RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2014

Anioły, igły i inne takie, czyli słodko-gorzki smak butelki…

24 wrz

Babcia kupiła dla nas jakieś anioły. Podobno to są jakieś Anioły Strusie - brzmi całkiem fajnie. I nasza Duża mówi, że będziemy kiedyś do nich mówić „aniele strusiu mój, ty zawsze przy mnie stój” – a co to jest anioł struś i dlaczego ma przy nas stać, to już nie wyjaśniła. A ona nie będzie przy nas stać? Albo Duży? Może chodzi o to, że te Strusie mają ich wymienić, jak będą zmęczeni? Bo ja to myślę, że oni kiedyś się jednak zmęczą i w końcu pójdą spać. Bo ile tak można? Ja to się strasznie męczę, jak mnie sadzają na leżaczku i każą patrzeć na te wszystkie dyndałki, które nazywają zabawkami. A w ogóle, to Duża nam powiedziała o tych Aniołach Strusiach coś takiego:

splątane pióra
sypią pyłem w oczy
wiatrem niesione
ciała rozpalają
myśli

cisza

świat trwa
nieświadomy, że
nad nim
w gorącym
szaleństwie

tańczą anioły

Nie wiem, czy dobrze zapamiętałem, ale podobało mi się. Śmieszne te Strusie muszą być, skoro umieją tańczyć i podoba mi się ta cisza. Bo u nas w domu, to jest spokojnie i cicho często i nie lubię, gdy jest za głośno. Podobno lubimy z Mateuszkiem jak jeżdżą samochody i szumi. Co to są samochody, to nie wiem, ale coś co szszszszszumi, jest fajne. Tyle wiem. Dużo już wiem, prawda?

I wiem, że nie lubimy czegoś, na co Duża mówi igła. To takie coś, co taka inna Duża trzyma i potem nagle nas boli nóżka albo rączka. No, mam wtedy ochotę ją kopnąć, ale się nie da. Oni mówią, że to jakieś ,szczypienia, ale czy oni nie mogą nasz szczypieniować, tak, żeby nie bolało? Niech sami siebie szczypieniują! Ja im kiedyś to powiem. I nie będę wtedy miły o nie.

Na szczęście szczypienie nie trwa długo i potem zawsze dostajemy jeść i jedziemy szumiącą wieeelką kuwetą, wydaje mi się, że kiedyś na nią powiedzieli samochód i wtedy to jest całkiem miło. Chociaż dzisiaj Mateusz chyba nie był do końca zadowolony z jazdy bo się wiercił i narzekał. Ale Duża nad nim skrzeczała dyndałką, co fajnie hałasuje i nie płakał. No bo, jakby Mateusz się rozpędził, to myślę, że nie byłoby słychać fajnego szumu. I wtedy ja też nie byłbym zadowolony.

W ogóle, to wygląda na to, że oni nam jednak codziennie będą dawali te jakieś jarzyny. I nie zapowiada się na to, żeby mieli się tym znudzić. Ja próbuję ciągle ich zniechęcić, ostatnio oplułem nawet Dużą i dostała w oko, a Babci też plułem i marudziłem, ale oni się nie poddają. Strasznie uparci są ci nasi Duzi. Ja nie wiem czy wystarczy mi sił, tym bardziej, że Mateusz to naprawdę się poddał. Nie dość, że nie narzeka, to jeszcze się awanturuje, że za wolno mu te jarzyny dają. Podobno jest jak studzień bez dnia-  co ma do tego ten studzień i dzień, to ja nie wiem, albo źle cośusłyszałem. Oni strasznie dużo do nas mówią w ogóle i trudno czasami zapamiętać. Nie wiem po co tyle mówią. Ja to wolę, jak oni się nade mną nachylają i po prostu się śmiejemy. Bo jak mówią, to myślę, że chcą, żebym im odpowiadał, a mi się zwyczajnie nie zawsze chce.

No i te jarzyny to tak różnie smakują. Marchefka jest nawet znośna, ale taka inna jarzyna co na nią mówią brokułała, czy jakoś, to mi nie smakowała. Dziwna była, aż musiałem płakać.

Ale Babcia to nam ostatnio dała jakieś gotowane japko do spróbowania i powiem, że to było nawet interesujące. Jeszcze nie wiem, czy mi pasuje, czy nie, ale chyba tak. Może by mi to dawali zamiast tej brokułały? Jak znam życie, to nie. Bo oni chyba lubią utrudniać…. Niby tacy mili, tacy roześmiani, ale jak przyfasolą człowiekowi jarzynę z zaskoczenia, albo nagle odłożą do łóżeczka, gdy się człowiekowi już wygodnie zrobi na ich rękach, to naprawdę.. można zwątpić. Oni chyba czekają, aż nam się zrobi wygodnie i wtedy… do ataku! Możliwe, że nauczyli się tego od nas… Podglądają nas i chyba odpatrują od nas te co lepsze mądrości, ech… musimy chyba być ostrożniejsi, bo jeszcze będą lepsi od nas. Póki co Duży mówi, że posiadamy jedną broń, wobec której oni są bezbronni. No ja myślę… w końcu, chyba rządzimy, no nie? Chyba… bo czasami to nie wiem… Z nimi naprawdę nigdy nie wiadomo.

W każdym razie, bycie tu wcale nie jest takie śliczne i sympatyczne jakby mogło się wydawać. Czasami ma smak brokułały. Ale to nic, bo zawsze pozostaje nadzieja, że za chwilę będzie miało smak japka.

A Duża mówi, że nie jest źle, jest dobrze i zawsze może być gorzej. Może wie, co mówi? Zawsze przecież można dostać dużo brokułały  i żadnego japka. To ja już nie będę dziś narzekał, tylko się uśmiechnę i pójdę grzecznie spać. I może przyśnią mi się te Strusie. I wam też tego życzę. Dobranocka. :-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marchewka, muzyka i łyżeczka, czyli życie staje się coraz ciekawsze…

17 wrz

Oj dawno nic nie mówiłem… Ale to wszystko wina naszej Dużej, niech jej bozia błogosławi, bo przez to, że jest jej mniej, to ja zajęty jestem z Mateuszem bardziej. Bo musimy opiekować się Babcią. Duża mówi nam czasami jak nas usypia wieczorem, że mamy być dobrzy dla babć i się nimi opiekować i dziadkami też. No to jak tak nam mówi, to się opiekujemy.A jak? Hmmm.. na przykład dbamy o to, żeby się nie nudziła. Czasem ja do niej pogadam, czasami Mateusz, pośmiejemy się do niej. Z niej się nie śmiejemy, bo Duża mówi, że nie wolno śmiać się z ludzi starszych niż ona a te babcie i dziadki to chyba troszkę starsi są, więc skoro nie można, to nie można. Nie wiem czemu, bo śmieszni są też. Na przykład Dziadki to nas nie karmią, ale chyba nas lubią bo obaj do nas mówią różne rzeczy a nasza Duża, to mówi, że kiedyś będziemy tym dziadkom rąbać jakieś drewna i pomagać. A dlaczego kiedyś a nie teraz? Nie powiedziała mi tego, ale nie będę się wyrywał. Bo nie jestem pewien, czy to całe rąbanie drewna to jest fajna zabawa, czy nie.

A zatem, opiekujemy się Babcią. Czasami chyba Mateusz aż za bardzo się wczuwa w tę opiekę i potem biedny się rozpędza i zaczyna płakać. Duża mówi, że on się rozpędza i nie umie wrócić, nie wiem o co chodzi, ale chyba ma rację. Ja też podobno zaczynam się rozpędzać i kończy się płaczem.. Zupełnie nie wiem o co im wszystkim chodzi.. Ja płaczę tylko dlatego, że mnie kładą, już chyba mówiłem, że gdyby mnie nosili cały czas, to byłbym przeszczęśliwy, prawda? Ale skoro nie chcą…cóż…  A Mati to płacze, bo nerwus jakiś jest czy coś, Duża tak mówi. Że on się szybko fkurza.

Dzisiaj na przykład faktycznie się fkurzał,  bo Babcia dawała mu jarzynkę. Tak się chyba nazywa to inne mleko, które dają nam od kilku dni. Czasami mówią na nie marchewka, czasami cukinia a czasami ziemniak, a dzisiaj to była właśnie jarzynka. Nie mam pojęcia po co zmieniają nam mleko, czy tamto nie było dobre? Nie lubią go?  Bo mi to nowe to tak średnio smakuje. I próbuję im to powiedzieć, a nawet oplułem Babcię kilka razy, ale chyba nie chcą zrozumieć. Może oni na nas oszczędzają…. i sami wypijają nasze mleczko? Hmmm muszę to dokładniej zbadać.

No, ale Mateusz to chyba lubi to nowe mleko jarzynkę. Bo tak wcinał, że ani razu Babci nie opluł, a przecież się umawialiśmy. Miała być też zabawa i co? Byśmy pluli, Babcia by się chowała a tak to kicha wyszła bo on wszystko zjadł. I mało mu było i jak Babcia chciała mu dać nasze mleczko to się biedak tak fkurzył, że już się nie zatrzymał i była ta ich historia czy histeria jakaś. W każdym razie wygląda na to, że w tej walce o nasze mleczko zostanę sam…

Nasi Duzi nam ciągle śpiewają do snu. I to fajne jest. Piosenki już znamy na pamięć i lubimy je. A Duży powiedział dzisiaj, że jak będą kiedyś na jakimś ognisku i ktoś zagra Łyskimojażono, to spali gitarę. Ale dlaczego? Ta piosenka jest fajna i my lubimy jak oni nam ją śpiewają tak często i ciągle. I te inne piosenki też są fajne. Muzyka, to chyba jest to właśnie śpiewanie i to, że Duży z gitarą czasami nam umila zasypianie. I podoba nam się ta muzyka. Niech nam ją robią jak najczęściej! A Babcie też robią muzykę. Tylko inne jakieś te piosenki są i nawet śmieszne. Ostatnio tak nas rozbawiła Babcia Jasna tymi piosenkami, co się kołysanki nazywają, że Mateusz to aż bąka ze śmiechu puścił! No dobra… ja też… ale cicho.

Wiecie co to jest łyżeczka? Odkryłem to niedawno. Duża dała nam to dziwne mleczko pierwszy raz takim czymś i teraz też nam na tym dają. Ale Babcia Jasna to dała mi dzisiaj moją herbatkę taką inną łyżeczką. Taką… zimną. I to, że ona była zimna podobało mi się najbardziej. Bo coś dzieje się z moją buzią. Trochę mnie czasami boli, czasami mocniej, czasami zaswędzi i muszę ciągle rączki do buzi kłaść i przygryzać. Duża mówi, że podobno mi jakieś ząbki wychodzą. No chyba jej… Mi nic nie wychodzi, poza kupami czasami, a w buzi mi też nic nie wychodzi. Mogłaby mi jakoś pomóc. Te łyżeczki są fajne, czy nie mogłaby dać mi ich więcej i na dłużej? Jutro ją o to zapytam, albo powiem Babci. Może mnie zrozumie.

Z jakiegoś powodu ostatnio naszego Dużego nie było dłużej niż zwykle i kąpała nas nasza Duża i druga Babcia, ta co ma ciemne włoski na głowie. I też było fajnie. Mateusz, to nawet się śmiał tak, że podobno zalał pół pokoju. A Babcia śmiała się z nim, karmiąc mnie. Przez to, że ona się śmiała, to mi też się chciało śmiać i trochę długo to wszystko trwało. Aż padłem spać przez to szybko. A miałem nadzieję, że pogadam sobie z Babcią czy coś. Bo ja lubię rozmawiać z Dużymi, tylko oni tego nie rozumieją, że ja mówię po swojemu. Mateusz to nadaje jak katarzynka, czy katarynka, jak to Duża mówi. Ja wolę patrzeć na nich i sprawdzać czy rozumieją, co mam na myśli. No nie może być zbyt łatwo, prawda?

Ostatnio polubiłem leżenie na brzuszku. Oni zawsze nas tak zmani…zamani..zmanipululu.. w każdym razie tak zrobią, że w końcu lubimy to co nam serwują. No i niestety i ja polubiłem leżenie na brzuszku. Ale tylko dlatego, że mogę się od razu na plecki przewracać. Sam się nauczyłem, o! Mateusz gada, a ja się przewracam. Duża mówi, że ma pełen pakiet. Co to jest pakiet? I jak jest pełen to niech go opróżni. Bo jak ja mam pełny brzuszek to..no tego.. wiadomo, opróżniam go. Lepiej niech ona z tym pakietem uważa, bo jak przepełni to hoho…

Nadrobiłem chyba zaległość, co? Ogólnie muszę stwierdzić, że bycie tu staje się coraz ciekawsze. O wiele lepsze niż Wielka Woda, jednak. Mateusz mówi, że jemu też się tu bardziej podoba niż w Wielkiej Wodzie. Więcej się dzieje. I nawet jak płaczemy to nie jest nam aż tak źle. Po prostu musimy czasami zaprotestować, ogłosić coś, albo po prostu powiedzieć dość dosadnie bo jak nas nie rozumieją, to jak inaczej?

Ale tej jarzynki to ja nie polubię, niech sobie robią co chcą, ja wolę moje mleczko a nie jakieś takie dziwne… Niech sobie sami jedzą jarzynki, o! Nie polubię, w pompkę, amen i już.

Duża mówi, że na szczęście na razie obywa się bez malowania ścian po marchewce.. noooo.. zo-ba-czy-my ;-)

Tymczasem idę spać, bo znowu mnie niedługo obudzą, że trzeba jeść.  Dobranocka. :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przewroty, zawroty i akcji zwroty, czyli grunt to bunt…

09 wrz

Dajemy ostatnio trochę odsapnąć tej naszej Dużej, co na nią Babcia Jasna mówimy. Jasna bo ma jasne na głowie. A dajemy odsapnąć bo nasza Duża mówi, że „kobitę wykończymy” czy coś. Nie wiem czym mielibyśmy ją wykończyć i dlaczego mówi na nią kobita, ale przestaliśmy teraz płakać przy niej, bo możliwe, że o to chodziło mamie. Bo jak płaczemy to nasza Duża chyba się nie przejmuje aż tak, zdaje się, że nas przejrzała, w pompkę.

Ale Babcia jedna i druga to jeszcze nadal daje się złapać. No, ale Duża mówi, że jak wystraszymy babcię, to więcej nie przyjdzie i będzie kaplica. Kaplica chyba jest niefajna no i my lubimy jak babcie przychodzą, więc postanowiliśmy odpuścić… trochę. Zostawiamy sobie po prostu energię na popołudnia z naszym Dużym. On czasami jeszcze wygląda na przejętego i wtedy się dzieje!

Kiedyś wszedł w drzwi, zanim je otworzył. A niedawno podobno tak go Mateusz wystraszył w nocy, że biedak wyskoczył z łóżka i zatrzymał się na ścianie. Tak mówi nasza Duża, że biedak. My stwierdziliśmy zgodnie, że koleś jest hardkorem (takie nowe fajne słowo się nauczyliśmy używać)! W ścianę to nawet my nie wejdziemy. No, ale my na razie chodzić nie umiemy. Na razie… hehe, wszystko przed nami. Mama mówi, że jak zaczniemy chodzić, to wtedy dopiero będzie jazda bez trzymanki. No ba!

Ale ja nie o tym. Ostatnio jestem bardziej zmęczony, bo zacząłem zmieniać pozycję. Duża mi pomaga (nie wiem po co, przecież sam dam radę!). Leżę sobie na brzuszku, co swoją drogą coraz bardziej lubię, potem się przewracam na plecki, a Duża pomaga mi przewrócić się na brzuch znowu. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że po pierwsze Duża mi pomaga a ja chcę sam, po drugie – czasami za szybko się przewrócę i wtedy mam dziwne uczucie. Duża mówi, że mogę mieć zawroty jak będę za szybko się przewracał, więc pewnie to jest to. I wtedy muszę zaprotestować, bo Duża powinna pilnować, żebym za szybko nie kręcił się. W końcu tyle może chyba dla mnie zrobić, no nie?

Nasza Duża mówi, że nastąpił zwrot akcji, bo teraz zamiast płakać przy niej i przy babci, robimy sceny późnym popołudniem i co to będzie zimą, gdy będą mrozy i nie będzie nas można wziąć na spacer, a na spacerze się wyciszamy. A ja się pytam – jak to nie można nas będzie na spacer zabrać?! A kto zabronił?! Już my im pokażemy, jak nas nie zabiorą. Spacery są faaajne, tak nas miło trzęsie w ten kuwecie-wózku. Babcia to najinteligentniejsza jest z nich wszystkich bo zakumała, że my lubimy jak się jeździ po nierównościach i trzęsie nas wtedy tak fajnie. A jak nas biorą na spacer jakimiś ulicami i nie trzęsie to musimy się buntować. Bo nie trzęsie. Nic nie poradzimy, że lubimy takie trzęsienie, oni też powinni polubić, może wtedy by lepiej spali?

Duża ostatnio podsumowała nasze bunty mówiąc, że stosujemy jakąś pankową metodę pod tytułem „grunt to bunt”. Nie wiem co to jest pank ale nam się podoba to z tym buntem, więc możemy pankować ile wlezie. Ważne, że działa… czasami.

Ciekawe, czy babcie też przestaną się przejmować tak naszymi buntami. Śmieszne jest jak biegają wokół nas, a Duży przestawia ściany w nocy, ale patrząc na Dużą, to nic nie trwa wiecznie. Ona też kiedyś biegała na każde nasze zaskrzypienie (Duża mówi, że jak skrzypimy to nie biegnie bo poskrzypieć czasami każde dziecko musi), a teraz proszę bardzo… uśmiecha się, przytula nas i zawsze zrobi tak, że musimy przestać. Nie ma z nią zabawy… No ale chociaż się z nami kula po podłodze, dobre i to. Śmieszna jest i musimy na nią uważać, bo jeszcze zawrotów dostanie i nie wiem, co by się wtedy stało! Więc z Mateuszem pilnujemy jej przy zabawach, bo jeszcze się kobiecina uszkodzi i wtedy zamiast nad nami, babcie będą biegać nad nią i jeszcze mogą powiedzieć, że to przez nas… lepiej udawać, że to nie my.

W razie czego – wszystkiego się wyprzemy! To nie my i koniec. I amen, jak mawia Duża.

A zatem:

To nie my! I amen!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czkawka, brzuch i odbijanie, czyli życie bywa męczące..

05 wrz

Dawno nic nie mówiłem, Mateusz też, bo byliśmy bardzo, ale to bardzo zajęci. No bo, odkąd nasza Duża chodzi w odwiedziny do tej Pracy, której nadal do nas nie przyprowadziła, więc nawet nie wiemy czy jest miła i ładna, to mamy bardzo mało czasu na cokolwiek. Troszkę nam się pozmnieniało, ale nie jest źle. Jest po prostu inaczej. Jak Duża się szykuje to nas też szykuje, ubiera, karmi i mówi, że zaraz przyjdzie Babcia i mamy się zachowywać godnie.
Co ona z tym „godnie”? Pogodnie, łagodnie, takie słowa znamy bo mówili je przy nas, ale godnie? Czy chodzi jej o to, że mamy być cicho? No staramy się, ale czasami coś nas zmusza do protestów, a czy to moja wina, że Mateusz umie się wydrzeć tak, że nawet mi się dziwnie robi i muszę robić „podkufkę”? Albo czy to moja wina, że jak mnie nagle głód złapie to się nie śmieję, tylko wołam „jeść!”? Duża mówi, że Babcia jest z nami biedna, bo jest tylko jedna, a my dwaj i mamy jedną skuteczną broń. Nie wiem co to jest za broń, ona chyba wie więcej niż my. Bo my żadnej broni nie mamy, nic o tym nie wiem. A Babcię lubimy, jak do nas gada to nawet się nie da nie uśmiechnąć, tylko tak akurat czasem wyjdzie, że przy niej jest scena. Podobno lekko z nami nie ma. No cóż… my też lekko nie mamy.

Bo na przykład, taka czkawka. To jest to coś co się robi jak mi w brzuszku skacze. Niby podobno nas to nie denerwuje- tak mówi Duży, że gdzieś wyczytał czy coś, ale ciekawe co by powiedział jakby jemu tak w brzuszku skakało ciągle. Nie chce mi się za każdym razem awantury robić, żeby im udowodnić, że nam to przeszkadza, ale kiedyś tak mu poskaczę po brzuszku, że sam zobaczy!

A co do brzuszka, to oni nas chyba trochę nie lubią… Bo codziennie co jakiś czas kładą nas na brzuszkach i każą tak leżeć. Ryje taki Fircyk w swoją pieluszkę buzią i wcale nie jest miło. Niby podnoszę główkę i oglądam to co jest wokół mnie, ale jak mi główka opada, to wcale już nie jest takie ciekawe. A jak mi rączki na boki uciekną, to w ogóle. I znowu muszę protestować. Zastanawiam się, dlaczego nam to robią, a nie widziałem nigdy, żeby Duży czy Duża tak dziwnie się bawili. No i mamy takie ciche podejrzenie, że oni nas chyba nie lubią i chcą nas zmęczyć tym brzuszkowaniem i zmusić do spania, bo nas faktycznie to bardzo męczy.

Mateusz mówi, że przesadzam, że oni nas lubią, tylko widocznie coś chcą nam ukraść a na brzuszku nic nie widzimy. Może tak… w sumie, ani Duża ani Duży nie denerwują się na nas jak krzyczymy, więc może jednak nas lubią? Sam nie wiem, ale będę ich dokładniej obserwował. „Strzyżonego panbóg strzyże” czy jakoś tak mówi Duża, w takich sytuacjach.

W sumie o tym, że chyba nas jednak lubią, świadczy jedna rzecz. No dwie: karmią nas i starają się to robić szybko i sprawnie, tylko jak Mateusz się rozedrze, to wtedy trochę się potykają o własne nóżki i czasami wejdą w drzwi, w ścianę albo w siebie nawzajem. A raz to Duży nawet na Kotego nadepnął, chyba na Cipcipa, co się Jaskier nazywa.
A druga rzecz, to, że po jedzeniu zawsze nam w brzuszkach tak ciężko i oni wtedy zamiast nas zostawić męczących się, podnoszą nas i mamy ulgę. Śmieją się wtedy, że bekamy jak stary spod budki z piwem (cokolwiek to znaczy), ale niech się śmieją, ważne, że nam jest lżej. Czasami tak nam ciężko, że aż musimy wypuścić nadmiar (już o tym wspominałem). No czasami to wypuści się tak, że Duża mówi „aaaaale pawiapuścił” . Nie wiem co to jest ten pawiapuścił, możliwe, że to jakaś nazwa na nas podczas tego całego odbijania i bekania spod budki z piwem. W każdym razie wtedy im trochę brudzimy, czasami to aż sami się dziwimy, skąd tyle tego. No ale, jak Fircyk je, to czasami musi coś odjeść. I tyle. Wtedy jest ulga i nie ma co sobie odmawiać. No nie?

W ogóle to nasza druga Babcia, ta co ma ciemne na głowie, chyba włosy się to nazywa, nie wiem bo my takich nie mamy, przychodzi do nas wieczorami i też jest fajnie. Pomaga naszym Dużemu i Dużej w kąpieli, bo czasami Duża u tej swojej Pracy siedzi jak nas kąpią. Nie przeszkadza nam to w sumie, bo z Babcią też jest w porządku, tak samo jak z tą co rano przychodzi. Znamy się już długo, nie pamiętam od kiedy ale chyba prawie tak długo jak z Dużą i Dużym, więc czujemy się z nimi całkiem nieźle. Mateusz to się tak wyluzował, że przy obu Babciach pokazuje swoje pełne możliwości wokalne, jak to mawia Duża.

No ale ja nie o tym. Chciałem powiedzieć, że z Matim stwierdzamy, że w Wielkiej Wodzie było wszystko łatwiejsze. Tu się jednak namęczymy każdego dnia. Jedzenie – męczy. Odbijanie – męczy. Kupa – MĘCZY! Spacer – tak męczy, że aż śpimy. Zabawa – cokolwiek to znaczy – męczy, bo potem znowu śpimy. Można chyba spokojnie stwierdzić, że to całe przebywanie tu męczy. Ale to nie znaczy, że nam się tu nie podoba. Jak jesteśmy zmęczeni to śpimy, więc narzekać nie możemy. Tak powinni Duży i Duża i wszyscy inni Duzi robić. Że jak poczują się zmęczeni, to od razu zasypiają. Byliby mniej zmęczeni. A skoro nas męczy wszystko, a jesteśmy mali, to tych Dużych wszystko pewnie męczy DUŻO bardziej. No, ale skoro nie chcą spać, nie lubią… ich sprawa. Tymczasem poczułem się już lekko zmęczony, pomarudzę chwilkę, poprzytulają mnie i zasnę sobie spokojny z moją ulubioną tetrą na palcu w buzi. Bo kto mi zabroni jeść tetrę? No kto?! ;)
Dobranoc, idźcie już spać, chyba, że jak moja Duża i mój Duży – nie lubicie. ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii