RSS
 

Pan od zmywarki, kubek kawy i dom wariatów, czyli najkrótsza kolęda świata…

23 lut

Była u nas kolęda!

Kolęda, to jest takie coś, że przychodzi ten ksionc, co nam dawał chrzesta, nie ten sam, ale podobny. I on właśnie u nas niedawno był i mówił różne rzeczy, co się modlitfy nazywają. Znaczy, najpierw weszli z innym Dużym i śpiewali, że przybiegli pasterze i stada aniołów zleciały, jakies takie historie. I jak już pośpiewali, to wtedy ten ksionc mówił różne rzeczy, a wszyscy go słuchali. Tylko pan od zmywarki go nie słuchał. Bo w tym czasie był u nas pan od zmywarki. Nie wiemy dokładnie, kto to taki, ale Filip mówi, że skoro on nie musiał słuchać tego ksionca, to musiał być jakiś ważny gość. W każdym razie, ksionc chyba chciał pić, bo mówiąc, patrzył cały czas na kubek z kawą, który zostawiła na stoliku nasza babcia Inka. (Okazuje się, że nasze babcie nie mają na imię Jasna i Ciemna, tylko Atka i Inka, ładnie, co?).

Duża powiedziała później, jak ksionc sobie poszedł, że nie zauważyła w tym całym , chałosie,   że kubek został na stoliku. A babcia podsumowała wszystko tak, że istny dom wariatów był tego dnia, więc i kolęda normalna być nie mogła. I chyba coś w tym jest, bo nawet ten ksionc, jak już skończył mówić swoje modlitfy, to spojrzał w końcu na nas, zamiast na kubek i powiedział, że widzi, że mamy ręce pełne roboty i nie będzie przedłużał, tylko nam zostawia obrazek. Duża nam go pokazała, tego obrazka, całkiem ładny, tylko mały i nie dała nam go pogryźć, a szkoda. Na pewno gryzłoby się go równie dobrze, jak te inne obrazki co nam daje i mówi, że to książki.

Owszem, byliśmy wtedy mocno zajęci z Filipem, bo on próbował wyjść z fotelika, a ja pilnowałem pana od zmywarki. Ważny, czy nie, pilnować trzeba. Był niebezpiecznie blisko naszych miseczek z kolacją, a my lubimy nasze kolacje. Miło ze strony tego ksionca, że zauważył, jak mocno zajęci jesteśmy z tym wszystkim, mając też Dużych na głowie. Istny dom wariatów, faktycznie, bo tuż przed wejściem ksionca, Duża stawiała na stoliku świeczki, ale, jak potem skomentowała, ich nie zapaliła. Potem biegała, porządkować, bo jej się nie podobało, że zabawki leżą. Pewnie chodziło o to, że pan od zmywarki przyszedł. Jak są u nas goście, to Duża zawsze zbiera zabawki, pewnie się boi, że je nam zabiorą. Dobra z niej kobieta.

W tym czasie Duży był nie do opanowania! Zamiast nam pomagać w naszych ważnych zajęciach, on przestawiał co chwilę różne rzeczy, przestawił na przykład Dużej świeczki ze stolika na szafkę i w ten sposób na stoliku został tylko kubek kawy, o którym już wspomniałem. Duży rozmawiał też z panem od zmywarki i z babcią Inką. Mówię Wam, byli nie do ogarnięcia. Ksionc widać się zna, skoro od razu podsumował sytuację. Najspokojniejsi w tym wszystkim byliśmy my.

W każdym razie, była u nas najkrótsza kolęda świata, tak podsumowała Duża. Kiedyś była u nas najkrósza Wygilaja świata, a teraz kolęda. Czy to znaczy, że u nas wszystko zawsze będzie najkrótsze na świecie? Całkiem możliwe, że przyczyną wszystkiego są Duzi. Zobaczymy, co będzie dalej, bo jeśli wszystkie ciekawe rzeczy mają być tak krótkie, to musimy z nimi poważnie porozmawiać.

Ciekawe, czy przyjdzie do nas znowu ta kolęda niedługo. Zawsze to jakaś rozrywka. Trzeba pogadać z Dużymi, żeby coś zorganizowali, w końcu też lubią gości, no nie?

Tymczasem do następnego!

 

 

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Człowiek demolka, zasypianie i korzonki, czyli Duzi mają z nami wesoło…

05 lut

grfMateusz jest podobno Człowiekiem Demolką z czterema zębami. Nie powiedzieli nam Duzi, skąd taka naimia, ale chyba chodzi o to, że potrafi różne rzeczy i wszystko gryzie, nawet Dużych. Na przykład ostatnio nauczył się demontażować łóżeczko. Wyciąga sobie szczebelek i się nim bawi. Duża mówi, że niezły z niego Dart Wejder i rycerz dżedaj z jakichś gwiazdowych wojen. Mateusz mówi, że niech sobie go nazywają jak chcą, byle by mu szczebelka nie zabierali. Szczebelek jest fajny i można z nim robić różne rzeczy, na przykład uderzać w co się da i w różnych Dużych.

Mati potrafi też przestawić sam nasze duże pudełko z zabawkami. Babcia Jasna mówi, że on jest następnym pudzianem. Co to jest pudzian? On nie jest żadnym pudzianem, tylko moim bratem, sami mi to mówią każdego dnia! A to, że umie przestawiać wszystko, to nie jego wina. Jest silny i fajnie, przynajmniej sobie poradzi, tak mówi Duży. Ja też sobie podobno poradzę, chociaż jestem nieco mniejszy, ale podobno jestem tak samo sprytny i też silny. Bo jak pociągnę Dużą za włosy to piszczy tak samo, jak wtedy, gdy Mateusz ją ciągnie. I też umiem uszczypnąć tak jak Mateusz. Pudełka nie przestawiam, bo to jest zwyczajnie nudne. Mateusz to lubi, a ja wolę do pudełka wchodzić. Kiedyś wejdę do niego cały! Na razie nie udaje mi się to do końca, bo ciągle źle coś robię. Ale uda mi się, zobaczycie.

Duzi sie nieco ostatnio zdziwili…. Otóż myśleli, że nas zaprogramowowali, tak, że zasypialiśmy od razu po kąpieli, czasem jeszcze po mleczku. No i faktycznie tak było, zasypialiśmy niemalże od razu, bez problemu, bo byliśmy zmęczeni. Ale ostatnio już nam się tak nie chce spać. Bo okazuje się, że właśnie po kąpieli jest bardzo fajnie. Możemy sobie, każdy w swoim łóżeczku, gadać i się śmiać, a Duzi nic nie mogą zrobić. Próbują nas uśpić, ale się w końcu poddają i pozwalają nam pogadać aż się zmęczymy. Mateusz wtedy wstaje (zapomniałem powiedzieć, że Mati już stoi w łóżeczku!). Podskakuje i próbuje dostać się do mnie, ale to nic, że mu się nie udaje. Bo siada sobie wtedy  i dynda nóżkami poza łóżkiem, a ja sobie leżę na brzuszku i obgadujemy Dużych. A oni nic, a nic nie rozumieją! Możemy sobie knuć, kogo osikamy, kogo Mati uszczypnie i kogo pociągniemy za włosy. Umawiamy się, że na widok dziadków płaczemy, bo przecież nie może być tak, że do każdego się uśmiechamy- jeszcze pomyślą, że z nami jest łatwo. Lepiej, żeby myśleli, że trzeba się przy nas nachodzić, bo jeszcze się im znudzimy, no nie? Duża powiedziała, że to, co kosztuje dużo wysiłku, zazwyczaj jest go warte, więc trzymamy się tej idei. No i zasypianie programowowane  się skończyło. Za to jaką my mamy zabawę! Jest strasznie wesoło i nawet Duzi wtedy się śmieją, podobno z bezsilności. Fajna ta bezsilność musi być, skoro aż tak się śmieją, no nie?

W ostatnim czasie dużo czasu spędzały z nami obie babcie. Bo naszej Dużej skoczyły jakieś korzonki na plecy. Nie wiem, czemu sobie ich nie zdejmie. Jak  jeden albo drugi Koty wskoczy do naszych łóżeczek, to Duża go zdejmuje, a czemu tych korzonków z pleców nie może zdjąć? Przez te korzonki mało z nami jest, bo nie może nas podnosić i nosić. Nie jest tragicznie, bo Babcie są fajowe i z nami dużo czasu spędzają, tak samo nasz Duży, więc nie płaczemy. Ale lubimy naszą Dużą i chcemy, żeby z nami była więcej, a ona tylko z tymi korzonkami. Ale chyba też nie jest jej zbyt fajnie, bo jak przychodzi do nas, to mimo, że ma te korzonki to jednak się do nas zbliża i przytula i gada z nami. No i bawi się z nami w Atak – matki- wariatki. Też chyba lubi z nami być, tak jak my z nią. Może się niedługo dowie, jak zdjąć te korzonki i znowu będzie tyle ile wcześniej. Duży mógłby coś zrobić z tymi korzonkami na jej pleckach, w końcu ma duże ręce, mógłby zdjąć! Mateusz mówi, że trzeba po prostu  wyszczypać i wyplaskaczować jej te plecy to od razu jej przejdzie. Bo jak splaskaczował i wyszczypał kiedyś Babcię Jasną, to jej się od razu spać odechciało- sama tak mówiła Dużej. Więc może właśnie to jest sposób? Musimy jutro z Mateuszem spróbować. Odwrócę uwagę Dużej a Mateusz zadziała, zademoluje i może korzonki uciekną.

W ogóle to Babcie obie są naprawdę fajne. Strasznie dużo różnych piosenek nam śpiewają, obiadki dają i fajne deserki. A ostatnio to jedliśmy ogórka skiszonego,  zupę , pomidororową  i jogurt z kozy- bardzo nam to smakowało. Ale najfajniejsza, taka najbardziej najfajniejsza jest BUŁA! Buła to takie coś co dają nam do rączek i sobie możemy gryźć i miętolić, aż się rozpada i wtedy zabierają. Już chyba o tym mówiłem. Lubimy japka i inne banany, ale bułę lubimy najbardziej! A Babcia Ciemna to mówi, że nam musi gacie zmienić, bo chyba coś w nich jest, po czym zmienia nam pieluszkę. Wychodzi na to, że pieluszka ma też inną  - gacie. Fajnie, podoba nam się.

Mateusz stoi! Już o tym wspomniałem, wiem. Duży mówi, że z niego jest mały bandyta, że teraz jak już stoi, to wszystko trzeba będzie pochować, bo zacznie zaraz chodzić. Na razie tylko raczkuje i się nie poddaje. Mateusz jest bardzo uparty i jak coś chce zrobić, to tak długo próbuje, aż mu się uda. Ja z kolei wychodzę z założenia, że co się będę spinał. Nie spieszy mi się do siadania, bo i tak mnie noszą, ale próbuję stawać. I z pomocą Babci mi się to udaje. Siadanie z tego, co widziałem jak Mateusz to robił, jest nudne. Za to stawanie jest o wiele ciekawsze, można sięgać różne rzeczy, których się nie dosięgnie siedząc. Nie umiem jeszcze raczkować, ale się uczę, za to i tak potrafię się przemieszczać – kulając się. Uważam, że to jest naprawdę fajny sposób poruszania się. Dziwię sie, że Duzi tego nie robią. Muszę im podpowiedzieć, żeby spróbowali się pokulać czasami- to jest naprawdę rewelacyjne.

Jeszcze na koniec dodam, że jestem podobno pankiem jakimś. Bo na głowie włoski mi się układają tak, że Duża mówi, że tylko na cukier mi je postawi i będę miał rasowego pankowego irokeza. Niech sobie stawia te swoje czerwone włosy, a moje niech lepiej zostawi w spokoju. Wystarczy mi, że co wieczór mi je wyczesują, nie lubię tego za bardzo. Jakby mi jeszcze jakimś cukrem je stawiała – nie wiem, czy by mi się to podobało. Jak sobie tak zrobi i mi pokaże, że to nie boli i wygląda fajnie, to może się zgodzę. Z tego, co Duża do nas mówi, to wynika, że Mateusz ma skinheda na głowie a ja panka – a ja nie mam kogo zapytać, czy to dobrze, czy źle. No, ale zawsze to lepiej, niż gdybyśmy mieli mieć czerwono na głowie jak Duża. Ona nam się podoba, ale obaj z Mateuszem stwierdziliśmy, że dobrze, że nie urodziliśmy się z czerwonymi włoskami. Jakoś tak chyba by nam to nie pasowało. Wydaje nam się, że my, Fircyki jednak lepiej wyglądamy tak, jak wyglądamy. A ryzyko było, bo podsłuchałem kiedyś, że oboje mamy różne rzeczy po Dużych- kolor oczu, kształt uszu, paluszki u rączek, uśmiechy i nawet miny, więc takie czerwone włosy też mogliśmy mieć, o zgrozo!

No nic, czas iść już spać. Jutro kolejny dzień, kiedy Duża będzie miała korzonki na plecach, Babcia nas zabierze na spacer i pokaże śnieg. Wiecie, co to jest śnieg? Podobno jest fajny, ale na razie nie dali nam go zjeść, więc jeszcze nie zdecydowałem, czy go lubię. Wygląda jak jogurt z kozy, ale nie wiem jeszcze, czy tak smakuje. Zobaczymy, jak już nam go dadzą. Na razie tylko pozwalają nam go oglądać. I podobno ten śnieg robi coś takiego, że Duży będzie bałwanem na balkonie, czy coś. Nie wiem dokładnie, bo słuchałem już zasypiając, ale Babcia coś takiego mówiła, że skoro jest śnieg, to może Duży zrobi z siebie bałwana na balkonie. Poczekamy, zobaczymy.

Tymczasem dobranoc. Muszę się wyspać, bo jutro dalej będę stawał i zaczepiał Mateusza i firanę. Pa!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ręka z nogą, brokułała na ścianie, szpinak na firanie, czyli obiad…

09 sty

Ściema! (nauczyłem się nowego powitania, fajne, co?)

To ja, Filipek! Mateusz zasnął, gadulec jeden, więc ja mogę coś powiedzieć od siebie.

Dzisiaj mam w głowie obiad. Bo obiad, moi drodzy, to taka w sumie fajna rzecz. Dostaje taki fircyk jeść, brzuszek się napełnia miło, ciepło się robi, smakuje całkiem znośnie, chociaż od wczoraj najbardziejbardziej lubię gojurt z malinami. W każdym razie obiad smakuje też całkiem nieźle, szczególnie, gdy jest w nim dyń. Ale najlepsza rzecz związana z obiadem, to jest zabawa. A możliwości do zabawy jest mnóstwo. Bo Duża na przykład daje mi przy foteliku takie coś, na co mówi pałonk, i na nim są dyndadełka, którymi mogę się bawić. Duża wtedy robi sobie takie zawody w celowanie- żeby nie trafić łyżeczką w dyndadełka, tylko do mojej buzi. A ja, oczywiście, jej to bardzo, ale to bardzo utrudniam. No sami powiedzcie, czy to nie jest śmieszne, jak brokułała ląduje na zabawce, albo na pałonku?

Z Mateuszem mamy już zbiór ulubionych miejsc, w których obiadek może wylądować i sposobów na to. Bardzo wesoło jest, gdy brokułała z mięskiem ląduje na zabawce, to już ustaliliśmy. I jest to dość proste- wystarczy lekko ruszyć nóżką, kiedy łyżeczka jest już blisko. Zazwyczaj wtedy Duża komentuje, że dodiaska się stała i nas to bawi bo musi czyścić, bo inaczej my się też ubrudzimy. Robi się wtedy wyścig, kto będzie szybszy, czy ona czyszcząc nas czy my, brudząc co się da. No, ale jak powiedziałem, to akurat jest ta łatwa część. Są trudniejsze miejsca do ubrudzenia obiadkiem. Na przykład firana. Żeby strzelić papką w firanę, należy tak mocno ruszać rączkami i tak szybko, żeby Duża nawet nie zauważyła, że łyżeczka, a najlepiej miseczka, poleciała w górę. Niestety jest jeden problem – od czasu gdy Mateuszkowi się to udało (jest miszczem), Duża nie karmi nas już w pobliżu firany. No, ale może Babcia kiedyś nas tam nakarmi, jedna albo druga. One nie znają chyba wszystkich naszych sposobów jeszcze, więc jakąś szansę mamy.

Innym ciekawym miejscem jest czoło i w ogóle buzia Dużej. Udało nam się kilka razy strzelić w Dużą, ale zazwyczaj daliśmy radę ubrudzić jej ubranko. Dużemu na spodnie czasami coś pójdzie i też ma dodiaskę wtedy, bo mówi, że dodiaska jest.  Buzia, czoło albo nos – to jest cel prawdziwego miszcza! Mateusz był blisko już, prawie mu się udało, ale Duża niestety się wycwaniła i nie przysuwa sie tak blisko. Jestem pewien, że kiedyś popełni jakiś błąd. W końcu mamy swoje sposoby – ja wiem, jak mam na nią patrzeć, żeby zmiękła, ha!

Nie udało nam się niestety jeszcze trafić w ścianę. A dużo tych ścianów jest, więc w sumie dziwna sprawa. Duzi karmią nas zazwyczaj dość daleko od nich i jakoś tak nie widać, żeby mieli to zmienić. No, ale każdego dnia odkrywamy nowe ciekawe miejsca do udekorowania. Wiecie, co to jest kanapa? No własnie… idealne miejsce, prawda? Jedyny problem polega na tym, że Duzi zazwyczaj karmią nas właśnie z dala od potencjalnych celów. Mam wrażenie, że oni nas naprawdę podsłuchują. A my tak uważamy… Mateusz najczęściej odwraca uwagę Dużych swoim śmiechem, wtedy ja się rozglądam i robię ten no.. rekonwalesans,  znajduję nowe miejsca, które możnaby nieco pokolorować. Bo nie wiem, czy wiecie, ale nasze obiadki są fajnie kolorowe. Skoro Duzi lubią kolory, a lubią, bo mają je w domu, to dlaczego tak się bronią przed naszymi zabawami?

Tak poza obiadem, to Mateusz już siada. Zupełnie sam!  I jak usiądzie to siedzi. Czasami zdarzy mu się walnąć główką w szczebelek albo utknąć między szczebelkami, ale wtedy woła i któreś Duże go ratuje. Mnie też ratują, bo ja lubię wędrować i też mi się zdarzy, że nóżkę za daleko wsunę za szczebelki i nie wiem jak ją uwolnić. Daliby sobie spokój z tymi szczebelkami – po co nam one? Tylko się człowiek o nie obija, bez seeensu.

A ja nauczyłem się, że mogę wytykać język. Nie wiem co Dużych w tym śmieszy, ale najwyraźniej im niewiele trzeba do tego, by ich rozbawić. Mają dość proste poczucie humoru, jak już kiedyś chyba wspominałem. I też lubię siadać, ale sam jeszcze nie umiem. Nie spieszy mi się, bo Duża powiedziała, że jak już usiądziemy, to zaraz zaczniemy chodzić a wtedy to już odkurzać w rączkę i jazda. A ja wiem, jak wygląda odkurzacz i co robi i wcale nie chce mi się chodzić po naszym domku i robić ten cały hałas. Niech go sobie Duża robi, nie wiadomo w ogóle po co. Chodzi z tym odkurzaczem po domu i tylko wieje i wyje nam. Co prawda lubimy ten hałas, bo nas uspokaja, ale nie widzę potrzeby, żebym ja miał z tym po domu chodzić, jestem przecież bardzo spokojny… ;)

Tymczasem pora spać. Jeśli jutro dostaniecie obiadek- pobawcie się w strzelanie w ścianę, może chociaż Wam się uda! Dajcie znać, jak poszło, bo ja jestem ciekaw, czy na ścianie to się trzyma jak firany.  Powodzenia. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Biskup, „baletmiszcz” i bechape, czyli przemeblowany nowy rok…

04 sty

Witanko, uszanowanko!

Nauczyłem się tego powiedzenia od Dużej i nie zawaham się go użyć! A zatem, witanko, uszanowanko, podobno mamy nowy rok. A co było nie tak z tym, co teraz jest stary? Czy Duzi wszystko zawsze muszą zmieniać? Ale od początku…

Podobno wystawiam dłoń do pocałunku jak biskup. Ja nie wiem jak ten biskup to robi, ale ja nie widzę w tym nic dziwnego. Duża mówi, że mogłaby nas zjeść, więc żeby czasami jednak nie próbowała tego zrobić, daję jej się wycałować, bo chyba to trochę ją syci i wtedy już tak nie mówi. Wolałbym, żeby nas nie zjadła, wystawiam więc tę rączkę. Co prawda robię to w innym celu – żeby złapać, mocno, pociągnąć albo uszczypnąć. Duzi chyba zauważyli, że dla mnie najlepszą zabawą jest uszczypnąć, trzasnąć i pociągnąć.
Acha, jeszcze wsadzić Dużemu palec w nos. Filipek też lubi, bo Duży wtedy tak śmiesznie parska i z oczu mu woda leci.
Śmieje się przy tym, więc rozumiemy, że go to nie boli i możemy tak robić częściej. No więc, wystawiam rączkę, a czasami dwie,
w nadziei, że się Duży lub Duża pochylą, żeby pocałować moją dłoń biskupa, a wtedy będę mógł za te włosssssy tak mocno pociągnąć i szarpnąć. Czy to moja wina, że oni bardzo śmiesznie na to ciągnięcie reagują? Śmieją się, więc zakładam, że wszystko gra.
Kiedyś złapię w obie dłonie i podciągnę się do siadania- myślę, że będzie to lepsza zabawa, niż podciąganie się na szczebelkach.

Właśnie! Ja już potrafię sam usiąść, wsadzić nóżki między szczebelki i mogę sobie spokojnie gadać z Filipkiem, który jest w łóżeczku obok. Powiem Wam, że naprawdę nam się to podoba. Filipek na razie nie umie, ale stwierdził, że spoko wodza, on im wszystkim jeszcze pokaże.

Ja wystawiam dłonie jak biskup a Filipek, to podobno jakimś baletmiszczem będzie. Bo jak Duża się z nim bawi  w atak zombi, czyli gryzienie, gdzie popadnie, to on wystawia stópki do gryzienia jak jakiś baletmiszcz właśnie. Podobno z jakąś Gracją to robi. Ja tam nie widziałem nigdy żadnej Gracji, zawsze jesteśmy sami w tych zabawach, tylko my, nasi Duzi albo babcie i dziadki, ale żadna obca Gracja się wtedy nie pojawia. Pewnie Duża coś myli, z niewyspania, bo nadal nie lubi spać.
Kiedy bym się nie obudził gdy jest ciemno- ona już nade mną stoi. Z butelką. Wyszkolona, co? 

Co do tego nowego roku – podobno przespaliśmy jakieś fajnewerki, a Duzi byli czujni, żeby w razie czego nas ratować. Ale od czego? Od kilku dni obserwujemy wszystko, żeby zobaczyć jak wygląda ten nowy rok i co przegapiliśmy, ale żadnej większej zmiany nie widzimy. Filipek mówi, że może chodzi o to, że wystawiają mebelki z pokoju, w którym spędzamy dnie. Bo najpierw zniknął fotel, pojawiła się choinka, potem wrócił fotel a choinki nie ma. A teraz nagle rozpłynęło się w powietrzu takie coś, co nazywają ławą. Duzi mówią, że zrobili więcej miejsca dla nas, na podłodze, żebyśmy mieli więcej jakiejś przestrzeni. Ale nam się wydaje, że oni po prostu chyba chcieli coś zmienić, bo często mówili, że jest troszkę za mało miejsca, że trzeba tak zrobić, żeby było bezpiecznie. Duży mówi, że trzeba zabezpieczyć jakieś końtakty, rogi i kominek. Ciekawe, prawda? Może chodzi o to, że Duzi psują rzeczy? Podobno Duży większość szklanek w domu zepsuł, a Duża to nawet laptokiem jakimś rzuciła i też się zepsuł. Pewnie właśnie o to chodzi, że już za dużo rzeczy zepsuli i chcą to, co jeszcze działa, zabezpieczyć. Podobno to jest jakieś bechape coś tam. Filip mówi, że on ma jednak podejrzenie, że to bechape, to dla nas jest, bo Duża coś powiedziała takiego, że muszą się upewnić, że sobie krzywdy nie zrobimy. Ale czym? Zepsutym laptokiem, czy szklanką? Niech oni lepiej sami na siebie uważają. My sobie poradzimy. Tym bardziej, że ciagle z nami są. Dzisiaj na ten przykład, siedzieliśmy w kuchni…. na podłodze! Było zupełnie inaczej niż zwykle, bo mogliśmy z Filipem walić zabawkami w podłogę i tak głośno i fajnie było! A jak rzuciłem zabawkę, to Duża trzymając mnie, tak śmiesznie się wyginała i mi ją podawała. Więc rzucałem coraz dalej. A ona dalej podawała. Ciekawe co by zrobiła, jakbym rzucił tak zupeeeeełnie daleko? Ale by się wygła, co?

Nauczyłem się tej zabawy w „nie ma mateusza tu jest!” – Duzi się ze mną tak bawili, że mi buzię zasłaniali i mówili, że nie ma mateusza a za chwilę, że tu jest. Ale jak mam czekać, aż zaczną się ze mną bawić, to wolałem sam zacząć. Gdy była ostatnio Babcia Jasna, to zacząłem ją zaczepiać i wyobraźcie sobie – podziałało! Wychodzi na to, że Duzi zaczynają nas rozumieć coraz lepiej, w każdym razie Babcie. Nasi Duzi też rozwijają się, w całkiem niezłym tempie, muszę powiedzieć.

A dzisiaj była u nas Babcia Ciemna i też było fajnie, opowiadała nam różne rzeczy. Dostaliśmy do spróbowania ziemniaczka ale z jakimś czymś, bo inaczej smakował. Dużo nie dali tego, ale nie narzekałem, bo byłem właśnie po obiadku. Filipkowi nieszczególnie to smakowało, ale on jest dość wybredny czasami. Woli, żeby Duzi jednak starali się go zaskakiwać i dawać same pyszności. Ja tam jem wszystko, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś nam nie powiedzą, że sami musimy sobie jedzonko zorganizować. Lipa by była, co?

Babcia Ciemna nas nosiła, przytulała, było całkiem miło, ale byliśmy troszkę zmęczeni i nas uśpili. Powiem Wam, że przyjemnie mi się zasypiało słuchając jak Babcia rozmawiała z Dużymi. Rozmawiali po cichu, ale ja i tak wszystko usłyszałem  i w swoim czasie wykorzystam!

Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie, od Filipka też. On dzisiaj nie miał chęci nic powiedzieć, bo znowu mu chyba jakiś ząb idzie i szybko poszedł spać. Ostatnio mniej mówimy, bo naprawdę zajęci byliśmy, ale poprawimy się. Już nasza Duża o to zadba!

Podobno jesteśmy gadułami po ojcu. :)

Teraz już uciekam spać, bo muszę się dwa razy na jedzenie obudzić, inaczej Duzi spędzą noc nie śpiąc  na marne. Pa!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Maść na porost zębów, święta i gościna, czyli płacz i zgrzytanie dziąseł…

26 gru

Mam nowinę! Od kilku dni ja też jestem całym pakietem! Tak jak Mateusz, mam i ja swoje dwa, zupełnie nowe zęby! I wiecie, co się okazało? Duzi chyba mają taką maść na porost zębów! Nie używali jej na Mateuszku na początku i jemu wyszedł najpierw jeden ząbek, a po jakimś czasie, gdy zaczęli mu smarować dziąsełka, to wyszedł drugi. I myśleliśmy, że to się nie łączy. Ale okazuje się, że jednak tak! Bo oni tę maść dawali mi od początku, jak już mnie bolały dziąsła i co? I od razu oba zęby wyszły, za jednym zamachem! Mateusz stwierdził, że widocznie nie wiedzieli, że istnieje taka maść na porost zębów i że teraz, jak już nam smarują, to pewnie wyjdzie nam wszystko, co ma wyjść. Pytanie tylko, ile tego będzie, bo jak tak ma boleć za każdym razem, to ja się z tego interesu wypisuję! Nie tak się umawialiśmy, nie tak miało być. Miało być pięknie, ciekawie i bezboleśnie. No, ale poczekamy, zobaczymy. Najwyżej odmówimy przyjmowania tej maści, niech sobie ją sami biorą.

Były święta, nie wiem czy u Was też. Święta, to takie coś, że co chwilę ktoś przychodzi, jest dużo jedzenia, którego nam nie wolno jeść, jest ta cała choinka i jest cały czas głośno. Choinka jest fajna, nie powiem. Okazało się, że ma dużo kolorów, światełek i jednak nikt nas pod nią nie sadzał, więc z tym źle nie było. Ale niestety nie pozwolono nam ciągnąć kolorowych dyndadełek, a byłoby naprawdę wesoło, jakby się wszystko przewróciło, prawda? Mateusz miał taki pomysł i próbował to zrobić, ale niestety – Duzi byli czujni. No, ale może w następne święta się uda! Bo podobno takie święta są częściej, nie tylko raz. Jeszcze przyjdzie czas na upadającą choinkę!

Z okazji tych świąt, byliśmy na czymś, co Duzi nazywają Wygilają. To nie było dla nas zbyt ciekawe przeżycie, przynajmniej na początku nam się tak wydawało. Było tam wielu różnych Dużych, mniejszych i większych i wszyscy na nas patrzyli i do nas mówili – w tej samej chwili. No i nasz Duży stwierdził, że nie unieśliśmy ciężaru sławy. Szczególnie ja. Zniosłem, jak robili to swoje zdjęcie rodzinne i jeszcze jak chodzili wokół nas i mówili, że życzę wam zdrowia, szczęścia i czego tam jeszcze. To było w porządku, ale jak się okazało, że jeszcze nie wracamy do domku, to nie zdzierżyłem. Duża mówi, że tak jeszcze się nie darłem. Ale co ja miałem zrobić, jak gdy prosiłem po dobroci, to mnie do domku nie zabrali? Mateusz podobno nieco dłużej się trzymał, ale w końcu mnie usłyszał i dołączył  - wierny brat. No i dopięliśmy swego, wróciliśmy do domu. Duzi powiedzieli, że to była najkrótsza Wygilaja świata. Śmiali się, zadowoleni byli – pewnie też nie unieśli ciężaru sławy i chcieli iść do domku. Jak już wróciliśmy, to nam się od razu humory poprawiły i wtedy zaczęliśmy Dużym opowiadać, jaka fajna impreza była, bo w sumie potem stwierdziliśmy, że nie było aż tak źle i nie wiemy w sumie, dlaczego płakaliśmy. Opowiadałem Dużej, że bardzo mi się podobała ta choinka u Babci Ciemnej, że mnie śmieszyła taka mniejsza Duża, co mnie głaskała po nóżce i inni Duzi, ale ona nie brała tego poważnie, bo się tylko śmiała, że tak, teraz to mi się impreza podobała, bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Po tej Wygilaji poszliśmy spać, długo nie mogliśmy usnąć, bo jeszcze nam się przypominały różne rzeczy i musieliśmy pogadać. Na drugi dzień za to już nie szliśmy nigdzie, ale co chwilę ktoś przychodził do nas. Były babcie, dziadki, inni Duzi, co się ciocia i wujek nazywa i dzisiaj też tak było. Bardzo dużo tych gości było i wiecie co? Podobało nam się. Już nas nic nie denerwowało i całkiem nieźle się bawiliśmy. Jedno nam się tylko nie podoba. Duzi mieli bardzo ciekawe, inne jedzonko i nic nam nie dali! Nic a nic! Tylko nasze normalne jedzenie. Ja się zbuntowałem i nie zjadłem buraka, bo mi nie smakuje. Plułem jak się dało i Duża się poddała w końcu. Najwyraźniej plucie ją wykańcza, trzeba to zapamiętać! Ale Babcia Jasna dała nam coś, co się nazywa kość z indyka – ciumkaliśmy sobie, podobno bardziej niż gryzaki. Fakt- bardzo nam pomagało na swędzenie dziąseł. Naprawdę nam to pasowało. Duzi się śmiali, że obiadku nie dostaliśmy, tylko kość, ale nie wiem co w tym śmiesznego. Te kości były fajne i chętnie jeszcze sobie je pociumkamy. Niestety zabrali nam je i już nie oddali. Ciekawe, nie? Gryzaki zabierają na chwilę i zaraz oddają. A kość – jak zabrali, tak nie wróciła. Pewnie sami sobie zabrali, żeby pociumkać, cwaniaki.

Ogólnie stwierdziliśmy z Mateuszkiem, że święta nie są takie złe, jak na początku myśleliśmy. Było wesoło, kolorowo i pachniało ciekawie, inaczej, człowiek kość dostał. Nie ma na co narzekać.

I nie wierzcie, że był płacz i zgrzytanie dziąseł – to pomówienia!

Wesołych wszystkim! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pirania, koństernacja, ziemniaki i dziadki, czyli kto kogo ma…

19 gru

Podobno jestem piranią. Tak powiedziała Duża, że wystarczy podać palec i już go nie będzie, bo ogryzę w sekundę. A ja myślałem, że jestem Mateuszkiem. Ale wiecie jak jest z Dużymi – oni co chwilę zmieniają nasze naimie. Chociaż faktycznie, lubię używać moich dwóch, mega wypasionych (tak mówi Duży), zębów. Bóóóójcie się ahahahahaaa! Ostatnio lubię udawać groźnego a Duzi chyba tego nie rozumieją, bo ciągle mówią do mnie: „ooo taki masz kaszelek? To wszystko przez te papierosy” – i potem się śmieją. Czemu jakieś papierosy są śmieszne i dlaczego mówią, że mam kaszelek? Ja próbuję być groźny! A Duża, nawet Babcia Jasna, się uśmiecha i mówi, że wszystkie dzieci uczą się sztucznego kaszlu i potem go pokazują. I weź tu ich wystrasz… No nie da się. A ja gadałem ostatnio z Filipeuszem, że może jak zaczniemy ich troszkę straszyć, to będą nam więcej tych dobrych rzeczy dawać: kaaaszki, japka, gruszki i bananę. I Filipek nauczył się też tych groźnych dźwięków, na które Duzi mówią, że kaszelek. Ja już naprawdę nie mam do nich sił. Może mi podpowiecie, jak wymusić na nich większe ilości dobrych rzeczy zamiast na przykład mleka i obiadku? Chociaż, obiadki też lubimy, w sumie nie są takie złe. Zwłaszcza coś , co się nazywa dyń.

Podobno umiemy pokazać buziami jakąś koństernację. Duży czasami ziewa, my też umiemy, tak w ogóle. Ale Duży tak to robi, że patrzymy na niego i chce nam się śmiać, ale nie wiemy, czy można bo może zacznie płakać? I podobno wtedy mamy koństernację na buźkach. Ja tam nic nie mam na buzi, czasami zdarzy się, że mam obiadek albo  deserek na buzi, ale nie wierzcie, że często. Bo Duzi mówią, że jak jemy to zawsze jest obraznędzy i rospaczy - ale to są pomówienia, bo ja żądnego obraznędza i rospaczy nie mam. Czasami zdarzy się, że jedzonko znajdzie się nie tam, gdzie powinno, ale czy to moja wina, że jest tak śmiesznie jak Duża ma obiadek na nosie albo na firanie? My lubimy z Filipkiem dobrą zabawę! Czas chyba, żeby Duzi to zauwazyli, no nie?

Pamiętacie, jak Filipek chciał nasikać Dużemu w buty, bo Koty tak zrobił? Koty, nie wiemy, który ale chyba TaśTaś zwany Jaskierem, nasikał do ziemniaków. Ziemniaki to takie coś, co nam też dają na obiadki i Duża podobno musiała wyrzucić całą siatkę, bo się nic już z nimi nie da zrobić. Śmiesznie, co? Filip powiedział, że jak już się nauczy, to ma dwa miejsca, w które można nasikać, jakby nam Duzi podpadli. Ciekawe, czy Koty nasikał bo mu podpadli, czy tak po prostu bo miał taki pomysł. Muszę go o to zapytać. Swoją drogą, będę musiał chyba poważnie porozmawiać z Koty, bo my lubimy ziemniaki. Czy ja jemu sikam w jego groszki? Otóż nie. Jeszcze nie, w każdym razie… No, ale może miał ważny powód. Zanim z nim pogadam, spróbuję się najpierw czegoś dowiedzieć.

Nie wiem, czy wiecie, ale chyba już mówiliśmy, że my mamy dziadków. Dziadek to taki Duży, co pojawia się rzadziej, niż nasi Duzi, ale też jest fajny. I mamy takie dwa! Jeden dziadek ma włosy na buzi, ale nie dał mi jeszcze ich pociągnąć. Chyba Duża mu powiedziała, że ma uważać, bo ja silny jestem – tak podsłuchałem. No i dziadek z włosami na buzi uważa. Dodiaska! A drugi dziadek nie ma włosów na buzi, ale to nic, bo ma na główce i zamierzam się z nimi zapoznać. Zresztą oba nasze dwa dziadki mają włosy na głowie, więc może być wesoło. Oni nas też fajnie rozśmieszają, jeden to mnie nawet bujał przed szczypieniem, prawie usnąłem wtedy. I było wesoło, bo mi pokazywał palce i mówił „jeden, dwa, trzy..” – nie wiem, o co dokładnie chodziło, ale chyba się chwalił, że ma paluszki. No to mu pokazałem piąstkę! Bo ja też mam i się nie chwalę, o!

A dziadek bez włosów na buzi był dzisiaj u nas całkiem długo z Babcią Jasną. Musiałem się do niego przyzwyczaić, ale poszło gładko. Bo też chyba lubi dobrą zabawę i dużo do nas mówi. W ogóle zauważyłem, że nasi Duzi mówią do nas często, czasami niezrozumiale, czasami nas nie rozumieją, ale nie poddają się. Ten dziadek to podobno robi dla nas masełko, które mamy w obiadku. No ja tam nie wiem, ale podobno masełko jest dobre, zdrowe i w ogóle same słowa, których nie rozumiem. No, ale skoro robi to dla nas, to znaczy, że chyba jest miły, prawda?

I teraz jest temat: bo oni mówią często: „odkąd ich mamy, życie jest ciekawsze”, albo inne rzeczy mówią, ale często właśnie pada to: „mamy ich”. I chyba musimy z nimi pogadać, bo Duzi, zdaje się, czegoś nie rozumieją. Otóż, to nie oni mają nas, ale my mamy ich. I odkąd ich mamy, nasze życie jest faktycznie coraz ciekawsze. Może to mało ważne, ale mi się wydaje, że jednak należy to wyprostować. Bo to my mamy Dużych, Babcie obie i dwa dziadki. I fajnie nam z tym w sumie, że ich mamy, bo całkiem przyjemni są, nie powiem.

A czy mówiłem, że umiem siadać? Nie? To mówię: umiem siadać! Jeszcze mi nie pozwalają na długo, bo podobno jeszcze mogę się przewracać, ale jest to bardzo ciekawa czynność, to siadanie. Nasapię się mocno i namęczę, ale mnie się podoba. Tylko jak mnie potem Duża odkłada na plecki, to normalnie mnie coś trafia. I muszę się wydrzeć. Podobno wtedy trochę straszę Filipka, ale to nieprawda. Filip po prostu też nie chce leżeć. Mogliby się ci Duzi lepiej ogarnąć i pozwalać nam siedzieć cały czas. To, że oni tak lubią ciągle chodzić, stać, bujać nas, nosić nas i skakać wokół nas, nie oznacza wcale, że inni (znaczy my), nie lubią po prostu sobie posiedzieć. Prawda?

Na dziś to chyba już wszystko, czas iść spać. Nawet sobie ziewłem, ale Duzi jakoś koństernacji na buziach nie mają. Dziwne… czy to działa tylko w jedną stronę? Nie mam już dzisiaj siły się nad tym zastanawiać. Pomyślę o tym jutro.

Dobranoc, i pchłynanoc, jak mawia Duża. :)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drugi ząb, merykrysmas i szczypienia, czyli jak nas oszukano…

14 gru

Dawno już nic nie mówiłem, ale wierzcie mi – byłem bardzo, bardzo zajęty! Mateusz zresztą też. No, ale od początku.

Otóż, Duzi nas oszukali! I to jak! Bo Mateusz dostał swój jeden ząb i już był całym pakietem. I myśleliśmy,  że na tym się skończą nasze cierpienia. A tu nagle, się do mnie drze, że go znowu boli i swędzi w buzi i bum! Drugi ząb! Dlaczego nas nikt o tym nie uprzedził, że będzie więcej niż jeden ząb?! Normalnie nas oszukali i trochę się na nich obraziliśmy, ale nie wiemy czy to zauważyli. Bo jak im focha strzeliliśmy, to Duża tylko powiedziała, że pewnie zmęczeni jesteśmy bo ciśnienie jakieś niskie czy coś. Oni czasami serio nie kumają…

W każdym razie, okazuje się, że na jednym zębie się nie kończy! W sumie zastanawiałem się, czemu jak Duzi się uśmiechają to im wystaje dużo dziwnych białych rzeczy. No i się wydało. Oni też mają zęby! I to nie jeden, nie dwa, ale naprawdę dużo! Oni to dopiero są pakiety, co? I oszukisty!

Ja nadal nie mam ani jednego ani drugiego zęba. Ale poczekam sobie, poczekam, a jak już swoje dostanę, to tak przygryzę Dużej nos, że popamięta! Ciekawe tylko po co nam ten drugi ząb…

Od niedawna Duża nam włącza coś, na co mówi radjo- to coś nam śpiewa różne piosenki, dużo też mówi, rzeczy, których nie rozumiemy. I ostatnio Mama śpiewała nam z tym radjem  piosenkę, że merykrysmas coś tam coś tam. Podobno jakieś święta się zbliżają, podsłuchałem, jak Duża mówiła, że już chce choinkę ubrać, żeby zobaczyć nasze miny. A Duży się zaśmiał, że posadzi nas pod tą choinką, w pudełeczka, bo fajne prezenty jesteśmy. Niech sam sobie siedzi pod jakąś choinką, w pudełku, prezent jeden! Mnie tam wygodnie na moim foteliku, Duża włącza mi coś co brzęczy i śmiesznie mnie gila w plecki. Podobno leżaczek ma bibrację  i jak tak bibruje,  to jest całkiem śmiesznie.

Z tym merykrysmasem, to jeszcze musimy obczajkę zrobić z Matim, bo coś nam się nie zgadza. Dużo nazw na to mają, ciągle gadają o prezentach dla innych i dla nas, a nic jakoś nie widać, nic się nie dzieje. Pewnie znowu nas oszukają, jak z tymi zębami. Ja tam już naiwny nie będę. Ale jak mnie posadzą w pudełku pod choinką, to naprawdę się zdenerwuję. Bo ja nie wiem, co to jest choinka i nie wiem, czy chcę pod nią siedzieć! Chociaż.. siedzenie jest całkiem miłe, powiem Wam. Szkoda, że jeszcze sam nie umiem, bo jak mam liczyć na Dużych to lipa bo mi nie pozwalają za często, bo że niby sobie plecy uszkodzę, czy coś. Czy oni czasami trochę nie przesadzają? Jak siedzenie może plecy uszkodzić? Takie miłe, fajne coś… no niemożliwe!

Byliśmy niedawno na kolejnym szczypieniu. Bolało jak nie wiem, wzięli nas z zaskoczenia! Duża nas tym razem trzymała na kolanie, inna miła Duża coś do nas tam ćwierkała i naaagle jak zabolało, jak zaszczypało… aż przestałem oddychać! Moja Duża kazała mi w buzię dmuchnąć, a ja nie mogłem normalnie głosu z siebie wydać. Duża potem mi powiedziała, że następne szczypienie będzie dopiero za rok i wtedy to będę już mógł panią pigułę ugryźć. Cóż.. nie powiem…kuszące to! Ale dlaczego musimy mieć znowu szczypienie? To naprawdę nie jest miłe! Nie wiem, czy Mateusz też stracił oddech, bo moja Babcia Jasna mnie zabrała stamtąd i przytulała, to pomogło. Potem mi tylko Mateusz powiedział, że za to, że mi takie kuku zrobili, to on Dużemu, na którego mówili doktor, zabrał jego zabawkę, jakiś stetopsok.  I próbował mu nie oddać, ale się nie dało. No to Mati kopnął go w brzuch, napluł mu na rękę i jeszcze go wyśmiał, ale ten doktor nie zrozumiał chyba bo się tylko uśmiechnął do Matiego. Nie szkodzi, fajnie, że Mateusz mu pokazał!

Ostatnio już tak nie udajemy, że siebie wzajemnie nie widzimy. Przypadkiem to wyszło, bo jak leżeliśmy na brzuszku i spoglądaliśmy na świat, Mateusz się zagapił i zaczął się do mnie uśmiechać. Zrobiłem wtedy coś, na co Duża mówi fejspalm,  i cicho mówię „stary, bo się wyda”, ale już było za późno, bo Duża zaraz za to swoje gadające pudełko złapała i do Dużego nagle mówi: „Młodzi się zauważają i uśmiechają do siebie!”. I się rypło. Wydało się na amen i już się nie odwyda.  Nie da się ukryć tego, co raz się odkryło, no nie? Nikt nam już nie uwierzy, więc uśmiechamy się teraz ile chcemy. W sumie jest to miłe, bo można normalnie, bez udawania, pogadać sobie przez szczebelki. Oni i tak wiedzą, że my ich pilnujemy. Zwłaszcza teraz, gdy okazało się, że oszukali nas z tymi zębami. Więc w dzień zawsze śpimy na zmianę. Kto wie, co jeszcze przed nami ukrywają. Może trzeci ząb, co?! Pewnie tak…skoro oni mają ich tyle, to pewnie my musimy też mieć co najmniej trzy. No nic, przetrwamy to jakoś, bo co mamy zrobić? Przecież i tak nikt nas nie posłucha.

Uciekam spać, bo jutro kolejny męczący dzień. Merykrysmas!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kasownik, drakula i zapluty karzeł rekreacji, czyli po co nam ząbki…

29 lis

Oj dużo się ostatnio dzieje!

Mateusz został kasownikiem. Tak powiedział Duży. Bo wyskoczył mu jakiś jeden ząbek – takie coś co w buzi ma i podobno służy do gryzienia, ale jeszcze nam nie wyjaśnili co to jest gryzienie. Mateusz mowi, że nie wie dokładnie, ale chyba chodzi o to, żeby łatwiej było zabawki w buzi utrzymać i jak się złapie palec babci to łatwiej nie puścić. Mówi, że faktycznie widzi różnicę.

No i Duży stwierdził, że Mateusz jest kasownikiem, może kasownikować jakieś bilety czy coś. A Duża się śmieje, że Mateusz to drakula z jednym zębem. Co to jest drakula? Pewnie jakaś nowa naimia, nie wiadomo skąd!

W ogóle, to podobno ja też niedługo będę kasownikiem. Duzi ostatnio wspominali jakieś czasy komamuny czy czegoś i powiedzieli coś śmiesznego : „zapluty karzeł rekreacji„! I Duża zaczęła się śmiać, że my jesteśmy trochę zapluci, bo dużo podobno się ślinimy i ciągle trzeba nas przebierać. No fakt, zbiera nam się nieco wody w buzi, bo nas swędzi i boli – Mateusz mówi, że to chyba ten ząb co ma wyjść to najpierw swędzi i boli. I ja muszę dużo pluć bo mi to pomaga na chwilę. Ale Duża mówi, że ten zapluty karzeł rekreacji to nie o nas. No ale brzmi nieźle. Tylko dlaczego Mateusz nadal jest zapluty, skoro już ma swój ząb? A ja zęba nie mam i Duża mówi, że jestem chłopiec bez zęba na przedzie i się razem śmieją, że jakiś Kult powinien o tym piosenkę zrobić, skoro zrobili o dziewczynie. Co to jest dziewczyn? Ciekawe czy dziewczyn ma ząb. 

A babcia Jasna mówi, że ząbki to są potrzebne, żeby babcię w palec ugryźć. Dobre sobie- jak mam niby ją ugryźć, jak mi ciągle ucieka z palcami? I zamiast nich daje mi smoczek, albo zabawkę. A dałaby ugryźć palec no… tylko, że co to za gryzienie kiedy ja zęba nie mam ? Ja też chcę mieć już w końcu ten ząb!  Mateusz mówi, że teraz to już jest całym pakietem , bo ma ząb. Tak powiedział o nim Duży.

A dzisiaj to była u nas babcia Ciemna i śmiesznie było. Robiła miny jak moja Duża i śmialiśmy się razem. I znowu się oplułem. Ale to nie moja wina, to wina babci, bo mnie rozśmieszała! Mateusz mówi, że babcie nam się udały, bo faktycznie dużo nas rozśmieszają, a my lubimy się śmiać. Duzi też się często śmieją, to chyba jakieś zaraźliwe jest. A czy płacz też? Bo nie widzę, żeby Duzi płakali z nami. Ciekawe….. trzeba to zbadać dogłębniej.

A my już jemy powidły i gruszkę! I to jest nawet dobre! Naprawdę nie możemy narzekać na jedzenie, jest coraz smaczniej.

Ostatnio babcia Jasna też coś jadła, ale inne coś niż my jemy i Mateusz zrobił awanturę, bo też to chciał i dostał…. mleko! Ale ci Duzi mają poczucie humoru, co? Człowiek by chętnie spróbował coś nowego, a dostaje co? Butlę! Ja przezornie siedziałem cicho i na szczęście butli nie dostałem, bo akurat na mleko nie miałem ochoty. Mateusz też, ale zjadł. On twierdzi, że trzeba brać co dają, bo nie wiadomo, czy im się nie odwidzi to dawanie.

Razem z Mateuszem stwierdziliśmy, że leżenie jest nudne. Więc próbujemy siadać, obracamy się na brzuszki i wtedy jest ciekawiej. Tylko jest trochę lipa, bo z brzuszka nie umiemy wrócić na plecki i wtedy musimy stanowczo zażądać pomocy.  I za chwilę znowu i znowu… Mogliby ci Duzi po prostu od razu nas przewracać na plecki, zamiast czekać aż się zdenerwujemy, no nie? I dlaczego to siadanie jest takie trudne? Chwytam palce Dużych i ciągnę, ciągnę i czasami to aż bąka puszczę z wysiłku i znowu leżę…  Mateusz się też podciąga, ale on to już w swojej kuwecie nawet to robi sam i gryzie szczebelki. Mówi, że wszystko, co da się ugryźć, jest dobre. Więc próbuje jeść co się da. Ja tam wolę nogi trzymać w górze. Duża mówi, że bumeluję. Czyli trzymanie nóg w górze to bumelancja? A niech tam.. niech będzie i bumelancja. Mnie jest wygodnie. A Mateusz tak lubi zjadać wszystko, że ostatnio prawie swoją stópkę zjadł! Ten to jest maszyna, jak to mawia Duży. Nic go nie zatrzyma.

A o mnie mówią, że w kąpieli zawsze leżę jak na plaży w Balajlamos czy gdzieś, bo trzymam rączki za głową. Nie wiem, dlaczego tak się dziwią, tak jest po prostu wygodnie!

Powiem wam jeszcze, że już wcale nie jest tak ciepło na spacerach, jak kiedyś. Duzi nas pakują w takie coś, co nazywają kombinezon- nie jest to jakieś wygodne i wtedy najczęściej płaczemy, bo nie lubimy ubierania a to kombinezonowanie jest najokropniejsze! Ale spacery nadal nie są złe, bo my mamy ciepło. Ale babcia dzisiaj powiedziała do Dużej, że jej ręce odpadają z zimna. Ojej… a czy nam też odpadna? A co jeśli Mateuszkowi odpadnie z zimna ten jeden jedyny nowy ząb!? Trzeba koniecznie pogadać z Dużą, żeby może zęba też chowała do kombinezona, żeby nie było mu zimno, co?

Głupio by było, gdyby Mateusz  znowu był chłopcem bez zęba na przedzie, prawda? ;-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Skok rozwojowy, drzemki i gitary, czyli robi się coraz ciekawiej…

21 lis

Podobno mamy z Filipkiem skok rozwojowy. Duża nie mówi dokładnie, dokąd mamy skakać i nie mówi też, jak mamy skakać skoro nie umiemy chodzić, No, ale podobno to mamy robić. I świadczyć ma o tym nasza trudność w zasypianiu. Ja tam nie wiem, wydaje mi się, że zasypiam całkiem sprawnie. Może w ciągu dnia czasami nieco trudniej, ale to nie moja wina, że wokół jest tyle ciekawych rzeczy! Ostatnio znowu Duża zabrała mnie, a potem Filipka na wycieczkę po domu. Było bardzo ciekawie. Opowiadała, że „tu będziecie myć naczynia”, a „tu będziecie się bawić z kotkami” i jeszcze „tu będziecie sobie układać klocki”. Mówiła też, że nie wolno biegać po schodach. Ciekawe…. Ona biega… to dlaczego nam niby nie wolno? Nie, żebym miał zamiar tak od razu biegać, ale skoro ona biega, Koty biega, Duży biega, to dlaczego ja nie mogę? Może chodzi o to, że jak się biega to jest hałas? Oni strasznie tupają, Duża mówi, że tupajanie Kotów słychać jakby stado konini przebiegało. Nie wiem co to są te koninie, ale faktycznie nasze Koty potrafią mocno tupajać. Zresztą Duża z Dużym też.

Ostatnio było śmiesznie, bo Duży co chwilę w coś wchodzi. Potrafi wejść w drzwi, w ścianę, wtedy tak śmiesznie mówi różne rzeczy, za które Duża mu głowę suszy i mówi, że ma uważać, bo my się nauczymy. Ja się nic nie nauczyłem bo to zawsze tak szybko powiedzą, że nie zdążę zapamiętać. Jedyne co Duża kiedyś powiedziała i zapamiętałem, to była dodiaska. Szła do kuchni i uderzyła stopą w nogę od stołu i wtedy właśnie głośno powiedziała dodiaska – a o tym, co się stało, opowiadała potem Dużemu. Najwyraźniej oni oboje mają problem z trafianiem w różne rzeczy. Myślę, że przyczyna jest jedna- stanowczo za szybko chodzą! Po co się tak spieszą? Filipek zastęka, Duża leci szykować butelkę, przy okazji strąci kubek, nadepnie Kotemu na ogon i jeszcze moje mleczko wychlapie naokoło. Wydaje mi się, że gdyby jednak nieco wolniej robiła wszystko, o wiele mniej dodiaski by mówiła. Z drugiej strony, nie wiem czy chciałbym, żeby robiła wszystko powoli, bo wtedy jeszcze dłużej czekałbym na butelkę. Może lepiej jednak, jak się tak spieszą. Muszę powiedzieć Filipkowi, żeby nie mówił im nic, bo jeszcze faktycznie wbiją sobie do głowy, że nie ma po co się spieszyć. Lepiej niech myślą, że trzeba szybko się ogarniać jak stękniemy, a co tam. Przynajmniej dostajemy butelki jeszcze zanim nas głód dopadnie i brzuszki nam burkają.

Tak w ogóle, to to całe spanie w ciągu dnia to się drzemki nazywa. Drzemki mamy kilka razy w ciągu dnia, wtedy nam Duża albo Babcia śpiewają, całkiem ładne piosenki. Oczywiście nie pozwalamy się uśpić zbyt szybko, bo jednak nie wiadomo do końca, jaki one mają cel w tym, żebyśmy my spali w ciągu dnia. Jak jest jasno. Dziwne, nie? No więc, od jakiegoś czasu troszkę się znowu wymieniamy. Dzisiaj na przykład, Filipek sobie pospał, a gdy w końcu ja padłem, obudził się i pilnował. My nie możemy być pewni, czy czasami oni czegoś nie kombinują. Jeśli chodzi o te drzemki, to jedno jest fajne – jesteśmy po nich wypoczęci. A to się przydaje, bo Duzi coraz bardziej męczą nas różnymi zabawami.

Duży nam codziennie gra na tym swoim gitarze, wychodzi mu to całkiem nieźle. Ostatnio dał mi nawet dotknąć gitara, ale było fajnie! Na Filipku gitar nie robi żadnego wrażenia, on woli patrzeć na Koty. A gitar jest taki fajny! Duży puka w niego, albo robi tak, że fajne melodie z niego płyną . On mówi, że gra na gitarze. Niech będzie, że gra. Podobno chcą nam z Dużą śpiewać i grać jakieś stare pszeboje, które mają nadzieje, że polubimy. Zobaczymy, wszystko zależy od tego, jakie to będą piosenki. My lubimy jak nam śpiewają, że kundel bury wpadł do dziury, albo, że tata dał mi psa a pies cztery łapy ma. I jeszcze fajne jest to jak stokrotka rosła polna a nad nią szumiał gaj. Nie rozumiemy do końca tych piosenek, bo za dużo wszystkiego jak dla nas, ale i tak nam się podobają. Babcia za to nam fajnie śpiewa, że w górze tyle gwiazd – co to są gwiazdy? Ja nie widziałem nigdy takiego czegoś, a często patrzę do góry. Coś mi tu nie gra…. ale też i nie pierwszy raz. Duzi mają talent do mówienia o czymś, czego nie ma, nie widać albo nie wiadomo co to jest. Ale o tym innym razem…

Jakby nie było, robi się coraz ciekawiej. Uczę się na przykład siadania. Filipek też. Ale Duzi nie chcą nas ciągnąć do siadania, każą nam samodzielnie się podciągać, a to wcale nie jest proste. Ciekawe, czy oni tak umieją! Ale siadanie jest fajne. Wszystko wygląda inaczej i gdy musimy leżeć, nie podoba nam się już, że widzimy tylko to co u góry. Chcemy siedzieć! Najlepiej cały czas, żeby Duzi nas trzymali.  Siadanie na śniadanie – tak mówi Duża, gdy próbuję rano usiąść w mojej kuwecie- łóżeczku.

A wy umiecie siadać? Prawda, że to jest całkiem przyjemne? Tylko, dlaczego Duzi nie chcą nas trzymać na siedząco cały czas, dodiaska!

Na mnie już czas. Takie siadanie, zabawy i skoki rozwojowe są bardzo męczące i troszkę mi się już oczy zamykają.

Następnym razem opowiem, jak to Babcia Jasna myślała, że to Koty, a to byłem ja i podobno ją zaskoczyłem. Ale ciiii.. o tym następnym razem, chyba, że Filipek wygada się przede mną.

Na koniec taka myśl – nasi Duzi chyba ciągle mają skoki rozwojowe, skoro tak mało śpią… nie sądzicie? ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kuweta, babcie i Anglicy, czyli dlaczego Duzi to szczęściarze…

17 lis

kuweta

Pamiętacie, jak mówiłem, że Duzi noszą nas w kuwetach? Okazuje się, że kuwety to takie coś, że jest tego wiele i każde z nich służy do czegoś innego. Bo na przykład nas noszą w kuwetach, mamy dużą kuwetę, którą nazywają wózkiem. Ale też na przykład Cipcip zwany Bobkiem (chyba) i Taśtaś zwany Jaskierem  (też chyba), również mają kuwety. Nie wiem co z tymi kuwetami robi taki Koty, bo nie widziałem, żeby Duzi go nosili w kuwetach, Koty sam sobie chodzi po domu i tyle. To po co mu ta kuweta? Może w niej śpi? Mateusz mówi, że raz widział, jak Duża sprzątała jakąś kuwetę i mówiła, że tam jest piasek i że nie wolno się w nim bawić. Próbujemy rozgryźć, co to jest ten piasek i dlaczego nie wolno nam się w nim bawić, ale chyba musimy nieco uważniej poobserwować, bo wychodzi nam na razie z tego tyle, że Cipcip i Taśtaś się tam bawią. Tylko nie wiem w co się bawią, bo jak tam są, przez chwilę to potem Duża leci do góry i mówi, że znoooowu piekielne zapachy się unoszą. Ale jak? Przecież piekielne zapachy są w naszych pieluszkach (czasami!), to co mają zabawy naszych Kot do tego? Mówię Wam… czasami to wszystko jest bardzo, bardzo skomplikowane. 

Jakby nie patrzeć, wychodzi nam jedno: kuweta to bardzo ważne narzędzie, z różnym przeznaczeniem, bez którego Dużym byłoby ciężko.

Duża mówi, że wszyscy jesteśmy szczęściarzami, ale ona i Duży to najbardziej. Bo mówi, że to, że nas ma, to wielkie szczęście (no ja myślę… ). Ale mówi też, że mają szczęście do swoich rodziców. Bo podobno im pomagają w różnych rzeczach związanych z nami i że nas kochają mocno. My z Mateuszem, to twierdzimy, że babcie po prostu tak nas lubią, że chcą z nami być ciągle, a Duży z Dużą to mówią, że są wdzięczni, że mają taką pomoc. I też mam zagwozdkę, bo skoro tacy jesteśmy fajni, że babcie chcą z nami spędzać czas, to co się ci nasi Duzi tak tym wzruszają? Z nich są chyba trochę mięczaki, bo ostatnio jak się uśmiechnąłem do Dużej to powiedziała, że wyciskam jej łzy z oczu. Jeju, jaka ona jest miękka! Mateusz mówi, że to dobrze, bo to nam się przyda na później. Tu się spojrzy, tam się strzeli uśmiechem i już… banana i japko pod nos, podniosą, ukołyszą, a nie ciągle tylko by chcieli, żebym leżał i ćwiczył przewracanie się na brzuch! To faktycznie.. lepiej jak jest taka miękka ta nasza Duża. Da się więcej załatwić. 

Z drugiej strony, Duża kiedyś mi wyszeptała, że ma nadzieję, że będę  mondry, ale nie będę cfaniakował. To jest dla mnie nowość, ale Mateusz mówi, że już prawie rozumie o co jej chodzi. Jeszcze tylko kilka dni i będzie miał to rozkminione na amen. Póki co wiemy tylko tyle, że mondry jest dobrze a cfaniakował to tak chyba średnio.

Babcia Jasna ostatnio zaczęła z nami siedzieć przy takim dużym czymś, na co mówi okno. Wtedy widzimy dużo nowych rzeczy, jeżdżące duże kuwety, obcych Dużych na ulicy i czasami taki Koty sobie przejdzie, co nie jest ani Cipcipem ani Taśtasiem. Ogólnie nudy nie ma. Jak się babcia nudzi to nas bierze na ręce, nosi, przytula i już się nie nudzi, a że my dbamy  o to by się nie nudziła, to często się domagamy noszenia. Nie, że musimy być noszeni. Po prostu dbamy, żeby babci się nie nudziło, bo jeszcze przestanie przychodzić i co wtedy?  Tak samo zresztą robimy z Dużymi i z Babcią Ciemną, bo lepiej dbać o nich, żeby nie dopadło ich znudzenie. 

Ostatnio byli u nas goście. Goście to takie coś, że przychodzą do nas obcy Duzi i są u nas tak długo, że już nie są aż tacy obcy. I ci goście nazywali się Anglicy. Duży mówił z Dużą, że ci Anglicy mówią trochę inaczej i faktycznie, coś tam inaczej brzmiało, ale śmieją się tak samo. I ten jeden, to nawet mnie tak rozśmieszył, że aż mnie skręcało ze śmiechu. Ogólnie mili byli ci goście. Dużo się z nami bawili, byli z nami na spacerze. I zauważyłem jedną ciekawą rzecz – oni też nie śpią! Dziwne, co? Jak szliśmy spać, oni siedzieli, jak się obudziliśmy  - też nie spali. I teraz nie wiemy, czy to dlatego, że wszyscy Duzi nie lubią spać, czy po prostu nasi Duzi zapraszają do nas tylko takich właśnie nielubiących spać. Aż strach pomyśleć… Bo może kiedyś i nam będą kazali nie spać? Ojoj.. Najwyżej będzie bunt! 

Podobno opanowałem sztukę wymuszania do perfekcji i nazywają mnie Pilocikiem. Bo jak się mnie trzyma i siada to włącza mi się alarm. Mam podobno jakiegoś auto pilota czy coś. Ja tam nic nie mam. Po prostu dbam, żeby się nie zanudzili, czy to takie złe?

Niech ci nasi Duzi szczęściarze też mają coś z życia, no nie? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii