RSS
 

Pirania, koństernacja, ziemniaki i dziadki, czyli kto kogo ma…

19 gru

Podobno jestem piranią. Tak powiedziała Duża, że wystarczy podać palec i już go nie będzie, bo ogryzę w sekundę. A ja myślałem, że jestem Mateuszkiem. Ale wiecie jak jest z Dużymi – oni co chwilę zmieniają nasze naimie. Chociaż faktycznie, lubię używać moich dwóch, mega wypasionych (tak mówi Duży), zębów. Bóóóójcie się ahahahahaaa! Ostatnio lubię udawać groźnego a Duzi chyba tego nie rozumieją, bo ciągle mówią do mnie: „ooo taki masz kaszelek? To wszystko przez te papierosy” – i potem się śmieją. Czemu jakieś papierosy są śmieszne i dlaczego mówią, że mam kaszelek? Ja próbuję być groźny! A Duża, nawet Babcia Jasna, się uśmiecha i mówi, że wszystkie dzieci uczą się sztucznego kaszlu i potem go pokazują. I weź tu ich wystrasz… No nie da się. A ja gadałem ostatnio z Filipeuszem, że może jak zaczniemy ich troszkę straszyć, to będą nam więcej tych dobrych rzeczy dawać: kaaaszki, japka, gruszki i bananę. I Filipek nauczył się też tych groźnych dźwięków, na które Duzi mówią, że kaszelek. Ja już naprawdę nie mam do nich sił. Może mi podpowiecie, jak wymusić na nich większe ilości dobrych rzeczy zamiast na przykład mleka i obiadku? Chociaż, obiadki też lubimy, w sumie nie są takie złe. Zwłaszcza coś , co się nazywa dyń.

Podobno umiemy pokazać buziami jakąś koństernację. Duży czasami ziewa, my też umiemy, tak w ogóle. Ale Duży tak to robi, że patrzymy na niego i chce nam się śmiać, ale nie wiemy, czy można bo może zacznie płakać? I podobno wtedy mamy koństernację na buźkach. Ja tam nic nie mam na buzi, czasami zdarzy się, że mam obiadek albo  deserek na buzi, ale nie wierzcie, że często. Bo Duzi mówią, że jak jemy to zawsze jest obraznędzy i rospaczy - ale to są pomówienia, bo ja żądnego obraznędza i rospaczy nie mam. Czasami zdarzy się, że jedzonko znajdzie się nie tam, gdzie powinno, ale czy to moja wina, że jest tak śmiesznie jak Duża ma obiadek na nosie albo na firanie? My lubimy z Filipkiem dobrą zabawę! Czas chyba, żeby Duzi to zauwazyli, no nie?

Pamiętacie, jak Filipek chciał nasikać Dużemu w buty, bo Koty tak zrobił? Koty, nie wiemy, który ale chyba TaśTaś zwany Jaskierem, nasikał do ziemniaków. Ziemniaki to takie coś, co nam też dają na obiadki i Duża podobno musiała wyrzucić całą siatkę, bo się nic już z nimi nie da zrobić. Śmiesznie, co? Filip powiedział, że jak już się nauczy, to ma dwa miejsca, w które można nasikać, jakby nam Duzi podpadli. Ciekawe, czy Koty nasikał bo mu podpadli, czy tak po prostu bo miał taki pomysł. Muszę go o to zapytać. Swoją drogą, będę musiał chyba poważnie porozmawiać z Koty, bo my lubimy ziemniaki. Czy ja jemu sikam w jego groszki? Otóż nie. Jeszcze nie, w każdym razie… No, ale może miał ważny powód. Zanim z nim pogadam, spróbuję się najpierw czegoś dowiedzieć.

Nie wiem, czy wiecie, ale chyba już mówiliśmy, że my mamy dziadków. Dziadek to taki Duży, co pojawia się rzadziej, niż nasi Duzi, ale też jest fajny. I mamy takie dwa! Jeden dziadek ma włosy na buzi, ale nie dał mi jeszcze ich pociągnąć. Chyba Duża mu powiedziała, że ma uważać, bo ja silny jestem – tak podsłuchałem. No i dziadek z włosami na buzi uważa. Dodiaska! A drugi dziadek nie ma włosów na buzi, ale to nic, bo ma na główce i zamierzam się z nimi zapoznać. Zresztą oba nasze dwa dziadki mają włosy na głowie, więc może być wesoło. Oni nas też fajnie rozśmieszają, jeden to mnie nawet bujał przed szczypieniem, prawie usnąłem wtedy. I było wesoło, bo mi pokazywał palce i mówił „jeden, dwa, trzy..” – nie wiem, o co dokładnie chodziło, ale chyba się chwalił, że ma paluszki. No to mu pokazałem piąstkę! Bo ja też mam i się nie chwalę, o!

A dziadek bez włosów na buzi był dzisiaj u nas całkiem długo z Babcią Jasną. Musiałem się do niego przyzwyczaić, ale poszło gładko. Bo też chyba lubi dobrą zabawę i dużo do nas mówi. W ogóle zauważyłem, że nasi Duzi mówią do nas często, czasami niezrozumiale, czasami nas nie rozumieją, ale nie poddają się. Ten dziadek to podobno robi dla nas masełko, które mamy w obiadku. No ja tam nie wiem, ale podobno masełko jest dobre, zdrowe i w ogóle same słowa, których nie rozumiem. No, ale skoro robi to dla nas, to znaczy, że chyba jest miły, prawda?

I teraz jest temat: bo oni mówią często: „odkąd ich mamy, życie jest ciekawsze”, albo inne rzeczy mówią, ale często właśnie pada to: „mamy ich”. I chyba musimy z nimi pogadać, bo Duzi, zdaje się, czegoś nie rozumieją. Otóż, to nie oni mają nas, ale my mamy ich. I odkąd ich mamy, nasze życie jest faktycznie coraz ciekawsze. Może to mało ważne, ale mi się wydaje, że jednak należy to wyprostować. Bo to my mamy Dużych, Babcie obie i dwa dziadki. I fajnie nam z tym w sumie, że ich mamy, bo całkiem przyjemni są, nie powiem.

A czy mówiłem, że umiem siadać? Nie? To mówię: umiem siadać! Jeszcze mi nie pozwalają na długo, bo podobno jeszcze mogę się przewracać, ale jest to bardzo ciekawa czynność, to siadanie. Nasapię się mocno i namęczę, ale mnie się podoba. Tylko jak mnie potem Duża odkłada na plecki, to normalnie mnie coś trafia. I muszę się wydrzeć. Podobno wtedy trochę straszę Filipka, ale to nieprawda. Filip po prostu też nie chce leżeć. Mogliby się ci Duzi lepiej ogarnąć i pozwalać nam siedzieć cały czas. To, że oni tak lubią ciągle chodzić, stać, bujać nas, nosić nas i skakać wokół nas, nie oznacza wcale, że inni (znaczy my), nie lubią po prostu sobie posiedzieć. Prawda?

Na dziś to chyba już wszystko, czas iść spać. Nawet sobie ziewłem, ale Duzi jakoś koństernacji na buziach nie mają. Dziwne… czy to działa tylko w jedną stronę? Nie mam już dzisiaj siły się nad tym zastanawiać. Pomyślę o tym jutro.

Dobranoc, i pchłynanoc, jak mawia Duża. :)

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz