziny. Duża mówi, że dostajemy dużo prezentów. Nie wiem co to jest, ale mówi, że mamy już dużo zabawek, ciuszków i jesteśmy aż nadto rozpieszczeni. No, ja nie wiem… przecież my nic z tego wcale nie używamy! Czy ja się bawię ciuszkami, albo zabawkami? Włącza nam co prawda melodię z czegoś kolorowego. Duży mówi, że to jest „piesczyzając„, ma taki sznurek między nóżkami i jak Duzi go pociągną to leci melodia, którą z bratem lubimy. Ten piesczyzając jest kolorowy podobno, my widzimy, że ma coś czerwone, podoba się nam.

No, ale nie o tym miało być. Lubimy odwiedziny. Chyba jesteśmy z bratem ładni czy coś, bo często słyszymy „och, jaki śliczny”, „och, jaki ładny”, „a jakie ma oczy niebieskie” – od oczu proszę się odtentegować, bo znowu będą mi w nie zaglądać, czy coś. Niech lepiej trzymają dystans. Patrzę na tych wszystkich odwiedzających wtedy tak, żeby wybić im z głowy jakiekolwiek próby okradzenia mnie z moich oczu, pieluszki czy innych MOICH rzeczy. Nie wiem jak dokładnie się to robi, ale chyba działa, bo mówią, że patrzę podejrzliwie i zostawiają moje oczy w spokoju. A pieluszkę zabiera na chwilę tylko moja Duża, mój Duży albo te Duże Babcie, ale one są w porządku. Nawet nas kąpały raz i było też fajnie. Tylko wczoraj była lipa, bo nasza Duża poszła gdzieś i strasznie długo nie wracała i jak Babcia nas kąpała to też naszej Dużej jeszcze nie było i wtedy to już płakaliśmy, bo ile można nie być? No poszła i nie była. Dziwne to było, ale potem już była, więc się uspokoiliśmy. Tylko Duży nasz z Babcią wzdychali, że padnięci są- nie wiem, dlaczego – nie lubią nas nosić?

W każdym razie, gdy nas odwiedzają inni Duzi, to często nas bujają w naszej kuwecie- to nam się bardzo podoba. A oni są wtedy bardzo spokojni, widać bujanie wpływa na nich jak smoczki. Stają się spokojni i uśmiechają się i potem nam znikają bo zasypiamy. Mogliby nas tak bujać częściej, chyba trzeba o tym pogadać. Mateusz po prostu zażąda, to powinno wystarczyć. W końcu po to są Duzi, żeby bujać, no nie? Co innego mają do roboty w życiu? chyba nic, bo ciągle są z nami.. lubią spędzać z nami czas, więc skoro nie mają nic do roboty to mogą nas po prostu bujać ciągle. Myślę, że jutro im to zakomunikuję. Dość stanowczo. A dzisiaj już odpuszczę, bo senny i tak jestem, co się będę przemęczał rozmowami. Do następnego. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szpitalne perypetie, czyli po co gapią się nam w oczy…

04 sie

Był taki dzień, jakiś czas temu, nie wiem ile, bo przecież nie umiem liczyć czasu… chyba więcej, niż ta sekunda czekania na jedzenie.. w każdym razie, był taki dzień, w którym Duża zabrała nas wielką jadącą kuwetą do miejsca, na które mówiła szpital. Wyglądało to miejsce dość znajomo, możliwe, że kiedyś już tam z Mateuszem byliśmy, ale nie pamiętamy. Pytałem go, to mówił, że coś też mu tam miga ale nie jest pewien. No, ale w tym szpitalu czekaliśmy długo. Tak długo, że obaj zdążyliśmy zgłodnieć, co zakomunikowaliśmy oczywiście dość głośno. Duża była z nami i jeszcze druga Duża – babcia, ale inna niż ta, w którą strzelał kupą Mateusz. Duża i babcia dały nam jeść. Oczywiście było smaczne, jadłem z wysiłkiem, bo przecież to wcale nie jest takie łatwe wyciągać mleczko z tego co one nazywały butelką. Zmęczyłem się bardzo, a tam było gorąco. Mateusz też chyba się zmęczył, bo miał dziwne oczy. Duża śmiała się i mówiła do niego „nooo Mateuszku, naćpane oczka masz, jakby mama co najmniej marychułane włożyła od mleczka” – co to jest marychułana to ja nie wiem, ale może działa dziwnie na oczy? No i tak już najedzeni, zostaliśmy podniesieni jak zawsze – za każdym razem jak zjemy to nas podnoszą, a wyginają, a to wyżej biorą a to niżej i w końcu Mateusz beeeknął tak mocno, że ja aż z wrażenia bąka puściłem. I nie wiem dlaczego, ale usłyszałem jak inni duzi zaczęli się śmiać. Co było takie śmieszne to ja nie wiem, bo skupiłem się na swoim bąku, ale widocznie coś musiałem przegapić.

W tym szpitalu było dziwnie, bo najpierw nam dali jakąś wodę w oczka, nie było to zbyt przyjemne, trochę poprotestowaliśmy ale dali nam spokój. Minęło troszkę czasu i znowu nas położyli na jakimś czymś i nagle obca Duża chwyciła moją główkę i nie mogłem się ruszyć! To wcale nie było miłe! Ciekawe czy ona by się dobrze czuła, gdybym ja tak chwycił jej głowę. A potem, zaczęła mi zaglądać w oczy, tak jakoś dziwnie, głęboko.. nie tak, jak nasza Duża, gdy do nas mówi.. ona wtedy patrzy tak ładnie, wcale nie trzyma nam główek i nie zbliża się aż tak mocno. Ta obca Duża to chyba chciała mi zabrać moje oczka, więc na nią nakrzyczałem. Ale ona, bezczelna jedna, puściła moją głowę i wzięła mnie na ręce i jeszcze przytulała. Przestałem krzyczeć na nią, w nadziei, że jak przestanę to moja Duża mnie już od niej weźmie… zadziałało. Ech… moja Duża jest jednak bardzo przewidywalna.

A zaglądanie w oczy wcale nie jest miłe. W każdym razie nie w taki sposób. Na drugi raz opluję tę obcą Dużą i tyle. Co mi zrobią? Bąka puszczą? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak, jeśli i ciemne plamy, czyli Duzi chyba nie lubią spać..

04 sie

Patrzę wczoraj na Dużą, bo się nade mną pochyliła, a ona ma pod oczami jakieś dziwne ciemne plamy. Mateusz mówi, że u Dużego też to zauważył. Nie mieli tego jak się z nimi poznaliśmy, dziwna sprawa. Często też słyszymy jak Duża mówi na przykład „Jak usną, to zrobię prasowanie”, na co Duży odpowiada – „Nie jak, tylko jeśli” i zaczynają się śmiać. Co jest takiego śmiesznego w tym, że sobie zamiast jak powiedzą jeśli? Oni mają naprawdę niezrozumiałe poczucie humoru czasami.

I chyba nie lubią spać. Bo zawsze nie śpią wtedy kiedy my nie śpimy i gdy zasypiamy to też chyba nie śpią, bo jak się budzimy to znowu są na nogach. Czy oni w ogóle nie śpią? Może pilnują nas jak śpimy, żeby nas okraść? Dlatego od jakiegoś czasu, gdy śpię, jedno oko mam troszkę otwarte. Nic nie widzę wtedy, ale oni o tym nie wiedzą. Lepiej, żeby myśleli, że czuwam. I chyba tak myślą, bo słyszałem jak Duży się zaśmiał i mówił: „zobacz, jaki czujny, pewnie się boi, że go okradniemy”. – Ciekawe, skąd on to wie?! Może czyta mi w myślach, albo słyszał jak mówiłem do Mateusza „stary, musimy być czujni… Oni NIGDY nie śpią!”.

No, ale to nadal nie wyjaśnia tych ciemnych plam pod oczami. Mam tylko nadzieję, że to nie jest zaraźliwe..

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Może”, to bardzo ważne słowo, czyli jak Duzi bawią się w zgadywanki…

04 sie

Zauważyłem z bratem, że Duzi często używają jednego słowa. „Może” – to jest chyba dla nich bardzo ważne słowo, bo każde prawie zdanie zaczynają od niego. Na przykład wczoraj: „może ma kupę?”, „może trzeba go znowu odbić?”, „może jednak nie lubi tego mleka?” – to wszystko chyba jest o nas i wygląda na to, że oni lubią zgadywać. A wystarczyłoby nas zapytać. Dzisiaj na ten przykład ciągle im mówimy, że chcemy, żeby nas w naszej kuwecie bujali, a oni zamiast nas bujać, wciskają nam jakieś coś do picia co nie jest mlekiem i smakuje dziwnie. „Pij, to koperek, pomoże na jelitka” – po pierwsze, co to są jelitka? I po drugie – komu ma to pomóc? Bo na pewno nie nam! Smakuje kiepsko, człowiek się nie najada i co z tego, że na jakieś jelitka komuś pomoże? No i tak od paru godzin – trochę pobujają, to się uspokajamy, ale za chwilę już przestają, no to znowu MUSIMY zaprotestować. I tak się z tymi Dużymi bujamy. A oni dalej zgadują, używając tego magicznego słowa „może”.

Nauczyłem się robić minkę, która powoduje, że Duży z Dużą jeszcze więcej zgadują. Wystarczy wygiąć usta w dół i lekko się zmarszczyć a oni już latają, wymyślają. Śmieszna zabawa! Oni są tacy zabawni, jedna minka i już prawie wpadają mi do kuwety. Duży i Duża są jednak dość prości w obsłudze. Szkoda tylko, że na razie nadal nas nie rozumieją, ale nauczą się. Kiedyś w końcu usłyszą to co chcemy im powiedzieć, musimy być cierpliwi. Myślę, że zadawanie się z takimi Dużymi wymaga duuuużo spokoju i cierpliwości. No i oczywiście umiejętności robienia odpowiednich minek. To bardzo pomaga osiągać swoje cele.

No nic…czas chyba zrobić minkę, bo Duży chyba przysnął i przestał nas bujać..

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Smoczek – najlepszy przyjaciel człowieka, czyli jak spacyfikowaliśmy Dużych..

03 sie

Pewnego dnia z Mateuszem wołaliśmy o jedzenie, a Mateusz dodatkowo informował, dość głośno, że ma w pieluszce nową dostawę czegoś, co pachnie niezbyt ładnie. Teraz już wiem, że chodziło o tę broń bibelogiczną czy jakąś tam. No i wołamy, wołamy, a Duża akurat była sama i widać było, że za chwilę przewróci się o własne nogi. Wzięła Mateusza, wtedy ja dostałem czkawkę i zacząłem z buzi wypuszczać to co zjadłem. „Oj, ulało ci się” – mówi do mnie. „chyba tobie!” – myślę sobie. Nic mi się nie ulało, tylko po prostu oddałem to co mi siedziało w brzuszku za mocno. I po co taka histeria od razu? Jak już nas załatwiła, nakarmiła, wrócił Duży i powiedziała mu, że jednak muszą nam dać smoczki. Myślałem, że może jakieś nowe mleczko,ale nie… okazuje się, że to takie fajne coś, co mi dają do buzi i tak miło mi się wtedy robi, tak spokojnie… I co najważniejsze- od tej pory Duża jakaś spokojniejsza jest. Może dlatego, że my mamy te smoczki, to ona się uspokaja też? Ciekawe jak to działa i czy jak ona by miała smoczka w buzi, to czy ja też bym był spokojniejszy? Muszę zapytać o to Mateusza, ale on śpi. Chyba się zmęczył rozmową z Dużym, bo ten znowu go nie zrozumiał.

Acha, a fircyki w galotach to podobno Mateusz i ja. Nie rozumiem tego znowu też, bo przecież jesteśmy Filipkiem i Mateuszkiem? No ale może chodzi o to, że… właściwie, o co chodzi?!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Strzelanie kupą, czyli sztuka ataku.

03 sie

Śmiesznie było, gdy Mateusz (już wiem, że On jest chyba Mateuszem, a ja Filipem) strzelił kupą w inną Dużą, zwaną Babcią. Już się wystawił, przygotował do ataku, już się napiął i … srrruuuuu… no i niestety… porażka, bo Babcia niestety miała refleks. No, ale poczekamy, przystąpimy do ataku ponownie. Jakby nie było, udało nam się już osikać Mamę i Tatę i parę innych osób. Mama mówi, że my jakąś broń biebologiczną robimy, czy jakąś… biolo.. bibolo… jakoś to szło. Oczywiście nie wiem o co chodzi, ale wygląda na to, że jest to coś bardzo skutecznego, bo zawsze gdy zabiera nam pieluszkę, to minę ma, jakby jej ktoś w nos przyłożył.

W ogóle, to Duży z Dużą dziwnie mówili na początku. Bo Duża mówiła Dużemu, żeby włożył nas do kuwety, a potem się śmiali, albo pytała Duża czy Duży kupił karmę dla dzieci. Nie wiem, dlaczego to takie śmieszne, ale mówili też coś o tym, że skoro mają koty, to im już się poprzestawiało z nazwami. Koty to chyba to takie coś co przychodzi czasami do nas i dotyka nas nosem, albo łaskocze nas czymś co wystaje mu przy nosie. Koty, jest śmieszny i chyba jest tego dwa, bo czasami przychodzi jeden koty i mruczy a drugi tylko patrzy i piszczy. Duży mówi, że nie dość, że dzieci płaczą (chyba chodzi o nas, ale my nie płaczemy wcale…tylko wołamy), to jeszcze ten koty płacze… ale on podobno chce wyjść i jak Duży go nie wyniesie na czas to on wtedy robi wszystko, co zakazane. Podobno nasikał Dużemu do butów – chyba będę musiał pogadać z Koty, żeby mnie też nauczył sikać do butów – wydaje mi się, że to może być o wiele ciekawsze, niż po prostu sikanie na odległość. Nooo… ale żeby pogadać z Koty to ja muszę wyjść z tej mojej kuwety (bo chyba ciągle w nią właśnie mnie wkładają). Na razie nie wychodzi mi to za bardzo, bo ruszam moimi nóżkami a one i tak są w miejscu. Nie wiem dlaczego, ale podobno jeszcze musi minąć czas. Mam nadzieję, że nie tak długo jak ta sekunda czekania na jedzenie….

Mateusz, to w ogóle podobno płaci i żąda- zupełnie tego nie rozumiem, ale mówią, że on jak się wydrze, to pól jakiegoś osiedla czy czegoś słyszy. Duża czasami takie dziwne rzeczy mówi, których ja nie rozumiem, patrzę na nią wtedy, czekam aż mi wyjaśni, a ona do mnie „nie martw się Filipku, nikt ci pieluszki nie ukradnie”. No ja myślę! Pielucha jest moja i wcale nie zamierzam jej oddawać. Chociaż oni mi ją i tak zabierają, a za chwilę oddają i jest znowu jakaś taka…milsza… Nie wiem co z nią robią… ale może to jednak dobrze, że zabierają mi pieluchę?

Jestem tu od niedawna, znaczy mi się wydaje, że już całą wieczność, ale ciągle są tu nowe, dziwne rzeczy.
No bo na przykład jak Duża z Dużym do nas mówią, to dlaczego ciągle tylko mówią „a guuu”? To inaczej się nie da? No i my odpowiadamy, pełnym zdaniem a oni się cieszą i znowu… „a guuu”. Dziwni są ci Duzi… Czasami siedzą z jakimś pudłem i wtedy lecą fajne melodie, to nam się podoba, chociaż wtedy myślę sobie „no tak…znowu chcą, żebym spał”. I wtedy walczę, próbuję, nie poddaję się… ale oni z tego pudła coś wysyłają takiego, że nie umiem się opanować i zasypiam. Teraz też chce mi się spać, chociaż tego pudła nie ma, ale zjadłem swoje mleczko i nagle zaczęło mnie ciągnąć w sen. Może oni to samo co z pudła dają nam w melodiach, dodają też do mleczka? Ciekawe, dlaczego tak się cieszą, gdy śpimy.

I dlaczego cieszą się, gdy w pieluszce pojawia się kupa? Naprawdę… dziwni są ci Duzi i ich świat…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co to jest „Fircyki w galotach”, czyli jak ja nic nie rozumiem…

02 sie

Podobno nazywam się Fircykiwgalotach, tak jak mój brat bliźniak „dwujajeczny” – tak nazywa nas Duża – mama. Mama to ta, co nam śpiewa.. czasami zafałszuje, ale coś tam mówiła ostatnio, że bez fałszywej nutki nie doceni się prawdziwej muzyki. Nic z tego nie rozumiem… ale skoro tak mówi – coś w tym jest. W końcu daje mi jeść, zabiera coś co nazywa „armagedonem w pieluszce” i wtedy jest mi przyjemniej, bo sucho- musi zatem też znać się na tym całym fałszowaniu.

Jestem z bratem na tym łezpadole od dwóch miesięcy. Łezpadół wygląda różnie – czasami ma szczebelki, czasami nie ma, jest zielony i szumi, albo jest beżowy i cichy. To chyba zależy, gdzie Duży z Dużą nas kładą. Nie lubimy z bratem, gdy nas za szybko podnoszą. Na szczęście starają się robić to powoli, czasami chyba im nie wychodzi bo wtedy jest tak dziwnie… i człowiek musi wrzasnąć.. no musi, inaczej się udusi!

W Łezpadole jest śmiesznie. Inaczej, niż w Wielkiej Wodzie, z której nas wyjęła inna Duża. Oj wtedy, to się działo – jak to mówi Duży – było grubo! Brat wrzeszczał, ja też i nikt jakoś na to nie reagował. Musieliśmy czekać bardzo długo na jedzenie… było zimno, obco.. naprawdę dziwna sprawa. Ale potem już było troszkę lepiej, bo dali nam w końcu jeść. Ale nam chciało się po prostu spaaaać… oj spanie lubiliśmy od razu. A oni nas budzili, kazali jeść, jakby nie mógł się człowiek najpierw wyspać i potem zjeść. Ćwierkała ta Duża do nas, budziła z Dużym, no ale jedzenie było całkiem dobre. Nowe. Inne.

Łezpadół jest ciekawy, bo duży.. kolorowy, najpierw był szary, a teraz jest w nim dużo czerwonego i innych kolorów. I ciągle grają w nim melodie. Duży ciągnie za ogon coś, na co mówi „piesczyzając” i wtedy nam gra miło melodia, ale szybko się kończy i wtedy musimy z bratem prosić o więcej. Czasami Duży z Dużą nie rozumieją i zamiast włączyć, to zaglądają nam w pieluchę albo każą jeść… znowu! A melodia?! Chodzi o melodię! No i dopiero po jakimś czasie, gdy nas już bolą gardła, oni nagle mówią „Ty… chyba chodzi o melodyjkę!”… Nooo… szybcy są..

Nadal nie wiem, co to jest Fircykiwgalotach, ale widocznie tak mam na imię… chociaż słyszę też „Filip” i „Mateusz” ale nie wiem, czy to do nas czy obok nas… pewnie z czasem się okaże. Może jest nas więcej, tylko nam nie powiedzieli?

Wiem jedno.. Nie lubię czekać na jedzenie. Strasznie długo czasem muszę czekać, obudzę się i muszę wrzasnąć raz i dwa, żeby dostać jeść! Dziwna ta jadłodajnia… Duża mówi do mnie wtedy „sekundkę” – nie wiem co to znaczy, ale to chyba bardzo długo…

W Łezpadole najgorsze jest to, że ciągle jest tak gorąco. W Wielkiej Wodzie też było ciepło ale inaczej, była woda… a tu nie da się wytrzymać i chyba Dużym też to nie pasuje, bo często mówią „nie ma się co dziwić, że płacze – też byś płakał, nie mogąc ponarzekać na upał”. Nie wiem co to jest upał,ale chyba chodzi o to, że tak ciągle piecze w plecki. Fajnie jest, gdy wkładają nas do wody, wtedy tak cicho mówią, jakaś inna melodia wtedy gra i jest ulga. A potem znowu ładują nas w pieluszkę i każą spać. A jeśli ja nie chcę spać?! Mówię do nich, tłumaczę, a oni do mnie „a guuu” i jeszcze mi wmawiają, że ja to samo mówię do nich… no jak to możliwe, że oni mnie nie rozumieją?

Podobno jesteśmy z bratem spokojni. Mało płaczemy (nooo o tym to się jeszcze przekonamy..) i podobno nie budzimy się wzajemnie. No cóż… dogadaliśmy się, że nie ma sensu się wzajemnie budzić, lepiej się znieczulić na krzyki brata- wtedy człowiek spokojniej śpi, je i robi kupę. A po co się denerwować? Duża mówi, że stres szkodzi na cerę. Co to jest cera? Muszę ją zapytać.. tylko czy ona mnie zrozumie? Czy znowu mi odpowie „a guuuu”?

A teraz pójdę spać, bo zmęczyłem się tymi myślami… Podobno odbiło mi się, jak staremu spod budki z piwem – nie wiem co to znaczy, ale chyba chodzi o to, że mogę już iść spać,bo jak to mówią, to potem zawsze kładą mnie do łóżeczka i zasypiam. Noo… czasami jeszcze sobie do nich pogadam, ale oni serio nie kumają – ćwierkają i się cieszą, a ja mówię im, że mi za gorąco! No ale nie będę już narzekał, idę spać, dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii