RSS
 

Archiwum - Luty, 2015

Pan od zmywarki, kubek kawy i dom wariatów, czyli najkrótsza kolęda świata…

23 lut

Była u nas kolęda!

Kolęda, to jest takie coś, że przychodzi ten ksionc, co nam dawał chrzesta, nie ten sam, ale podobny. I on właśnie u nas niedawno był i mówił różne rzeczy, co się modlitfy nazywają. Znaczy, najpierw weszli z innym Dużym i śpiewali, że przybiegli pasterze i stada aniołów zleciały, jakies takie historie. I jak już pośpiewali, to wtedy ten ksionc mówił różne rzeczy, a wszyscy go słuchali. Tylko pan od zmywarki go nie słuchał. Bo w tym czasie był u nas pan od zmywarki. Nie wiemy dokładnie, kto to taki, ale Filip mówi, że skoro on nie musiał słuchać tego ksionca, to musiał być jakiś ważny gość. W każdym razie, ksionc chyba chciał pić, bo mówiąc, patrzył cały czas na kubek z kawą, który zostawiła na stoliku nasza babcia Inka. (Okazuje się, że nasze babcie nie mają na imię Jasna i Ciemna, tylko Atka i Inka, ładnie, co?).

Duża powiedziała później, jak ksionc sobie poszedł, że nie zauważyła w tym całym , chałosie,   że kubek został na stoliku. A babcia podsumowała wszystko tak, że istny dom wariatów był tego dnia, więc i kolęda normalna być nie mogła. I chyba coś w tym jest, bo nawet ten ksionc, jak już skończył mówić swoje modlitfy, to spojrzał w końcu na nas, zamiast na kubek i powiedział, że widzi, że mamy ręce pełne roboty i nie będzie przedłużał, tylko nam zostawia obrazek. Duża nam go pokazała, tego obrazka, całkiem ładny, tylko mały i nie dała nam go pogryźć, a szkoda. Na pewno gryzłoby się go równie dobrze, jak te inne obrazki co nam daje i mówi, że to książki.

Owszem, byliśmy wtedy mocno zajęci z Filipem, bo on próbował wyjść z fotelika, a ja pilnowałem pana od zmywarki. Ważny, czy nie, pilnować trzeba. Był niebezpiecznie blisko naszych miseczek z kolacją, a my lubimy nasze kolacje. Miło ze strony tego ksionca, że zauważył, jak mocno zajęci jesteśmy z tym wszystkim, mając też Dużych na głowie. Istny dom wariatów, faktycznie, bo tuż przed wejściem ksionca, Duża stawiała na stoliku świeczki, ale, jak potem skomentowała, ich nie zapaliła. Potem biegała, porządkować, bo jej się nie podobało, że zabawki leżą. Pewnie chodziło o to, że pan od zmywarki przyszedł. Jak są u nas goście, to Duża zawsze zbiera zabawki, pewnie się boi, że je nam zabiorą. Dobra z niej kobieta.

W tym czasie Duży był nie do opanowania! Zamiast nam pomagać w naszych ważnych zajęciach, on przestawiał co chwilę różne rzeczy, przestawił na przykład Dużej świeczki ze stolika na szafkę i w ten sposób na stoliku został tylko kubek kawy, o którym już wspomniałem. Duży rozmawiał też z panem od zmywarki i z babcią Inką. Mówię Wam, byli nie do ogarnięcia. Ksionc widać się zna, skoro od razu podsumował sytuację. Najspokojniejsi w tym wszystkim byliśmy my.

W każdym razie, była u nas najkrótsza kolęda świata, tak podsumowała Duża. Kiedyś była u nas najkrósza Wygilaja świata, a teraz kolęda. Czy to znaczy, że u nas wszystko zawsze będzie najkrótsze na świecie? Całkiem możliwe, że przyczyną wszystkiego są Duzi. Zobaczymy, co będzie dalej, bo jeśli wszystkie ciekawe rzeczy mają być tak krótkie, to musimy z nimi poważnie porozmawiać.

Ciekawe, czy przyjdzie do nas znowu ta kolęda niedługo. Zawsze to jakaś rozrywka. Trzeba pogadać z Dużymi, żeby coś zorganizowali, w końcu też lubią gości, no nie?

Tymczasem do następnego!

 

 

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Człowiek demolka, zasypianie i korzonki, czyli Duzi mają z nami wesoło…

05 lut

grfMateusz jest podobno Człowiekiem Demolką z czterema zębami. Nie powiedzieli nam Duzi, skąd taka naimia, ale chyba chodzi o to, że potrafi różne rzeczy i wszystko gryzie, nawet Dużych. Na przykład ostatnio nauczył się demontażować łóżeczko. Wyciąga sobie szczebelek i się nim bawi. Duża mówi, że niezły z niego Dart Wejder i rycerz dżedaj z jakichś gwiazdowych wojen. Mateusz mówi, że niech sobie go nazywają jak chcą, byle by mu szczebelka nie zabierali. Szczebelek jest fajny i można z nim robić różne rzeczy, na przykład uderzać w co się da i w różnych Dużych.

Mati potrafi też przestawić sam nasze duże pudełko z zabawkami. Babcia Jasna mówi, że on jest następnym pudzianem. Co to jest pudzian? On nie jest żadnym pudzianem, tylko moim bratem, sami mi to mówią każdego dnia! A to, że umie przestawiać wszystko, to nie jego wina. Jest silny i fajnie, przynajmniej sobie poradzi, tak mówi Duży. Ja też sobie podobno poradzę, chociaż jestem nieco mniejszy, ale podobno jestem tak samo sprytny i też silny. Bo jak pociągnę Dużą za włosy to piszczy tak samo, jak wtedy, gdy Mateusz ją ciągnie. I też umiem uszczypnąć tak jak Mateusz. Pudełka nie przestawiam, bo to jest zwyczajnie nudne. Mateusz to lubi, a ja wolę do pudełka wchodzić. Kiedyś wejdę do niego cały! Na razie nie udaje mi się to do końca, bo ciągle źle coś robię. Ale uda mi się, zobaczycie.

Duzi sie nieco ostatnio zdziwili…. Otóż myśleli, że nas zaprogramowowali, tak, że zasypialiśmy od razu po kąpieli, czasem jeszcze po mleczku. No i faktycznie tak było, zasypialiśmy niemalże od razu, bez problemu, bo byliśmy zmęczeni. Ale ostatnio już nam się tak nie chce spać. Bo okazuje się, że właśnie po kąpieli jest bardzo fajnie. Możemy sobie, każdy w swoim łóżeczku, gadać i się śmiać, a Duzi nic nie mogą zrobić. Próbują nas uśpić, ale się w końcu poddają i pozwalają nam pogadać aż się zmęczymy. Mateusz wtedy wstaje (zapomniałem powiedzieć, że Mati już stoi w łóżeczku!). Podskakuje i próbuje dostać się do mnie, ale to nic, że mu się nie udaje. Bo siada sobie wtedy  i dynda nóżkami poza łóżkiem, a ja sobie leżę na brzuszku i obgadujemy Dużych. A oni nic, a nic nie rozumieją! Możemy sobie knuć, kogo osikamy, kogo Mati uszczypnie i kogo pociągniemy za włosy. Umawiamy się, że na widok dziadków płaczemy, bo przecież nie może być tak, że do każdego się uśmiechamy- jeszcze pomyślą, że z nami jest łatwo. Lepiej, żeby myśleli, że trzeba się przy nas nachodzić, bo jeszcze się im znudzimy, no nie? Duża powiedziała, że to, co kosztuje dużo wysiłku, zazwyczaj jest go warte, więc trzymamy się tej idei. No i zasypianie programowowane  się skończyło. Za to jaką my mamy zabawę! Jest strasznie wesoło i nawet Duzi wtedy się śmieją, podobno z bezsilności. Fajna ta bezsilność musi być, skoro aż tak się śmieją, no nie?

W ostatnim czasie dużo czasu spędzały z nami obie babcie. Bo naszej Dużej skoczyły jakieś korzonki na plecy. Nie wiem, czemu sobie ich nie zdejmie. Jak  jeden albo drugi Koty wskoczy do naszych łóżeczek, to Duża go zdejmuje, a czemu tych korzonków z pleców nie może zdjąć? Przez te korzonki mało z nami jest, bo nie może nas podnosić i nosić. Nie jest tragicznie, bo Babcie są fajowe i z nami dużo czasu spędzają, tak samo nasz Duży, więc nie płaczemy. Ale lubimy naszą Dużą i chcemy, żeby z nami była więcej, a ona tylko z tymi korzonkami. Ale chyba też nie jest jej zbyt fajnie, bo jak przychodzi do nas, to mimo, że ma te korzonki to jednak się do nas zbliża i przytula i gada z nami. No i bawi się z nami w Atak – matki- wariatki. Też chyba lubi z nami być, tak jak my z nią. Może się niedługo dowie, jak zdjąć te korzonki i znowu będzie tyle ile wcześniej. Duży mógłby coś zrobić z tymi korzonkami na jej pleckach, w końcu ma duże ręce, mógłby zdjąć! Mateusz mówi, że trzeba po prostu  wyszczypać i wyplaskaczować jej te plecy to od razu jej przejdzie. Bo jak splaskaczował i wyszczypał kiedyś Babcię Jasną, to jej się od razu spać odechciało- sama tak mówiła Dużej. Więc może właśnie to jest sposób? Musimy jutro z Mateuszem spróbować. Odwrócę uwagę Dużej a Mateusz zadziała, zademoluje i może korzonki uciekną.

W ogóle to Babcie obie są naprawdę fajne. Strasznie dużo różnych piosenek nam śpiewają, obiadki dają i fajne deserki. A ostatnio to jedliśmy ogórka skiszonego,  zupę , pomidororową  i jogurt z kozy- bardzo nam to smakowało. Ale najfajniejsza, taka najbardziej najfajniejsza jest BUŁA! Buła to takie coś co dają nam do rączek i sobie możemy gryźć i miętolić, aż się rozpada i wtedy zabierają. Już chyba o tym mówiłem. Lubimy japka i inne banany, ale bułę lubimy najbardziej! A Babcia Ciemna to mówi, że nam musi gacie zmienić, bo chyba coś w nich jest, po czym zmienia nam pieluszkę. Wychodzi na to, że pieluszka ma też inną  - gacie. Fajnie, podoba nam się.

Mateusz stoi! Już o tym wspomniałem, wiem. Duży mówi, że z niego jest mały bandyta, że teraz jak już stoi, to wszystko trzeba będzie pochować, bo zacznie zaraz chodzić. Na razie tylko raczkuje i się nie poddaje. Mateusz jest bardzo uparty i jak coś chce zrobić, to tak długo próbuje, aż mu się uda. Ja z kolei wychodzę z założenia, że co się będę spinał. Nie spieszy mi się do siadania, bo i tak mnie noszą, ale próbuję stawać. I z pomocą Babci mi się to udaje. Siadanie z tego, co widziałem jak Mateusz to robił, jest nudne. Za to stawanie jest o wiele ciekawsze, można sięgać różne rzeczy, których się nie dosięgnie siedząc. Nie umiem jeszcze raczkować, ale się uczę, za to i tak potrafię się przemieszczać – kulając się. Uważam, że to jest naprawdę fajny sposób poruszania się. Dziwię sie, że Duzi tego nie robią. Muszę im podpowiedzieć, żeby spróbowali się pokulać czasami- to jest naprawdę rewelacyjne.

Jeszcze na koniec dodam, że jestem podobno pankiem jakimś. Bo na głowie włoski mi się układają tak, że Duża mówi, że tylko na cukier mi je postawi i będę miał rasowego pankowego irokeza. Niech sobie stawia te swoje czerwone włosy, a moje niech lepiej zostawi w spokoju. Wystarczy mi, że co wieczór mi je wyczesują, nie lubię tego za bardzo. Jakby mi jeszcze jakimś cukrem je stawiała – nie wiem, czy by mi się to podobało. Jak sobie tak zrobi i mi pokaże, że to nie boli i wygląda fajnie, to może się zgodzę. Z tego, co Duża do nas mówi, to wynika, że Mateusz ma skinheda na głowie a ja panka – a ja nie mam kogo zapytać, czy to dobrze, czy źle. No, ale zawsze to lepiej, niż gdybyśmy mieli mieć czerwono na głowie jak Duża. Ona nam się podoba, ale obaj z Mateuszem stwierdziliśmy, że dobrze, że nie urodziliśmy się z czerwonymi włoskami. Jakoś tak chyba by nam to nie pasowało. Wydaje nam się, że my, Fircyki jednak lepiej wyglądamy tak, jak wyglądamy. A ryzyko było, bo podsłuchałem kiedyś, że oboje mamy różne rzeczy po Dużych- kolor oczu, kształt uszu, paluszki u rączek, uśmiechy i nawet miny, więc takie czerwone włosy też mogliśmy mieć, o zgrozo!

No nic, czas iść już spać. Jutro kolejny dzień, kiedy Duża będzie miała korzonki na plecach, Babcia nas zabierze na spacer i pokaże śnieg. Wiecie, co to jest śnieg? Podobno jest fajny, ale na razie nie dali nam go zjeść, więc jeszcze nie zdecydowałem, czy go lubię. Wygląda jak jogurt z kozy, ale nie wiem jeszcze, czy tak smakuje. Zobaczymy, jak już nam go dadzą. Na razie tylko pozwalają nam go oglądać. I podobno ten śnieg robi coś takiego, że Duży będzie bałwanem na balkonie, czy coś. Nie wiem dokładnie, bo słuchałem już zasypiając, ale Babcia coś takiego mówiła, że skoro jest śnieg, to może Duży zrobi z siebie bałwana na balkonie. Poczekamy, zobaczymy.

Tymczasem dobranoc. Muszę się wyspać, bo jutro dalej będę stawał i zaczepiał Mateusza i firanę. Pa!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii