RSS
 

Czkawka, brzuch i odbijanie, czyli życie bywa męczące..

05 wrz

Dawno nic nie mówiłem, Mateusz też, bo byliśmy bardzo, ale to bardzo zajęci. No bo, odkąd nasza Duża chodzi w odwiedziny do tej Pracy, której nadal do nas nie przyprowadziła, więc nawet nie wiemy czy jest miła i ładna, to mamy bardzo mało czasu na cokolwiek. Troszkę nam się pozmnieniało, ale nie jest źle. Jest po prostu inaczej. Jak Duża się szykuje to nas też szykuje, ubiera, karmi i mówi, że zaraz przyjdzie Babcia i mamy się zachowywać godnie.
Co ona z tym „godnie”? Pogodnie, łagodnie, takie słowa znamy bo mówili je przy nas, ale godnie? Czy chodzi jej o to, że mamy być cicho? No staramy się, ale czasami coś nas zmusza do protestów, a czy to moja wina, że Mateusz umie się wydrzeć tak, że nawet mi się dziwnie robi i muszę robić „podkufkę”? Albo czy to moja wina, że jak mnie nagle głód złapie to się nie śmieję, tylko wołam „jeść!”? Duża mówi, że Babcia jest z nami biedna, bo jest tylko jedna, a my dwaj i mamy jedną skuteczną broń. Nie wiem co to jest za broń, ona chyba wie więcej niż my. Bo my żadnej broni nie mamy, nic o tym nie wiem. A Babcię lubimy, jak do nas gada to nawet się nie da nie uśmiechnąć, tylko tak akurat czasem wyjdzie, że przy niej jest scena. Podobno lekko z nami nie ma. No cóż… my też lekko nie mamy.

Bo na przykład, taka czkawka. To jest to coś co się robi jak mi w brzuszku skacze. Niby podobno nas to nie denerwuje- tak mówi Duży, że gdzieś wyczytał czy coś, ale ciekawe co by powiedział jakby jemu tak w brzuszku skakało ciągle. Nie chce mi się za każdym razem awantury robić, żeby im udowodnić, że nam to przeszkadza, ale kiedyś tak mu poskaczę po brzuszku, że sam zobaczy!

A co do brzuszka, to oni nas chyba trochę nie lubią… Bo codziennie co jakiś czas kładą nas na brzuszkach i każą tak leżeć. Ryje taki Fircyk w swoją pieluszkę buzią i wcale nie jest miło. Niby podnoszę główkę i oglądam to co jest wokół mnie, ale jak mi główka opada, to wcale już nie jest takie ciekawe. A jak mi rączki na boki uciekną, to w ogóle. I znowu muszę protestować. Zastanawiam się, dlaczego nam to robią, a nie widziałem nigdy, żeby Duży czy Duża tak dziwnie się bawili. No i mamy takie ciche podejrzenie, że oni nas chyba nie lubią i chcą nas zmęczyć tym brzuszkowaniem i zmusić do spania, bo nas faktycznie to bardzo męczy.

Mateusz mówi, że przesadzam, że oni nas lubią, tylko widocznie coś chcą nam ukraść a na brzuszku nic nie widzimy. Może tak… w sumie, ani Duża ani Duży nie denerwują się na nas jak krzyczymy, więc może jednak nas lubią? Sam nie wiem, ale będę ich dokładniej obserwował. „Strzyżonego panbóg strzyże” czy jakoś tak mówi Duża, w takich sytuacjach.

W sumie o tym, że chyba nas jednak lubią, świadczy jedna rzecz. No dwie: karmią nas i starają się to robić szybko i sprawnie, tylko jak Mateusz się rozedrze, to wtedy trochę się potykają o własne nóżki i czasami wejdą w drzwi, w ścianę albo w siebie nawzajem. A raz to Duży nawet na Kotego nadepnął, chyba na Cipcipa, co się Jaskier nazywa.
A druga rzecz, to, że po jedzeniu zawsze nam w brzuszkach tak ciężko i oni wtedy zamiast nas zostawić męczących się, podnoszą nas i mamy ulgę. Śmieją się wtedy, że bekamy jak stary spod budki z piwem (cokolwiek to znaczy), ale niech się śmieją, ważne, że nam jest lżej. Czasami tak nam ciężko, że aż musimy wypuścić nadmiar (już o tym wspominałem). No czasami to wypuści się tak, że Duża mówi „aaaaale pawiapuścił” . Nie wiem co to jest ten pawiapuścił, możliwe, że to jakaś nazwa na nas podczas tego całego odbijania i bekania spod budki z piwem. W każdym razie wtedy im trochę brudzimy, czasami to aż sami się dziwimy, skąd tyle tego. No ale, jak Fircyk je, to czasami musi coś odjeść. I tyle. Wtedy jest ulga i nie ma co sobie odmawiać. No nie?

W ogóle to nasza druga Babcia, ta co ma ciemne na głowie, chyba włosy się to nazywa, nie wiem bo my takich nie mamy, przychodzi do nas wieczorami i też jest fajnie. Pomaga naszym Dużemu i Dużej w kąpieli, bo czasami Duża u tej swojej Pracy siedzi jak nas kąpią. Nie przeszkadza nam to w sumie, bo z Babcią też jest w porządku, tak samo jak z tą co rano przychodzi. Znamy się już długo, nie pamiętam od kiedy ale chyba prawie tak długo jak z Dużą i Dużym, więc czujemy się z nimi całkiem nieźle. Mateusz to się tak wyluzował, że przy obu Babciach pokazuje swoje pełne możliwości wokalne, jak to mawia Duża.

No ale ja nie o tym. Chciałem powiedzieć, że z Matim stwierdzamy, że w Wielkiej Wodzie było wszystko łatwiejsze. Tu się jednak namęczymy każdego dnia. Jedzenie – męczy. Odbijanie – męczy. Kupa – MĘCZY! Spacer – tak męczy, że aż śpimy. Zabawa – cokolwiek to znaczy – męczy, bo potem znowu śpimy. Można chyba spokojnie stwierdzić, że to całe przebywanie tu męczy. Ale to nie znaczy, że nam się tu nie podoba. Jak jesteśmy zmęczeni to śpimy, więc narzekać nie możemy. Tak powinni Duży i Duża i wszyscy inni Duzi robić. Że jak poczują się zmęczeni, to od razu zasypiają. Byliby mniej zmęczeni. A skoro nas męczy wszystko, a jesteśmy mali, to tych Dużych wszystko pewnie męczy DUŻO bardziej. No, ale skoro nie chcą spać, nie lubią… ich sprawa. Tymczasem poczułem się już lekko zmęczony, pomarudzę chwilkę, poprzytulają mnie i zasnę sobie spokojny z moją ulubioną tetrą na palcu w buzi. Bo kto mi zabroni jeść tetrę? No kto?! ;)
Dobranoc, idźcie już spać, chyba, że jak moja Duża i mój Duży – nie lubicie. ;)

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz