RSS
 

Maść na porost zębów, święta i gościna, czyli płacz i zgrzytanie dziąseł…

26 gru

Mam nowinę! Od kilku dni ja też jestem całym pakietem! Tak jak Mateusz, mam i ja swoje dwa, zupełnie nowe zęby! I wiecie, co się okazało? Duzi chyba mają taką maść na porost zębów! Nie używali jej na Mateuszku na początku i jemu wyszedł najpierw jeden ząbek, a po jakimś czasie, gdy zaczęli mu smarować dziąsełka, to wyszedł drugi. I myśleliśmy, że to się nie łączy. Ale okazuje się, że jednak tak! Bo oni tę maść dawali mi od początku, jak już mnie bolały dziąsła i co? I od razu oba zęby wyszły, za jednym zamachem! Mateusz stwierdził, że widocznie nie wiedzieli, że istnieje taka maść na porost zębów i że teraz, jak już nam smarują, to pewnie wyjdzie nam wszystko, co ma wyjść. Pytanie tylko, ile tego będzie, bo jak tak ma boleć za każdym razem, to ja się z tego interesu wypisuję! Nie tak się umawialiśmy, nie tak miało być. Miało być pięknie, ciekawie i bezboleśnie. No, ale poczekamy, zobaczymy. Najwyżej odmówimy przyjmowania tej maści, niech sobie ją sami biorą.

Były święta, nie wiem czy u Was też. Święta, to takie coś, że co chwilę ktoś przychodzi, jest dużo jedzenia, którego nam nie wolno jeść, jest ta cała choinka i jest cały czas głośno. Choinka jest fajna, nie powiem. Okazało się, że ma dużo kolorów, światełek i jednak nikt nas pod nią nie sadzał, więc z tym źle nie było. Ale niestety nie pozwolono nam ciągnąć kolorowych dyndadełek, a byłoby naprawdę wesoło, jakby się wszystko przewróciło, prawda? Mateusz miał taki pomysł i próbował to zrobić, ale niestety – Duzi byli czujni. No, ale może w następne święta się uda! Bo podobno takie święta są częściej, nie tylko raz. Jeszcze przyjdzie czas na upadającą choinkę!

Z okazji tych świąt, byliśmy na czymś, co Duzi nazywają Wygilają. To nie było dla nas zbyt ciekawe przeżycie, przynajmniej na początku nam się tak wydawało. Było tam wielu różnych Dużych, mniejszych i większych i wszyscy na nas patrzyli i do nas mówili – w tej samej chwili. No i nasz Duży stwierdził, że nie unieśliśmy ciężaru sławy. Szczególnie ja. Zniosłem, jak robili to swoje zdjęcie rodzinne i jeszcze jak chodzili wokół nas i mówili, że życzę wam zdrowia, szczęścia i czego tam jeszcze. To było w porządku, ale jak się okazało, że jeszcze nie wracamy do domku, to nie zdzierżyłem. Duża mówi, że tak jeszcze się nie darłem. Ale co ja miałem zrobić, jak gdy prosiłem po dobroci, to mnie do domku nie zabrali? Mateusz podobno nieco dłużej się trzymał, ale w końcu mnie usłyszał i dołączył  - wierny brat. No i dopięliśmy swego, wróciliśmy do domu. Duzi powiedzieli, że to była najkrótsza Wygilaja świata. Śmiali się, zadowoleni byli – pewnie też nie unieśli ciężaru sławy i chcieli iść do domku. Jak już wróciliśmy, to nam się od razu humory poprawiły i wtedy zaczęliśmy Dużym opowiadać, jaka fajna impreza była, bo w sumie potem stwierdziliśmy, że nie było aż tak źle i nie wiemy w sumie, dlaczego płakaliśmy. Opowiadałem Dużej, że bardzo mi się podobała ta choinka u Babci Ciemnej, że mnie śmieszyła taka mniejsza Duża, co mnie głaskała po nóżce i inni Duzi, ale ona nie brała tego poważnie, bo się tylko śmiała, że tak, teraz to mi się impreza podobała, bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Po tej Wygilaji poszliśmy spać, długo nie mogliśmy usnąć, bo jeszcze nam się przypominały różne rzeczy i musieliśmy pogadać. Na drugi dzień za to już nie szliśmy nigdzie, ale co chwilę ktoś przychodził do nas. Były babcie, dziadki, inni Duzi, co się ciocia i wujek nazywa i dzisiaj też tak było. Bardzo dużo tych gości było i wiecie co? Podobało nam się. Już nas nic nie denerwowało i całkiem nieźle się bawiliśmy. Jedno nam się tylko nie podoba. Duzi mieli bardzo ciekawe, inne jedzonko i nic nam nie dali! Nic a nic! Tylko nasze normalne jedzenie. Ja się zbuntowałem i nie zjadłem buraka, bo mi nie smakuje. Plułem jak się dało i Duża się poddała w końcu. Najwyraźniej plucie ją wykańcza, trzeba to zapamiętać! Ale Babcia Jasna dała nam coś, co się nazywa kość z indyka – ciumkaliśmy sobie, podobno bardziej niż gryzaki. Fakt- bardzo nam pomagało na swędzenie dziąseł. Naprawdę nam to pasowało. Duzi się śmiali, że obiadku nie dostaliśmy, tylko kość, ale nie wiem co w tym śmiesznego. Te kości były fajne i chętnie jeszcze sobie je pociumkamy. Niestety zabrali nam je i już nie oddali. Ciekawe, nie? Gryzaki zabierają na chwilę i zaraz oddają. A kość – jak zabrali, tak nie wróciła. Pewnie sami sobie zabrali, żeby pociumkać, cwaniaki.

Ogólnie stwierdziliśmy z Mateuszkiem, że święta nie są takie złe, jak na początku myśleliśmy. Było wesoło, kolorowo i pachniało ciekawie, inaczej, człowiek kość dostał. Nie ma na co narzekać.

I nie wierzcie, że był płacz i zgrzytanie dziąseł – to pomówienia!

Wesołych wszystkim! :)

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~renata

    3 stycznia 2015 o 21:48

    Mateo i Filipo piszcie częściej.