RSS
 

Archiwum - Listopad, 2014

Kasownik, drakula i zapluty karzeł rekreacji, czyli po co nam ząbki…

29 lis

Oj dużo się ostatnio dzieje!

Mateusz został kasownikiem. Tak powiedział Duży. Bo wyskoczył mu jakiś jeden ząbek – takie coś co w buzi ma i podobno służy do gryzienia, ale jeszcze nam nie wyjaśnili co to jest gryzienie. Mateusz mowi, że nie wie dokładnie, ale chyba chodzi o to, żeby łatwiej było zabawki w buzi utrzymać i jak się złapie palec babci to łatwiej nie puścić. Mówi, że faktycznie widzi różnicę.

No i Duży stwierdził, że Mateusz jest kasownikiem, może kasownikować jakieś bilety czy coś. A Duża się śmieje, że Mateusz to drakula z jednym zębem. Co to jest drakula? Pewnie jakaś nowa naimia, nie wiadomo skąd!

W ogóle, to podobno ja też niedługo będę kasownikiem. Duzi ostatnio wspominali jakieś czasy komamuny czy czegoś i powiedzieli coś śmiesznego : „zapluty karzeł rekreacji„! I Duża zaczęła się śmiać, że my jesteśmy trochę zapluci, bo dużo podobno się ślinimy i ciągle trzeba nas przebierać. No fakt, zbiera nam się nieco wody w buzi, bo nas swędzi i boli – Mateusz mówi, że to chyba ten ząb co ma wyjść to najpierw swędzi i boli. I ja muszę dużo pluć bo mi to pomaga na chwilę. Ale Duża mówi, że ten zapluty karzeł rekreacji to nie o nas. No ale brzmi nieźle. Tylko dlaczego Mateusz nadal jest zapluty, skoro już ma swój ząb? A ja zęba nie mam i Duża mówi, że jestem chłopiec bez zęba na przedzie i się razem śmieją, że jakiś Kult powinien o tym piosenkę zrobić, skoro zrobili o dziewczynie. Co to jest dziewczyn? Ciekawe czy dziewczyn ma ząb. 

A babcia Jasna mówi, że ząbki to są potrzebne, żeby babcię w palec ugryźć. Dobre sobie- jak mam niby ją ugryźć, jak mi ciągle ucieka z palcami? I zamiast nich daje mi smoczek, albo zabawkę. A dałaby ugryźć palec no… tylko, że co to za gryzienie kiedy ja zęba nie mam ? Ja też chcę mieć już w końcu ten ząb!  Mateusz mówi, że teraz to już jest całym pakietem , bo ma ząb. Tak powiedział o nim Duży.

A dzisiaj to była u nas babcia Ciemna i śmiesznie było. Robiła miny jak moja Duża i śmialiśmy się razem. I znowu się oplułem. Ale to nie moja wina, to wina babci, bo mnie rozśmieszała! Mateusz mówi, że babcie nam się udały, bo faktycznie dużo nas rozśmieszają, a my lubimy się śmiać. Duzi też się często śmieją, to chyba jakieś zaraźliwe jest. A czy płacz też? Bo nie widzę, żeby Duzi płakali z nami. Ciekawe….. trzeba to zbadać dogłębniej.

A my już jemy powidły i gruszkę! I to jest nawet dobre! Naprawdę nie możemy narzekać na jedzenie, jest coraz smaczniej.

Ostatnio babcia Jasna też coś jadła, ale inne coś niż my jemy i Mateusz zrobił awanturę, bo też to chciał i dostał…. mleko! Ale ci Duzi mają poczucie humoru, co? Człowiek by chętnie spróbował coś nowego, a dostaje co? Butlę! Ja przezornie siedziałem cicho i na szczęście butli nie dostałem, bo akurat na mleko nie miałem ochoty. Mateusz też, ale zjadł. On twierdzi, że trzeba brać co dają, bo nie wiadomo, czy im się nie odwidzi to dawanie.

Razem z Mateuszem stwierdziliśmy, że leżenie jest nudne. Więc próbujemy siadać, obracamy się na brzuszki i wtedy jest ciekawiej. Tylko jest trochę lipa, bo z brzuszka nie umiemy wrócić na plecki i wtedy musimy stanowczo zażądać pomocy.  I za chwilę znowu i znowu… Mogliby ci Duzi po prostu od razu nas przewracać na plecki, zamiast czekać aż się zdenerwujemy, no nie? I dlaczego to siadanie jest takie trudne? Chwytam palce Dużych i ciągnę, ciągnę i czasami to aż bąka puszczę z wysiłku i znowu leżę…  Mateusz się też podciąga, ale on to już w swojej kuwecie nawet to robi sam i gryzie szczebelki. Mówi, że wszystko, co da się ugryźć, jest dobre. Więc próbuje jeść co się da. Ja tam wolę nogi trzymać w górze. Duża mówi, że bumeluję. Czyli trzymanie nóg w górze to bumelancja? A niech tam.. niech będzie i bumelancja. Mnie jest wygodnie. A Mateusz tak lubi zjadać wszystko, że ostatnio prawie swoją stópkę zjadł! Ten to jest maszyna, jak to mawia Duży. Nic go nie zatrzyma.

A o mnie mówią, że w kąpieli zawsze leżę jak na plaży w Balajlamos czy gdzieś, bo trzymam rączki za głową. Nie wiem, dlaczego tak się dziwią, tak jest po prostu wygodnie!

Powiem wam jeszcze, że już wcale nie jest tak ciepło na spacerach, jak kiedyś. Duzi nas pakują w takie coś, co nazywają kombinezon- nie jest to jakieś wygodne i wtedy najczęściej płaczemy, bo nie lubimy ubierania a to kombinezonowanie jest najokropniejsze! Ale spacery nadal nie są złe, bo my mamy ciepło. Ale babcia dzisiaj powiedziała do Dużej, że jej ręce odpadają z zimna. Ojej… a czy nam też odpadna? A co jeśli Mateuszkowi odpadnie z zimna ten jeden jedyny nowy ząb!? Trzeba koniecznie pogadać z Dużą, żeby może zęba też chowała do kombinezona, żeby nie było mu zimno, co?

Głupio by było, gdyby Mateusz  znowu był chłopcem bez zęba na przedzie, prawda? ;-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Skok rozwojowy, drzemki i gitary, czyli robi się coraz ciekawiej…

21 lis

Podobno mamy z Filipkiem skok rozwojowy. Duża nie mówi dokładnie, dokąd mamy skakać i nie mówi też, jak mamy skakać skoro nie umiemy chodzić, No, ale podobno to mamy robić. I świadczyć ma o tym nasza trudność w zasypianiu. Ja tam nie wiem, wydaje mi się, że zasypiam całkiem sprawnie. Może w ciągu dnia czasami nieco trudniej, ale to nie moja wina, że wokół jest tyle ciekawych rzeczy! Ostatnio znowu Duża zabrała mnie, a potem Filipka na wycieczkę po domu. Było bardzo ciekawie. Opowiadała, że „tu będziecie myć naczynia”, a „tu będziecie się bawić z kotkami” i jeszcze „tu będziecie sobie układać klocki”. Mówiła też, że nie wolno biegać po schodach. Ciekawe…. Ona biega… to dlaczego nam niby nie wolno? Nie, żebym miał zamiar tak od razu biegać, ale skoro ona biega, Koty biega, Duży biega, to dlaczego ja nie mogę? Może chodzi o to, że jak się biega to jest hałas? Oni strasznie tupają, Duża mówi, że tupajanie Kotów słychać jakby stado konini przebiegało. Nie wiem co to są te koninie, ale faktycznie nasze Koty potrafią mocno tupajać. Zresztą Duża z Dużym też.

Ostatnio było śmiesznie, bo Duży co chwilę w coś wchodzi. Potrafi wejść w drzwi, w ścianę, wtedy tak śmiesznie mówi różne rzeczy, za które Duża mu głowę suszy i mówi, że ma uważać, bo my się nauczymy. Ja się nic nie nauczyłem bo to zawsze tak szybko powiedzą, że nie zdążę zapamiętać. Jedyne co Duża kiedyś powiedziała i zapamiętałem, to była dodiaska. Szła do kuchni i uderzyła stopą w nogę od stołu i wtedy właśnie głośno powiedziała dodiaska – a o tym, co się stało, opowiadała potem Dużemu. Najwyraźniej oni oboje mają problem z trafianiem w różne rzeczy. Myślę, że przyczyna jest jedna- stanowczo za szybko chodzą! Po co się tak spieszą? Filipek zastęka, Duża leci szykować butelkę, przy okazji strąci kubek, nadepnie Kotemu na ogon i jeszcze moje mleczko wychlapie naokoło. Wydaje mi się, że gdyby jednak nieco wolniej robiła wszystko, o wiele mniej dodiaski by mówiła. Z drugiej strony, nie wiem czy chciałbym, żeby robiła wszystko powoli, bo wtedy jeszcze dłużej czekałbym na butelkę. Może lepiej jednak, jak się tak spieszą. Muszę powiedzieć Filipkowi, żeby nie mówił im nic, bo jeszcze faktycznie wbiją sobie do głowy, że nie ma po co się spieszyć. Lepiej niech myślą, że trzeba szybko się ogarniać jak stękniemy, a co tam. Przynajmniej dostajemy butelki jeszcze zanim nas głód dopadnie i brzuszki nam burkają.

Tak w ogóle, to to całe spanie w ciągu dnia to się drzemki nazywa. Drzemki mamy kilka razy w ciągu dnia, wtedy nam Duża albo Babcia śpiewają, całkiem ładne piosenki. Oczywiście nie pozwalamy się uśpić zbyt szybko, bo jednak nie wiadomo do końca, jaki one mają cel w tym, żebyśmy my spali w ciągu dnia. Jak jest jasno. Dziwne, nie? No więc, od jakiegoś czasu troszkę się znowu wymieniamy. Dzisiaj na przykład, Filipek sobie pospał, a gdy w końcu ja padłem, obudził się i pilnował. My nie możemy być pewni, czy czasami oni czegoś nie kombinują. Jeśli chodzi o te drzemki, to jedno jest fajne – jesteśmy po nich wypoczęci. A to się przydaje, bo Duzi coraz bardziej męczą nas różnymi zabawami.

Duży nam codziennie gra na tym swoim gitarze, wychodzi mu to całkiem nieźle. Ostatnio dał mi nawet dotknąć gitara, ale było fajnie! Na Filipku gitar nie robi żadnego wrażenia, on woli patrzeć na Koty. A gitar jest taki fajny! Duży puka w niego, albo robi tak, że fajne melodie z niego płyną . On mówi, że gra na gitarze. Niech będzie, że gra. Podobno chcą nam z Dużą śpiewać i grać jakieś stare pszeboje, które mają nadzieje, że polubimy. Zobaczymy, wszystko zależy od tego, jakie to będą piosenki. My lubimy jak nam śpiewają, że kundel bury wpadł do dziury, albo, że tata dał mi psa a pies cztery łapy ma. I jeszcze fajne jest to jak stokrotka rosła polna a nad nią szumiał gaj. Nie rozumiemy do końca tych piosenek, bo za dużo wszystkiego jak dla nas, ale i tak nam się podobają. Babcia za to nam fajnie śpiewa, że w górze tyle gwiazd – co to są gwiazdy? Ja nie widziałem nigdy takiego czegoś, a często patrzę do góry. Coś mi tu nie gra…. ale też i nie pierwszy raz. Duzi mają talent do mówienia o czymś, czego nie ma, nie widać albo nie wiadomo co to jest. Ale o tym innym razem…

Jakby nie było, robi się coraz ciekawiej. Uczę się na przykład siadania. Filipek też. Ale Duzi nie chcą nas ciągnąć do siadania, każą nam samodzielnie się podciągać, a to wcale nie jest proste. Ciekawe, czy oni tak umieją! Ale siadanie jest fajne. Wszystko wygląda inaczej i gdy musimy leżeć, nie podoba nam się już, że widzimy tylko to co u góry. Chcemy siedzieć! Najlepiej cały czas, żeby Duzi nas trzymali.  Siadanie na śniadanie – tak mówi Duża, gdy próbuję rano usiąść w mojej kuwecie- łóżeczku.

A wy umiecie siadać? Prawda, że to jest całkiem przyjemne? Tylko, dlaczego Duzi nie chcą nas trzymać na siedząco cały czas, dodiaska!

Na mnie już czas. Takie siadanie, zabawy i skoki rozwojowe są bardzo męczące i troszkę mi się już oczy zamykają.

Następnym razem opowiem, jak to Babcia Jasna myślała, że to Koty, a to byłem ja i podobno ją zaskoczyłem. Ale ciiii.. o tym następnym razem, chyba, że Filipek wygada się przede mną.

Na koniec taka myśl – nasi Duzi chyba ciągle mają skoki rozwojowe, skoro tak mało śpią… nie sądzicie? ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kuweta, babcie i Anglicy, czyli dlaczego Duzi to szczęściarze…

17 lis

kuweta

Pamiętacie, jak mówiłem, że Duzi noszą nas w kuwetach? Okazuje się, że kuwety to takie coś, że jest tego wiele i każde z nich służy do czegoś innego. Bo na przykład nas noszą w kuwetach, mamy dużą kuwetę, którą nazywają wózkiem. Ale też na przykład Cipcip zwany Bobkiem (chyba) i Taśtaś zwany Jaskierem  (też chyba), również mają kuwety. Nie wiem co z tymi kuwetami robi taki Koty, bo nie widziałem, żeby Duzi go nosili w kuwetach, Koty sam sobie chodzi po domu i tyle. To po co mu ta kuweta? Może w niej śpi? Mateusz mówi, że raz widział, jak Duża sprzątała jakąś kuwetę i mówiła, że tam jest piasek i że nie wolno się w nim bawić. Próbujemy rozgryźć, co to jest ten piasek i dlaczego nie wolno nam się w nim bawić, ale chyba musimy nieco uważniej poobserwować, bo wychodzi nam na razie z tego tyle, że Cipcip i Taśtaś się tam bawią. Tylko nie wiem w co się bawią, bo jak tam są, przez chwilę to potem Duża leci do góry i mówi, że znoooowu piekielne zapachy się unoszą. Ale jak? Przecież piekielne zapachy są w naszych pieluszkach (czasami!), to co mają zabawy naszych Kot do tego? Mówię Wam… czasami to wszystko jest bardzo, bardzo skomplikowane. 

Jakby nie patrzeć, wychodzi nam jedno: kuweta to bardzo ważne narzędzie, z różnym przeznaczeniem, bez którego Dużym byłoby ciężko.

Duża mówi, że wszyscy jesteśmy szczęściarzami, ale ona i Duży to najbardziej. Bo mówi, że to, że nas ma, to wielkie szczęście (no ja myślę… ). Ale mówi też, że mają szczęście do swoich rodziców. Bo podobno im pomagają w różnych rzeczach związanych z nami i że nas kochają mocno. My z Mateuszem, to twierdzimy, że babcie po prostu tak nas lubią, że chcą z nami być ciągle, a Duży z Dużą to mówią, że są wdzięczni, że mają taką pomoc. I też mam zagwozdkę, bo skoro tacy jesteśmy fajni, że babcie chcą z nami spędzać czas, to co się ci nasi Duzi tak tym wzruszają? Z nich są chyba trochę mięczaki, bo ostatnio jak się uśmiechnąłem do Dużej to powiedziała, że wyciskam jej łzy z oczu. Jeju, jaka ona jest miękka! Mateusz mówi, że to dobrze, bo to nam się przyda na później. Tu się spojrzy, tam się strzeli uśmiechem i już… banana i japko pod nos, podniosą, ukołyszą, a nie ciągle tylko by chcieli, żebym leżał i ćwiczył przewracanie się na brzuch! To faktycznie.. lepiej jak jest taka miękka ta nasza Duża. Da się więcej załatwić. 

Z drugiej strony, Duża kiedyś mi wyszeptała, że ma nadzieję, że będę  mondry, ale nie będę cfaniakował. To jest dla mnie nowość, ale Mateusz mówi, że już prawie rozumie o co jej chodzi. Jeszcze tylko kilka dni i będzie miał to rozkminione na amen. Póki co wiemy tylko tyle, że mondry jest dobrze a cfaniakował to tak chyba średnio.

Babcia Jasna ostatnio zaczęła z nami siedzieć przy takim dużym czymś, na co mówi okno. Wtedy widzimy dużo nowych rzeczy, jeżdżące duże kuwety, obcych Dużych na ulicy i czasami taki Koty sobie przejdzie, co nie jest ani Cipcipem ani Taśtasiem. Ogólnie nudy nie ma. Jak się babcia nudzi to nas bierze na ręce, nosi, przytula i już się nie nudzi, a że my dbamy  o to by się nie nudziła, to często się domagamy noszenia. Nie, że musimy być noszeni. Po prostu dbamy, żeby babci się nie nudziło, bo jeszcze przestanie przychodzić i co wtedy?  Tak samo zresztą robimy z Dużymi i z Babcią Ciemną, bo lepiej dbać o nich, żeby nie dopadło ich znudzenie. 

Ostatnio byli u nas goście. Goście to takie coś, że przychodzą do nas obcy Duzi i są u nas tak długo, że już nie są aż tacy obcy. I ci goście nazywali się Anglicy. Duży mówił z Dużą, że ci Anglicy mówią trochę inaczej i faktycznie, coś tam inaczej brzmiało, ale śmieją się tak samo. I ten jeden, to nawet mnie tak rozśmieszył, że aż mnie skręcało ze śmiechu. Ogólnie mili byli ci goście. Dużo się z nami bawili, byli z nami na spacerze. I zauważyłem jedną ciekawą rzecz – oni też nie śpią! Dziwne, co? Jak szliśmy spać, oni siedzieli, jak się obudziliśmy  - też nie spali. I teraz nie wiemy, czy to dlatego, że wszyscy Duzi nie lubią spać, czy po prostu nasi Duzi zapraszają do nas tylko takich właśnie nielubiących spać. Aż strach pomyśleć… Bo może kiedyś i nam będą kazali nie spać? Ojoj.. Najwyżej będzie bunt! 

Podobno opanowałem sztukę wymuszania do perfekcji i nazywają mnie Pilocikiem. Bo jak się mnie trzyma i siada to włącza mi się alarm. Mam podobno jakiegoś auto pilota czy coś. Ja tam nic nie mam. Po prostu dbam, żeby się nie zanudzili, czy to takie złe?

Niech ci nasi Duzi szczęściarze też mają coś z życia, no nie? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii