RSS
 

Kasownik, drakula i zapluty karzeł rekreacji, czyli po co nam ząbki…

29 lis

Oj dużo się ostatnio dzieje!

Mateusz został kasownikiem. Tak powiedział Duży. Bo wyskoczył mu jakiś jeden ząbek – takie coś co w buzi ma i podobno służy do gryzienia, ale jeszcze nam nie wyjaśnili co to jest gryzienie. Mateusz mowi, że nie wie dokładnie, ale chyba chodzi o to, żeby łatwiej było zabawki w buzi utrzymać i jak się złapie palec babci to łatwiej nie puścić. Mówi, że faktycznie widzi różnicę.

No i Duży stwierdził, że Mateusz jest kasownikiem, może kasownikować jakieś bilety czy coś. A Duża się śmieje, że Mateusz to drakula z jednym zębem. Co to jest drakula? Pewnie jakaś nowa naimia, nie wiadomo skąd!

W ogóle, to podobno ja też niedługo będę kasownikiem. Duzi ostatnio wspominali jakieś czasy komamuny czy czegoś i powiedzieli coś śmiesznego : „zapluty karzeł rekreacji„! I Duża zaczęła się śmiać, że my jesteśmy trochę zapluci, bo dużo podobno się ślinimy i ciągle trzeba nas przebierać. No fakt, zbiera nam się nieco wody w buzi, bo nas swędzi i boli – Mateusz mówi, że to chyba ten ząb co ma wyjść to najpierw swędzi i boli. I ja muszę dużo pluć bo mi to pomaga na chwilę. Ale Duża mówi, że ten zapluty karzeł rekreacji to nie o nas. No ale brzmi nieźle. Tylko dlaczego Mateusz nadal jest zapluty, skoro już ma swój ząb? A ja zęba nie mam i Duża mówi, że jestem chłopiec bez zęba na przedzie i się razem śmieją, że jakiś Kult powinien o tym piosenkę zrobić, skoro zrobili o dziewczynie. Co to jest dziewczyn? Ciekawe czy dziewczyn ma ząb. 

A babcia Jasna mówi, że ząbki to są potrzebne, żeby babcię w palec ugryźć. Dobre sobie- jak mam niby ją ugryźć, jak mi ciągle ucieka z palcami? I zamiast nich daje mi smoczek, albo zabawkę. A dałaby ugryźć palec no… tylko, że co to za gryzienie kiedy ja zęba nie mam ? Ja też chcę mieć już w końcu ten ząb!  Mateusz mówi, że teraz to już jest całym pakietem , bo ma ząb. Tak powiedział o nim Duży.

A dzisiaj to była u nas babcia Ciemna i śmiesznie było. Robiła miny jak moja Duża i śmialiśmy się razem. I znowu się oplułem. Ale to nie moja wina, to wina babci, bo mnie rozśmieszała! Mateusz mówi, że babcie nam się udały, bo faktycznie dużo nas rozśmieszają, a my lubimy się śmiać. Duzi też się często śmieją, to chyba jakieś zaraźliwe jest. A czy płacz też? Bo nie widzę, żeby Duzi płakali z nami. Ciekawe….. trzeba to zbadać dogłębniej.

A my już jemy powidły i gruszkę! I to jest nawet dobre! Naprawdę nie możemy narzekać na jedzenie, jest coraz smaczniej.

Ostatnio babcia Jasna też coś jadła, ale inne coś niż my jemy i Mateusz zrobił awanturę, bo też to chciał i dostał…. mleko! Ale ci Duzi mają poczucie humoru, co? Człowiek by chętnie spróbował coś nowego, a dostaje co? Butlę! Ja przezornie siedziałem cicho i na szczęście butli nie dostałem, bo akurat na mleko nie miałem ochoty. Mateusz też, ale zjadł. On twierdzi, że trzeba brać co dają, bo nie wiadomo, czy im się nie odwidzi to dawanie.

Razem z Mateuszem stwierdziliśmy, że leżenie jest nudne. Więc próbujemy siadać, obracamy się na brzuszki i wtedy jest ciekawiej. Tylko jest trochę lipa, bo z brzuszka nie umiemy wrócić na plecki i wtedy musimy stanowczo zażądać pomocy.  I za chwilę znowu i znowu… Mogliby ci Duzi po prostu od razu nas przewracać na plecki, zamiast czekać aż się zdenerwujemy, no nie? I dlaczego to siadanie jest takie trudne? Chwytam palce Dużych i ciągnę, ciągnę i czasami to aż bąka puszczę z wysiłku i znowu leżę…  Mateusz się też podciąga, ale on to już w swojej kuwecie nawet to robi sam i gryzie szczebelki. Mówi, że wszystko, co da się ugryźć, jest dobre. Więc próbuje jeść co się da. Ja tam wolę nogi trzymać w górze. Duża mówi, że bumeluję. Czyli trzymanie nóg w górze to bumelancja? A niech tam.. niech będzie i bumelancja. Mnie jest wygodnie. A Mateusz tak lubi zjadać wszystko, że ostatnio prawie swoją stópkę zjadł! Ten to jest maszyna, jak to mawia Duży. Nic go nie zatrzyma.

A o mnie mówią, że w kąpieli zawsze leżę jak na plaży w Balajlamos czy gdzieś, bo trzymam rączki za głową. Nie wiem, dlaczego tak się dziwią, tak jest po prostu wygodnie!

Powiem wam jeszcze, że już wcale nie jest tak ciepło na spacerach, jak kiedyś. Duzi nas pakują w takie coś, co nazywają kombinezon- nie jest to jakieś wygodne i wtedy najczęściej płaczemy, bo nie lubimy ubierania a to kombinezonowanie jest najokropniejsze! Ale spacery nadal nie są złe, bo my mamy ciepło. Ale babcia dzisiaj powiedziała do Dużej, że jej ręce odpadają z zimna. Ojej… a czy nam też odpadna? A co jeśli Mateuszkowi odpadnie z zimna ten jeden jedyny nowy ząb!? Trzeba koniecznie pogadać z Dużą, żeby może zęba też chowała do kombinezona, żeby nie było mu zimno, co?

Głupio by było, gdyby Mateusz  znowu był chłopcem bez zęba na przedzie, prawda? ;-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz