RSS
 

Anioły, igły i inne takie, czyli słodko-gorzki smak butelki…

24 wrz

Babcia kupiła dla nas jakieś anioły. Podobno to są jakieś Anioły Strusie - brzmi całkiem fajnie. I nasza Duża mówi, że będziemy kiedyś do nich mówić „aniele strusiu mój, ty zawsze przy mnie stój” – a co to jest anioł struś i dlaczego ma przy nas stać, to już nie wyjaśniła. A ona nie będzie przy nas stać? Albo Duży? Może chodzi o to, że te Strusie mają ich wymienić, jak będą zmęczeni? Bo ja to myślę, że oni kiedyś się jednak zmęczą i w końcu pójdą spać. Bo ile tak można? Ja to się strasznie męczę, jak mnie sadzają na leżaczku i każą patrzeć na te wszystkie dyndałki, które nazywają zabawkami. A w ogóle, to Duża nam powiedziała o tych Aniołach Strusiach coś takiego:

splątane pióra
sypią pyłem w oczy
wiatrem niesione
ciała rozpalają
myśli

cisza

świat trwa
nieświadomy, że
nad nim
w gorącym
szaleństwie

tańczą anioły

Nie wiem, czy dobrze zapamiętałem, ale podobało mi się. Śmieszne te Strusie muszą być, skoro umieją tańczyć i podoba mi się ta cisza. Bo u nas w domu, to jest spokojnie i cicho często i nie lubię, gdy jest za głośno. Podobno lubimy z Mateuszkiem jak jeżdżą samochody i szumi. Co to są samochody, to nie wiem, ale coś co szszszszszumi, jest fajne. Tyle wiem. Dużo już wiem, prawda?

I wiem, że nie lubimy czegoś, na co Duża mówi igła. To takie coś, co taka inna Duża trzyma i potem nagle nas boli nóżka albo rączka. No, mam wtedy ochotę ją kopnąć, ale się nie da. Oni mówią, że to jakieś ,szczypienia, ale czy oni nie mogą nasz szczypieniować, tak, żeby nie bolało? Niech sami siebie szczypieniują! Ja im kiedyś to powiem. I nie będę wtedy miły o nie.

Na szczęście szczypienie nie trwa długo i potem zawsze dostajemy jeść i jedziemy szumiącą wieeelką kuwetą, wydaje mi się, że kiedyś na nią powiedzieli samochód i wtedy to jest całkiem miło. Chociaż dzisiaj Mateusz chyba nie był do końca zadowolony z jazdy bo się wiercił i narzekał. Ale Duża nad nim skrzeczała dyndałką, co fajnie hałasuje i nie płakał. No bo, jakby Mateusz się rozpędził, to myślę, że nie byłoby słychać fajnego szumu. I wtedy ja też nie byłbym zadowolony.

W ogóle, to wygląda na to, że oni nam jednak codziennie będą dawali te jakieś jarzyny. I nie zapowiada się na to, żeby mieli się tym znudzić. Ja próbuję ciągle ich zniechęcić, ostatnio oplułem nawet Dużą i dostała w oko, a Babci też plułem i marudziłem, ale oni się nie poddają. Strasznie uparci są ci nasi Duzi. Ja nie wiem czy wystarczy mi sił, tym bardziej, że Mateusz to naprawdę się poddał. Nie dość, że nie narzeka, to jeszcze się awanturuje, że za wolno mu te jarzyny dają. Podobno jest jak studzień bez dnia-  co ma do tego ten studzień i dzień, to ja nie wiem, albo źle cośusłyszałem. Oni strasznie dużo do nas mówią w ogóle i trudno czasami zapamiętać. Nie wiem po co tyle mówią. Ja to wolę, jak oni się nade mną nachylają i po prostu się śmiejemy. Bo jak mówią, to myślę, że chcą, żebym im odpowiadał, a mi się zwyczajnie nie zawsze chce.

No i te jarzyny to tak różnie smakują. Marchefka jest nawet znośna, ale taka inna jarzyna co na nią mówią brokułała, czy jakoś, to mi nie smakowała. Dziwna była, aż musiałem płakać.

Ale Babcia to nam ostatnio dała jakieś gotowane japko do spróbowania i powiem, że to było nawet interesujące. Jeszcze nie wiem, czy mi pasuje, czy nie, ale chyba tak. Może by mi to dawali zamiast tej brokułały? Jak znam życie, to nie. Bo oni chyba lubią utrudniać…. Niby tacy mili, tacy roześmiani, ale jak przyfasolą człowiekowi jarzynę z zaskoczenia, albo nagle odłożą do łóżeczka, gdy się człowiekowi już wygodnie zrobi na ich rękach, to naprawdę.. można zwątpić. Oni chyba czekają, aż nam się zrobi wygodnie i wtedy… do ataku! Możliwe, że nauczyli się tego od nas… Podglądają nas i chyba odpatrują od nas te co lepsze mądrości, ech… musimy chyba być ostrożniejsi, bo jeszcze będą lepsi od nas. Póki co Duży mówi, że posiadamy jedną broń, wobec której oni są bezbronni. No ja myślę… w końcu, chyba rządzimy, no nie? Chyba… bo czasami to nie wiem… Z nimi naprawdę nigdy nie wiadomo.

W każdym razie, bycie tu wcale nie jest takie śliczne i sympatyczne jakby mogło się wydawać. Czasami ma smak brokułały. Ale to nic, bo zawsze pozostaje nadzieja, że za chwilę będzie miało smak japka.

A Duża mówi, że nie jest źle, jest dobrze i zawsze może być gorzej. Może wie, co mówi? Zawsze przecież można dostać dużo brokułały  i żadnego japka. To ja już nie będę dziś narzekał, tylko się uśmiechnę i pójdę grzecznie spać. I może przyśnią mi się te Strusie. I wam też tego życzę. Dobranocka. :-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz