RSS
 

Parasol, biedronka i tiktaki, czyli każdy ma swoje kółko zainteresowań…

07 maj

Witam serdecznie po przerwie!

Najnowsze wieści z naszego, jak to Duża mówi, wariatkowa: Mama sprawiła sobie sklerotyzację. Ostatnio słyszeliśmy podczas spaceru, jak opowiadała Dużemu, że dorobiła się tej sklerotyzacji. Co to dokładnie jest, to nie wiemy, ale ma jakiś związek z zapominaniem. Otóż, opowiadała dalej na tym spacerze, że zrobiła w pracy kartkówkę, jakimś uczniom. Bo Duża jak idzie do pracy, to mówi, że idzie uczyć kogoś. I Babcia mówiła, że uczniów jakichś. Dokładnie nie wiemy o co chodzi, ale chyba to lubi, Duża znaczy się, lubi. W każdym razie, Duża zrobiła tym uczniom jakąś kartkówkę i podobno ją od razu sprawdziła, bo chciała od razu im przybić te piątki, bo mówiła, że się nauczyli, to na długi łikend, taka piątka to zawsze coś dobrego. Ja nie wiem, my przybijamy piątki co chwilę i nie widzę różnicy, czy to na długi, czy krótki łikend. No, ale miała widocznie takiego widzisimia. No i Duża jak już sprawdziła te kartkówki i przybiła piątki, to chciała to podobno spisać i spisując, zapomniała kiedy ta kartkówka była, a miała miejsce dziesięć minut wcześniej. No i Duży w tym momencie zatrzymał wózek (czyli nas), zaczął się śmiać, ale jak! Śmiał się i śmiał. A Duża z nim. Podobno takiego czegoś nie odwinęła odkąd żyje. Ja tam nie wiem, ona często potrafi zapomnieć o czymś. Bo mówi, że zapomniała zjeść, albo się napić, albo wpisać pin jakiś do tej dziury w ścianie co jej pieniądze daje. Podobno to ze zmęczenia. Tylko czym ona jest taka zmęczona? Duży zresztą też! Ostatnio poszedł do garażu po śrubokręt (tak, wiemy co to jest!) i podobno nie wziął, tylko wyszedł z garażu z wózkiem (naszym oczywiście) i zaczął iść z nim do bramy, jakby szedł na spacer. Skapnął się przy furtce, że wózek jakiś lekki i dopiero wtedy skumał, że to przecież wieczór i my śpimy. Chciał nam ukraść wózek! A teraz się tłumaczy, że ze zmęczenia mu się coś poprzestawiało. No ciekawe… Jakoś nam się nigdy nic tak nie przestawia. Owszem, kradniemy czasami telefon Dużej, albo portfel Dużego, ale dla zabawy. A po co on chciał nasz wózek wywozić?! Przecież Duzi nie bawią się sami, tylko z nami. Trzeba to zbadać. I pilnować wózka.

W ogóle, to my już mamy swoje własne zdanie i wiemy, co lubimy, a co nie.

Filip na ten przykład, uwielbia tik taki. Takie, co ludzie mają na rękach, albo takie, co wiszą na ścianach. Właściwie nie ma znaczenia jakie, byle były. Nawet dostał jakieś po dziadkach, aż trzy! I jeździ sobie z nimi wszystkimi na jednej rączce. Duzi mówią, że cinkciarz im jakiś rośnie w domu. Nie zauważyłem, żeby coś nowego rosło, ale Filip z tymi zegarkami wygląda świetnie. I zawsze wie, kiedy jest pora na przejazd pociągu i na bimbamy z kościoła. Bo on jeszcze lubi bimbamy, a że mamy dwa kościoły blisko, to często je słyszymy i wtedy jest wielka, wielka radość. Ostatnio byliśmy na czymś, co nazywa się ślub. Nie wiemy co to jest dokładnie. Staliśmy przed kościołem, bo nie było jak wjechać wózkiem, więc niewiele widzieliśmy, a jak już się zaczęła cała akcja, i wszyscy wyszli, Duża mówiła, że zobaczymy ciocię w ładnej sukni. Kłamała. Bo jedyne, co zobaczyliśmy to całe stado tyłków innych Dużych. I nuda była, bo ani kopnąć, ani rzucić nie było czym, ani dziury zrobić im w tych ich ładnych ubrankach. Potem nas Duzi zostawili z dziadkiem, który właśnie nam bimbamy zrobił, bo był dzwon niedaleko, w takiej dziwnej wieży. A Duzi poszli komuś składać pokłony, czy coś. W każdym razie, ślub to chyba po prostu takie coś, że jest cała masa ludzi odwracających się do dzieci tyłkami. Innego wyjaśnienia na razie nie mamy. Ale kiedyś Dużych o to zapytamy. Bimbamy za to, były po prostu cudowne!

Filip lubi jeszcze parasole. Lubi je tak bardzo, że jak ostatnio znalazł jeden duży w garażu, to chodził z nim cały dzień, woził w wózku, oczywiście otwarty. A na drzemkę nie dał sobie odebrać  i Duża musiała uśpić Filipa razem z parasolem. Znaczy nie uśpiła parasola, tylko nosiła i Filipa i parasol. Filipek przytulony do tego parasola zasnął i tak został. Duzi mówią, że mają nadzieję, że nie zakocha się nigdy w dużej ciężarówce, bo to już byłby hardkor nie do zrobienia. Ale ja tam w nich wierzę. Duża potrafiła usypiać Filipa na rękach, gdy ten trzymał: żabę, zegarek (wtedy miał tylko jeden), łódkę, pokrowiec do wózka i jeszcze ślimaka. I nic nie spadało, a Filip dawał radę zasypiać. Oni oboje są nieco dziwni, nie uważacie? Ja tam zasypiam grzecznie trzymając tylko… Tatę. Troszkę czasami stęknie, że jakieś szesnaście kilogramów robi swoje, ale to chyba do Dużej stęka, bo do mnie nigdy nie narzeka. Lubimy się do nich przytulić, jak nas chwilę noszą. W końcu po to ich mamy, prawda?

Filip ma te swoje parasole, tik taki i ślimaki, a ja uwielbiam biedronki! Nawet nie wiedziałem, że ich tyle  jest. I często dość jedziemy z Dużymi do sklepu, który też ma taką fajową biedronkę. Ale nigdy nie chcieli mi jej dać, a ja wołałem, prosiłem panią, która dawała Dużym jedzenie, za papierki. Ale ona tylko się uśmiechała i udawała, że nie rozumie. Na pewno udawała, bo jasno i wyraźnie pokazywałem, o co mi chodzi! Mówiłem nawet „daj, daj”. I nic. Złośliwa jakaś, albo nie lubi dzielić się biedronkami. A zdjęłaby tę jedną znad drzwi i co? Krzywda by się jej stała jakaś? Spoko, kiedyś sam sobie wezmę tę biedronkę. Będzie moja! Tymczasem zakosiłem Dużym dwie końcówki węża do podlewania i z nimi ostatnio lubię się wozić. Duzi mają dużo fajnych rzeczy, które można im zwędzić, bo nie zawsze patrzą na mnie. Filip wchodzi na stół, wtedy jest szansa zabrać, co się chce. Jak Filip potrzebuje telefonu Dużej, to ja wchodzę na stół. Tak to działa. A Duzi się dają. Cieniaki! ;)

Jak Duża jest w swojej pracy i Duży też, to opiekują się nami babcie. Raz jedna, raz druga. I powiem Wam, że Babcia to jest bardzo fajna sprawa. Ciągle nam śpiewają, opowiadają, wymyślają zabawy. Duża mówi, że nie mają tyle pomysłów, co Babcie. Podobno Babcie ich pokonują całymi latami doświadczenia i Duzi wymiękają. My nie narzekamy, bo z Dużymi jest fajna zabawa, ale jak są u nas Babcie, to jest po prostu impreza! No i Babcie są takie mięciutkie. A Duzi nie.  Tylko, że Babciom nie wolno podskakiwać. Więc przy Babciach nie wiotczeję, jak nie chcę gdzieś iść, grzecznie chodzę za rękę, Filip nie robi scen i zasypiamy bez noszenia, nie wchodzimy na stoły i słuchamy bajek.  Bo Filip mówi, że lepiej nie pokazywać swojej prawdziwej natury, bo jeszcze Babcie uciekną i nie wrócą. W końcu one z nami nie mieszkają, mają swoje domy, lepiej uważać, żeby im się za dobrze w tych domach nie zrobiło. Czasami nie dajemy rady tak długo chodzić grzecznie, to zrobi się jakąś scenę, ale delikatnie. Babcie co prawda wtedy mówią Dużym, że tak to dawno nie było. Póki co, do nas wracają.

Macie takie fajne Babcie? To też nie wiotczejcie przy nich! Bo zwieją!

Z pozdrowieniami,

Ja (Mati, znaczy!)

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bliźniaki

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz