RSS
 

Ręka z nogą, brokułała na ścianie, szpinak na firanie, czyli obiad…

09 sty

Ściema! (nauczyłem się nowego powitania, fajne, co?)

To ja, Filipek! Mateusz zasnął, gadulec jeden, więc ja mogę coś powiedzieć od siebie.

Dzisiaj mam w głowie obiad. Bo obiad, moi drodzy, to taka w sumie fajna rzecz. Dostaje taki fircyk jeść, brzuszek się napełnia miło, ciepło się robi, smakuje całkiem znośnie, chociaż od wczoraj najbardziejbardziej lubię gojurt z malinami. W każdym razie obiad smakuje też całkiem nieźle, szczególnie, gdy jest w nim dyń. Ale najlepsza rzecz związana z obiadem, to jest zabawa. A możliwości do zabawy jest mnóstwo. Bo Duża na przykład daje mi przy foteliku takie coś, na co mówi pałonk, i na nim są dyndadełka, którymi mogę się bawić. Duża wtedy robi sobie takie zawody w celowanie- żeby nie trafić łyżeczką w dyndadełka, tylko do mojej buzi. A ja, oczywiście, jej to bardzo, ale to bardzo utrudniam. No sami powiedzcie, czy to nie jest śmieszne, jak brokułała ląduje na zabawce, albo na pałonku?

Z Mateuszem mamy już zbiór ulubionych miejsc, w których obiadek może wylądować i sposobów na to. Bardzo wesoło jest, gdy brokułała z mięskiem ląduje na zabawce, to już ustaliliśmy. I jest to dość proste- wystarczy lekko ruszyć nóżką, kiedy łyżeczka jest już blisko. Zazwyczaj wtedy Duża komentuje, że dodiaska się stała i nas to bawi bo musi czyścić, bo inaczej my się też ubrudzimy. Robi się wtedy wyścig, kto będzie szybszy, czy ona czyszcząc nas czy my, brudząc co się da. No, ale jak powiedziałem, to akurat jest ta łatwa część. Są trudniejsze miejsca do ubrudzenia obiadkiem. Na przykład firana. Żeby strzelić papką w firanę, należy tak mocno ruszać rączkami i tak szybko, żeby Duża nawet nie zauważyła, że łyżeczka, a najlepiej miseczka, poleciała w górę. Niestety jest jeden problem – od czasu gdy Mateuszkowi się to udało (jest miszczem), Duża nie karmi nas już w pobliżu firany. No, ale może Babcia kiedyś nas tam nakarmi, jedna albo druga. One nie znają chyba wszystkich naszych sposobów jeszcze, więc jakąś szansę mamy.

Innym ciekawym miejscem jest czoło i w ogóle buzia Dużej. Udało nam się kilka razy strzelić w Dużą, ale zazwyczaj daliśmy radę ubrudzić jej ubranko. Dużemu na spodnie czasami coś pójdzie i też ma dodiaskę wtedy, bo mówi, że dodiaska jest.  Buzia, czoło albo nos – to jest cel prawdziwego miszcza! Mateusz był blisko już, prawie mu się udało, ale Duża niestety się wycwaniła i nie przysuwa sie tak blisko. Jestem pewien, że kiedyś popełni jakiś błąd. W końcu mamy swoje sposoby – ja wiem, jak mam na nią patrzeć, żeby zmiękła, ha!

Nie udało nam się niestety jeszcze trafić w ścianę. A dużo tych ścianów jest, więc w sumie dziwna sprawa. Duzi karmią nas zazwyczaj dość daleko od nich i jakoś tak nie widać, żeby mieli to zmienić. No, ale każdego dnia odkrywamy nowe ciekawe miejsca do udekorowania. Wiecie, co to jest kanapa? No własnie… idealne miejsce, prawda? Jedyny problem polega na tym, że Duzi zazwyczaj karmią nas właśnie z dala od potencjalnych celów. Mam wrażenie, że oni nas naprawdę podsłuchują. A my tak uważamy… Mateusz najczęściej odwraca uwagę Dużych swoim śmiechem, wtedy ja się rozglądam i robię ten no.. rekonwalesans,  znajduję nowe miejsca, które możnaby nieco pokolorować. Bo nie wiem, czy wiecie, ale nasze obiadki są fajnie kolorowe. Skoro Duzi lubią kolory, a lubią, bo mają je w domu, to dlaczego tak się bronią przed naszymi zabawami?

Tak poza obiadem, to Mateusz już siada. Zupełnie sam!  I jak usiądzie to siedzi. Czasami zdarzy mu się walnąć główką w szczebelek albo utknąć między szczebelkami, ale wtedy woła i któreś Duże go ratuje. Mnie też ratują, bo ja lubię wędrować i też mi się zdarzy, że nóżkę za daleko wsunę za szczebelki i nie wiem jak ją uwolnić. Daliby sobie spokój z tymi szczebelkami – po co nam one? Tylko się człowiek o nie obija, bez seeensu.

A ja nauczyłem się, że mogę wytykać język. Nie wiem co Dużych w tym śmieszy, ale najwyraźniej im niewiele trzeba do tego, by ich rozbawić. Mają dość proste poczucie humoru, jak już kiedyś chyba wspominałem. I też lubię siadać, ale sam jeszcze nie umiem. Nie spieszy mi się, bo Duża powiedziała, że jak już usiądziemy, to zaraz zaczniemy chodzić a wtedy to już odkurzać w rączkę i jazda. A ja wiem, jak wygląda odkurzacz i co robi i wcale nie chce mi się chodzić po naszym domku i robić ten cały hałas. Niech go sobie Duża robi, nie wiadomo w ogóle po co. Chodzi z tym odkurzaczem po domu i tylko wieje i wyje nam. Co prawda lubimy ten hałas, bo nas uspokaja, ale nie widzę potrzeby, żebym ja miał z tym po domu chodzić, jestem przecież bardzo spokojny… ;)

Tymczasem pora spać. Jeśli jutro dostaniecie obiadek- pobawcie się w strzelanie w ścianę, może chociaż Wam się uda! Dajcie znać, jak poszło, bo ja jestem ciekaw, czy na ścianie to się trzyma jak firany.  Powodzenia. :)

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz