RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2014

Maść na porost zębów, święta i gościna, czyli płacz i zgrzytanie dziąseł…

26 gru

Mam nowinę! Od kilku dni ja też jestem całym pakietem! Tak jak Mateusz, mam i ja swoje dwa, zupełnie nowe zęby! I wiecie, co się okazało? Duzi chyba mają taką maść na porost zębów! Nie używali jej na Mateuszku na początku i jemu wyszedł najpierw jeden ząbek, a po jakimś czasie, gdy zaczęli mu smarować dziąsełka, to wyszedł drugi. I myśleliśmy, że to się nie łączy. Ale okazuje się, że jednak tak! Bo oni tę maść dawali mi od początku, jak już mnie bolały dziąsła i co? I od razu oba zęby wyszły, za jednym zamachem! Mateusz stwierdził, że widocznie nie wiedzieli, że istnieje taka maść na porost zębów i że teraz, jak już nam smarują, to pewnie wyjdzie nam wszystko, co ma wyjść. Pytanie tylko, ile tego będzie, bo jak tak ma boleć za każdym razem, to ja się z tego interesu wypisuję! Nie tak się umawialiśmy, nie tak miało być. Miało być pięknie, ciekawie i bezboleśnie. No, ale poczekamy, zobaczymy. Najwyżej odmówimy przyjmowania tej maści, niech sobie ją sami biorą.

Były święta, nie wiem czy u Was też. Święta, to takie coś, że co chwilę ktoś przychodzi, jest dużo jedzenia, którego nam nie wolno jeść, jest ta cała choinka i jest cały czas głośno. Choinka jest fajna, nie powiem. Okazało się, że ma dużo kolorów, światełek i jednak nikt nas pod nią nie sadzał, więc z tym źle nie było. Ale niestety nie pozwolono nam ciągnąć kolorowych dyndadełek, a byłoby naprawdę wesoło, jakby się wszystko przewróciło, prawda? Mateusz miał taki pomysł i próbował to zrobić, ale niestety – Duzi byli czujni. No, ale może w następne święta się uda! Bo podobno takie święta są częściej, nie tylko raz. Jeszcze przyjdzie czas na upadającą choinkę!

Z okazji tych świąt, byliśmy na czymś, co Duzi nazywają Wygilają. To nie było dla nas zbyt ciekawe przeżycie, przynajmniej na początku nam się tak wydawało. Było tam wielu różnych Dużych, mniejszych i większych i wszyscy na nas patrzyli i do nas mówili – w tej samej chwili. No i nasz Duży stwierdził, że nie unieśliśmy ciężaru sławy. Szczególnie ja. Zniosłem, jak robili to swoje zdjęcie rodzinne i jeszcze jak chodzili wokół nas i mówili, że życzę wam zdrowia, szczęścia i czego tam jeszcze. To było w porządku, ale jak się okazało, że jeszcze nie wracamy do domku, to nie zdzierżyłem. Duża mówi, że tak jeszcze się nie darłem. Ale co ja miałem zrobić, jak gdy prosiłem po dobroci, to mnie do domku nie zabrali? Mateusz podobno nieco dłużej się trzymał, ale w końcu mnie usłyszał i dołączył  - wierny brat. No i dopięliśmy swego, wróciliśmy do domu. Duzi powiedzieli, że to była najkrótsza Wygilaja świata. Śmiali się, zadowoleni byli – pewnie też nie unieśli ciężaru sławy i chcieli iść do domku. Jak już wróciliśmy, to nam się od razu humory poprawiły i wtedy zaczęliśmy Dużym opowiadać, jaka fajna impreza była, bo w sumie potem stwierdziliśmy, że nie było aż tak źle i nie wiemy w sumie, dlaczego płakaliśmy. Opowiadałem Dużej, że bardzo mi się podobała ta choinka u Babci Ciemnej, że mnie śmieszyła taka mniejsza Duża, co mnie głaskała po nóżce i inni Duzi, ale ona nie brała tego poważnie, bo się tylko śmiała, że tak, teraz to mi się impreza podobała, bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Po tej Wygilaji poszliśmy spać, długo nie mogliśmy usnąć, bo jeszcze nam się przypominały różne rzeczy i musieliśmy pogadać. Na drugi dzień za to już nie szliśmy nigdzie, ale co chwilę ktoś przychodził do nas. Były babcie, dziadki, inni Duzi, co się ciocia i wujek nazywa i dzisiaj też tak było. Bardzo dużo tych gości było i wiecie co? Podobało nam się. Już nas nic nie denerwowało i całkiem nieźle się bawiliśmy. Jedno nam się tylko nie podoba. Duzi mieli bardzo ciekawe, inne jedzonko i nic nam nie dali! Nic a nic! Tylko nasze normalne jedzenie. Ja się zbuntowałem i nie zjadłem buraka, bo mi nie smakuje. Plułem jak się dało i Duża się poddała w końcu. Najwyraźniej plucie ją wykańcza, trzeba to zapamiętać! Ale Babcia Jasna dała nam coś, co się nazywa kość z indyka – ciumkaliśmy sobie, podobno bardziej niż gryzaki. Fakt- bardzo nam pomagało na swędzenie dziąseł. Naprawdę nam to pasowało. Duzi się śmiali, że obiadku nie dostaliśmy, tylko kość, ale nie wiem co w tym śmiesznego. Te kości były fajne i chętnie jeszcze sobie je pociumkamy. Niestety zabrali nam je i już nie oddali. Ciekawe, nie? Gryzaki zabierają na chwilę i zaraz oddają. A kość – jak zabrali, tak nie wróciła. Pewnie sami sobie zabrali, żeby pociumkać, cwaniaki.

Ogólnie stwierdziliśmy z Mateuszkiem, że święta nie są takie złe, jak na początku myśleliśmy. Było wesoło, kolorowo i pachniało ciekawie, inaczej, człowiek kość dostał. Nie ma na co narzekać.

I nie wierzcie, że był płacz i zgrzytanie dziąseł – to pomówienia!

Wesołych wszystkim! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pirania, koństernacja, ziemniaki i dziadki, czyli kto kogo ma…

19 gru

Podobno jestem piranią. Tak powiedziała Duża, że wystarczy podać palec i już go nie będzie, bo ogryzę w sekundę. A ja myślałem, że jestem Mateuszkiem. Ale wiecie jak jest z Dużymi – oni co chwilę zmieniają nasze naimie. Chociaż faktycznie, lubię używać moich dwóch, mega wypasionych (tak mówi Duży), zębów. Bóóóójcie się ahahahahaaa! Ostatnio lubię udawać groźnego a Duzi chyba tego nie rozumieją, bo ciągle mówią do mnie: „ooo taki masz kaszelek? To wszystko przez te papierosy” – i potem się śmieją. Czemu jakieś papierosy są śmieszne i dlaczego mówią, że mam kaszelek? Ja próbuję być groźny! A Duża, nawet Babcia Jasna, się uśmiecha i mówi, że wszystkie dzieci uczą się sztucznego kaszlu i potem go pokazują. I weź tu ich wystrasz… No nie da się. A ja gadałem ostatnio z Filipeuszem, że może jak zaczniemy ich troszkę straszyć, to będą nam więcej tych dobrych rzeczy dawać: kaaaszki, japka, gruszki i bananę. I Filipek nauczył się też tych groźnych dźwięków, na które Duzi mówią, że kaszelek. Ja już naprawdę nie mam do nich sił. Może mi podpowiecie, jak wymusić na nich większe ilości dobrych rzeczy zamiast na przykład mleka i obiadku? Chociaż, obiadki też lubimy, w sumie nie są takie złe. Zwłaszcza coś , co się nazywa dyń.

Podobno umiemy pokazać buziami jakąś koństernację. Duży czasami ziewa, my też umiemy, tak w ogóle. Ale Duży tak to robi, że patrzymy na niego i chce nam się śmiać, ale nie wiemy, czy można bo może zacznie płakać? I podobno wtedy mamy koństernację na buźkach. Ja tam nic nie mam na buzi, czasami zdarzy się, że mam obiadek albo  deserek na buzi, ale nie wierzcie, że często. Bo Duzi mówią, że jak jemy to zawsze jest obraznędzy i rospaczy - ale to są pomówienia, bo ja żądnego obraznędza i rospaczy nie mam. Czasami zdarzy się, że jedzonko znajdzie się nie tam, gdzie powinno, ale czy to moja wina, że jest tak śmiesznie jak Duża ma obiadek na nosie albo na firanie? My lubimy z Filipkiem dobrą zabawę! Czas chyba, żeby Duzi to zauwazyli, no nie?

Pamiętacie, jak Filipek chciał nasikać Dużemu w buty, bo Koty tak zrobił? Koty, nie wiemy, który ale chyba TaśTaś zwany Jaskierem, nasikał do ziemniaków. Ziemniaki to takie coś, co nam też dają na obiadki i Duża podobno musiała wyrzucić całą siatkę, bo się nic już z nimi nie da zrobić. Śmiesznie, co? Filip powiedział, że jak już się nauczy, to ma dwa miejsca, w które można nasikać, jakby nam Duzi podpadli. Ciekawe, czy Koty nasikał bo mu podpadli, czy tak po prostu bo miał taki pomysł. Muszę go o to zapytać. Swoją drogą, będę musiał chyba poważnie porozmawiać z Koty, bo my lubimy ziemniaki. Czy ja jemu sikam w jego groszki? Otóż nie. Jeszcze nie, w każdym razie… No, ale może miał ważny powód. Zanim z nim pogadam, spróbuję się najpierw czegoś dowiedzieć.

Nie wiem, czy wiecie, ale chyba już mówiliśmy, że my mamy dziadków. Dziadek to taki Duży, co pojawia się rzadziej, niż nasi Duzi, ale też jest fajny. I mamy takie dwa! Jeden dziadek ma włosy na buzi, ale nie dał mi jeszcze ich pociągnąć. Chyba Duża mu powiedziała, że ma uważać, bo ja silny jestem – tak podsłuchałem. No i dziadek z włosami na buzi uważa. Dodiaska! A drugi dziadek nie ma włosów na buzi, ale to nic, bo ma na główce i zamierzam się z nimi zapoznać. Zresztą oba nasze dwa dziadki mają włosy na głowie, więc może być wesoło. Oni nas też fajnie rozśmieszają, jeden to mnie nawet bujał przed szczypieniem, prawie usnąłem wtedy. I było wesoło, bo mi pokazywał palce i mówił „jeden, dwa, trzy..” – nie wiem, o co dokładnie chodziło, ale chyba się chwalił, że ma paluszki. No to mu pokazałem piąstkę! Bo ja też mam i się nie chwalę, o!

A dziadek bez włosów na buzi był dzisiaj u nas całkiem długo z Babcią Jasną. Musiałem się do niego przyzwyczaić, ale poszło gładko. Bo też chyba lubi dobrą zabawę i dużo do nas mówi. W ogóle zauważyłem, że nasi Duzi mówią do nas często, czasami niezrozumiale, czasami nas nie rozumieją, ale nie poddają się. Ten dziadek to podobno robi dla nas masełko, które mamy w obiadku. No ja tam nie wiem, ale podobno masełko jest dobre, zdrowe i w ogóle same słowa, których nie rozumiem. No, ale skoro robi to dla nas, to znaczy, że chyba jest miły, prawda?

I teraz jest temat: bo oni mówią często: „odkąd ich mamy, życie jest ciekawsze”, albo inne rzeczy mówią, ale często właśnie pada to: „mamy ich”. I chyba musimy z nimi pogadać, bo Duzi, zdaje się, czegoś nie rozumieją. Otóż, to nie oni mają nas, ale my mamy ich. I odkąd ich mamy, nasze życie jest faktycznie coraz ciekawsze. Może to mało ważne, ale mi się wydaje, że jednak należy to wyprostować. Bo to my mamy Dużych, Babcie obie i dwa dziadki. I fajnie nam z tym w sumie, że ich mamy, bo całkiem przyjemni są, nie powiem.

A czy mówiłem, że umiem siadać? Nie? To mówię: umiem siadać! Jeszcze mi nie pozwalają na długo, bo podobno jeszcze mogę się przewracać, ale jest to bardzo ciekawa czynność, to siadanie. Nasapię się mocno i namęczę, ale mnie się podoba. Tylko jak mnie potem Duża odkłada na plecki, to normalnie mnie coś trafia. I muszę się wydrzeć. Podobno wtedy trochę straszę Filipka, ale to nieprawda. Filip po prostu też nie chce leżeć. Mogliby się ci Duzi lepiej ogarnąć i pozwalać nam siedzieć cały czas. To, że oni tak lubią ciągle chodzić, stać, bujać nas, nosić nas i skakać wokół nas, nie oznacza wcale, że inni (znaczy my), nie lubią po prostu sobie posiedzieć. Prawda?

Na dziś to chyba już wszystko, czas iść spać. Nawet sobie ziewłem, ale Duzi jakoś koństernacji na buziach nie mają. Dziwne… czy to działa tylko w jedną stronę? Nie mam już dzisiaj siły się nad tym zastanawiać. Pomyślę o tym jutro.

Dobranoc, i pchłynanoc, jak mawia Duża. :)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drugi ząb, merykrysmas i szczypienia, czyli jak nas oszukano…

14 gru

Dawno już nic nie mówiłem, ale wierzcie mi – byłem bardzo, bardzo zajęty! Mateusz zresztą też. No, ale od początku.

Otóż, Duzi nas oszukali! I to jak! Bo Mateusz dostał swój jeden ząb i już był całym pakietem. I myśleliśmy,  że na tym się skończą nasze cierpienia. A tu nagle, się do mnie drze, że go znowu boli i swędzi w buzi i bum! Drugi ząb! Dlaczego nas nikt o tym nie uprzedził, że będzie więcej niż jeden ząb?! Normalnie nas oszukali i trochę się na nich obraziliśmy, ale nie wiemy czy to zauważyli. Bo jak im focha strzeliliśmy, to Duża tylko powiedziała, że pewnie zmęczeni jesteśmy bo ciśnienie jakieś niskie czy coś. Oni czasami serio nie kumają…

W każdym razie, okazuje się, że na jednym zębie się nie kończy! W sumie zastanawiałem się, czemu jak Duzi się uśmiechają to im wystaje dużo dziwnych białych rzeczy. No i się wydało. Oni też mają zęby! I to nie jeden, nie dwa, ale naprawdę dużo! Oni to dopiero są pakiety, co? I oszukisty!

Ja nadal nie mam ani jednego ani drugiego zęba. Ale poczekam sobie, poczekam, a jak już swoje dostanę, to tak przygryzę Dużej nos, że popamięta! Ciekawe tylko po co nam ten drugi ząb…

Od niedawna Duża nam włącza coś, na co mówi radjo- to coś nam śpiewa różne piosenki, dużo też mówi, rzeczy, których nie rozumiemy. I ostatnio Mama śpiewała nam z tym radjem  piosenkę, że merykrysmas coś tam coś tam. Podobno jakieś święta się zbliżają, podsłuchałem, jak Duża mówiła, że już chce choinkę ubrać, żeby zobaczyć nasze miny. A Duży się zaśmiał, że posadzi nas pod tą choinką, w pudełeczka, bo fajne prezenty jesteśmy. Niech sam sobie siedzi pod jakąś choinką, w pudełku, prezent jeden! Mnie tam wygodnie na moim foteliku, Duża włącza mi coś co brzęczy i śmiesznie mnie gila w plecki. Podobno leżaczek ma bibrację  i jak tak bibruje,  to jest całkiem śmiesznie.

Z tym merykrysmasem, to jeszcze musimy obczajkę zrobić z Matim, bo coś nam się nie zgadza. Dużo nazw na to mają, ciągle gadają o prezentach dla innych i dla nas, a nic jakoś nie widać, nic się nie dzieje. Pewnie znowu nas oszukają, jak z tymi zębami. Ja tam już naiwny nie będę. Ale jak mnie posadzą w pudełku pod choinką, to naprawdę się zdenerwuję. Bo ja nie wiem, co to jest choinka i nie wiem, czy chcę pod nią siedzieć! Chociaż.. siedzenie jest całkiem miłe, powiem Wam. Szkoda, że jeszcze sam nie umiem, bo jak mam liczyć na Dużych to lipa bo mi nie pozwalają za często, bo że niby sobie plecy uszkodzę, czy coś. Czy oni czasami trochę nie przesadzają? Jak siedzenie może plecy uszkodzić? Takie miłe, fajne coś… no niemożliwe!

Byliśmy niedawno na kolejnym szczypieniu. Bolało jak nie wiem, wzięli nas z zaskoczenia! Duża nas tym razem trzymała na kolanie, inna miła Duża coś do nas tam ćwierkała i naaagle jak zabolało, jak zaszczypało… aż przestałem oddychać! Moja Duża kazała mi w buzię dmuchnąć, a ja nie mogłem normalnie głosu z siebie wydać. Duża potem mi powiedziała, że następne szczypienie będzie dopiero za rok i wtedy to będę już mógł panią pigułę ugryźć. Cóż.. nie powiem…kuszące to! Ale dlaczego musimy mieć znowu szczypienie? To naprawdę nie jest miłe! Nie wiem, czy Mateusz też stracił oddech, bo moja Babcia Jasna mnie zabrała stamtąd i przytulała, to pomogło. Potem mi tylko Mateusz powiedział, że za to, że mi takie kuku zrobili, to on Dużemu, na którego mówili doktor, zabrał jego zabawkę, jakiś stetopsok.  I próbował mu nie oddać, ale się nie dało. No to Mati kopnął go w brzuch, napluł mu na rękę i jeszcze go wyśmiał, ale ten doktor nie zrozumiał chyba bo się tylko uśmiechnął do Matiego. Nie szkodzi, fajnie, że Mateusz mu pokazał!

Ostatnio już tak nie udajemy, że siebie wzajemnie nie widzimy. Przypadkiem to wyszło, bo jak leżeliśmy na brzuszku i spoglądaliśmy na świat, Mateusz się zagapił i zaczął się do mnie uśmiechać. Zrobiłem wtedy coś, na co Duża mówi fejspalm,  i cicho mówię „stary, bo się wyda”, ale już było za późno, bo Duża zaraz za to swoje gadające pudełko złapała i do Dużego nagle mówi: „Młodzi się zauważają i uśmiechają do siebie!”. I się rypło. Wydało się na amen i już się nie odwyda.  Nie da się ukryć tego, co raz się odkryło, no nie? Nikt nam już nie uwierzy, więc uśmiechamy się teraz ile chcemy. W sumie jest to miłe, bo można normalnie, bez udawania, pogadać sobie przez szczebelki. Oni i tak wiedzą, że my ich pilnujemy. Zwłaszcza teraz, gdy okazało się, że oszukali nas z tymi zębami. Więc w dzień zawsze śpimy na zmianę. Kto wie, co jeszcze przed nami ukrywają. Może trzeci ząb, co?! Pewnie tak…skoro oni mają ich tyle, to pewnie my musimy też mieć co najmniej trzy. No nic, przetrwamy to jakoś, bo co mamy zrobić? Przecież i tak nikt nas nie posłucha.

Uciekam spać, bo jutro kolejny męczący dzień. Merykrysmas!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii