RSS
 

Archiwum - Październik, 2014

Syn Niemarnytrawny, manna z nieba i chrzestu ciąg dalszy, czyli jak Duzi się rozwijają…

25 paź

Hej! Podobno jestem synem niemarnytrawnym. Tak mówi Duża, bo zjadam wszystko, co mi da i domagam się więcej. Okropnie trudna naimia, prawda? Filipek też jest synem niemarnytrawnym, bo zjada. Co prawda nie woła o więcej, w każdym razie, jak to Duża mówi, robi to nieco suptelniej niż ja, ale też mówi do niego, że syn niemarnytrawny jest.

Jeśli chodzi o jedzenie, to ostatnio Duzi się postarali. Myślałem, że już nas nie zaskoczą, a tu kaszka manna i mięso. Ta kaszka manna to fajna jest, Duża mówi, że ona nam brzuszki zapełni i że jedząc ją powinniśmy się ustrzec przed alergią na jakiś glut. Co prawda do końca to nie zostało zbadane, tak mówi Duża, bo się naczytała jakichś mądrości, ale ten glut jakiś niefajny jest i mamy jeść kaszę manną, żeby tego gluta dobrze trawić, czy coś. Żeby go pewnie nie marnytrawić? No w każdym razie, wychodzi na to, że ten glut to jakiś groźny może być. Zatem jemy kaszkę i nie marudzimy. Duża powiedziała, że niedługo dostaniemy ją z owocami a na razie jemy ją w naszej jarzynce, która już podobno nie jest jarzynką, bo dodała do niej mięsa. Nie wiemy dokładnie co to jest mięso, ale jarzyna według nas smakowała podobnie jak zawsze. Tylko troszkę bardziej najedzeni byliśmy i musiałem się wydrzeć o mleczko dopiero po dwóch sekundach a nie po jednej, jak to wcześniej było.

Właśnie, podobno od dzisiaj jesteśmy już oficjalnie mięsnożercami . Duża mówi, że kiedyś może być tak, że będziemy chcieli być wegetańczykami , ale na razie musimy jeść mięso bo ma żelazo i inne dobra. Nie wiem dokładnie o co jej chodzi, ale skoro tak musi być, to tak musi być. A jak kiedyś uznam, że chcę być wegetańczykiem, to jej powiem. Na pewno jej powiem. Ale na razie mi wszystko pasuje, więc po co to zmieniać? Filipek się ze mną zgadza. Mówi też, że lepiej nie podskakiwać za mocno, bo nam bananę odbiorą i japko, a wtedy byłaby lipa. Myślę, że Filip ma rację. Bo Duży ostatnio powiedział Dużej, że zjadł jej całą czekoladę i ona wtedy mu powiedziała, że mu drugą zabierze. To jak Dużemu zabiera czekoladę (cokolwiek to jest), a Dużego lubi bardzo bardzo, to nam bananę też może zabrać i nawet japko, ojjjj. Lepiej jej nie podskakiwać. Chociaż ona jest nadal całkiem miła. No, ale lepiej się pilnować.

Oni w ogóle w końcu chyba zakumali, że my nie lubimy leżeć w łóżeczkach, bo to jest nudne. I robią nam wycieczki po swojej wieeeelkiej kuwecie, na którą mówią dom. To jest to miejsce, w którym jesteśmy wtedy, gdy nie jesteśmy na spacerze. To jest też nasze miejsce i my je lubimy. Babcia Jasna nas zabiera często do takiego miejsca, co się kuchnia nazywa. I tam robi różne hałasy, często wtedy też są różne zapachy i potem Babcia mówi, że nam obiadek zrobiła. Ona chyba wtedy nam tę naszą jarzynę – niejarzynę robi. Pachnie wtedy różnie, zwłaszcza, gdy przy okazji puszczę bąka albo Filipek kupkę strzeli, ale ogólnie nie jest źle.

A Duży nas ostatnio zabrał do innego miejsca, które nazywa się korytarz i tam pastował buty. Powiedział, że jesteśmy szewczykami i mamy się uczyć na przyszłość. A Duża powiedziała, że mamy się nauczyć pastowania, bo jak Mikołaj będzie do nas przychodził, to buty musimy mieć czyste. A to my mamy buty? Pytałem Filipka i on też jest zdziwiony. Bo Duzi nam na stópki nie zakładają takich rzeczy jak sobie, gdy wychodzą z nami. To są te buty chyba. I my ich nie mamy. I kim do diaska jest Mikołaj? Wielu Dużych nas odwiedza, ale nie przypominam sobie, żeby któreś z nich miało taką naimię. No, ale pewnie po prostu jeszcze nie zaprosili tego Mikołaja. W każdym razie, ja niczego pastować nie będę. Jestem mały, oni mogą pastować mnie. I tyle.

A w ogóle, to ostatnio Duża fajnie powiedziała do mnie rano: „ooo panicz zawołał i już służba przybiegła, dupkę przewinęła i panicz zadowolony” . Panicz to ja, rozumiem? To pewnie, że zadowolony! Jakby ona miała taką kupę jak ja miałem wtedy w pieluszce, to też by była zadowolona, jakbym ja przybiegł i jej przewinął dupkę. Myślę, że ona to wie, bo mówi, że „ooo zapachy z piekła rodem”, i że na pewno dupka wyszczypana mocno jest. A jest i doceniam to, że ona o nas tak dba. Oni wszyscy zresztą. Bo nie tylko Duża nam pieluszki zmienia. I chyba ich zapachy z piekła rodem nie przerażają. Nie wiem co to jest piekieł , ale chyba jakieś śmierdzące miejsce.

Już wiemy z Filipkiem co to był ten chrzest, co mieliśmy dostać. To jest taki dzień, kiedy ubierają człowieka w dziwne ubranka, jakąś koszulę, muszkę, spodnie garnitururowe. I w ten dzień wszyscy skaczą nad tobą jeszcze mocniej niż zwykle. W sumie nic dziwnego, jesteśmy przecież podobno najprzekultowniejsi – tak mówi Duża. No i w tym dniu podobno dzieje się coś ważnego. Ja nie zauważyłem wielkiej zmiany, poza jedną. Umyli mi główkę zimną wodą, w środku dnia i wcale po tym nie było od razu kąpieli. To było, lekko mówiąc, dziwne. I główki nie mył mi mój Duży, tylko jakiś inny Duży. Był miły  i uśmiechał się do nas często i mówił same niezrozumiałe rzeczy, ale ogólnie fajny był. Próbowałem do niego zagadać, powiedzieć, żeby zaczął mówić nieco jaśniej, ale on tylko się śmiał. A ja przecież nie mówiłem nic śmiesznego! Filipek postawił na uśmiech. On stwierdził już dawno temu, że uśmiechem dużo można załatwić. I coś w tym jest. Bo Duże różne wymiękają, jak on strzeli uśmiechem.

No i ten Duży, na którego nasi mówili ksionc, umył mi główkę, chociaż starałem się mu to utrudnić. A ten zdrajca, nasz Duży, trzymał mnie i się uśmiechał. A to wcale zabawne nie było, bo mi umyli głowę zimną wodą. No ale na szczęście trwało to tylko chwilę, potem już Duża mnie przejęła i było w porządku. Filipkowi też umyli. Może chodzi o to, że w tym dniu jak dają tego chrzesta ,  to trzeba być bardzo czystym i Duzi niedokładnie umyli nam główki? No… ja nie chcę nic mówić, ale wydaje mi się, że może faktycznie powinni byli się bardziej postarać. Bo jak już obcy musiał nam myć główki, to chyba coś nie tego, co? Ale w tym dniu było nieco inaczej jednak, jak tak sobie przypominam. Bo było więcej różnych Dużych i nieco mniejszych Dużych, wszyscy byli dla nas mili, jakaś jedna Duża ciągle pstrykała nam tym aparatem, co Duży też taki ma i jakieś prezenty podobno dostaliśmy. Ja tam nic nie widziałem. Duża się tylko z Dużym zachwycali, że taaakie fajne prezenty, które nam się przydadzą. Ale w czym nam się przydadzą? Bo tego to już nie powiedzieli…

Ja podobno mogę mieć zgniliznę moralną na szyjce. Duża mówi, że jak jem, to tak macham witkami, że jedzenie ląduje w różnych miejscach i że musi mi się dostać do szyi po jedzeniu bo jak nie wyczyści mnie od razu, to do wieczora te resztki się popsują czy coś i będzie nieładnie pachnąca zgnilizna moralna. Duża mi ostatnio często szyjkę wyciera jak jestem na brzuszku, bo na plecach to podobno jej to zadanie utrudniam.  Ja nie wiem… Przecież jak jem to może chyba mnie tak zasłonić, żeby mi jedzonko na szyjkę nie wchodziło? Co z tego, że macham rączkami? Ona jest większa i powinna dać radę. A  ostatnio nie dała, ha! Chciała mi dać brokułałę, ale się obroniłem, bo nie miałem ochoty i wszystko wylądowało w różnych miejscach, tylko nie w mojej buzi.  I Duża, z bezsilności podobno, zaczęła się śmiać i potem miała dużo prania, tak mówiła Babci. Cóż…. jak się nie pilnuje miseczki… Jej wina, no nie? I dobrze, że poszła się umyć, brokułałę miała na buzi i mogłaby sama mieć zgniliznę moralną!

Duży powiedział nam podczas karmienia, że kasza manna z nieba nam spada. Duża czasami podając nam łyżeczkę mówi, że samoloooot leci, a Duży, że kasza manna z nieba. Ale patrzyłem w górę i nic nie leciało. Oni czasami jak coś powiedzą… No ale nadal nie lubią spać, ja nie mam już na to słów. W ogóle niebo, to jest gdzieś u góry, bo mi Duża mówiła, że jak jestem w kuwecie na spacerze, to widzę niebo. A wtedy to akurat wszystko, co ja widzę, to  takie właśnie coś u góry.

Muszę Wam powiedzieć, że zauważam duży postęp w rozwoju naszych Dużych. Dają nam coraz ciekawsze jedzonko, śpiewają nam coraz więcej piosenek, bo poza Dużymi, Babcie nam też śpiewają, opowiadają nam dużo fajnych historyjek i zabierają nas na wycieczki po domu. Jest dobrze. Tylko Duża znowu powiedziała mi coś niezrozumiałego..

Czy wiecie co to jest skinhed? Jeśli tak, to powiedzcie mi proszę, bo ja nie wiem, a Duża powiedziała mi, że jeśli będę chciał być skinhedem, to mam być tylko takim, który przeprowadza staruszki przez ulice. I teraz mam zagadkę- chcę być skinhedem, czy nie? I co to są staruszka i ulica? Pomóżcie proszę, będę dźwięczny!

Tymczasem do następnego razu!

I pamiętajcie! Myjcie głowy sami, bo inaczej Wam umyją! I amen.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Psuj, Po-Psuj i Więzień Miłości, czyli Dużych wielkie niezdecydowanie i słaba pamięć…

12 paź

Pamiętacie, że mam na imię Mateusz, prawda? I że mój brat, to Filipek? No właśnie… a nasi Duzi chyba tego nie pamiętają. Co chwilę nazywają nas inaczej. A Duży dzisiaj powiedział, że nas będzie kiedyś nazywał Psuj i Po-Psuj. Duża wtedy się śmiała i  stwierdziła, że być może te ksywki (cokolwiek to znaczy), mogą całkiem pasować, jeśli się okaże, że przejdziemy przez dom jak tornado. A dlaczego mamy przechodzić przez dom? Przecież oni nas noszą! To niby czemu mamy sami chodzić? I co to jest tornado? Nie sądzę, żebym miał się zachowywać, jakbym był jakimś tornadołem. Psuj i Po-Psuj fajnie brzmi, ale po co nam nowe naimia? Co chwilę dają nam inne, oni są chyba naprawdę niezdecydowani, albo mają słabą pamięć. Zaczyna to być lekko podejrzane. Filipek na razie się nie martwi, mówi, że dopóki mówią do nas również używając naszych prawdziwych naimiów, to nie powinniśmy się martwić. Patrzcie, jaki wyluzowany nagle!

W wczoraj Duży ubrał mi takie ubranko, co się pajacyk nazywa i ono jest podobno pasiaste. Ma takie kreski, Duży mi pokazywał te kreski i mówił, że wygląda lekko więziennie. Nie wyjaśnił mi dokładnie, ale Duża na to zaczęła na mnie mówić „no… on jest więźniem… więźniem miłości”. I tak mi ciągle teraz mówi. Co to jest więzień miłości? Czy to znaczy, że jak już nas Duża pokochała to nie przestanie i nie puści? Bo ona mówi, że nas nikomu nie odda, że nas kocha i w ogóle i że my ją trzymamy w garści. Serio… zabawna jest. Przecież ona jest taaaaakaaaa duuużaaa! Jak ja niby mam ją trzymać w mojej piąstce? Złapię jej palec i już mi miejsca nie wystarcza! A Duży mówi, że owinęliśmy go sobie wokół palca. Oglądałem moje paluszki niejeden raz i nigdy Duży nie był tam owinięty. Niby jak? On jest ogromny.

Ale wiem jak w garść łapać włosy Dużej. To jest zabawa! Można sobie włosy złapać i ciągnąć mocno! A Duża wtedy śmieszne miny robi i nos marszczy. I mówi: „kobietę za włosy?! kobietę?!” – Nie kobietę, tylko moją Dużą. Jest moja i będę sobie jej włosy łapał ile będę chciał. A jak jej się nie podoba, to po co się nade mną pochyla? Swoją drogą fajnie jak się pochyla, bo mnie gila, rozśmiesza i wtedy czasami ją pacnę w nos, podrapię, raz włożyłem jej palec  w oko. Jak nie umie się bronić… no cóż. Sama mówi, że życie, to wojna i ofiary muszą być. Ostatnio jednak zauważyłem, że Duża wyczuwa, kiedy może nastąpić atak i robi niezłe uniki. Uczy się kobiecina, trzeba jej przyznać.

Dużego nie jest tak łatwo złapać za włosy, bo ma krótsze. I te na twarzy co ma, tez jakieś takie nie do złapania są. A do tego drapią nas, gdy Duży daje nam buziaki albo nas przytula. Ale nie jest to niemiłe drapanie. Ostatnio próbowałem złapać te włosy na jego buzi, ale udało mi się tylko złapać go za nos paznokciami. Nie wiem czy mu się podobało bo parsknął śmiesznie i miał mokre oko. Ale ja przecież malutki jestem i nie mogło go zaboleć, moje paznokcie są osssstre, owszem, ale na pewno nie aż tak. Jego nos jest większy niż moje paluszki. Na pewno go nie bolało. Kiedyś go złapię za włosy na buzi. Włosy są fajne!

Ale Babcie też mają włosy do łapania. Co prawda nie mają żadnych włosów na buziach, tak jak Duży, no ale im to wybaczę. Zawsze można pociągnąć za te co mają na głowach. Tylko, że na razie spryciary, gdy mnie noszą, to tak mnie trzymają, że jedyne co mogę zrobić to pakować sobie paluszki do własnej buzi. Duża mówi, że ząbki mi rosną i dlatego tak ciągle gryzę moje palce. Ja nie wiem, czy to jest to. Po prostu tak jest mi wygodnie.

Duża obiecała nam, że jutro dostaniemy japko i bananę razem. Zapowiada się całkiem niezły dzień. Zatem wybaczcie, ale pójdę już spać, bo jak szybko usnę, to szybko się obudzę i dostanę japko-bananę! Życie tutaj bywa całkiem, całkiem smaczne..

Życzę Wam bananowo-japkowej nocy. W paski.

Do-Bra-Noc. :)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Banan, dżender i jesień, czyli ten świat troszkę jakiś ciasny…

06 paź

O jaaaaaaaaaa! Nie uwierzycie! Brokułała jest niezła, japko najlepszejsze, ale banana!… Dzisiaj dostaliśmy bananę! I ona była taka dobra, że japko to chyba jednak nie jest moje ulubione. Chociaż.. Czy można lubić dwie rzeczy tak samo? Chyba można, bo obaj z Matim nic nie wypluliśmy. A japka też nie wypluwamy. A ja myślałem, że mnie już nic nie zaskoczy.. Taka niespodzianka! Mam nadzieję, że Duża z Dużym często będą nam dawali bananę i że częściej nas tak miło zaskoczą.

Duży w ogóle mówi ciekawe rzeczy od wczoraj. Że jakiś Dżender jest u nas w domu, bo on tak samo jak Duża sprząta i umie gotować. Mówi też, że my również musimy nauczyć się sprzątania i po równo wszystko robić, bo jesteśmy Dżendery i wtedy się śmieje. Ja nie jestem żaden Dżender! Ja jestem Filipek. Ewentualnie, tak jak Mati wspomniał, mogę nazywać się Do Skonałość. Ale jakiś Dżender, to ja sobie wypraszam. Poza tym co jest śmiesznego w tym, że będziemy sprzątać? Cokolwiek to znaczy. Zauważyłem, że jak Duża mówi „dzisiaj chcę posprzątać”, to Duży zabiera nas na spacer. Cieeekawe, co ona wtedy robi. To są jakieś tajemnicze sprawy, te sprzątania i być może jest to fajne. Innym razem, jak Duży chce sprzątać, to Duża nas zabiera. Oni chyba lubią sprzątać, bo często to robią. Skoro to jest takie fajne, to trzeba będzie ich przekonać, żeby nam też pozwolili sprzątać. Ja też chyba zasługuję na odrobinę przyjemności, prawda? Znaczy obaj, bo Mateuszek też zasługuje, a co!

Tak w ogóle, to dżender, to chyba jest jakaś modna „naimia„, bo słyszałem ją już kilka razy w różnych rozmowach Dużych z innymi dużymi, gdy myślą, że ja śpię w mojej kuwecie, a ja nie śpię, tylko słucham. Trzeba troszkę ich podsłuchiwać, bo nigdy nie wiadomo, co mogą wykombinować. Jednego dnia dadzą nam bananę, człowiek się rozczuli i ucieszy a innego dnia jak dofasolą nam znowu szczypienia, to ja dziękuję.

Podobno jest już jesień. Tak powiedziała nam dzisiaj babcia. Nie wyjaśniła do końca, co to znaczy, ale powiedziała, że już jest jesień, zimno i że musimy się cieplej ubierać. Ale nam jest ciepło! Ile można na  nas warstw nakładać? Wydaje mi się, że oni chcą, żebyśmy nie mogli się ruszyć. Bo jak nas tak opatulają, to nie ma jak palcem kiwnąć. Ciekawe, czy im by się tak podobało… takie ciepło, leżenie, patrzenie w niebo i bycie wożonym wszędzie. Nooo jestem ciekaw…

Mateusz mówi, że musimy nauczyć się podnosić. On już podciąga się trzymając ręce Dużej. Stęka wtedy i sapie ale udaje mu się siadać. Tylko Duża się martwi, że to jednak za wcześnie i może źle wpływać na jego plecy. A Mati się uśmiecha i twierdzi, że co tam plecy! On widzi świat! Podobno inaczej wygląda jak się siedzi. Ja tam nie wiem, ja wolę ćwiczyć przewracanie się z pleców na brzuszek i odwrotnie. To też jest zabawne, bo można się powyginać. No i Duża wtedy się tak zabawnie cieszy. Pewnie ona nie umie się tak przewracać i dlatego tak przeżywa. Muszę ją nauczyć.

Dzisiaj jestem zmęczony. Duża mówi do nas czasami „oj umęczon jesteś, umęczon”. Chyba ona sama jest umęczon. Ja po prostu czuję się lekko zmęczony, bo jednak dużo się dzieje. Brokułała, banana, cała ta dyskusja o dżenderze i sprzątaniu. A po co dyskutować? Czy nie możemy sami decydować, kto co robi w tym sprzątaniu? I skoro jest to takie fajne- podzielmy to równo, żeby nikomu smutno nie było. Tak mi się wydaje, ale ja jestem jeszcze malutki, ważę dopiero ponad sześć kilogramów i mogę się nie znać.

Teraz pójdę spać, jak się wyśpię, to pomyślę, jak przekonać Dużych, żeby się z nami po równo podzielili tym sprzątaniem.

Tymczasem, niech moc banany będzie z wami!

Pozdrawiam,

Filipek Umęczon z domu Do Skonałość.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do Skonałość, psychiapstryk i kup strzelania ciąg dalszy, czyli atak demonicznej pieluszki…

01 paź

A Duża, to do nas mówi, że my jesteśmy Do Skonałość. Tak powiedziała do mnie i tak samo do Filipka. Mówi, że jestem chodząca Do Skonałość.  Śmiesznie to brzmi, bo my już mamy swoje naimie. Mówi mi często że mam naimię Mateusz. To po co mi zmienia moją naimię? Nie będę się powtarzał, mówiąc, że są troszkę dziwni. Bo w sumie, to im dłużej ich znam, to coraz bardziej ich lubię. Ostatnio, to nawet tak mnie rozśmieszają, że aż nie mogę. Duża mi tak śmiesznie mówi różne rzeczy i miny wtedy strzela, nie da się nie śmiać. Tak się śmieję, że aż czasami płaczę. Duża mówi, że nie umiem panować na emocjami. No, ona jak coś powie… to nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Nad wszystkim panuję idealnie! Może nie rozumiem dokładnie, co to są te emocje, ale myślę, że daję radę. A to nie moja wina, że ona mnie tak rozśmiesza, że aż czasami mi się płakać chce. Zresztą Duży robi to samo. Pewnie się umówili, żeby sprawdzić ile wytrzymam. Ale oni naprawdę są śmieszni. W każdym razie mam nową naimię i możecie do mnie mówić Do Skonałość. Chyba zacznę na to reagować, bo dość często to powtarzają patrząc na mnie. Filipek mówi, że na niego też tak wołają, ale jakoś na razie nam to nie przeszkadza, że dali nam nową, wspólną naimię. Da się to ogarnąć. No, chyba, że oni zaczną nas mylić, wtedy trzeba będzie z nimi poważnie porozmawiać.

Co to jest psychiapstryk?  Bo Duża ostatnio powiedziała, że czasami „ten dom to jak psychiapstryk  i nadążyć nie można”.  I dodała, że normalnie dni jej się mylą, nie pamięta, co jadła na obiad i czy na pewno nie schowała skarpet do lodówki. Śmieszne, prawda? Ja zawsze pamiętam, co jadłem na obiad! To przecież bardzo ważne! Brokułała była na przykład wczoraj, ale na szczęście Babcia Jasna dała dynię do tego. Wiemy już, że lubimy obaj dynię. Filip zarzeka się, że nie polubi jarzynki, ale widać, że powoli zaczyna się też poddawać. Ja, cóż… przyznam, że poległem. Spacyfikowali mnie tą jarzynką, bo taaaka była dobra! I nawet ta brokułała może być. Ale Filipek ma rację, najlepszejsze jest japko! Mogliby dawać nam go więcej. Może kiedyś..?

W każdym razie, Duża nie wyjaśniła, co to ten psychiapstryk, ale brzmi śmiesznie. Może chodzi o to właśnie, że niczego się nie wie i nie pamięta, a szczególnie jak się nie pamięta, czy się jadło? Dobrze, że Duża pamięta o tym, żeby nas karmić. Bo gdyby o tym zapomniała, to ten psychiapstryk nie byłby już taki fajny. Byłby…no cóż.. o wiele głośniejszy, jeśli wiecie co mam na myśli. ;)

Pamiętacie, jak Duża z Dużym mówili, że my produkujemy broń bibelogiczną, czy jakąś? Oczywiście, są to bezpodstawne oskarżenia i ja się wyprę wszystkiego!Otóż ostatnio Duża powiedziała do Dużego, że nadeszła era Demonicznych Pieluszek. Podobno broń bibelogiczna przy naszej obecnej produkcji to jakiś pikuś. Bo podobno przez jarzynkę jest jeszcze gorzej. Ale na co ona narzeka? Nam jest lepiej, bo już nie jest tak trudno nam strzelać kupami. Ona naprawdę..no mogłaby zrozumieć, jaka to ulga móc strzelić kupą i nie męczyć się przy tym przez całe długie te ich sekundy. Gdyby ona musiała się tak męczyć, to by nas zrozumiała. Dlatego lepiej niech się nie dziwi, że my jak strzelimy kupką to się cieszymy. Tylko co to ta Demoniczna Pielucha? I czy powinniśmy się bać? Bo ostatnio wzięła pieluchę i zaczęła tak dziwnie mówić: „uwaaagaa, atak demonicznej pieluchy dwa!” To znaczy co.. uciekać miałem, czy co? Bo nie za bardzo wyjaśniła. Patrzyłem na nią, czekałem na wyjaśnienie, ale ona pochyliła się nade mną i znowu mnie tak rozśmieszyła, że na chwilę zapomniałem i przestałem się bać. W sumie to ja nie zauważyłem tak naprawdę żadnej różnicy w pieluszkach. Nadal są całkiem niezłe, czasami może mniej wygodne, ale wtedy je nam zabierają i oddają znowu wygodne. Póki co chyba jednak nas nie zaatakują. Poczekam z paniką, bo Filipek jeszcze się wystraszy i nie zaśnie. On troszkę trudniej zasypia, niż ja. Chyba faktycznie wziął sobie do serca, że Dużych lepiej pilnować. Tylko się biedak zamęczy, a sen jest taaaki fajny. Ja to sobie myślę, że skoro oni nas tyle czasu już znają i jeszcze nas nie okradli, to może już nie okradną? I śpię całkiem spokojnie.

A jeśli chodzi o sen.. Cóż. Byłem na długim spacerze, który mnie bardzo, bardzo zmęczył, wykąpałem się, zjadłem i strzeliłem kupką, znowu się wykąpałem i teraz pójdę już spać, dobrze? Bo od jutra dalszy ciąg psychiapstryka.

Pozdrawiam Was,  graf

Do Skonałość. ;-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii