RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2015

Kompot, francuz i koci ogon, czyli co jest nielegalne…

01 wrz

11886226_929702157093896_1054082469_o

Witanko!

My już chodzimy. Właściwie nawet można powiedzieć, że biegamy. Co prawda, zdarza nam się zatoczyć całkiem poważnie, ale i tak, chodzimy i biegamy. I Dużym prawie nie udaje się nas złapać. Prawie. Ale niedługo nie uda im się wcale!

Dzisiaj chciałbym trochę się na nich poskarżyć. Bo kto to widział, żeby wszystkiego człowiekowi zakazywać. Zwłaszcza takiemu Fircykowi jak ja, czy Filip! To naprawdę skandal.

A o to lista niektórych zakazów, nie wszystkich, bo jakbym miał mówić o każdym, to musiałbym nie iść spać.

Nie wolno nam bawić się w kompocie. Kompot, jak już chyba kiedyś mówiłem, to takie duże coś, co ma fajny zapach (chociaż Duża twierdzi, że tam śmierdzi). W kompocie jest bardzo dużo różnych rzeczy do jedzenia, liści, trawy. Duża nam zakazuje, bo mówi, że wyrzuca do kompotu resztki i my nie mamy ich jeść, bo jedzenie mamy w domu. A to, że człowiek, bawiąc się w ogrodzie, ma czasami ochotę przegryźć sobie taki chlebek z kompotu, czy skórkę od banany, albo innego liścia, to już nie ma dla niej żadnego znaczenia. Filip mówi, że chyba trzeba będzie zaprotestować. Usiąść pod tym kompotownikiem i stanowczo żądać dostępu do kompotu.
A, że my potrafimy stanowczo żądać, to chyba już wiadomo, prawda? Na razie staramy się brać ich, jak to mówi Duży, z partyzanta. Filip najczęściej odwraca ich uwagę zjadając szyszki z krzaka, który się tuj nazywa, a ja wtedy cichuteńko, na paluszkach zakradam się i biorę, co mi wpadnie w ręce: spleśniały (nie wiem, co to znaczy, ale Duża woła zawsze „zostaw! to spleśniałe!”) kawałek bułki, a to starą śliwkę, a czasami to się nawet duży liść trafi. I uciekam. Duża wtedy podobno zawału dostaje, bo biega między mną i Filipkiem, wyciągając jemu szyszeczki z buzi, a mi te moje skarby z rączki.  Nabiega się kobiecina, nabiega.

Mamy też zakaz jedzenia wszelkich fajnych rzeczy, typu kamienie, kora, czy właśnie- szyszki z tuja. Nie wiem, dlaczego tak im zależy, żeby tego nie brać do buzi, przecież to jest fajne! Kora smakuje całkiem nieźle, czasami przykleja mi się do języka, ale potrafię sobie sam ją wypluć i nie trzeba od razu dostawać, kapopleksji. Ostatnio Duży mówił do mnie, żebym wypluł tego kamienia, bo Mama dostanie kapopleksji. Nie wiem, po co te nerwy, bo rozumiem, że o nerwy mu chodziło. A ja sam podsłuchałem, jak Mama opowiadała, że jak była w naszym wieku, to zbierała na ulicy pety i je jadła. Nie wiem, co to są pety, ale też chyba zakazane, bo się z Dużym śmiali, że Babcia pewnie buzię Mamie szorowała mydłem. To ona mogła jeść pety, a my nie możemy?!

Ślimaki też są nielegalne. I skorupki od ślimaków też. Ja uwielbiam chodzić do tej rabaty, co Duzi zakazują deptać, bo tam jest tak dużo ślimaków. Znaczy, skorupek. Już mi Duża wyjaśniła, że ślimaków już tam nie ma, ale skorupki są i ich się nie jada. I ślimaków też mam nie jeść, bo podobno nie jestem francuzem. Ja wiem, że nie jestem francuzem, jestem Mateuszkiem i nie trzeba mi o tym wiecznie przypominać!

Mówię Wam, w tym domu ( i ogrodzie) wszystko jest nielegalne! „Nie rwij bluszczu, bo nielegalny”, „nie liż płotu, bo to nielegalne” i tak w kółko.

Ale w sumie, to nie narzekam, tak tylko opowiadam. Bo Duzi jak nam zakazują i dostają kapopleksji, to najczęściej się uśmiechają.
I wołają do nas i nas gonią, a wtedy jest niezła zabawa. Bo Duża to musi się nieźle nabiegać, żeby nas złapać, umiem dobiec aż do końca ogrodu i ona mnie dopiero wtedy łapie. Troszkę wolna jest, ale cóż, sama mówi, że starość nie radość.

Kociego ogonu też nie wolno nam brać do buzi. I w ogóle najlepiej nie łapać ani kociego ogonu, ani kota w całości. Po pierwsze, bo Duzi zakazują (oczywiście!), a po drugie, bo koty wcale tego sobie nie życzą. TaśTaś, co się Bobek nazywa, to nawet sam mi powiedział, że tego nie lubi – zrobił takie ssssssssss i jakoś tak widać było, że chyba chodzi mu o te włoski co go za nie złapałem.
Duża do nas dopadła i wykład oczywiście też był. (Wykład jest wtedy, gdy Duża nam tłumaczy dlaczego coś jest nielegalne, nie wszystko wtedy rozumiemy, ale to jej nie przeszkadza mówić).

Wiecie, czego fajnego jeszcze nam nie wolno? Wchodzić na kanapę! Bo my już umiemy takie rzeczy nawet. I Duża nie pozwala nam, jak jest z nami sama, bo mówi, że nie ogarnie nas. Bo Filip skacze jak pcheła, a ja bym najchętniej wszedł za kanapę.
To nieprawda, ja bym chętnie tę kanapę przesunął, bo się za nią normalnie nie zmieszczę. Jedno jest pewne – jak jesteśmy sami z Dużą albo z Babcią jedną, czy drugą, to nie wolno nam się wspinać.  Bo to jest oczywiście… nielegalne!

Wkładanie bratu palca do nosa, czy do oka też spotyka się ze sprzeciwami ze strony Dużej, a to taka fajna zabawa przecież!
Pomijam już rzucanie zabawkami w telewizor, czy stukanie ciężką zabawką w okno, bicie brata też jest zakazane, bicie mamy czy taty, czy babci też. Chcąc nie chcąc, musimy się poddać, bo ile można słuchać, że to jest zakazane, a tamto nielegalne. Chociaż i tak, samo próbowanie jest niezłą zabawą.Polecam! Szczególnie kamyki i szyszki z tuja.

No, to sobie ponarzekałem, poskarżyłem. Od razu mi lepiej. A jutro z rana powtórka z rozrywki. Może tym razem uda mi się zjeść ślimaka!

Na koniec tylko dodam, że jedno mnie dziwi. Że kąpiel w basenie i w wannie nie jest nielegalna. Przecież są takie fajne. A skoro Duzi tak nam zakazują samych fajnych rzeczy, to ciekawe, że tego jeszcze nie zakazali, prawda? Ale nie pytam ich o to, bo może sobie przypomną i faktycznie nam zakażą. A tak, chociaż coś mamy z tego życia na nielegalu.

Pozdrawiam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki