RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Drugi ząb, merykrysmas i szczypienia, czyli jak nas oszukano…

14 gru

Dawno już nic nie mówiłem, ale wierzcie mi – byłem bardzo, bardzo zajęty! Mateusz zresztą też. No, ale od początku.

Otóż, Duzi nas oszukali! I to jak! Bo Mateusz dostał swój jeden ząb i już był całym pakietem. I myśleliśmy,  że na tym się skończą nasze cierpienia. A tu nagle, się do mnie drze, że go znowu boli i swędzi w buzi i bum! Drugi ząb! Dlaczego nas nikt o tym nie uprzedził, że będzie więcej niż jeden ząb?! Normalnie nas oszukali i trochę się na nich obraziliśmy, ale nie wiemy czy to zauważyli. Bo jak im focha strzeliliśmy, to Duża tylko powiedziała, że pewnie zmęczeni jesteśmy bo ciśnienie jakieś niskie czy coś. Oni czasami serio nie kumają…

W każdym razie, okazuje się, że na jednym zębie się nie kończy! W sumie zastanawiałem się, czemu jak Duzi się uśmiechają to im wystaje dużo dziwnych białych rzeczy. No i się wydało. Oni też mają zęby! I to nie jeden, nie dwa, ale naprawdę dużo! Oni to dopiero są pakiety, co? I oszukisty!

Ja nadal nie mam ani jednego ani drugiego zęba. Ale poczekam sobie, poczekam, a jak już swoje dostanę, to tak przygryzę Dużej nos, że popamięta! Ciekawe tylko po co nam ten drugi ząb…

Od niedawna Duża nam włącza coś, na co mówi radjo- to coś nam śpiewa różne piosenki, dużo też mówi, rzeczy, których nie rozumiemy. I ostatnio Mama śpiewała nam z tym radjem  piosenkę, że merykrysmas coś tam coś tam. Podobno jakieś święta się zbliżają, podsłuchałem, jak Duża mówiła, że już chce choinkę ubrać, żeby zobaczyć nasze miny. A Duży się zaśmiał, że posadzi nas pod tą choinką, w pudełeczka, bo fajne prezenty jesteśmy. Niech sam sobie siedzi pod jakąś choinką, w pudełku, prezent jeden! Mnie tam wygodnie na moim foteliku, Duża włącza mi coś co brzęczy i śmiesznie mnie gila w plecki. Podobno leżaczek ma bibrację  i jak tak bibruje,  to jest całkiem śmiesznie.

Z tym merykrysmasem, to jeszcze musimy obczajkę zrobić z Matim, bo coś nam się nie zgadza. Dużo nazw na to mają, ciągle gadają o prezentach dla innych i dla nas, a nic jakoś nie widać, nic się nie dzieje. Pewnie znowu nas oszukają, jak z tymi zębami. Ja tam już naiwny nie będę. Ale jak mnie posadzą w pudełku pod choinką, to naprawdę się zdenerwuję. Bo ja nie wiem, co to jest choinka i nie wiem, czy chcę pod nią siedzieć! Chociaż.. siedzenie jest całkiem miłe, powiem Wam. Szkoda, że jeszcze sam nie umiem, bo jak mam liczyć na Dużych to lipa bo mi nie pozwalają za często, bo że niby sobie plecy uszkodzę, czy coś. Czy oni czasami trochę nie przesadzają? Jak siedzenie może plecy uszkodzić? Takie miłe, fajne coś… no niemożliwe!

Byliśmy niedawno na kolejnym szczypieniu. Bolało jak nie wiem, wzięli nas z zaskoczenia! Duża nas tym razem trzymała na kolanie, inna miła Duża coś do nas tam ćwierkała i naaagle jak zabolało, jak zaszczypało… aż przestałem oddychać! Moja Duża kazała mi w buzię dmuchnąć, a ja nie mogłem normalnie głosu z siebie wydać. Duża potem mi powiedziała, że następne szczypienie będzie dopiero za rok i wtedy to będę już mógł panią pigułę ugryźć. Cóż.. nie powiem…kuszące to! Ale dlaczego musimy mieć znowu szczypienie? To naprawdę nie jest miłe! Nie wiem, czy Mateusz też stracił oddech, bo moja Babcia Jasna mnie zabrała stamtąd i przytulała, to pomogło. Potem mi tylko Mateusz powiedział, że za to, że mi takie kuku zrobili, to on Dużemu, na którego mówili doktor, zabrał jego zabawkę, jakiś stetopsok.  I próbował mu nie oddać, ale się nie dało. No to Mati kopnął go w brzuch, napluł mu na rękę i jeszcze go wyśmiał, ale ten doktor nie zrozumiał chyba bo się tylko uśmiechnął do Matiego. Nie szkodzi, fajnie, że Mateusz mu pokazał!

Ostatnio już tak nie udajemy, że siebie wzajemnie nie widzimy. Przypadkiem to wyszło, bo jak leżeliśmy na brzuszku i spoglądaliśmy na świat, Mateusz się zagapił i zaczął się do mnie uśmiechać. Zrobiłem wtedy coś, na co Duża mówi fejspalm,  i cicho mówię „stary, bo się wyda”, ale już było za późno, bo Duża zaraz za to swoje gadające pudełko złapała i do Dużego nagle mówi: „Młodzi się zauważają i uśmiechają do siebie!”. I się rypło. Wydało się na amen i już się nie odwyda.  Nie da się ukryć tego, co raz się odkryło, no nie? Nikt nam już nie uwierzy, więc uśmiechamy się teraz ile chcemy. W sumie jest to miłe, bo można normalnie, bez udawania, pogadać sobie przez szczebelki. Oni i tak wiedzą, że my ich pilnujemy. Zwłaszcza teraz, gdy okazało się, że oszukali nas z tymi zębami. Więc w dzień zawsze śpimy na zmianę. Kto wie, co jeszcze przed nami ukrywają. Może trzeci ząb, co?! Pewnie tak…skoro oni mają ich tyle, to pewnie my musimy też mieć co najmniej trzy. No nic, przetrwamy to jakoś, bo co mamy zrobić? Przecież i tak nikt nas nie posłucha.

Uciekam spać, bo jutro kolejny męczący dzień. Merykrysmas!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kasownik, drakula i zapluty karzeł rekreacji, czyli po co nam ząbki…

29 lis

Oj dużo się ostatnio dzieje!

Mateusz został kasownikiem. Tak powiedział Duży. Bo wyskoczył mu jakiś jeden ząbek – takie coś co w buzi ma i podobno służy do gryzienia, ale jeszcze nam nie wyjaśnili co to jest gryzienie. Mateusz mowi, że nie wie dokładnie, ale chyba chodzi o to, żeby łatwiej było zabawki w buzi utrzymać i jak się złapie palec babci to łatwiej nie puścić. Mówi, że faktycznie widzi różnicę.

No i Duży stwierdził, że Mateusz jest kasownikiem, może kasownikować jakieś bilety czy coś. A Duża się śmieje, że Mateusz to drakula z jednym zębem. Co to jest drakula? Pewnie jakaś nowa naimia, nie wiadomo skąd!

W ogóle, to podobno ja też niedługo będę kasownikiem. Duzi ostatnio wspominali jakieś czasy komamuny czy czegoś i powiedzieli coś śmiesznego : „zapluty karzeł rekreacji„! I Duża zaczęła się śmiać, że my jesteśmy trochę zapluci, bo dużo podobno się ślinimy i ciągle trzeba nas przebierać. No fakt, zbiera nam się nieco wody w buzi, bo nas swędzi i boli – Mateusz mówi, że to chyba ten ząb co ma wyjść to najpierw swędzi i boli. I ja muszę dużo pluć bo mi to pomaga na chwilę. Ale Duża mówi, że ten zapluty karzeł rekreacji to nie o nas. No ale brzmi nieźle. Tylko dlaczego Mateusz nadal jest zapluty, skoro już ma swój ząb? A ja zęba nie mam i Duża mówi, że jestem chłopiec bez zęba na przedzie i się razem śmieją, że jakiś Kult powinien o tym piosenkę zrobić, skoro zrobili o dziewczynie. Co to jest dziewczyn? Ciekawe czy dziewczyn ma ząb. 

A babcia Jasna mówi, że ząbki to są potrzebne, żeby babcię w palec ugryźć. Dobre sobie- jak mam niby ją ugryźć, jak mi ciągle ucieka z palcami? I zamiast nich daje mi smoczek, albo zabawkę. A dałaby ugryźć palec no… tylko, że co to za gryzienie kiedy ja zęba nie mam ? Ja też chcę mieć już w końcu ten ząb!  Mateusz mówi, że teraz to już jest całym pakietem , bo ma ząb. Tak powiedział o nim Duży.

A dzisiaj to była u nas babcia Ciemna i śmiesznie było. Robiła miny jak moja Duża i śmialiśmy się razem. I znowu się oplułem. Ale to nie moja wina, to wina babci, bo mnie rozśmieszała! Mateusz mówi, że babcie nam się udały, bo faktycznie dużo nas rozśmieszają, a my lubimy się śmiać. Duzi też się często śmieją, to chyba jakieś zaraźliwe jest. A czy płacz też? Bo nie widzę, żeby Duzi płakali z nami. Ciekawe….. trzeba to zbadać dogłębniej.

A my już jemy powidły i gruszkę! I to jest nawet dobre! Naprawdę nie możemy narzekać na jedzenie, jest coraz smaczniej.

Ostatnio babcia Jasna też coś jadła, ale inne coś niż my jemy i Mateusz zrobił awanturę, bo też to chciał i dostał…. mleko! Ale ci Duzi mają poczucie humoru, co? Człowiek by chętnie spróbował coś nowego, a dostaje co? Butlę! Ja przezornie siedziałem cicho i na szczęście butli nie dostałem, bo akurat na mleko nie miałem ochoty. Mateusz też, ale zjadł. On twierdzi, że trzeba brać co dają, bo nie wiadomo, czy im się nie odwidzi to dawanie.

Razem z Mateuszem stwierdziliśmy, że leżenie jest nudne. Więc próbujemy siadać, obracamy się na brzuszki i wtedy jest ciekawiej. Tylko jest trochę lipa, bo z brzuszka nie umiemy wrócić na plecki i wtedy musimy stanowczo zażądać pomocy.  I za chwilę znowu i znowu… Mogliby ci Duzi po prostu od razu nas przewracać na plecki, zamiast czekać aż się zdenerwujemy, no nie? I dlaczego to siadanie jest takie trudne? Chwytam palce Dużych i ciągnę, ciągnę i czasami to aż bąka puszczę z wysiłku i znowu leżę…  Mateusz się też podciąga, ale on to już w swojej kuwecie nawet to robi sam i gryzie szczebelki. Mówi, że wszystko, co da się ugryźć, jest dobre. Więc próbuje jeść co się da. Ja tam wolę nogi trzymać w górze. Duża mówi, że bumeluję. Czyli trzymanie nóg w górze to bumelancja? A niech tam.. niech będzie i bumelancja. Mnie jest wygodnie. A Mateusz tak lubi zjadać wszystko, że ostatnio prawie swoją stópkę zjadł! Ten to jest maszyna, jak to mawia Duży. Nic go nie zatrzyma.

A o mnie mówią, że w kąpieli zawsze leżę jak na plaży w Balajlamos czy gdzieś, bo trzymam rączki za głową. Nie wiem, dlaczego tak się dziwią, tak jest po prostu wygodnie!

Powiem wam jeszcze, że już wcale nie jest tak ciepło na spacerach, jak kiedyś. Duzi nas pakują w takie coś, co nazywają kombinezon- nie jest to jakieś wygodne i wtedy najczęściej płaczemy, bo nie lubimy ubierania a to kombinezonowanie jest najokropniejsze! Ale spacery nadal nie są złe, bo my mamy ciepło. Ale babcia dzisiaj powiedziała do Dużej, że jej ręce odpadają z zimna. Ojej… a czy nam też odpadna? A co jeśli Mateuszkowi odpadnie z zimna ten jeden jedyny nowy ząb!? Trzeba koniecznie pogadać z Dużą, żeby może zęba też chowała do kombinezona, żeby nie było mu zimno, co?

Głupio by było, gdyby Mateusz  znowu był chłopcem bez zęba na przedzie, prawda? ;-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Skok rozwojowy, drzemki i gitary, czyli robi się coraz ciekawiej…

21 lis

Podobno mamy z Filipkiem skok rozwojowy. Duża nie mówi dokładnie, dokąd mamy skakać i nie mówi też, jak mamy skakać skoro nie umiemy chodzić, No, ale podobno to mamy robić. I świadczyć ma o tym nasza trudność w zasypianiu. Ja tam nie wiem, wydaje mi się, że zasypiam całkiem sprawnie. Może w ciągu dnia czasami nieco trudniej, ale to nie moja wina, że wokół jest tyle ciekawych rzeczy! Ostatnio znowu Duża zabrała mnie, a potem Filipka na wycieczkę po domu. Było bardzo ciekawie. Opowiadała, że „tu będziecie myć naczynia”, a „tu będziecie się bawić z kotkami” i jeszcze „tu będziecie sobie układać klocki”. Mówiła też, że nie wolno biegać po schodach. Ciekawe…. Ona biega… to dlaczego nam niby nie wolno? Nie, żebym miał zamiar tak od razu biegać, ale skoro ona biega, Koty biega, Duży biega, to dlaczego ja nie mogę? Może chodzi o to, że jak się biega to jest hałas? Oni strasznie tupają, Duża mówi, że tupajanie Kotów słychać jakby stado konini przebiegało. Nie wiem co to są te koninie, ale faktycznie nasze Koty potrafią mocno tupajać. Zresztą Duża z Dużym też.

Ostatnio było śmiesznie, bo Duży co chwilę w coś wchodzi. Potrafi wejść w drzwi, w ścianę, wtedy tak śmiesznie mówi różne rzeczy, za które Duża mu głowę suszy i mówi, że ma uważać, bo my się nauczymy. Ja się nic nie nauczyłem bo to zawsze tak szybko powiedzą, że nie zdążę zapamiętać. Jedyne co Duża kiedyś powiedziała i zapamiętałem, to była dodiaska. Szła do kuchni i uderzyła stopą w nogę od stołu i wtedy właśnie głośno powiedziała dodiaska – a o tym, co się stało, opowiadała potem Dużemu. Najwyraźniej oni oboje mają problem z trafianiem w różne rzeczy. Myślę, że przyczyna jest jedna- stanowczo za szybko chodzą! Po co się tak spieszą? Filipek zastęka, Duża leci szykować butelkę, przy okazji strąci kubek, nadepnie Kotemu na ogon i jeszcze moje mleczko wychlapie naokoło. Wydaje mi się, że gdyby jednak nieco wolniej robiła wszystko, o wiele mniej dodiaski by mówiła. Z drugiej strony, nie wiem czy chciałbym, żeby robiła wszystko powoli, bo wtedy jeszcze dłużej czekałbym na butelkę. Może lepiej jednak, jak się tak spieszą. Muszę powiedzieć Filipkowi, żeby nie mówił im nic, bo jeszcze faktycznie wbiją sobie do głowy, że nie ma po co się spieszyć. Lepiej niech myślą, że trzeba szybko się ogarniać jak stękniemy, a co tam. Przynajmniej dostajemy butelki jeszcze zanim nas głód dopadnie i brzuszki nam burkają.

Tak w ogóle, to to całe spanie w ciągu dnia to się drzemki nazywa. Drzemki mamy kilka razy w ciągu dnia, wtedy nam Duża albo Babcia śpiewają, całkiem ładne piosenki. Oczywiście nie pozwalamy się uśpić zbyt szybko, bo jednak nie wiadomo do końca, jaki one mają cel w tym, żebyśmy my spali w ciągu dnia. Jak jest jasno. Dziwne, nie? No więc, od jakiegoś czasu troszkę się znowu wymieniamy. Dzisiaj na przykład, Filipek sobie pospał, a gdy w końcu ja padłem, obudził się i pilnował. My nie możemy być pewni, czy czasami oni czegoś nie kombinują. Jeśli chodzi o te drzemki, to jedno jest fajne – jesteśmy po nich wypoczęci. A to się przydaje, bo Duzi coraz bardziej męczą nas różnymi zabawami.

Duży nam codziennie gra na tym swoim gitarze, wychodzi mu to całkiem nieźle. Ostatnio dał mi nawet dotknąć gitara, ale było fajnie! Na Filipku gitar nie robi żadnego wrażenia, on woli patrzeć na Koty. A gitar jest taki fajny! Duży puka w niego, albo robi tak, że fajne melodie z niego płyną . On mówi, że gra na gitarze. Niech będzie, że gra. Podobno chcą nam z Dużą śpiewać i grać jakieś stare pszeboje, które mają nadzieje, że polubimy. Zobaczymy, wszystko zależy od tego, jakie to będą piosenki. My lubimy jak nam śpiewają, że kundel bury wpadł do dziury, albo, że tata dał mi psa a pies cztery łapy ma. I jeszcze fajne jest to jak stokrotka rosła polna a nad nią szumiał gaj. Nie rozumiemy do końca tych piosenek, bo za dużo wszystkiego jak dla nas, ale i tak nam się podobają. Babcia za to nam fajnie śpiewa, że w górze tyle gwiazd – co to są gwiazdy? Ja nie widziałem nigdy takiego czegoś, a często patrzę do góry. Coś mi tu nie gra…. ale też i nie pierwszy raz. Duzi mają talent do mówienia o czymś, czego nie ma, nie widać albo nie wiadomo co to jest. Ale o tym innym razem…

Jakby nie było, robi się coraz ciekawiej. Uczę się na przykład siadania. Filipek też. Ale Duzi nie chcą nas ciągnąć do siadania, każą nam samodzielnie się podciągać, a to wcale nie jest proste. Ciekawe, czy oni tak umieją! Ale siadanie jest fajne. Wszystko wygląda inaczej i gdy musimy leżeć, nie podoba nam się już, że widzimy tylko to co u góry. Chcemy siedzieć! Najlepiej cały czas, żeby Duzi nas trzymali.  Siadanie na śniadanie – tak mówi Duża, gdy próbuję rano usiąść w mojej kuwecie- łóżeczku.

A wy umiecie siadać? Prawda, że to jest całkiem przyjemne? Tylko, dlaczego Duzi nie chcą nas trzymać na siedząco cały czas, dodiaska!

Na mnie już czas. Takie siadanie, zabawy i skoki rozwojowe są bardzo męczące i troszkę mi się już oczy zamykają.

Następnym razem opowiem, jak to Babcia Jasna myślała, że to Koty, a to byłem ja i podobno ją zaskoczyłem. Ale ciiii.. o tym następnym razem, chyba, że Filipek wygada się przede mną.

Na koniec taka myśl – nasi Duzi chyba ciągle mają skoki rozwojowe, skoro tak mało śpią… nie sądzicie? ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kuweta, babcie i Anglicy, czyli dlaczego Duzi to szczęściarze…

17 lis

kuweta

Pamiętacie, jak mówiłem, że Duzi noszą nas w kuwetach? Okazuje się, że kuwety to takie coś, że jest tego wiele i każde z nich służy do czegoś innego. Bo na przykład nas noszą w kuwetach, mamy dużą kuwetę, którą nazywają wózkiem. Ale też na przykład Cipcip zwany Bobkiem (chyba) i Taśtaś zwany Jaskierem  (też chyba), również mają kuwety. Nie wiem co z tymi kuwetami robi taki Koty, bo nie widziałem, żeby Duzi go nosili w kuwetach, Koty sam sobie chodzi po domu i tyle. To po co mu ta kuweta? Może w niej śpi? Mateusz mówi, że raz widział, jak Duża sprzątała jakąś kuwetę i mówiła, że tam jest piasek i że nie wolno się w nim bawić. Próbujemy rozgryźć, co to jest ten piasek i dlaczego nie wolno nam się w nim bawić, ale chyba musimy nieco uważniej poobserwować, bo wychodzi nam na razie z tego tyle, że Cipcip i Taśtaś się tam bawią. Tylko nie wiem w co się bawią, bo jak tam są, przez chwilę to potem Duża leci do góry i mówi, że znoooowu piekielne zapachy się unoszą. Ale jak? Przecież piekielne zapachy są w naszych pieluszkach (czasami!), to co mają zabawy naszych Kot do tego? Mówię Wam… czasami to wszystko jest bardzo, bardzo skomplikowane. 

Jakby nie patrzeć, wychodzi nam jedno: kuweta to bardzo ważne narzędzie, z różnym przeznaczeniem, bez którego Dużym byłoby ciężko.

Duża mówi, że wszyscy jesteśmy szczęściarzami, ale ona i Duży to najbardziej. Bo mówi, że to, że nas ma, to wielkie szczęście (no ja myślę… ). Ale mówi też, że mają szczęście do swoich rodziców. Bo podobno im pomagają w różnych rzeczach związanych z nami i że nas kochają mocno. My z Mateuszem, to twierdzimy, że babcie po prostu tak nas lubią, że chcą z nami być ciągle, a Duży z Dużą to mówią, że są wdzięczni, że mają taką pomoc. I też mam zagwozdkę, bo skoro tacy jesteśmy fajni, że babcie chcą z nami spędzać czas, to co się ci nasi Duzi tak tym wzruszają? Z nich są chyba trochę mięczaki, bo ostatnio jak się uśmiechnąłem do Dużej to powiedziała, że wyciskam jej łzy z oczu. Jeju, jaka ona jest miękka! Mateusz mówi, że to dobrze, bo to nam się przyda na później. Tu się spojrzy, tam się strzeli uśmiechem i już… banana i japko pod nos, podniosą, ukołyszą, a nie ciągle tylko by chcieli, żebym leżał i ćwiczył przewracanie się na brzuch! To faktycznie.. lepiej jak jest taka miękka ta nasza Duża. Da się więcej załatwić. 

Z drugiej strony, Duża kiedyś mi wyszeptała, że ma nadzieję, że będę  mondry, ale nie będę cfaniakował. To jest dla mnie nowość, ale Mateusz mówi, że już prawie rozumie o co jej chodzi. Jeszcze tylko kilka dni i będzie miał to rozkminione na amen. Póki co wiemy tylko tyle, że mondry jest dobrze a cfaniakował to tak chyba średnio.

Babcia Jasna ostatnio zaczęła z nami siedzieć przy takim dużym czymś, na co mówi okno. Wtedy widzimy dużo nowych rzeczy, jeżdżące duże kuwety, obcych Dużych na ulicy i czasami taki Koty sobie przejdzie, co nie jest ani Cipcipem ani Taśtasiem. Ogólnie nudy nie ma. Jak się babcia nudzi to nas bierze na ręce, nosi, przytula i już się nie nudzi, a że my dbamy  o to by się nie nudziła, to często się domagamy noszenia. Nie, że musimy być noszeni. Po prostu dbamy, żeby babci się nie nudziło, bo jeszcze przestanie przychodzić i co wtedy?  Tak samo zresztą robimy z Dużymi i z Babcią Ciemną, bo lepiej dbać o nich, żeby nie dopadło ich znudzenie. 

Ostatnio byli u nas goście. Goście to takie coś, że przychodzą do nas obcy Duzi i są u nas tak długo, że już nie są aż tacy obcy. I ci goście nazywali się Anglicy. Duży mówił z Dużą, że ci Anglicy mówią trochę inaczej i faktycznie, coś tam inaczej brzmiało, ale śmieją się tak samo. I ten jeden, to nawet mnie tak rozśmieszył, że aż mnie skręcało ze śmiechu. Ogólnie mili byli ci goście. Dużo się z nami bawili, byli z nami na spacerze. I zauważyłem jedną ciekawą rzecz – oni też nie śpią! Dziwne, co? Jak szliśmy spać, oni siedzieli, jak się obudziliśmy  - też nie spali. I teraz nie wiemy, czy to dlatego, że wszyscy Duzi nie lubią spać, czy po prostu nasi Duzi zapraszają do nas tylko takich właśnie nielubiących spać. Aż strach pomyśleć… Bo może kiedyś i nam będą kazali nie spać? Ojoj.. Najwyżej będzie bunt! 

Podobno opanowałem sztukę wymuszania do perfekcji i nazywają mnie Pilocikiem. Bo jak się mnie trzyma i siada to włącza mi się alarm. Mam podobno jakiegoś auto pilota czy coś. Ja tam nic nie mam. Po prostu dbam, żeby się nie zanudzili, czy to takie złe?

Niech ci nasi Duzi szczęściarze też mają coś z życia, no nie? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Syn Niemarnytrawny, manna z nieba i chrzestu ciąg dalszy, czyli jak Duzi się rozwijają…

25 paź

Hej! Podobno jestem synem niemarnytrawnym. Tak mówi Duża, bo zjadam wszystko, co mi da i domagam się więcej. Okropnie trudna naimia, prawda? Filipek też jest synem niemarnytrawnym, bo zjada. Co prawda nie woła o więcej, w każdym razie, jak to Duża mówi, robi to nieco suptelniej niż ja, ale też mówi do niego, że syn niemarnytrawny jest.

Jeśli chodzi o jedzenie, to ostatnio Duzi się postarali. Myślałem, że już nas nie zaskoczą, a tu kaszka manna i mięso. Ta kaszka manna to fajna jest, Duża mówi, że ona nam brzuszki zapełni i że jedząc ją powinniśmy się ustrzec przed alergią na jakiś glut. Co prawda do końca to nie zostało zbadane, tak mówi Duża, bo się naczytała jakichś mądrości, ale ten glut jakiś niefajny jest i mamy jeść kaszę manną, żeby tego gluta dobrze trawić, czy coś. Żeby go pewnie nie marnytrawić? No w każdym razie, wychodzi na to, że ten glut to jakiś groźny może być. Zatem jemy kaszkę i nie marudzimy. Duża powiedziała, że niedługo dostaniemy ją z owocami a na razie jemy ją w naszej jarzynce, która już podobno nie jest jarzynką, bo dodała do niej mięsa. Nie wiemy dokładnie co to jest mięso, ale jarzyna według nas smakowała podobnie jak zawsze. Tylko troszkę bardziej najedzeni byliśmy i musiałem się wydrzeć o mleczko dopiero po dwóch sekundach a nie po jednej, jak to wcześniej było.

Właśnie, podobno od dzisiaj jesteśmy już oficjalnie mięsnożercami . Duża mówi, że kiedyś może być tak, że będziemy chcieli być wegetańczykami , ale na razie musimy jeść mięso bo ma żelazo i inne dobra. Nie wiem dokładnie o co jej chodzi, ale skoro tak musi być, to tak musi być. A jak kiedyś uznam, że chcę być wegetańczykiem, to jej powiem. Na pewno jej powiem. Ale na razie mi wszystko pasuje, więc po co to zmieniać? Filipek się ze mną zgadza. Mówi też, że lepiej nie podskakiwać za mocno, bo nam bananę odbiorą i japko, a wtedy byłaby lipa. Myślę, że Filip ma rację. Bo Duży ostatnio powiedział Dużej, że zjadł jej całą czekoladę i ona wtedy mu powiedziała, że mu drugą zabierze. To jak Dużemu zabiera czekoladę (cokolwiek to jest), a Dużego lubi bardzo bardzo, to nam bananę też może zabrać i nawet japko, ojjjj. Lepiej jej nie podskakiwać. Chociaż ona jest nadal całkiem miła. No, ale lepiej się pilnować.

Oni w ogóle w końcu chyba zakumali, że my nie lubimy leżeć w łóżeczkach, bo to jest nudne. I robią nam wycieczki po swojej wieeeelkiej kuwecie, na którą mówią dom. To jest to miejsce, w którym jesteśmy wtedy, gdy nie jesteśmy na spacerze. To jest też nasze miejsce i my je lubimy. Babcia Jasna nas zabiera często do takiego miejsca, co się kuchnia nazywa. I tam robi różne hałasy, często wtedy też są różne zapachy i potem Babcia mówi, że nam obiadek zrobiła. Ona chyba wtedy nam tę naszą jarzynę – niejarzynę robi. Pachnie wtedy różnie, zwłaszcza, gdy przy okazji puszczę bąka albo Filipek kupkę strzeli, ale ogólnie nie jest źle.

A Duży nas ostatnio zabrał do innego miejsca, które nazywa się korytarz i tam pastował buty. Powiedział, że jesteśmy szewczykami i mamy się uczyć na przyszłość. A Duża powiedziała, że mamy się nauczyć pastowania, bo jak Mikołaj będzie do nas przychodził, to buty musimy mieć czyste. A to my mamy buty? Pytałem Filipka i on też jest zdziwiony. Bo Duzi nam na stópki nie zakładają takich rzeczy jak sobie, gdy wychodzą z nami. To są te buty chyba. I my ich nie mamy. I kim do diaska jest Mikołaj? Wielu Dużych nas odwiedza, ale nie przypominam sobie, żeby któreś z nich miało taką naimię. No, ale pewnie po prostu jeszcze nie zaprosili tego Mikołaja. W każdym razie, ja niczego pastować nie będę. Jestem mały, oni mogą pastować mnie. I tyle.

A w ogóle, to ostatnio Duża fajnie powiedziała do mnie rano: „ooo panicz zawołał i już służba przybiegła, dupkę przewinęła i panicz zadowolony” . Panicz to ja, rozumiem? To pewnie, że zadowolony! Jakby ona miała taką kupę jak ja miałem wtedy w pieluszce, to też by była zadowolona, jakbym ja przybiegł i jej przewinął dupkę. Myślę, że ona to wie, bo mówi, że „ooo zapachy z piekła rodem”, i że na pewno dupka wyszczypana mocno jest. A jest i doceniam to, że ona o nas tak dba. Oni wszyscy zresztą. Bo nie tylko Duża nam pieluszki zmienia. I chyba ich zapachy z piekła rodem nie przerażają. Nie wiem co to jest piekieł , ale chyba jakieś śmierdzące miejsce.

Już wiemy z Filipkiem co to był ten chrzest, co mieliśmy dostać. To jest taki dzień, kiedy ubierają człowieka w dziwne ubranka, jakąś koszulę, muszkę, spodnie garnitururowe. I w ten dzień wszyscy skaczą nad tobą jeszcze mocniej niż zwykle. W sumie nic dziwnego, jesteśmy przecież podobno najprzekultowniejsi – tak mówi Duża. No i w tym dniu podobno dzieje się coś ważnego. Ja nie zauważyłem wielkiej zmiany, poza jedną. Umyli mi główkę zimną wodą, w środku dnia i wcale po tym nie było od razu kąpieli. To było, lekko mówiąc, dziwne. I główki nie mył mi mój Duży, tylko jakiś inny Duży. Był miły  i uśmiechał się do nas często i mówił same niezrozumiałe rzeczy, ale ogólnie fajny był. Próbowałem do niego zagadać, powiedzieć, żeby zaczął mówić nieco jaśniej, ale on tylko się śmiał. A ja przecież nie mówiłem nic śmiesznego! Filipek postawił na uśmiech. On stwierdził już dawno temu, że uśmiechem dużo można załatwić. I coś w tym jest. Bo Duże różne wymiękają, jak on strzeli uśmiechem.

No i ten Duży, na którego nasi mówili ksionc, umył mi główkę, chociaż starałem się mu to utrudnić. A ten zdrajca, nasz Duży, trzymał mnie i się uśmiechał. A to wcale zabawne nie było, bo mi umyli głowę zimną wodą. No ale na szczęście trwało to tylko chwilę, potem już Duża mnie przejęła i było w porządku. Filipkowi też umyli. Może chodzi o to, że w tym dniu jak dają tego chrzesta ,  to trzeba być bardzo czystym i Duzi niedokładnie umyli nam główki? No… ja nie chcę nic mówić, ale wydaje mi się, że może faktycznie powinni byli się bardziej postarać. Bo jak już obcy musiał nam myć główki, to chyba coś nie tego, co? Ale w tym dniu było nieco inaczej jednak, jak tak sobie przypominam. Bo było więcej różnych Dużych i nieco mniejszych Dużych, wszyscy byli dla nas mili, jakaś jedna Duża ciągle pstrykała nam tym aparatem, co Duży też taki ma i jakieś prezenty podobno dostaliśmy. Ja tam nic nie widziałem. Duża się tylko z Dużym zachwycali, że taaakie fajne prezenty, które nam się przydadzą. Ale w czym nam się przydadzą? Bo tego to już nie powiedzieli…

Ja podobno mogę mieć zgniliznę moralną na szyjce. Duża mówi, że jak jem, to tak macham witkami, że jedzenie ląduje w różnych miejscach i że musi mi się dostać do szyi po jedzeniu bo jak nie wyczyści mnie od razu, to do wieczora te resztki się popsują czy coś i będzie nieładnie pachnąca zgnilizna moralna. Duża mi ostatnio często szyjkę wyciera jak jestem na brzuszku, bo na plecach to podobno jej to zadanie utrudniam.  Ja nie wiem… Przecież jak jem to może chyba mnie tak zasłonić, żeby mi jedzonko na szyjkę nie wchodziło? Co z tego, że macham rączkami? Ona jest większa i powinna dać radę. A  ostatnio nie dała, ha! Chciała mi dać brokułałę, ale się obroniłem, bo nie miałem ochoty i wszystko wylądowało w różnych miejscach, tylko nie w mojej buzi.  I Duża, z bezsilności podobno, zaczęła się śmiać i potem miała dużo prania, tak mówiła Babci. Cóż…. jak się nie pilnuje miseczki… Jej wina, no nie? I dobrze, że poszła się umyć, brokułałę miała na buzi i mogłaby sama mieć zgniliznę moralną!

Duży powiedział nam podczas karmienia, że kasza manna z nieba nam spada. Duża czasami podając nam łyżeczkę mówi, że samoloooot leci, a Duży, że kasza manna z nieba. Ale patrzyłem w górę i nic nie leciało. Oni czasami jak coś powiedzą… No ale nadal nie lubią spać, ja nie mam już na to słów. W ogóle niebo, to jest gdzieś u góry, bo mi Duża mówiła, że jak jestem w kuwecie na spacerze, to widzę niebo. A wtedy to akurat wszystko, co ja widzę, to  takie właśnie coś u góry.

Muszę Wam powiedzieć, że zauważam duży postęp w rozwoju naszych Dużych. Dają nam coraz ciekawsze jedzonko, śpiewają nam coraz więcej piosenek, bo poza Dużymi, Babcie nam też śpiewają, opowiadają nam dużo fajnych historyjek i zabierają nas na wycieczki po domu. Jest dobrze. Tylko Duża znowu powiedziała mi coś niezrozumiałego..

Czy wiecie co to jest skinhed? Jeśli tak, to powiedzcie mi proszę, bo ja nie wiem, a Duża powiedziała mi, że jeśli będę chciał być skinhedem, to mam być tylko takim, który przeprowadza staruszki przez ulice. I teraz mam zagadkę- chcę być skinhedem, czy nie? I co to są staruszka i ulica? Pomóżcie proszę, będę dźwięczny!

Tymczasem do następnego razu!

I pamiętajcie! Myjcie głowy sami, bo inaczej Wam umyją! I amen.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Psuj, Po-Psuj i Więzień Miłości, czyli Dużych wielkie niezdecydowanie i słaba pamięć…

12 paź

Pamiętacie, że mam na imię Mateusz, prawda? I że mój brat, to Filipek? No właśnie… a nasi Duzi chyba tego nie pamiętają. Co chwilę nazywają nas inaczej. A Duży dzisiaj powiedział, że nas będzie kiedyś nazywał Psuj i Po-Psuj. Duża wtedy się śmiała i  stwierdziła, że być może te ksywki (cokolwiek to znaczy), mogą całkiem pasować, jeśli się okaże, że przejdziemy przez dom jak tornado. A dlaczego mamy przechodzić przez dom? Przecież oni nas noszą! To niby czemu mamy sami chodzić? I co to jest tornado? Nie sądzę, żebym miał się zachowywać, jakbym był jakimś tornadołem. Psuj i Po-Psuj fajnie brzmi, ale po co nam nowe naimia? Co chwilę dają nam inne, oni są chyba naprawdę niezdecydowani, albo mają słabą pamięć. Zaczyna to być lekko podejrzane. Filipek na razie się nie martwi, mówi, że dopóki mówią do nas również używając naszych prawdziwych naimiów, to nie powinniśmy się martwić. Patrzcie, jaki wyluzowany nagle!

W wczoraj Duży ubrał mi takie ubranko, co się pajacyk nazywa i ono jest podobno pasiaste. Ma takie kreski, Duży mi pokazywał te kreski i mówił, że wygląda lekko więziennie. Nie wyjaśnił mi dokładnie, ale Duża na to zaczęła na mnie mówić „no… on jest więźniem… więźniem miłości”. I tak mi ciągle teraz mówi. Co to jest więzień miłości? Czy to znaczy, że jak już nas Duża pokochała to nie przestanie i nie puści? Bo ona mówi, że nas nikomu nie odda, że nas kocha i w ogóle i że my ją trzymamy w garści. Serio… zabawna jest. Przecież ona jest taaaaakaaaa duuużaaa! Jak ja niby mam ją trzymać w mojej piąstce? Złapię jej palec i już mi miejsca nie wystarcza! A Duży mówi, że owinęliśmy go sobie wokół palca. Oglądałem moje paluszki niejeden raz i nigdy Duży nie był tam owinięty. Niby jak? On jest ogromny.

Ale wiem jak w garść łapać włosy Dużej. To jest zabawa! Można sobie włosy złapać i ciągnąć mocno! A Duża wtedy śmieszne miny robi i nos marszczy. I mówi: „kobietę za włosy?! kobietę?!” – Nie kobietę, tylko moją Dużą. Jest moja i będę sobie jej włosy łapał ile będę chciał. A jak jej się nie podoba, to po co się nade mną pochyla? Swoją drogą fajnie jak się pochyla, bo mnie gila, rozśmiesza i wtedy czasami ją pacnę w nos, podrapię, raz włożyłem jej palec  w oko. Jak nie umie się bronić… no cóż. Sama mówi, że życie, to wojna i ofiary muszą być. Ostatnio jednak zauważyłem, że Duża wyczuwa, kiedy może nastąpić atak i robi niezłe uniki. Uczy się kobiecina, trzeba jej przyznać.

Dużego nie jest tak łatwo złapać za włosy, bo ma krótsze. I te na twarzy co ma, tez jakieś takie nie do złapania są. A do tego drapią nas, gdy Duży daje nam buziaki albo nas przytula. Ale nie jest to niemiłe drapanie. Ostatnio próbowałem złapać te włosy na jego buzi, ale udało mi się tylko złapać go za nos paznokciami. Nie wiem czy mu się podobało bo parsknął śmiesznie i miał mokre oko. Ale ja przecież malutki jestem i nie mogło go zaboleć, moje paznokcie są osssstre, owszem, ale na pewno nie aż tak. Jego nos jest większy niż moje paluszki. Na pewno go nie bolało. Kiedyś go złapię za włosy na buzi. Włosy są fajne!

Ale Babcie też mają włosy do łapania. Co prawda nie mają żadnych włosów na buziach, tak jak Duży, no ale im to wybaczę. Zawsze można pociągnąć za te co mają na głowach. Tylko, że na razie spryciary, gdy mnie noszą, to tak mnie trzymają, że jedyne co mogę zrobić to pakować sobie paluszki do własnej buzi. Duża mówi, że ząbki mi rosną i dlatego tak ciągle gryzę moje palce. Ja nie wiem, czy to jest to. Po prostu tak jest mi wygodnie.

Duża obiecała nam, że jutro dostaniemy japko i bananę razem. Zapowiada się całkiem niezły dzień. Zatem wybaczcie, ale pójdę już spać, bo jak szybko usnę, to szybko się obudzę i dostanę japko-bananę! Życie tutaj bywa całkiem, całkiem smaczne..

Życzę Wam bananowo-japkowej nocy. W paski.

Do-Bra-Noc. :)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Banan, dżender i jesień, czyli ten świat troszkę jakiś ciasny…

06 paź

O jaaaaaaaaaa! Nie uwierzycie! Brokułała jest niezła, japko najlepszejsze, ale banana!… Dzisiaj dostaliśmy bananę! I ona była taka dobra, że japko to chyba jednak nie jest moje ulubione. Chociaż.. Czy można lubić dwie rzeczy tak samo? Chyba można, bo obaj z Matim nic nie wypluliśmy. A japka też nie wypluwamy. A ja myślałem, że mnie już nic nie zaskoczy.. Taka niespodzianka! Mam nadzieję, że Duża z Dużym często będą nam dawali bananę i że częściej nas tak miło zaskoczą.

Duży w ogóle mówi ciekawe rzeczy od wczoraj. Że jakiś Dżender jest u nas w domu, bo on tak samo jak Duża sprząta i umie gotować. Mówi też, że my również musimy nauczyć się sprzątania i po równo wszystko robić, bo jesteśmy Dżendery i wtedy się śmieje. Ja nie jestem żaden Dżender! Ja jestem Filipek. Ewentualnie, tak jak Mati wspomniał, mogę nazywać się Do Skonałość. Ale jakiś Dżender, to ja sobie wypraszam. Poza tym co jest śmiesznego w tym, że będziemy sprzątać? Cokolwiek to znaczy. Zauważyłem, że jak Duża mówi „dzisiaj chcę posprzątać”, to Duży zabiera nas na spacer. Cieeekawe, co ona wtedy robi. To są jakieś tajemnicze sprawy, te sprzątania i być może jest to fajne. Innym razem, jak Duży chce sprzątać, to Duża nas zabiera. Oni chyba lubią sprzątać, bo często to robią. Skoro to jest takie fajne, to trzeba będzie ich przekonać, żeby nam też pozwolili sprzątać. Ja też chyba zasługuję na odrobinę przyjemności, prawda? Znaczy obaj, bo Mateuszek też zasługuje, a co!

Tak w ogóle, to dżender, to chyba jest jakaś modna „naimia„, bo słyszałem ją już kilka razy w różnych rozmowach Dużych z innymi dużymi, gdy myślą, że ja śpię w mojej kuwecie, a ja nie śpię, tylko słucham. Trzeba troszkę ich podsłuchiwać, bo nigdy nie wiadomo, co mogą wykombinować. Jednego dnia dadzą nam bananę, człowiek się rozczuli i ucieszy a innego dnia jak dofasolą nam znowu szczypienia, to ja dziękuję.

Podobno jest już jesień. Tak powiedziała nam dzisiaj babcia. Nie wyjaśniła do końca, co to znaczy, ale powiedziała, że już jest jesień, zimno i że musimy się cieplej ubierać. Ale nam jest ciepło! Ile można na  nas warstw nakładać? Wydaje mi się, że oni chcą, żebyśmy nie mogli się ruszyć. Bo jak nas tak opatulają, to nie ma jak palcem kiwnąć. Ciekawe, czy im by się tak podobało… takie ciepło, leżenie, patrzenie w niebo i bycie wożonym wszędzie. Nooo jestem ciekaw…

Mateusz mówi, że musimy nauczyć się podnosić. On już podciąga się trzymając ręce Dużej. Stęka wtedy i sapie ale udaje mu się siadać. Tylko Duża się martwi, że to jednak za wcześnie i może źle wpływać na jego plecy. A Mati się uśmiecha i twierdzi, że co tam plecy! On widzi świat! Podobno inaczej wygląda jak się siedzi. Ja tam nie wiem, ja wolę ćwiczyć przewracanie się z pleców na brzuszek i odwrotnie. To też jest zabawne, bo można się powyginać. No i Duża wtedy się tak zabawnie cieszy. Pewnie ona nie umie się tak przewracać i dlatego tak przeżywa. Muszę ją nauczyć.

Dzisiaj jestem zmęczony. Duża mówi do nas czasami „oj umęczon jesteś, umęczon”. Chyba ona sama jest umęczon. Ja po prostu czuję się lekko zmęczony, bo jednak dużo się dzieje. Brokułała, banana, cała ta dyskusja o dżenderze i sprzątaniu. A po co dyskutować? Czy nie możemy sami decydować, kto co robi w tym sprzątaniu? I skoro jest to takie fajne- podzielmy to równo, żeby nikomu smutno nie było. Tak mi się wydaje, ale ja jestem jeszcze malutki, ważę dopiero ponad sześć kilogramów i mogę się nie znać.

Teraz pójdę spać, jak się wyśpię, to pomyślę, jak przekonać Dużych, żeby się z nami po równo podzielili tym sprzątaniem.

Tymczasem, niech moc banany będzie z wami!

Pozdrawiam,

Filipek Umęczon z domu Do Skonałość.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do Skonałość, psychiapstryk i kup strzelania ciąg dalszy, czyli atak demonicznej pieluszki…

01 paź

A Duża, to do nas mówi, że my jesteśmy Do Skonałość. Tak powiedziała do mnie i tak samo do Filipka. Mówi, że jestem chodząca Do Skonałość.  Śmiesznie to brzmi, bo my już mamy swoje naimie. Mówi mi często że mam naimię Mateusz. To po co mi zmienia moją naimię? Nie będę się powtarzał, mówiąc, że są troszkę dziwni. Bo w sumie, to im dłużej ich znam, to coraz bardziej ich lubię. Ostatnio, to nawet tak mnie rozśmieszają, że aż nie mogę. Duża mi tak śmiesznie mówi różne rzeczy i miny wtedy strzela, nie da się nie śmiać. Tak się śmieję, że aż czasami płaczę. Duża mówi, że nie umiem panować na emocjami. No, ona jak coś powie… to nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Nad wszystkim panuję idealnie! Może nie rozumiem dokładnie, co to są te emocje, ale myślę, że daję radę. A to nie moja wina, że ona mnie tak rozśmiesza, że aż czasami mi się płakać chce. Zresztą Duży robi to samo. Pewnie się umówili, żeby sprawdzić ile wytrzymam. Ale oni naprawdę są śmieszni. W każdym razie mam nową naimię i możecie do mnie mówić Do Skonałość. Chyba zacznę na to reagować, bo dość często to powtarzają patrząc na mnie. Filipek mówi, że na niego też tak wołają, ale jakoś na razie nam to nie przeszkadza, że dali nam nową, wspólną naimię. Da się to ogarnąć. No, chyba, że oni zaczną nas mylić, wtedy trzeba będzie z nimi poważnie porozmawiać.

Co to jest psychiapstryk?  Bo Duża ostatnio powiedziała, że czasami „ten dom to jak psychiapstryk  i nadążyć nie można”.  I dodała, że normalnie dni jej się mylą, nie pamięta, co jadła na obiad i czy na pewno nie schowała skarpet do lodówki. Śmieszne, prawda? Ja zawsze pamiętam, co jadłem na obiad! To przecież bardzo ważne! Brokułała była na przykład wczoraj, ale na szczęście Babcia Jasna dała dynię do tego. Wiemy już, że lubimy obaj dynię. Filip zarzeka się, że nie polubi jarzynki, ale widać, że powoli zaczyna się też poddawać. Ja, cóż… przyznam, że poległem. Spacyfikowali mnie tą jarzynką, bo taaaka była dobra! I nawet ta brokułała może być. Ale Filipek ma rację, najlepszejsze jest japko! Mogliby dawać nam go więcej. Może kiedyś..?

W każdym razie, Duża nie wyjaśniła, co to ten psychiapstryk, ale brzmi śmiesznie. Może chodzi o to właśnie, że niczego się nie wie i nie pamięta, a szczególnie jak się nie pamięta, czy się jadło? Dobrze, że Duża pamięta o tym, żeby nas karmić. Bo gdyby o tym zapomniała, to ten psychiapstryk nie byłby już taki fajny. Byłby…no cóż.. o wiele głośniejszy, jeśli wiecie co mam na myśli. ;)

Pamiętacie, jak Duża z Dużym mówili, że my produkujemy broń bibelogiczną, czy jakąś? Oczywiście, są to bezpodstawne oskarżenia i ja się wyprę wszystkiego!Otóż ostatnio Duża powiedziała do Dużego, że nadeszła era Demonicznych Pieluszek. Podobno broń bibelogiczna przy naszej obecnej produkcji to jakiś pikuś. Bo podobno przez jarzynkę jest jeszcze gorzej. Ale na co ona narzeka? Nam jest lepiej, bo już nie jest tak trudno nam strzelać kupami. Ona naprawdę..no mogłaby zrozumieć, jaka to ulga móc strzelić kupą i nie męczyć się przy tym przez całe długie te ich sekundy. Gdyby ona musiała się tak męczyć, to by nas zrozumiała. Dlatego lepiej niech się nie dziwi, że my jak strzelimy kupką to się cieszymy. Tylko co to ta Demoniczna Pielucha? I czy powinniśmy się bać? Bo ostatnio wzięła pieluchę i zaczęła tak dziwnie mówić: „uwaaagaa, atak demonicznej pieluchy dwa!” To znaczy co.. uciekać miałem, czy co? Bo nie za bardzo wyjaśniła. Patrzyłem na nią, czekałem na wyjaśnienie, ale ona pochyliła się nade mną i znowu mnie tak rozśmieszyła, że na chwilę zapomniałem i przestałem się bać. W sumie to ja nie zauważyłem tak naprawdę żadnej różnicy w pieluszkach. Nadal są całkiem niezłe, czasami może mniej wygodne, ale wtedy je nam zabierają i oddają znowu wygodne. Póki co chyba jednak nas nie zaatakują. Poczekam z paniką, bo Filipek jeszcze się wystraszy i nie zaśnie. On troszkę trudniej zasypia, niż ja. Chyba faktycznie wziął sobie do serca, że Dużych lepiej pilnować. Tylko się biedak zamęczy, a sen jest taaaki fajny. Ja to sobie myślę, że skoro oni nas tyle czasu już znają i jeszcze nas nie okradli, to może już nie okradną? I śpię całkiem spokojnie.

A jeśli chodzi o sen.. Cóż. Byłem na długim spacerze, który mnie bardzo, bardzo zmęczył, wykąpałem się, zjadłem i strzeliłem kupką, znowu się wykąpałem i teraz pójdę już spać, dobrze? Bo od jutra dalszy ciąg psychiapstryka.

Pozdrawiam Was,  graf

Do Skonałość. ;-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Anioły, igły i inne takie, czyli słodko-gorzki smak butelki…

24 wrz

Babcia kupiła dla nas jakieś anioły. Podobno to są jakieś Anioły Strusie - brzmi całkiem fajnie. I nasza Duża mówi, że będziemy kiedyś do nich mówić „aniele strusiu mój, ty zawsze przy mnie stój” – a co to jest anioł struś i dlaczego ma przy nas stać, to już nie wyjaśniła. A ona nie będzie przy nas stać? Albo Duży? Może chodzi o to, że te Strusie mają ich wymienić, jak będą zmęczeni? Bo ja to myślę, że oni kiedyś się jednak zmęczą i w końcu pójdą spać. Bo ile tak można? Ja to się strasznie męczę, jak mnie sadzają na leżaczku i każą patrzeć na te wszystkie dyndałki, które nazywają zabawkami. A w ogóle, to Duża nam powiedziała o tych Aniołach Strusiach coś takiego:

splątane pióra
sypią pyłem w oczy
wiatrem niesione
ciała rozpalają
myśli

cisza

świat trwa
nieświadomy, że
nad nim
w gorącym
szaleństwie

tańczą anioły

Nie wiem, czy dobrze zapamiętałem, ale podobało mi się. Śmieszne te Strusie muszą być, skoro umieją tańczyć i podoba mi się ta cisza. Bo u nas w domu, to jest spokojnie i cicho często i nie lubię, gdy jest za głośno. Podobno lubimy z Mateuszkiem jak jeżdżą samochody i szumi. Co to są samochody, to nie wiem, ale coś co szszszszszumi, jest fajne. Tyle wiem. Dużo już wiem, prawda?

I wiem, że nie lubimy czegoś, na co Duża mówi igła. To takie coś, co taka inna Duża trzyma i potem nagle nas boli nóżka albo rączka. No, mam wtedy ochotę ją kopnąć, ale się nie da. Oni mówią, że to jakieś ,szczypienia, ale czy oni nie mogą nasz szczypieniować, tak, żeby nie bolało? Niech sami siebie szczypieniują! Ja im kiedyś to powiem. I nie będę wtedy miły o nie.

Na szczęście szczypienie nie trwa długo i potem zawsze dostajemy jeść i jedziemy szumiącą wieeelką kuwetą, wydaje mi się, że kiedyś na nią powiedzieli samochód i wtedy to jest całkiem miło. Chociaż dzisiaj Mateusz chyba nie był do końca zadowolony z jazdy bo się wiercił i narzekał. Ale Duża nad nim skrzeczała dyndałką, co fajnie hałasuje i nie płakał. No bo, jakby Mateusz się rozpędził, to myślę, że nie byłoby słychać fajnego szumu. I wtedy ja też nie byłbym zadowolony.

W ogóle, to wygląda na to, że oni nam jednak codziennie będą dawali te jakieś jarzyny. I nie zapowiada się na to, żeby mieli się tym znudzić. Ja próbuję ciągle ich zniechęcić, ostatnio oplułem nawet Dużą i dostała w oko, a Babci też plułem i marudziłem, ale oni się nie poddają. Strasznie uparci są ci nasi Duzi. Ja nie wiem czy wystarczy mi sił, tym bardziej, że Mateusz to naprawdę się poddał. Nie dość, że nie narzeka, to jeszcze się awanturuje, że za wolno mu te jarzyny dają. Podobno jest jak studzień bez dnia-  co ma do tego ten studzień i dzień, to ja nie wiem, albo źle cośusłyszałem. Oni strasznie dużo do nas mówią w ogóle i trudno czasami zapamiętać. Nie wiem po co tyle mówią. Ja to wolę, jak oni się nade mną nachylają i po prostu się śmiejemy. Bo jak mówią, to myślę, że chcą, żebym im odpowiadał, a mi się zwyczajnie nie zawsze chce.

No i te jarzyny to tak różnie smakują. Marchefka jest nawet znośna, ale taka inna jarzyna co na nią mówią brokułała, czy jakoś, to mi nie smakowała. Dziwna była, aż musiałem płakać.

Ale Babcia to nam ostatnio dała jakieś gotowane japko do spróbowania i powiem, że to było nawet interesujące. Jeszcze nie wiem, czy mi pasuje, czy nie, ale chyba tak. Może by mi to dawali zamiast tej brokułały? Jak znam życie, to nie. Bo oni chyba lubią utrudniać…. Niby tacy mili, tacy roześmiani, ale jak przyfasolą człowiekowi jarzynę z zaskoczenia, albo nagle odłożą do łóżeczka, gdy się człowiekowi już wygodnie zrobi na ich rękach, to naprawdę.. można zwątpić. Oni chyba czekają, aż nam się zrobi wygodnie i wtedy… do ataku! Możliwe, że nauczyli się tego od nas… Podglądają nas i chyba odpatrują od nas te co lepsze mądrości, ech… musimy chyba być ostrożniejsi, bo jeszcze będą lepsi od nas. Póki co Duży mówi, że posiadamy jedną broń, wobec której oni są bezbronni. No ja myślę… w końcu, chyba rządzimy, no nie? Chyba… bo czasami to nie wiem… Z nimi naprawdę nigdy nie wiadomo.

W każdym razie, bycie tu wcale nie jest takie śliczne i sympatyczne jakby mogło się wydawać. Czasami ma smak brokułały. Ale to nic, bo zawsze pozostaje nadzieja, że za chwilę będzie miało smak japka.

A Duża mówi, że nie jest źle, jest dobrze i zawsze może być gorzej. Może wie, co mówi? Zawsze przecież można dostać dużo brokułały  i żadnego japka. To ja już nie będę dziś narzekał, tylko się uśmiechnę i pójdę grzecznie spać. I może przyśnią mi się te Strusie. I wam też tego życzę. Dobranocka. :-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marchewka, muzyka i łyżeczka, czyli życie staje się coraz ciekawsze…

17 wrz

Oj dawno nic nie mówiłem… Ale to wszystko wina naszej Dużej, niech jej bozia błogosławi, bo przez to, że jest jej mniej, to ja zajęty jestem z Mateuszem bardziej. Bo musimy opiekować się Babcią. Duża mówi nam czasami jak nas usypia wieczorem, że mamy być dobrzy dla babć i się nimi opiekować i dziadkami też. No to jak tak nam mówi, to się opiekujemy.A jak? Hmmm.. na przykład dbamy o to, żeby się nie nudziła. Czasem ja do niej pogadam, czasami Mateusz, pośmiejemy się do niej. Z niej się nie śmiejemy, bo Duża mówi, że nie wolno śmiać się z ludzi starszych niż ona a te babcie i dziadki to chyba troszkę starsi są, więc skoro nie można, to nie można. Nie wiem czemu, bo śmieszni są też. Na przykład Dziadki to nas nie karmią, ale chyba nas lubią bo obaj do nas mówią różne rzeczy a nasza Duża, to mówi, że kiedyś będziemy tym dziadkom rąbać jakieś drewna i pomagać. A dlaczego kiedyś a nie teraz? Nie powiedziała mi tego, ale nie będę się wyrywał. Bo nie jestem pewien, czy to całe rąbanie drewna to jest fajna zabawa, czy nie.

A zatem, opiekujemy się Babcią. Czasami chyba Mateusz aż za bardzo się wczuwa w tę opiekę i potem biedny się rozpędza i zaczyna płakać. Duża mówi, że on się rozpędza i nie umie wrócić, nie wiem o co chodzi, ale chyba ma rację. Ja też podobno zaczynam się rozpędzać i kończy się płaczem.. Zupełnie nie wiem o co im wszystkim chodzi.. Ja płaczę tylko dlatego, że mnie kładą, już chyba mówiłem, że gdyby mnie nosili cały czas, to byłbym przeszczęśliwy, prawda? Ale skoro nie chcą…cóż…  A Mati to płacze, bo nerwus jakiś jest czy coś, Duża tak mówi. Że on się szybko fkurza.

Dzisiaj na przykład faktycznie się fkurzał,  bo Babcia dawała mu jarzynkę. Tak się chyba nazywa to inne mleko, które dają nam od kilku dni. Czasami mówią na nie marchewka, czasami cukinia a czasami ziemniak, a dzisiaj to była właśnie jarzynka. Nie mam pojęcia po co zmieniają nam mleko, czy tamto nie było dobre? Nie lubią go?  Bo mi to nowe to tak średnio smakuje. I próbuję im to powiedzieć, a nawet oplułem Babcię kilka razy, ale chyba nie chcą zrozumieć. Może oni na nas oszczędzają…. i sami wypijają nasze mleczko? Hmmm muszę to dokładniej zbadać.

No, ale Mateusz to chyba lubi to nowe mleko jarzynkę. Bo tak wcinał, że ani razu Babci nie opluł, a przecież się umawialiśmy. Miała być też zabawa i co? Byśmy pluli, Babcia by się chowała a tak to kicha wyszła bo on wszystko zjadł. I mało mu było i jak Babcia chciała mu dać nasze mleczko to się biedak tak fkurzył, że już się nie zatrzymał i była ta ich historia czy histeria jakaś. W każdym razie wygląda na to, że w tej walce o nasze mleczko zostanę sam…

Nasi Duzi nam ciągle śpiewają do snu. I to fajne jest. Piosenki już znamy na pamięć i lubimy je. A Duży powiedział dzisiaj, że jak będą kiedyś na jakimś ognisku i ktoś zagra Łyskimojażono, to spali gitarę. Ale dlaczego? Ta piosenka jest fajna i my lubimy jak oni nam ją śpiewają tak często i ciągle. I te inne piosenki też są fajne. Muzyka, to chyba jest to właśnie śpiewanie i to, że Duży z gitarą czasami nam umila zasypianie. I podoba nam się ta muzyka. Niech nam ją robią jak najczęściej! A Babcie też robią muzykę. Tylko inne jakieś te piosenki są i nawet śmieszne. Ostatnio tak nas rozbawiła Babcia Jasna tymi piosenkami, co się kołysanki nazywają, że Mateusz to aż bąka ze śmiechu puścił! No dobra… ja też… ale cicho.

Wiecie co to jest łyżeczka? Odkryłem to niedawno. Duża dała nam to dziwne mleczko pierwszy raz takim czymś i teraz też nam na tym dają. Ale Babcia Jasna to dała mi dzisiaj moją herbatkę taką inną łyżeczką. Taką… zimną. I to, że ona była zimna podobało mi się najbardziej. Bo coś dzieje się z moją buzią. Trochę mnie czasami boli, czasami mocniej, czasami zaswędzi i muszę ciągle rączki do buzi kłaść i przygryzać. Duża mówi, że podobno mi jakieś ząbki wychodzą. No chyba jej… Mi nic nie wychodzi, poza kupami czasami, a w buzi mi też nic nie wychodzi. Mogłaby mi jakoś pomóc. Te łyżeczki są fajne, czy nie mogłaby dać mi ich więcej i na dłużej? Jutro ją o to zapytam, albo powiem Babci. Może mnie zrozumie.

Z jakiegoś powodu ostatnio naszego Dużego nie było dłużej niż zwykle i kąpała nas nasza Duża i druga Babcia, ta co ma ciemne włoski na głowie. I też było fajnie. Mateusz, to nawet się śmiał tak, że podobno zalał pół pokoju. A Babcia śmiała się z nim, karmiąc mnie. Przez to, że ona się śmiała, to mi też się chciało śmiać i trochę długo to wszystko trwało. Aż padłem spać przez to szybko. A miałem nadzieję, że pogadam sobie z Babcią czy coś. Bo ja lubię rozmawiać z Dużymi, tylko oni tego nie rozumieją, że ja mówię po swojemu. Mateusz to nadaje jak katarzynka, czy katarynka, jak to Duża mówi. Ja wolę patrzeć na nich i sprawdzać czy rozumieją, co mam na myśli. No nie może być zbyt łatwo, prawda?

Ostatnio polubiłem leżenie na brzuszku. Oni zawsze nas tak zmani…zamani..zmanipululu.. w każdym razie tak zrobią, że w końcu lubimy to co nam serwują. No i niestety i ja polubiłem leżenie na brzuszku. Ale tylko dlatego, że mogę się od razu na plecki przewracać. Sam się nauczyłem, o! Mateusz gada, a ja się przewracam. Duża mówi, że ma pełen pakiet. Co to jest pakiet? I jak jest pełen to niech go opróżni. Bo jak ja mam pełny brzuszek to..no tego.. wiadomo, opróżniam go. Lepiej niech ona z tym pakietem uważa, bo jak przepełni to hoho…

Nadrobiłem chyba zaległość, co? Ogólnie muszę stwierdzić, że bycie tu staje się coraz ciekawsze. O wiele lepsze niż Wielka Woda, jednak. Mateusz mówi, że jemu też się tu bardziej podoba niż w Wielkiej Wodzie. Więcej się dzieje. I nawet jak płaczemy to nie jest nam aż tak źle. Po prostu musimy czasami zaprotestować, ogłosić coś, albo po prostu powiedzieć dość dosadnie bo jak nas nie rozumieją, to jak inaczej?

Ale tej jarzynki to ja nie polubię, niech sobie robią co chcą, ja wolę moje mleczko a nie jakieś takie dziwne… Niech sobie sami jedzą jarzynki, o! Nie polubię, w pompkę, amen i już.

Duża mówi, że na szczęście na razie obywa się bez malowania ścian po marchewce.. noooo.. zo-ba-czy-my ;-)

Tymczasem idę spać, bo znowu mnie niedługo obudzą, że trzeba jeść.  Dobranocka. :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii