RSS
 

Biskup, „baletmiszcz” i bechape, czyli przemeblowany nowy rok…

04 sty

Witanko, uszanowanko!

Nauczyłem się tego powiedzenia od Dużej i nie zawaham się go użyć! A zatem, witanko, uszanowanko, podobno mamy nowy rok. A co było nie tak z tym, co teraz jest stary? Czy Duzi wszystko zawsze muszą zmieniać? Ale od początku…

Podobno wystawiam dłoń do pocałunku jak biskup. Ja nie wiem jak ten biskup to robi, ale ja nie widzę w tym nic dziwnego. Duża mówi, że mogłaby nas zjeść, więc żeby czasami jednak nie próbowała tego zrobić, daję jej się wycałować, bo chyba to trochę ją syci i wtedy już tak nie mówi. Wolałbym, żeby nas nie zjadła, wystawiam więc tę rączkę. Co prawda robię to w innym celu – żeby złapać, mocno, pociągnąć albo uszczypnąć. Duzi chyba zauważyli, że dla mnie najlepszą zabawą jest uszczypnąć, trzasnąć i pociągnąć.
Acha, jeszcze wsadzić Dużemu palec w nos. Filipek też lubi, bo Duży wtedy tak śmiesznie parska i z oczu mu woda leci.
Śmieje się przy tym, więc rozumiemy, że go to nie boli i możemy tak robić częściej. No więc, wystawiam rączkę, a czasami dwie,
w nadziei, że się Duży lub Duża pochylą, żeby pocałować moją dłoń biskupa, a wtedy będę mógł za te włosssssy tak mocno pociągnąć i szarpnąć. Czy to moja wina, że oni bardzo śmiesznie na to ciągnięcie reagują? Śmieją się, więc zakładam, że wszystko gra.
Kiedyś złapię w obie dłonie i podciągnę się do siadania- myślę, że będzie to lepsza zabawa, niż podciąganie się na szczebelkach.

Właśnie! Ja już potrafię sam usiąść, wsadzić nóżki między szczebelki i mogę sobie spokojnie gadać z Filipkiem, który jest w łóżeczku obok. Powiem Wam, że naprawdę nam się to podoba. Filipek na razie nie umie, ale stwierdził, że spoko wodza, on im wszystkim jeszcze pokaże.

Ja wystawiam dłonie jak biskup a Filipek, to podobno jakimś baletmiszczem będzie. Bo jak Duża się z nim bawi  w atak zombi, czyli gryzienie, gdzie popadnie, to on wystawia stópki do gryzienia jak jakiś baletmiszcz właśnie. Podobno z jakąś Gracją to robi. Ja tam nie widziałem nigdy żadnej Gracji, zawsze jesteśmy sami w tych zabawach, tylko my, nasi Duzi albo babcie i dziadki, ale żadna obca Gracja się wtedy nie pojawia. Pewnie Duża coś myli, z niewyspania, bo nadal nie lubi spać.
Kiedy bym się nie obudził gdy jest ciemno- ona już nade mną stoi. Z butelką. Wyszkolona, co? 

Co do tego nowego roku – podobno przespaliśmy jakieś fajnewerki, a Duzi byli czujni, żeby w razie czego nas ratować. Ale od czego? Od kilku dni obserwujemy wszystko, żeby zobaczyć jak wygląda ten nowy rok i co przegapiliśmy, ale żadnej większej zmiany nie widzimy. Filipek mówi, że może chodzi o to, że wystawiają mebelki z pokoju, w którym spędzamy dnie. Bo najpierw zniknął fotel, pojawiła się choinka, potem wrócił fotel a choinki nie ma. A teraz nagle rozpłynęło się w powietrzu takie coś, co nazywają ławą. Duzi mówią, że zrobili więcej miejsca dla nas, na podłodze, żebyśmy mieli więcej jakiejś przestrzeni. Ale nam się wydaje, że oni po prostu chyba chcieli coś zmienić, bo często mówili, że jest troszkę za mało miejsca, że trzeba tak zrobić, żeby było bezpiecznie. Duży mówi, że trzeba zabezpieczyć jakieś końtakty, rogi i kominek. Ciekawe, prawda? Może chodzi o to, że Duzi psują rzeczy? Podobno Duży większość szklanek w domu zepsuł, a Duża to nawet laptokiem jakimś rzuciła i też się zepsuł. Pewnie właśnie o to chodzi, że już za dużo rzeczy zepsuli i chcą to, co jeszcze działa, zabezpieczyć. Podobno to jest jakieś bechape coś tam. Filip mówi, że on ma jednak podejrzenie, że to bechape, to dla nas jest, bo Duża coś powiedziała takiego, że muszą się upewnić, że sobie krzywdy nie zrobimy. Ale czym? Zepsutym laptokiem, czy szklanką? Niech oni lepiej sami na siebie uważają. My sobie poradzimy. Tym bardziej, że ciagle z nami są. Dzisiaj na ten przykład, siedzieliśmy w kuchni…. na podłodze! Było zupełnie inaczej niż zwykle, bo mogliśmy z Filipem walić zabawkami w podłogę i tak głośno i fajnie było! A jak rzuciłem zabawkę, to Duża trzymając mnie, tak śmiesznie się wyginała i mi ją podawała. Więc rzucałem coraz dalej. A ona dalej podawała. Ciekawe co by zrobiła, jakbym rzucił tak zupeeeeełnie daleko? Ale by się wygła, co?

Nauczyłem się tej zabawy w „nie ma mateusza tu jest!” – Duzi się ze mną tak bawili, że mi buzię zasłaniali i mówili, że nie ma mateusza a za chwilę, że tu jest. Ale jak mam czekać, aż zaczną się ze mną bawić, to wolałem sam zacząć. Gdy była ostatnio Babcia Jasna, to zacząłem ją zaczepiać i wyobraźcie sobie – podziałało! Wychodzi na to, że Duzi zaczynają nas rozumieć coraz lepiej, w każdym razie Babcie. Nasi Duzi też rozwijają się, w całkiem niezłym tempie, muszę powiedzieć.

A dzisiaj była u nas Babcia Ciemna i też było fajnie, opowiadała nam różne rzeczy. Dostaliśmy do spróbowania ziemniaczka ale z jakimś czymś, bo inaczej smakował. Dużo nie dali tego, ale nie narzekałem, bo byłem właśnie po obiadku. Filipkowi nieszczególnie to smakowało, ale on jest dość wybredny czasami. Woli, żeby Duzi jednak starali się go zaskakiwać i dawać same pyszności. Ja tam jem wszystko, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś nam nie powiedzą, że sami musimy sobie jedzonko zorganizować. Lipa by była, co?

Babcia Ciemna nas nosiła, przytulała, było całkiem miło, ale byliśmy troszkę zmęczeni i nas uśpili. Powiem Wam, że przyjemnie mi się zasypiało słuchając jak Babcia rozmawiała z Dużymi. Rozmawiali po cichu, ale ja i tak wszystko usłyszałem  i w swoim czasie wykorzystam!

Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie, od Filipka też. On dzisiaj nie miał chęci nic powiedzieć, bo znowu mu chyba jakiś ząb idzie i szybko poszedł spać. Ostatnio mniej mówimy, bo naprawdę zajęci byliśmy, ale poprawimy się. Już nasza Duża o to zadba!

Podobno jesteśmy gadułami po ojcu. :)

Teraz już uciekam spać, bo muszę się dwa razy na jedzenie obudzić, inaczej Duzi spędzą noc nie śpiąc  na marne. Pa!!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz