RSS
 

Nos, bójki i dziura w skarpecie, czyli komunikacja „niewerbanalna”…

24 lip

11264999_888998687830910_554622199_oRozpoczęła się u nas nowa era, jak to mawia Duża. Era komunikacji!
Chyba chodzi jej o to, że rozumieją nas z Dużym coraz lepiej.  Faktycznie, jest nieźle, jeśli chodzi o te sprawy.
I oni też jakoś tak bardziej zrozumiale do nas mówią. Umiemy już pokazać, że mamy nosy i dużo problemów.
Nie wiem dokładnie, co to sa problemy, ale kazała nam pokazywać, że dużo, to pokazujemy, niech się cieszy kobiecina.
Duża też lubi, jak Filipek pokazuje, że ma dziurę w skarpecie. Nauczyła go tego babcia Inka i wszyscy się śmieją, chociaż moim zdaniem, dziura w skarpecie jest mało śmieszna. Raz mi się zrobiła i nie podobało mi się, bo paluszek mi utknął i to nie było zbyt wygodne. Na szczęście nie musiałem jakoś szczególnie protestować, bo Duża szybko zauważyła i zabrała mi tę skarpetę. No, ale wszyscy są zachwyceni tym, że babcia nauczyła Filipa pokazywać dziurę, nawet gdy jej nie ma i mówią, że dobrze, że uczy nas takich zabawnych rzeczy. Oni chyba nigdy dziury w skarpecie nie mieli, ale cóż.
A w ogóle, to najlepiej jest bez skarpet, bez dziur i tylko z problemami na głowie! Bo jak pokazujemy, to oni się cieszą, czyli znaczy się, dobrze, że mamy te problemy.
Filip lubi też pokazywać, że Duzi mają nosy, ale nie zawsze mu pozwalają, bo on lubi też wsadzać w te nosy swój palec i drapać, a potem Dużym lecą łzy, a Duża to nawet raz miała czerwoną kreskę z nosa, ciekawe, co? No i od tamtego czasu niechętnie pozwala Filipowi bawić się jej nosem. Ale spoko, Duża ma też oko, ucho i włosy, zawsze to jakaś rozrywka.
Obaj lubimy też pokazywać laaampę! Laaampa jest wysoko, świeci i jak pokazujemy, że ona tam jest, to Duża się zawsze śmieje, że się modlimy. No i dobrze, jak jej się to podoba, to dalej będziemy się tak modlimali.

W temacie protestu, to Filip obecnie jest protestantorem. Duży stwierdził, że Filipeusz zaprotestował przeciwko warzywom i faktycznie tak jest. Bo jak gadaliśmy, to mi powiedział, że ma już dość tego, że warzywa musi jeść, skoro jest tyle fajniejszych rzeczy, na przykład budyń, jogurt, banana, czy ostatnio brzoskwinia! No i uparł się i nie pozwala sobie dać ani troszkę brokułały czy innych warzywek, które ja, nie powiem, bardzo lubię i nie odmówię. Dużej podobno już ręce opadają, bo jak obiad ląduje na ziemi, na głowie, czyli wszędzie tylko nie w Filipka brzuszku, to jej właśnie opadają.
Łyżeczka też jej czasami opada, ale to już inna sprawa. W każdym razie, Filip powiedział, że wygra tę wojnę. Ale ja słyszałem, jak Duża szeptała do Dużego, że oni wygrają tę wojnę. No, jestem ciekaw, kto naprawdę wygra. Myślę, że ja! A-ha!

Ostatnio z Filipem miewamy czasami troszkę na pieńku. Bo on ma zawsze lepszą zabawkę! I ja ją chcę, więc mu zabieram.
Ale Duzi mówią, że nie wolno. A Filipowi z kolei mówią, że nie wolno mu mnie szczuć.
Dokładnie nie wyjaśnili, ale chyba chodzi o to, że on mi pokazuje zabawkę, jakby chciał dać, a potem zabiera i ja się złoszczę.
W każdym razie, no… czasami zdarzy się, że się nieco poprztykamy i obaj wtedy mamy karę: „miesiąc bez komputery„.
Tak do nas zawsze mówi, ale to nie ma dla nas znaczenia, bo nie wiemy, co to komputera. 
Wiemy za to, że wielu rzeczy nam nie wolno. Nie możemy na przykład bić kwiatów, ani obrywać z nich takich ładnych kolorowych cosiów, co się opłatki nazywają, nie wolno nam jeść kory ( a szkoda, bo wygląda ciekawie).  Duzi zabraniają nam nawet zjadać takie zielone kulki, co się winogrona nazywają, A Filipowi Duży ostatnio wyciągnął nawet robaka z buzi, a było tak blisko!  Naprawdę dużo nam zabraniają! Zabierać zabawek nie możemy, bić się nie możemy, mówię Wam… same „nie wolno nonono” w tym domu!

Na pladzabaw,  też nie możemy…zdziwieni? Bo ja już nie. Ale wiem, dlaczego. Bo Filip nie nosi butów!
Ja noszę, od dwóch dni.
Duża ostatnio się załamała, że nie chcemy nosić bucików, ale one takie zbyt wygodne nie są. Płakaliśmy, darliśmy się nawet, jak nam zakładali i myśleliśmy, że dali sobie już spokój. Ale nie… przyjechała babcia Atka i mnie kurka wodna wrobiła!
Nawet nie zauważyłem kiedy, miałem buty i chodziłem w nich. A skoro już raz chodziłem, to nie ma jak im ściemnić, że tak strasznie cierpię. I w sumie nie jest źle.
A do tego, Duża powiedziała, że pójdziemy na
pladzabaw, a tam mają taką inną podłogę, co się piasek nazywa. I ja chcę tam iść, bo nie wiem jeszcze, czy to jest fajne, czy nie. Ale musimy czekać, aż Filip założy też swoje buty. Dużej bardzo zależy,  żebyśmy chociaż przed osiemnastką założyli i nosili buty i mówię mu, żeby się pospieszył, bo ta osiemnastka, to chyba całkiem niedługo, skoro jej tak zależy. Ale Filip chce ich wziąć na przeczekanie, łudzi się, że oni go puszczą bez butów.
Coś mi się wydaje, że w tym temacie nie złamią się zbyt łatwo. No i mówię, buty nawet nie są takie złe! Tylko jedną wadę mają  - nie mam jak gryźć swojego palca u stópki, ale dobra tam, w łóżeczku sobie pogryzę.
Niech im będzie, ja zdążyłem do osiemnastki, muszę zmobilizować Filipa. Jakieś pomysły??? 

No, to  tak to u nas obecnie jest – Duzi nas rozumieją, też robią komunikację, podobno werbanalną, chociaż nigdy nam nie wyjaśnili jaka jest różnica.
Jakaś pewnie jest, może chodzi o to, że Duża zakłada sobie nasze spodenki na głowę i do nas gada śmiesznie i wtedy my też chcemy te spodenki i każdy z nas w takich gaciach sobie chodzi i jest fajnie. Duży na to mówi, że jesteśmy Dzika Banda Hipsterskich Królików, czy coś.
My lubimy mieć na głowach różne rzeczy, a że nie zawsze czapeczki są pod ręką, a Duża to chyba nawet swojej czapeczki nie ma, skoro nasze spodenki sobie zakłada, to co zrobić.
Jak żyć, jak żyć –  jak to mawia Duży. No jak żyć?  - normalnie, raz w czapeczce, raz w spodenkach. Na luzie, no nie?

Pozdrawiam Was niewerbanalnie! 

Mateusz

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz