RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2015

Ręka z nogą, brokułała na ścianie, szpinak na firanie, czyli obiad…

09 sty

Ściema! (nauczyłem się nowego powitania, fajne, co?)

To ja, Filipek! Mateusz zasnął, gadulec jeden, więc ja mogę coś powiedzieć od siebie.

Dzisiaj mam w głowie obiad. Bo obiad, moi drodzy, to taka w sumie fajna rzecz. Dostaje taki fircyk jeść, brzuszek się napełnia miło, ciepło się robi, smakuje całkiem znośnie, chociaż od wczoraj najbardziejbardziej lubię gojurt z malinami. W każdym razie obiad smakuje też całkiem nieźle, szczególnie, gdy jest w nim dyń. Ale najlepsza rzecz związana z obiadem, to jest zabawa. A możliwości do zabawy jest mnóstwo. Bo Duża na przykład daje mi przy foteliku takie coś, na co mówi pałonk, i na nim są dyndadełka, którymi mogę się bawić. Duża wtedy robi sobie takie zawody w celowanie- żeby nie trafić łyżeczką w dyndadełka, tylko do mojej buzi. A ja, oczywiście, jej to bardzo, ale to bardzo utrudniam. No sami powiedzcie, czy to nie jest śmieszne, jak brokułała ląduje na zabawce, albo na pałonku?

Z Mateuszem mamy już zbiór ulubionych miejsc, w których obiadek może wylądować i sposobów na to. Bardzo wesoło jest, gdy brokułała z mięskiem ląduje na zabawce, to już ustaliliśmy. I jest to dość proste- wystarczy lekko ruszyć nóżką, kiedy łyżeczka jest już blisko. Zazwyczaj wtedy Duża komentuje, że dodiaska się stała i nas to bawi bo musi czyścić, bo inaczej my się też ubrudzimy. Robi się wtedy wyścig, kto będzie szybszy, czy ona czyszcząc nas czy my, brudząc co się da. No, ale jak powiedziałem, to akurat jest ta łatwa część. Są trudniejsze miejsca do ubrudzenia obiadkiem. Na przykład firana. Żeby strzelić papką w firanę, należy tak mocno ruszać rączkami i tak szybko, żeby Duża nawet nie zauważyła, że łyżeczka, a najlepiej miseczka, poleciała w górę. Niestety jest jeden problem – od czasu gdy Mateuszkowi się to udało (jest miszczem), Duża nie karmi nas już w pobliżu firany. No, ale może Babcia kiedyś nas tam nakarmi, jedna albo druga. One nie znają chyba wszystkich naszych sposobów jeszcze, więc jakąś szansę mamy.

Innym ciekawym miejscem jest czoło i w ogóle buzia Dużej. Udało nam się kilka razy strzelić w Dużą, ale zazwyczaj daliśmy radę ubrudzić jej ubranko. Dużemu na spodnie czasami coś pójdzie i też ma dodiaskę wtedy, bo mówi, że dodiaska jest.  Buzia, czoło albo nos – to jest cel prawdziwego miszcza! Mateusz był blisko już, prawie mu się udało, ale Duża niestety się wycwaniła i nie przysuwa sie tak blisko. Jestem pewien, że kiedyś popełni jakiś błąd. W końcu mamy swoje sposoby – ja wiem, jak mam na nią patrzeć, żeby zmiękła, ha!

Nie udało nam się niestety jeszcze trafić w ścianę. A dużo tych ścianów jest, więc w sumie dziwna sprawa. Duzi karmią nas zazwyczaj dość daleko od nich i jakoś tak nie widać, żeby mieli to zmienić. No, ale każdego dnia odkrywamy nowe ciekawe miejsca do udekorowania. Wiecie, co to jest kanapa? No własnie… idealne miejsce, prawda? Jedyny problem polega na tym, że Duzi zazwyczaj karmią nas właśnie z dala od potencjalnych celów. Mam wrażenie, że oni nas naprawdę podsłuchują. A my tak uważamy… Mateusz najczęściej odwraca uwagę Dużych swoim śmiechem, wtedy ja się rozglądam i robię ten no.. rekonwalesans,  znajduję nowe miejsca, które możnaby nieco pokolorować. Bo nie wiem, czy wiecie, ale nasze obiadki są fajnie kolorowe. Skoro Duzi lubią kolory, a lubią, bo mają je w domu, to dlaczego tak się bronią przed naszymi zabawami?

Tak poza obiadem, to Mateusz już siada. Zupełnie sam!  I jak usiądzie to siedzi. Czasami zdarzy mu się walnąć główką w szczebelek albo utknąć między szczebelkami, ale wtedy woła i któreś Duże go ratuje. Mnie też ratują, bo ja lubię wędrować i też mi się zdarzy, że nóżkę za daleko wsunę za szczebelki i nie wiem jak ją uwolnić. Daliby sobie spokój z tymi szczebelkami – po co nam one? Tylko się człowiek o nie obija, bez seeensu.

A ja nauczyłem się, że mogę wytykać język. Nie wiem co Dużych w tym śmieszy, ale najwyraźniej im niewiele trzeba do tego, by ich rozbawić. Mają dość proste poczucie humoru, jak już kiedyś chyba wspominałem. I też lubię siadać, ale sam jeszcze nie umiem. Nie spieszy mi się, bo Duża powiedziała, że jak już usiądziemy, to zaraz zaczniemy chodzić a wtedy to już odkurzać w rączkę i jazda. A ja wiem, jak wygląda odkurzacz i co robi i wcale nie chce mi się chodzić po naszym domku i robić ten cały hałas. Niech go sobie Duża robi, nie wiadomo w ogóle po co. Chodzi z tym odkurzaczem po domu i tylko wieje i wyje nam. Co prawda lubimy ten hałas, bo nas uspokaja, ale nie widzę potrzeby, żebym ja miał z tym po domu chodzić, jestem przecież bardzo spokojny… ;)

Tymczasem pora spać. Jeśli jutro dostaniecie obiadek- pobawcie się w strzelanie w ścianę, może chociaż Wam się uda! Dajcie znać, jak poszło, bo ja jestem ciekaw, czy na ścianie to się trzyma jak firany.  Powodzenia. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Biskup, „baletmiszcz” i bechape, czyli przemeblowany nowy rok…

04 sty

Witanko, uszanowanko!

Nauczyłem się tego powiedzenia od Dużej i nie zawaham się go użyć! A zatem, witanko, uszanowanko, podobno mamy nowy rok. A co było nie tak z tym, co teraz jest stary? Czy Duzi wszystko zawsze muszą zmieniać? Ale od początku…

Podobno wystawiam dłoń do pocałunku jak biskup. Ja nie wiem jak ten biskup to robi, ale ja nie widzę w tym nic dziwnego. Duża mówi, że mogłaby nas zjeść, więc żeby czasami jednak nie próbowała tego zrobić, daję jej się wycałować, bo chyba to trochę ją syci i wtedy już tak nie mówi. Wolałbym, żeby nas nie zjadła, wystawiam więc tę rączkę. Co prawda robię to w innym celu – żeby złapać, mocno, pociągnąć albo uszczypnąć. Duzi chyba zauważyli, że dla mnie najlepszą zabawą jest uszczypnąć, trzasnąć i pociągnąć.
Acha, jeszcze wsadzić Dużemu palec w nos. Filipek też lubi, bo Duży wtedy tak śmiesznie parska i z oczu mu woda leci.
Śmieje się przy tym, więc rozumiemy, że go to nie boli i możemy tak robić częściej. No więc, wystawiam rączkę, a czasami dwie,
w nadziei, że się Duży lub Duża pochylą, żeby pocałować moją dłoń biskupa, a wtedy będę mógł za te włosssssy tak mocno pociągnąć i szarpnąć. Czy to moja wina, że oni bardzo śmiesznie na to ciągnięcie reagują? Śmieją się, więc zakładam, że wszystko gra.
Kiedyś złapię w obie dłonie i podciągnę się do siadania- myślę, że będzie to lepsza zabawa, niż podciąganie się na szczebelkach.

Właśnie! Ja już potrafię sam usiąść, wsadzić nóżki między szczebelki i mogę sobie spokojnie gadać z Filipkiem, który jest w łóżeczku obok. Powiem Wam, że naprawdę nam się to podoba. Filipek na razie nie umie, ale stwierdził, że spoko wodza, on im wszystkim jeszcze pokaże.

Ja wystawiam dłonie jak biskup a Filipek, to podobno jakimś baletmiszczem będzie. Bo jak Duża się z nim bawi  w atak zombi, czyli gryzienie, gdzie popadnie, to on wystawia stópki do gryzienia jak jakiś baletmiszcz właśnie. Podobno z jakąś Gracją to robi. Ja tam nie widziałem nigdy żadnej Gracji, zawsze jesteśmy sami w tych zabawach, tylko my, nasi Duzi albo babcie i dziadki, ale żadna obca Gracja się wtedy nie pojawia. Pewnie Duża coś myli, z niewyspania, bo nadal nie lubi spać.
Kiedy bym się nie obudził gdy jest ciemno- ona już nade mną stoi. Z butelką. Wyszkolona, co? 

Co do tego nowego roku – podobno przespaliśmy jakieś fajnewerki, a Duzi byli czujni, żeby w razie czego nas ratować. Ale od czego? Od kilku dni obserwujemy wszystko, żeby zobaczyć jak wygląda ten nowy rok i co przegapiliśmy, ale żadnej większej zmiany nie widzimy. Filipek mówi, że może chodzi o to, że wystawiają mebelki z pokoju, w którym spędzamy dnie. Bo najpierw zniknął fotel, pojawiła się choinka, potem wrócił fotel a choinki nie ma. A teraz nagle rozpłynęło się w powietrzu takie coś, co nazywają ławą. Duzi mówią, że zrobili więcej miejsca dla nas, na podłodze, żebyśmy mieli więcej jakiejś przestrzeni. Ale nam się wydaje, że oni po prostu chyba chcieli coś zmienić, bo często mówili, że jest troszkę za mało miejsca, że trzeba tak zrobić, żeby było bezpiecznie. Duży mówi, że trzeba zabezpieczyć jakieś końtakty, rogi i kominek. Ciekawe, prawda? Może chodzi o to, że Duzi psują rzeczy? Podobno Duży większość szklanek w domu zepsuł, a Duża to nawet laptokiem jakimś rzuciła i też się zepsuł. Pewnie właśnie o to chodzi, że już za dużo rzeczy zepsuli i chcą to, co jeszcze działa, zabezpieczyć. Podobno to jest jakieś bechape coś tam. Filip mówi, że on ma jednak podejrzenie, że to bechape, to dla nas jest, bo Duża coś powiedziała takiego, że muszą się upewnić, że sobie krzywdy nie zrobimy. Ale czym? Zepsutym laptokiem, czy szklanką? Niech oni lepiej sami na siebie uważają. My sobie poradzimy. Tym bardziej, że ciagle z nami są. Dzisiaj na ten przykład, siedzieliśmy w kuchni…. na podłodze! Było zupełnie inaczej niż zwykle, bo mogliśmy z Filipem walić zabawkami w podłogę i tak głośno i fajnie było! A jak rzuciłem zabawkę, to Duża trzymając mnie, tak śmiesznie się wyginała i mi ją podawała. Więc rzucałem coraz dalej. A ona dalej podawała. Ciekawe co by zrobiła, jakbym rzucił tak zupeeeeełnie daleko? Ale by się wygła, co?

Nauczyłem się tej zabawy w „nie ma mateusza tu jest!” – Duzi się ze mną tak bawili, że mi buzię zasłaniali i mówili, że nie ma mateusza a za chwilę, że tu jest. Ale jak mam czekać, aż zaczną się ze mną bawić, to wolałem sam zacząć. Gdy była ostatnio Babcia Jasna, to zacząłem ją zaczepiać i wyobraźcie sobie – podziałało! Wychodzi na to, że Duzi zaczynają nas rozumieć coraz lepiej, w każdym razie Babcie. Nasi Duzi też rozwijają się, w całkiem niezłym tempie, muszę powiedzieć.

A dzisiaj była u nas Babcia Ciemna i też było fajnie, opowiadała nam różne rzeczy. Dostaliśmy do spróbowania ziemniaczka ale z jakimś czymś, bo inaczej smakował. Dużo nie dali tego, ale nie narzekałem, bo byłem właśnie po obiadku. Filipkowi nieszczególnie to smakowało, ale on jest dość wybredny czasami. Woli, żeby Duzi jednak starali się go zaskakiwać i dawać same pyszności. Ja tam jem wszystko, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś nam nie powiedzą, że sami musimy sobie jedzonko zorganizować. Lipa by była, co?

Babcia Ciemna nas nosiła, przytulała, było całkiem miło, ale byliśmy troszkę zmęczeni i nas uśpili. Powiem Wam, że przyjemnie mi się zasypiało słuchając jak Babcia rozmawiała z Dużymi. Rozmawiali po cichu, ale ja i tak wszystko usłyszałem  i w swoim czasie wykorzystam!

Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie, od Filipka też. On dzisiaj nie miał chęci nic powiedzieć, bo znowu mu chyba jakiś ząb idzie i szybko poszedł spać. Ostatnio mniej mówimy, bo naprawdę zajęci byliśmy, ale poprawimy się. Już nasza Duża o to zadba!

Podobno jesteśmy gadułami po ojcu. :)

Teraz już uciekam spać, bo muszę się dwa razy na jedzenie obudzić, inaczej Duzi spędzą noc nie śpiąc  na marne. Pa!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii