RSS
 

Roczek, basen i wściekłe gacie, czyli zaczęło się lato…

08 lip

Długo nas tu nie było, a troszkę się działo. Tak ociupinkę Wam opowiem.

Mama (nasza Duża), powiedziała nam niedawno, że skończyliśmy rok. Mateusz mówi, że to jakaś ściema, bo on nie przypomina sobie, żeby jakikolwiek rok zaczynał. Wszystko, co zaczynamy robić, kończymy niemalże natychmiast i zazwyczaj o tym wiemy. Na przykład, w czasie obiadu, ja zaczynam marudzić i kończę, gdy obiad już znika, albo gdy Tata (nasz Duży) się poddaje i mówi :”Filip zjadł już bardzo dużo i nie daje sobie więcej wcisnąć”. Mateusz za to najczęściej zaczyna robić chaos i zniszczenie i kończy wtedy, gdy znajdzie tę jedną, jedyną rzecz, której pragnie w danej chwili, najczęściej jest to takie coś, co Duzi nazywają pilotem. My zawsze kończymy to, co zaczynamy i zazwyczaj wiemy, co robimy. Coś nam kręcą z tym rokiem!

No, ale z okazji tego, że udało nam się skończyć coś, co nie wiedzieliśmy nawet, że zaczęliśmy, Duzi zrobili wielki zlot innych Dużych w naszym ogrodzie. Były babcie i dziadkowie i inni Duzi, wiecie, te ciocie, wujki i inne kuzynki i kuzyny. Było ciekawie, nie powiem.

Najbardziej podobał nam się tort. A właściwie torty. Bo my z bratem dostaliśmy swoje własne torty – babcia je zrobiła i nam dała, żebyśmy zrobili z nimi co chcemy. Nie za bardzo zrozumiałem chyba, co miała na myśli, bo co ja niby miałem z nim zrobić? Zjadłem troszkę, troszkę pomiętoliłem go i zostawiłem, bo taki ładny do patrzenia. Może babci właśnie o to patrzenie chodziło? Mateusz za to zajął się swoim tortem w zupełnie inny sposób. Większość zjadł i rozwalił, a z resztą nie wiemy co się stało. Po cichu podejrzewamy, że nasz Duży go wciągnął, bo podobno wszystko, co słodkie wciąga jak odkurzacz. A my wiemy, jak mocno wciąga odkurzacz, bo Duża przy nas wciągała różne rzeczy i jeśli Duży tak umie, to łohoho..ten tort był biedny, nawet biedniejszy, niż kiedy Mateusz się nim zajmował. A inni Duzi też dostali inny tort, nie wiem dlaczego, czy tak zawsze się robi, że każdy dostaje swój, czy jak, w każdym razie nam go nie dali! No, ale mieliśmy swoje, więc już nie awanturowaliśmy się za mocno.

Potem dali nam takie różne rzeczy, z których mieliśmy sobie coś wziąć. Obaj wzięliśmy takie malusieńkie kubeczki, na które Duży mówił, że kieliszek. Śmiali się wszyscy, że akurat te kubeczki wzięliśmy, ale nie wiemy, co w tym śmiesznego. Oni też mają swoje kubki, my też chcemy mieć! A te były ładne, błyszczące i takie inne od naszych codziennych. Tylko nie pozwolili nam nimi rzucać, a szkoda. Taki mały to by leciaaaał.. ciekawie by się na to patrzyło. Ale mimo to, to spotkanie było całkiem, całkiem udane.

Jest teraz podobno lato. W związku z tym, Duży zrobił nam baseny. Basen, to taka wanienka w ogrodzie i nam sie bardzo, bardzo podoba. Wchodzi człowiek do tego miękkiego i ma wodę, dużo wody. Mateusz nauczył się szybko z niego wychodzić i do niego wchodzić, a że bardzo lubi chodzić tam, gdzie nie wolno – w basenie w zasadzie spędza mało czasu. Ale lubi to, uwierzcie. Po prostu woli bawić się przy „komprostowniku”  - takim wielkim pudle z różnymi śmierdzącymi rzeczami. Duzi nas stamtąd gonią, mówią, że jeszcze przyjdzie czas na zajmowanie się kompostem, a na razie mamy zostawić. Nie podoba nam się, że nas stamtąd przeganiają, tam musi być coś ważnego. Pewnie nie chcą, żebyśmy dowiedzieli się, co to jest, bo chcą mieć to dla siebie! Ale Mateusz pracuje nad planem przejęcia komprostownika, idzie mu to całkiem nieźle. A że my JUŻ UMIEMY CHODZIĆ, to myślę, że lada dzień komprostownik będzie nasz. Tak, jak stało się  z tym „kszakiem”, na który mówią porzeczka. Bo najpierw nam nie pozwalali zrywać zielonych kulek, gonili nas, mówili, że be, że będzie bolał brzuch a potem nagle już się poddali i możemy zrywać kuleczki, które zrobiły sie nagle czerwone co prawda, ale nam to nie  przeszkadza.  Poddali się – to się liczy! Z kompostem też się poddadzą, tylko jeszcze o tym nie wiedzą.

Czy Wy latem też macie wściekłe gacie? Bo my podobno mamy i Duzi w ogrodzie nam zdejmują pieluszki mówiąc, że lepiej zdjąć te wściekłe gacie, bo latem można się zamęczyć. Swoich pieluszek nie zdejmują, może im już nie przeszkadzają, nie wiem, ale Mateusz mówi, że jak będziemy duzi, jak mama i tata, to może nasze gacie będą mniej wściekłe. Bo Duzi wyglądają na całkiem spokojnych w swoich pieluszkach, a nam faktycznie trochę dokuczały w te gorące dni. Dobrze, że Duzi zrobili się już trochę domyślni i nas od pieluszek uwalniają w ogrodzie. Chciałem też w domu i raz prawie mi się udało i prawie bym siknął pięknie na tę kanapę, na którą nam nie pozwalają wchodzić, ale Duża z okrzykiem „nieeeeee”, dopadła do mnie i niestety mnie powstrzymała. Ale jeszcze ją prześcignę, spokojna moja głowa.

Dzisiaj więcej mówić nie będę, bo zmęczyłem się tym dniem, ale niebawem Mateusz opowie co nieco.

Dobranoc, pchłyna noc (co to jest pchłyna?). :)

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz