RSS
 

Syn Niemarnytrawny, manna z nieba i chrzestu ciąg dalszy, czyli jak Duzi się rozwijają…

25 paź

Hej! Podobno jestem synem niemarnytrawnym. Tak mówi Duża, bo zjadam wszystko, co mi da i domagam się więcej. Okropnie trudna naimia, prawda? Filipek też jest synem niemarnytrawnym, bo zjada. Co prawda nie woła o więcej, w każdym razie, jak to Duża mówi, robi to nieco suptelniej niż ja, ale też mówi do niego, że syn niemarnytrawny jest.

Jeśli chodzi o jedzenie, to ostatnio Duzi się postarali. Myślałem, że już nas nie zaskoczą, a tu kaszka manna i mięso. Ta kaszka manna to fajna jest, Duża mówi, że ona nam brzuszki zapełni i że jedząc ją powinniśmy się ustrzec przed alergią na jakiś glut. Co prawda do końca to nie zostało zbadane, tak mówi Duża, bo się naczytała jakichś mądrości, ale ten glut jakiś niefajny jest i mamy jeść kaszę manną, żeby tego gluta dobrze trawić, czy coś. Żeby go pewnie nie marnytrawić? No w każdym razie, wychodzi na to, że ten glut to jakiś groźny może być. Zatem jemy kaszkę i nie marudzimy. Duża powiedziała, że niedługo dostaniemy ją z owocami a na razie jemy ją w naszej jarzynce, która już podobno nie jest jarzynką, bo dodała do niej mięsa. Nie wiemy dokładnie co to jest mięso, ale jarzyna według nas smakowała podobnie jak zawsze. Tylko troszkę bardziej najedzeni byliśmy i musiałem się wydrzeć o mleczko dopiero po dwóch sekundach a nie po jednej, jak to wcześniej było.

Właśnie, podobno od dzisiaj jesteśmy już oficjalnie mięsnożercami . Duża mówi, że kiedyś może być tak, że będziemy chcieli być wegetańczykami , ale na razie musimy jeść mięso bo ma żelazo i inne dobra. Nie wiem dokładnie o co jej chodzi, ale skoro tak musi być, to tak musi być. A jak kiedyś uznam, że chcę być wegetańczykiem, to jej powiem. Na pewno jej powiem. Ale na razie mi wszystko pasuje, więc po co to zmieniać? Filipek się ze mną zgadza. Mówi też, że lepiej nie podskakiwać za mocno, bo nam bananę odbiorą i japko, a wtedy byłaby lipa. Myślę, że Filip ma rację. Bo Duży ostatnio powiedział Dużej, że zjadł jej całą czekoladę i ona wtedy mu powiedziała, że mu drugą zabierze. To jak Dużemu zabiera czekoladę (cokolwiek to jest), a Dużego lubi bardzo bardzo, to nam bananę też może zabrać i nawet japko, ojjjj. Lepiej jej nie podskakiwać. Chociaż ona jest nadal całkiem miła. No, ale lepiej się pilnować.

Oni w ogóle w końcu chyba zakumali, że my nie lubimy leżeć w łóżeczkach, bo to jest nudne. I robią nam wycieczki po swojej wieeeelkiej kuwecie, na którą mówią dom. To jest to miejsce, w którym jesteśmy wtedy, gdy nie jesteśmy na spacerze. To jest też nasze miejsce i my je lubimy. Babcia Jasna nas zabiera często do takiego miejsca, co się kuchnia nazywa. I tam robi różne hałasy, często wtedy też są różne zapachy i potem Babcia mówi, że nam obiadek zrobiła. Ona chyba wtedy nam tę naszą jarzynę – niejarzynę robi. Pachnie wtedy różnie, zwłaszcza, gdy przy okazji puszczę bąka albo Filipek kupkę strzeli, ale ogólnie nie jest źle.

A Duży nas ostatnio zabrał do innego miejsca, które nazywa się korytarz i tam pastował buty. Powiedział, że jesteśmy szewczykami i mamy się uczyć na przyszłość. A Duża powiedziała, że mamy się nauczyć pastowania, bo jak Mikołaj będzie do nas przychodził, to buty musimy mieć czyste. A to my mamy buty? Pytałem Filipka i on też jest zdziwiony. Bo Duzi nam na stópki nie zakładają takich rzeczy jak sobie, gdy wychodzą z nami. To są te buty chyba. I my ich nie mamy. I kim do diaska jest Mikołaj? Wielu Dużych nas odwiedza, ale nie przypominam sobie, żeby któreś z nich miało taką naimię. No, ale pewnie po prostu jeszcze nie zaprosili tego Mikołaja. W każdym razie, ja niczego pastować nie będę. Jestem mały, oni mogą pastować mnie. I tyle.

A w ogóle, to ostatnio Duża fajnie powiedziała do mnie rano: „ooo panicz zawołał i już służba przybiegła, dupkę przewinęła i panicz zadowolony” . Panicz to ja, rozumiem? To pewnie, że zadowolony! Jakby ona miała taką kupę jak ja miałem wtedy w pieluszce, to też by była zadowolona, jakbym ja przybiegł i jej przewinął dupkę. Myślę, że ona to wie, bo mówi, że „ooo zapachy z piekła rodem”, i że na pewno dupka wyszczypana mocno jest. A jest i doceniam to, że ona o nas tak dba. Oni wszyscy zresztą. Bo nie tylko Duża nam pieluszki zmienia. I chyba ich zapachy z piekła rodem nie przerażają. Nie wiem co to jest piekieł , ale chyba jakieś śmierdzące miejsce.

Już wiemy z Filipkiem co to był ten chrzest, co mieliśmy dostać. To jest taki dzień, kiedy ubierają człowieka w dziwne ubranka, jakąś koszulę, muszkę, spodnie garnitururowe. I w ten dzień wszyscy skaczą nad tobą jeszcze mocniej niż zwykle. W sumie nic dziwnego, jesteśmy przecież podobno najprzekultowniejsi – tak mówi Duża. No i w tym dniu podobno dzieje się coś ważnego. Ja nie zauważyłem wielkiej zmiany, poza jedną. Umyli mi główkę zimną wodą, w środku dnia i wcale po tym nie było od razu kąpieli. To było, lekko mówiąc, dziwne. I główki nie mył mi mój Duży, tylko jakiś inny Duży. Był miły  i uśmiechał się do nas często i mówił same niezrozumiałe rzeczy, ale ogólnie fajny był. Próbowałem do niego zagadać, powiedzieć, żeby zaczął mówić nieco jaśniej, ale on tylko się śmiał. A ja przecież nie mówiłem nic śmiesznego! Filipek postawił na uśmiech. On stwierdził już dawno temu, że uśmiechem dużo można załatwić. I coś w tym jest. Bo Duże różne wymiękają, jak on strzeli uśmiechem.

No i ten Duży, na którego nasi mówili ksionc, umył mi główkę, chociaż starałem się mu to utrudnić. A ten zdrajca, nasz Duży, trzymał mnie i się uśmiechał. A to wcale zabawne nie było, bo mi umyli głowę zimną wodą. No ale na szczęście trwało to tylko chwilę, potem już Duża mnie przejęła i było w porządku. Filipkowi też umyli. Może chodzi o to, że w tym dniu jak dają tego chrzesta ,  to trzeba być bardzo czystym i Duzi niedokładnie umyli nam główki? No… ja nie chcę nic mówić, ale wydaje mi się, że może faktycznie powinni byli się bardziej postarać. Bo jak już obcy musiał nam myć główki, to chyba coś nie tego, co? Ale w tym dniu było nieco inaczej jednak, jak tak sobie przypominam. Bo było więcej różnych Dużych i nieco mniejszych Dużych, wszyscy byli dla nas mili, jakaś jedna Duża ciągle pstrykała nam tym aparatem, co Duży też taki ma i jakieś prezenty podobno dostaliśmy. Ja tam nic nie widziałem. Duża się tylko z Dużym zachwycali, że taaakie fajne prezenty, które nam się przydadzą. Ale w czym nam się przydadzą? Bo tego to już nie powiedzieli…

Ja podobno mogę mieć zgniliznę moralną na szyjce. Duża mówi, że jak jem, to tak macham witkami, że jedzenie ląduje w różnych miejscach i że musi mi się dostać do szyi po jedzeniu bo jak nie wyczyści mnie od razu, to do wieczora te resztki się popsują czy coś i będzie nieładnie pachnąca zgnilizna moralna. Duża mi ostatnio często szyjkę wyciera jak jestem na brzuszku, bo na plecach to podobno jej to zadanie utrudniam.  Ja nie wiem… Przecież jak jem to może chyba mnie tak zasłonić, żeby mi jedzonko na szyjkę nie wchodziło? Co z tego, że macham rączkami? Ona jest większa i powinna dać radę. A  ostatnio nie dała, ha! Chciała mi dać brokułałę, ale się obroniłem, bo nie miałem ochoty i wszystko wylądowało w różnych miejscach, tylko nie w mojej buzi.  I Duża, z bezsilności podobno, zaczęła się śmiać i potem miała dużo prania, tak mówiła Babci. Cóż…. jak się nie pilnuje miseczki… Jej wina, no nie? I dobrze, że poszła się umyć, brokułałę miała na buzi i mogłaby sama mieć zgniliznę moralną!

Duży powiedział nam podczas karmienia, że kasza manna z nieba nam spada. Duża czasami podając nam łyżeczkę mówi, że samoloooot leci, a Duży, że kasza manna z nieba. Ale patrzyłem w górę i nic nie leciało. Oni czasami jak coś powiedzą… No ale nadal nie lubią spać, ja nie mam już na to słów. W ogóle niebo, to jest gdzieś u góry, bo mi Duża mówiła, że jak jestem w kuwecie na spacerze, to widzę niebo. A wtedy to akurat wszystko, co ja widzę, to  takie właśnie coś u góry.

Muszę Wam powiedzieć, że zauważam duży postęp w rozwoju naszych Dużych. Dają nam coraz ciekawsze jedzonko, śpiewają nam coraz więcej piosenek, bo poza Dużymi, Babcie nam też śpiewają, opowiadają nam dużo fajnych historyjek i zabierają nas na wycieczki po domu. Jest dobrze. Tylko Duża znowu powiedziała mi coś niezrozumiałego..

Czy wiecie co to jest skinhed? Jeśli tak, to powiedzcie mi proszę, bo ja nie wiem, a Duża powiedziała mi, że jeśli będę chciał być skinhedem, to mam być tylko takim, który przeprowadza staruszki przez ulice. I teraz mam zagadkę- chcę być skinhedem, czy nie? I co to są staruszka i ulica? Pomóżcie proszę, będę dźwięczny!

Tymczasem do następnego razu!

I pamiętajcie! Myjcie głowy sami, bo inaczej Wam umyją! I amen.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Psuj, Po-Psuj i Więzień Miłości, czyli Dużych wielkie niezdecydowanie i słaba pamięć…

12 paź

Pamiętacie, że mam na imię Mateusz, prawda? I że mój brat, to Filipek? No właśnie… a nasi Duzi chyba tego nie pamiętają. Co chwilę nazywają nas inaczej. A Duży dzisiaj powiedział, że nas będzie kiedyś nazywał Psuj i Po-Psuj. Duża wtedy się śmiała i  stwierdziła, że być może te ksywki (cokolwiek to znaczy), mogą całkiem pasować, jeśli się okaże, że przejdziemy przez dom jak tornado. A dlaczego mamy przechodzić przez dom? Przecież oni nas noszą! To niby czemu mamy sami chodzić? I co to jest tornado? Nie sądzę, żebym miał się zachowywać, jakbym był jakimś tornadołem. Psuj i Po-Psuj fajnie brzmi, ale po co nam nowe naimia? Co chwilę dają nam inne, oni są chyba naprawdę niezdecydowani, albo mają słabą pamięć. Zaczyna to być lekko podejrzane. Filipek na razie się nie martwi, mówi, że dopóki mówią do nas również używając naszych prawdziwych naimiów, to nie powinniśmy się martwić. Patrzcie, jaki wyluzowany nagle!

W wczoraj Duży ubrał mi takie ubranko, co się pajacyk nazywa i ono jest podobno pasiaste. Ma takie kreski, Duży mi pokazywał te kreski i mówił, że wygląda lekko więziennie. Nie wyjaśnił mi dokładnie, ale Duża na to zaczęła na mnie mówić „no… on jest więźniem… więźniem miłości”. I tak mi ciągle teraz mówi. Co to jest więzień miłości? Czy to znaczy, że jak już nas Duża pokochała to nie przestanie i nie puści? Bo ona mówi, że nas nikomu nie odda, że nas kocha i w ogóle i że my ją trzymamy w garści. Serio… zabawna jest. Przecież ona jest taaaaakaaaa duuużaaa! Jak ja niby mam ją trzymać w mojej piąstce? Złapię jej palec i już mi miejsca nie wystarcza! A Duży mówi, że owinęliśmy go sobie wokół palca. Oglądałem moje paluszki niejeden raz i nigdy Duży nie był tam owinięty. Niby jak? On jest ogromny.

Ale wiem jak w garść łapać włosy Dużej. To jest zabawa! Można sobie włosy złapać i ciągnąć mocno! A Duża wtedy śmieszne miny robi i nos marszczy. I mówi: „kobietę za włosy?! kobietę?!” – Nie kobietę, tylko moją Dużą. Jest moja i będę sobie jej włosy łapał ile będę chciał. A jak jej się nie podoba, to po co się nade mną pochyla? Swoją drogą fajnie jak się pochyla, bo mnie gila, rozśmiesza i wtedy czasami ją pacnę w nos, podrapię, raz włożyłem jej palec  w oko. Jak nie umie się bronić… no cóż. Sama mówi, że życie, to wojna i ofiary muszą być. Ostatnio jednak zauważyłem, że Duża wyczuwa, kiedy może nastąpić atak i robi niezłe uniki. Uczy się kobiecina, trzeba jej przyznać.

Dużego nie jest tak łatwo złapać za włosy, bo ma krótsze. I te na twarzy co ma, tez jakieś takie nie do złapania są. A do tego drapią nas, gdy Duży daje nam buziaki albo nas przytula. Ale nie jest to niemiłe drapanie. Ostatnio próbowałem złapać te włosy na jego buzi, ale udało mi się tylko złapać go za nos paznokciami. Nie wiem czy mu się podobało bo parsknął śmiesznie i miał mokre oko. Ale ja przecież malutki jestem i nie mogło go zaboleć, moje paznokcie są osssstre, owszem, ale na pewno nie aż tak. Jego nos jest większy niż moje paluszki. Na pewno go nie bolało. Kiedyś go złapię za włosy na buzi. Włosy są fajne!

Ale Babcie też mają włosy do łapania. Co prawda nie mają żadnych włosów na buziach, tak jak Duży, no ale im to wybaczę. Zawsze można pociągnąć za te co mają na głowach. Tylko, że na razie spryciary, gdy mnie noszą, to tak mnie trzymają, że jedyne co mogę zrobić to pakować sobie paluszki do własnej buzi. Duża mówi, że ząbki mi rosną i dlatego tak ciągle gryzę moje palce. Ja nie wiem, czy to jest to. Po prostu tak jest mi wygodnie.

Duża obiecała nam, że jutro dostaniemy japko i bananę razem. Zapowiada się całkiem niezły dzień. Zatem wybaczcie, ale pójdę już spać, bo jak szybko usnę, to szybko się obudzę i dostanę japko-bananę! Życie tutaj bywa całkiem, całkiem smaczne..

Życzę Wam bananowo-japkowej nocy. W paski.

Do-Bra-Noc. :)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Banan, dżender i jesień, czyli ten świat troszkę jakiś ciasny…

06 paź

O jaaaaaaaaaa! Nie uwierzycie! Brokułała jest niezła, japko najlepszejsze, ale banana!… Dzisiaj dostaliśmy bananę! I ona była taka dobra, że japko to chyba jednak nie jest moje ulubione. Chociaż.. Czy można lubić dwie rzeczy tak samo? Chyba można, bo obaj z Matim nic nie wypluliśmy. A japka też nie wypluwamy. A ja myślałem, że mnie już nic nie zaskoczy.. Taka niespodzianka! Mam nadzieję, że Duża z Dużym często będą nam dawali bananę i że częściej nas tak miło zaskoczą.

Duży w ogóle mówi ciekawe rzeczy od wczoraj. Że jakiś Dżender jest u nas w domu, bo on tak samo jak Duża sprząta i umie gotować. Mówi też, że my również musimy nauczyć się sprzątania i po równo wszystko robić, bo jesteśmy Dżendery i wtedy się śmieje. Ja nie jestem żaden Dżender! Ja jestem Filipek. Ewentualnie, tak jak Mati wspomniał, mogę nazywać się Do Skonałość. Ale jakiś Dżender, to ja sobie wypraszam. Poza tym co jest śmiesznego w tym, że będziemy sprzątać? Cokolwiek to znaczy. Zauważyłem, że jak Duża mówi „dzisiaj chcę posprzątać”, to Duży zabiera nas na spacer. Cieeekawe, co ona wtedy robi. To są jakieś tajemnicze sprawy, te sprzątania i być może jest to fajne. Innym razem, jak Duży chce sprzątać, to Duża nas zabiera. Oni chyba lubią sprzątać, bo często to robią. Skoro to jest takie fajne, to trzeba będzie ich przekonać, żeby nam też pozwolili sprzątać. Ja też chyba zasługuję na odrobinę przyjemności, prawda? Znaczy obaj, bo Mateuszek też zasługuje, a co!

Tak w ogóle, to dżender, to chyba jest jakaś modna „naimia„, bo słyszałem ją już kilka razy w różnych rozmowach Dużych z innymi dużymi, gdy myślą, że ja śpię w mojej kuwecie, a ja nie śpię, tylko słucham. Trzeba troszkę ich podsłuchiwać, bo nigdy nie wiadomo, co mogą wykombinować. Jednego dnia dadzą nam bananę, człowiek się rozczuli i ucieszy a innego dnia jak dofasolą nam znowu szczypienia, to ja dziękuję.

Podobno jest już jesień. Tak powiedziała nam dzisiaj babcia. Nie wyjaśniła do końca, co to znaczy, ale powiedziała, że już jest jesień, zimno i że musimy się cieplej ubierać. Ale nam jest ciepło! Ile można na  nas warstw nakładać? Wydaje mi się, że oni chcą, żebyśmy nie mogli się ruszyć. Bo jak nas tak opatulają, to nie ma jak palcem kiwnąć. Ciekawe, czy im by się tak podobało… takie ciepło, leżenie, patrzenie w niebo i bycie wożonym wszędzie. Nooo jestem ciekaw…

Mateusz mówi, że musimy nauczyć się podnosić. On już podciąga się trzymając ręce Dużej. Stęka wtedy i sapie ale udaje mu się siadać. Tylko Duża się martwi, że to jednak za wcześnie i może źle wpływać na jego plecy. A Mati się uśmiecha i twierdzi, że co tam plecy! On widzi świat! Podobno inaczej wygląda jak się siedzi. Ja tam nie wiem, ja wolę ćwiczyć przewracanie się z pleców na brzuszek i odwrotnie. To też jest zabawne, bo można się powyginać. No i Duża wtedy się tak zabawnie cieszy. Pewnie ona nie umie się tak przewracać i dlatego tak przeżywa. Muszę ją nauczyć.

Dzisiaj jestem zmęczony. Duża mówi do nas czasami „oj umęczon jesteś, umęczon”. Chyba ona sama jest umęczon. Ja po prostu czuję się lekko zmęczony, bo jednak dużo się dzieje. Brokułała, banana, cała ta dyskusja o dżenderze i sprzątaniu. A po co dyskutować? Czy nie możemy sami decydować, kto co robi w tym sprzątaniu? I skoro jest to takie fajne- podzielmy to równo, żeby nikomu smutno nie było. Tak mi się wydaje, ale ja jestem jeszcze malutki, ważę dopiero ponad sześć kilogramów i mogę się nie znać.

Teraz pójdę spać, jak się wyśpię, to pomyślę, jak przekonać Dużych, żeby się z nami po równo podzielili tym sprzątaniem.

Tymczasem, niech moc banany będzie z wami!

Pozdrawiam,

Filipek Umęczon z domu Do Skonałość.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do Skonałość, psychiapstryk i kup strzelania ciąg dalszy, czyli atak demonicznej pieluszki…

01 paź

A Duża, to do nas mówi, że my jesteśmy Do Skonałość. Tak powiedziała do mnie i tak samo do Filipka. Mówi, że jestem chodząca Do Skonałość.  Śmiesznie to brzmi, bo my już mamy swoje naimie. Mówi mi często że mam naimię Mateusz. To po co mi zmienia moją naimię? Nie będę się powtarzał, mówiąc, że są troszkę dziwni. Bo w sumie, to im dłużej ich znam, to coraz bardziej ich lubię. Ostatnio, to nawet tak mnie rozśmieszają, że aż nie mogę. Duża mi tak śmiesznie mówi różne rzeczy i miny wtedy strzela, nie da się nie śmiać. Tak się śmieję, że aż czasami płaczę. Duża mówi, że nie umiem panować na emocjami. No, ona jak coś powie… to nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Nad wszystkim panuję idealnie! Może nie rozumiem dokładnie, co to są te emocje, ale myślę, że daję radę. A to nie moja wina, że ona mnie tak rozśmiesza, że aż czasami mi się płakać chce. Zresztą Duży robi to samo. Pewnie się umówili, żeby sprawdzić ile wytrzymam. Ale oni naprawdę są śmieszni. W każdym razie mam nową naimię i możecie do mnie mówić Do Skonałość. Chyba zacznę na to reagować, bo dość często to powtarzają patrząc na mnie. Filipek mówi, że na niego też tak wołają, ale jakoś na razie nam to nie przeszkadza, że dali nam nową, wspólną naimię. Da się to ogarnąć. No, chyba, że oni zaczną nas mylić, wtedy trzeba będzie z nimi poważnie porozmawiać.

Co to jest psychiapstryk?  Bo Duża ostatnio powiedziała, że czasami „ten dom to jak psychiapstryk  i nadążyć nie można”.  I dodała, że normalnie dni jej się mylą, nie pamięta, co jadła na obiad i czy na pewno nie schowała skarpet do lodówki. Śmieszne, prawda? Ja zawsze pamiętam, co jadłem na obiad! To przecież bardzo ważne! Brokułała była na przykład wczoraj, ale na szczęście Babcia Jasna dała dynię do tego. Wiemy już, że lubimy obaj dynię. Filip zarzeka się, że nie polubi jarzynki, ale widać, że powoli zaczyna się też poddawać. Ja, cóż… przyznam, że poległem. Spacyfikowali mnie tą jarzynką, bo taaaka była dobra! I nawet ta brokułała może być. Ale Filipek ma rację, najlepszejsze jest japko! Mogliby dawać nam go więcej. Może kiedyś..?

W każdym razie, Duża nie wyjaśniła, co to ten psychiapstryk, ale brzmi śmiesznie. Może chodzi o to właśnie, że niczego się nie wie i nie pamięta, a szczególnie jak się nie pamięta, czy się jadło? Dobrze, że Duża pamięta o tym, żeby nas karmić. Bo gdyby o tym zapomniała, to ten psychiapstryk nie byłby już taki fajny. Byłby…no cóż.. o wiele głośniejszy, jeśli wiecie co mam na myśli. ;)

Pamiętacie, jak Duża z Dużym mówili, że my produkujemy broń bibelogiczną, czy jakąś? Oczywiście, są to bezpodstawne oskarżenia i ja się wyprę wszystkiego!Otóż ostatnio Duża powiedziała do Dużego, że nadeszła era Demonicznych Pieluszek. Podobno broń bibelogiczna przy naszej obecnej produkcji to jakiś pikuś. Bo podobno przez jarzynkę jest jeszcze gorzej. Ale na co ona narzeka? Nam jest lepiej, bo już nie jest tak trudno nam strzelać kupami. Ona naprawdę..no mogłaby zrozumieć, jaka to ulga móc strzelić kupą i nie męczyć się przy tym przez całe długie te ich sekundy. Gdyby ona musiała się tak męczyć, to by nas zrozumiała. Dlatego lepiej niech się nie dziwi, że my jak strzelimy kupką to się cieszymy. Tylko co to ta Demoniczna Pielucha? I czy powinniśmy się bać? Bo ostatnio wzięła pieluchę i zaczęła tak dziwnie mówić: „uwaaagaa, atak demonicznej pieluchy dwa!” To znaczy co.. uciekać miałem, czy co? Bo nie za bardzo wyjaśniła. Patrzyłem na nią, czekałem na wyjaśnienie, ale ona pochyliła się nade mną i znowu mnie tak rozśmieszyła, że na chwilę zapomniałem i przestałem się bać. W sumie to ja nie zauważyłem tak naprawdę żadnej różnicy w pieluszkach. Nadal są całkiem niezłe, czasami może mniej wygodne, ale wtedy je nam zabierają i oddają znowu wygodne. Póki co chyba jednak nas nie zaatakują. Poczekam z paniką, bo Filipek jeszcze się wystraszy i nie zaśnie. On troszkę trudniej zasypia, niż ja. Chyba faktycznie wziął sobie do serca, że Dużych lepiej pilnować. Tylko się biedak zamęczy, a sen jest taaaki fajny. Ja to sobie myślę, że skoro oni nas tyle czasu już znają i jeszcze nas nie okradli, to może już nie okradną? I śpię całkiem spokojnie.

A jeśli chodzi o sen.. Cóż. Byłem na długim spacerze, który mnie bardzo, bardzo zmęczył, wykąpałem się, zjadłem i strzeliłem kupką, znowu się wykąpałem i teraz pójdę już spać, dobrze? Bo od jutra dalszy ciąg psychiapstryka.

Pozdrawiam Was,  graf

Do Skonałość. ;-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Anioły, igły i inne takie, czyli słodko-gorzki smak butelki…

24 wrz

Babcia kupiła dla nas jakieś anioły. Podobno to są jakieś Anioły Strusie - brzmi całkiem fajnie. I nasza Duża mówi, że będziemy kiedyś do nich mówić „aniele strusiu mój, ty zawsze przy mnie stój” – a co to jest anioł struś i dlaczego ma przy nas stać, to już nie wyjaśniła. A ona nie będzie przy nas stać? Albo Duży? Może chodzi o to, że te Strusie mają ich wymienić, jak będą zmęczeni? Bo ja to myślę, że oni kiedyś się jednak zmęczą i w końcu pójdą spać. Bo ile tak można? Ja to się strasznie męczę, jak mnie sadzają na leżaczku i każą patrzeć na te wszystkie dyndałki, które nazywają zabawkami. A w ogóle, to Duża nam powiedziała o tych Aniołach Strusiach coś takiego:

splątane pióra
sypią pyłem w oczy
wiatrem niesione
ciała rozpalają
myśli

cisza

świat trwa
nieświadomy, że
nad nim
w gorącym
szaleństwie

tańczą anioły

Nie wiem, czy dobrze zapamiętałem, ale podobało mi się. Śmieszne te Strusie muszą być, skoro umieją tańczyć i podoba mi się ta cisza. Bo u nas w domu, to jest spokojnie i cicho często i nie lubię, gdy jest za głośno. Podobno lubimy z Mateuszkiem jak jeżdżą samochody i szumi. Co to są samochody, to nie wiem, ale coś co szszszszszumi, jest fajne. Tyle wiem. Dużo już wiem, prawda?

I wiem, że nie lubimy czegoś, na co Duża mówi igła. To takie coś, co taka inna Duża trzyma i potem nagle nas boli nóżka albo rączka. No, mam wtedy ochotę ją kopnąć, ale się nie da. Oni mówią, że to jakieś ,szczypienia, ale czy oni nie mogą nasz szczypieniować, tak, żeby nie bolało? Niech sami siebie szczypieniują! Ja im kiedyś to powiem. I nie będę wtedy miły o nie.

Na szczęście szczypienie nie trwa długo i potem zawsze dostajemy jeść i jedziemy szumiącą wieeelką kuwetą, wydaje mi się, że kiedyś na nią powiedzieli samochód i wtedy to jest całkiem miło. Chociaż dzisiaj Mateusz chyba nie był do końca zadowolony z jazdy bo się wiercił i narzekał. Ale Duża nad nim skrzeczała dyndałką, co fajnie hałasuje i nie płakał. No bo, jakby Mateusz się rozpędził, to myślę, że nie byłoby słychać fajnego szumu. I wtedy ja też nie byłbym zadowolony.

W ogóle, to wygląda na to, że oni nam jednak codziennie będą dawali te jakieś jarzyny. I nie zapowiada się na to, żeby mieli się tym znudzić. Ja próbuję ciągle ich zniechęcić, ostatnio oplułem nawet Dużą i dostała w oko, a Babci też plułem i marudziłem, ale oni się nie poddają. Strasznie uparci są ci nasi Duzi. Ja nie wiem czy wystarczy mi sił, tym bardziej, że Mateusz to naprawdę się poddał. Nie dość, że nie narzeka, to jeszcze się awanturuje, że za wolno mu te jarzyny dają. Podobno jest jak studzień bez dnia-  co ma do tego ten studzień i dzień, to ja nie wiem, albo źle cośusłyszałem. Oni strasznie dużo do nas mówią w ogóle i trudno czasami zapamiętać. Nie wiem po co tyle mówią. Ja to wolę, jak oni się nade mną nachylają i po prostu się śmiejemy. Bo jak mówią, to myślę, że chcą, żebym im odpowiadał, a mi się zwyczajnie nie zawsze chce.

No i te jarzyny to tak różnie smakują. Marchefka jest nawet znośna, ale taka inna jarzyna co na nią mówią brokułała, czy jakoś, to mi nie smakowała. Dziwna była, aż musiałem płakać.

Ale Babcia to nam ostatnio dała jakieś gotowane japko do spróbowania i powiem, że to było nawet interesujące. Jeszcze nie wiem, czy mi pasuje, czy nie, ale chyba tak. Może by mi to dawali zamiast tej brokułały? Jak znam życie, to nie. Bo oni chyba lubią utrudniać…. Niby tacy mili, tacy roześmiani, ale jak przyfasolą człowiekowi jarzynę z zaskoczenia, albo nagle odłożą do łóżeczka, gdy się człowiekowi już wygodnie zrobi na ich rękach, to naprawdę.. można zwątpić. Oni chyba czekają, aż nam się zrobi wygodnie i wtedy… do ataku! Możliwe, że nauczyli się tego od nas… Podglądają nas i chyba odpatrują od nas te co lepsze mądrości, ech… musimy chyba być ostrożniejsi, bo jeszcze będą lepsi od nas. Póki co Duży mówi, że posiadamy jedną broń, wobec której oni są bezbronni. No ja myślę… w końcu, chyba rządzimy, no nie? Chyba… bo czasami to nie wiem… Z nimi naprawdę nigdy nie wiadomo.

W każdym razie, bycie tu wcale nie jest takie śliczne i sympatyczne jakby mogło się wydawać. Czasami ma smak brokułały. Ale to nic, bo zawsze pozostaje nadzieja, że za chwilę będzie miało smak japka.

A Duża mówi, że nie jest źle, jest dobrze i zawsze może być gorzej. Może wie, co mówi? Zawsze przecież można dostać dużo brokułały  i żadnego japka. To ja już nie będę dziś narzekał, tylko się uśmiechnę i pójdę grzecznie spać. I może przyśnią mi się te Strusie. I wam też tego życzę. Dobranocka. :-)

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marchewka, muzyka i łyżeczka, czyli życie staje się coraz ciekawsze…

17 wrz

Oj dawno nic nie mówiłem… Ale to wszystko wina naszej Dużej, niech jej bozia błogosławi, bo przez to, że jest jej mniej, to ja zajęty jestem z Mateuszem bardziej. Bo musimy opiekować się Babcią. Duża mówi nam czasami jak nas usypia wieczorem, że mamy być dobrzy dla babć i się nimi opiekować i dziadkami też. No to jak tak nam mówi, to się opiekujemy.A jak? Hmmm.. na przykład dbamy o to, żeby się nie nudziła. Czasem ja do niej pogadam, czasami Mateusz, pośmiejemy się do niej. Z niej się nie śmiejemy, bo Duża mówi, że nie wolno śmiać się z ludzi starszych niż ona a te babcie i dziadki to chyba troszkę starsi są, więc skoro nie można, to nie można. Nie wiem czemu, bo śmieszni są też. Na przykład Dziadki to nas nie karmią, ale chyba nas lubią bo obaj do nas mówią różne rzeczy a nasza Duża, to mówi, że kiedyś będziemy tym dziadkom rąbać jakieś drewna i pomagać. A dlaczego kiedyś a nie teraz? Nie powiedziała mi tego, ale nie będę się wyrywał. Bo nie jestem pewien, czy to całe rąbanie drewna to jest fajna zabawa, czy nie.

A zatem, opiekujemy się Babcią. Czasami chyba Mateusz aż za bardzo się wczuwa w tę opiekę i potem biedny się rozpędza i zaczyna płakać. Duża mówi, że on się rozpędza i nie umie wrócić, nie wiem o co chodzi, ale chyba ma rację. Ja też podobno zaczynam się rozpędzać i kończy się płaczem.. Zupełnie nie wiem o co im wszystkim chodzi.. Ja płaczę tylko dlatego, że mnie kładą, już chyba mówiłem, że gdyby mnie nosili cały czas, to byłbym przeszczęśliwy, prawda? Ale skoro nie chcą…cóż…  A Mati to płacze, bo nerwus jakiś jest czy coś, Duża tak mówi. Że on się szybko fkurza.

Dzisiaj na przykład faktycznie się fkurzał,  bo Babcia dawała mu jarzynkę. Tak się chyba nazywa to inne mleko, które dają nam od kilku dni. Czasami mówią na nie marchewka, czasami cukinia a czasami ziemniak, a dzisiaj to była właśnie jarzynka. Nie mam pojęcia po co zmieniają nam mleko, czy tamto nie było dobre? Nie lubią go?  Bo mi to nowe to tak średnio smakuje. I próbuję im to powiedzieć, a nawet oplułem Babcię kilka razy, ale chyba nie chcą zrozumieć. Może oni na nas oszczędzają…. i sami wypijają nasze mleczko? Hmmm muszę to dokładniej zbadać.

No, ale Mateusz to chyba lubi to nowe mleko jarzynkę. Bo tak wcinał, że ani razu Babci nie opluł, a przecież się umawialiśmy. Miała być też zabawa i co? Byśmy pluli, Babcia by się chowała a tak to kicha wyszła bo on wszystko zjadł. I mało mu było i jak Babcia chciała mu dać nasze mleczko to się biedak tak fkurzył, że już się nie zatrzymał i była ta ich historia czy histeria jakaś. W każdym razie wygląda na to, że w tej walce o nasze mleczko zostanę sam…

Nasi Duzi nam ciągle śpiewają do snu. I to fajne jest. Piosenki już znamy na pamięć i lubimy je. A Duży powiedział dzisiaj, że jak będą kiedyś na jakimś ognisku i ktoś zagra Łyskimojażono, to spali gitarę. Ale dlaczego? Ta piosenka jest fajna i my lubimy jak oni nam ją śpiewają tak często i ciągle. I te inne piosenki też są fajne. Muzyka, to chyba jest to właśnie śpiewanie i to, że Duży z gitarą czasami nam umila zasypianie. I podoba nam się ta muzyka. Niech nam ją robią jak najczęściej! A Babcie też robią muzykę. Tylko inne jakieś te piosenki są i nawet śmieszne. Ostatnio tak nas rozbawiła Babcia Jasna tymi piosenkami, co się kołysanki nazywają, że Mateusz to aż bąka ze śmiechu puścił! No dobra… ja też… ale cicho.

Wiecie co to jest łyżeczka? Odkryłem to niedawno. Duża dała nam to dziwne mleczko pierwszy raz takim czymś i teraz też nam na tym dają. Ale Babcia Jasna to dała mi dzisiaj moją herbatkę taką inną łyżeczką. Taką… zimną. I to, że ona była zimna podobało mi się najbardziej. Bo coś dzieje się z moją buzią. Trochę mnie czasami boli, czasami mocniej, czasami zaswędzi i muszę ciągle rączki do buzi kłaść i przygryzać. Duża mówi, że podobno mi jakieś ząbki wychodzą. No chyba jej… Mi nic nie wychodzi, poza kupami czasami, a w buzi mi też nic nie wychodzi. Mogłaby mi jakoś pomóc. Te łyżeczki są fajne, czy nie mogłaby dać mi ich więcej i na dłużej? Jutro ją o to zapytam, albo powiem Babci. Może mnie zrozumie.

Z jakiegoś powodu ostatnio naszego Dużego nie było dłużej niż zwykle i kąpała nas nasza Duża i druga Babcia, ta co ma ciemne włoski na głowie. I też było fajnie. Mateusz, to nawet się śmiał tak, że podobno zalał pół pokoju. A Babcia śmiała się z nim, karmiąc mnie. Przez to, że ona się śmiała, to mi też się chciało śmiać i trochę długo to wszystko trwało. Aż padłem spać przez to szybko. A miałem nadzieję, że pogadam sobie z Babcią czy coś. Bo ja lubię rozmawiać z Dużymi, tylko oni tego nie rozumieją, że ja mówię po swojemu. Mateusz to nadaje jak katarzynka, czy katarynka, jak to Duża mówi. Ja wolę patrzeć na nich i sprawdzać czy rozumieją, co mam na myśli. No nie może być zbyt łatwo, prawda?

Ostatnio polubiłem leżenie na brzuszku. Oni zawsze nas tak zmani…zamani..zmanipululu.. w każdym razie tak zrobią, że w końcu lubimy to co nam serwują. No i niestety i ja polubiłem leżenie na brzuszku. Ale tylko dlatego, że mogę się od razu na plecki przewracać. Sam się nauczyłem, o! Mateusz gada, a ja się przewracam. Duża mówi, że ma pełen pakiet. Co to jest pakiet? I jak jest pełen to niech go opróżni. Bo jak ja mam pełny brzuszek to..no tego.. wiadomo, opróżniam go. Lepiej niech ona z tym pakietem uważa, bo jak przepełni to hoho…

Nadrobiłem chyba zaległość, co? Ogólnie muszę stwierdzić, że bycie tu staje się coraz ciekawsze. O wiele lepsze niż Wielka Woda, jednak. Mateusz mówi, że jemu też się tu bardziej podoba niż w Wielkiej Wodzie. Więcej się dzieje. I nawet jak płaczemy to nie jest nam aż tak źle. Po prostu musimy czasami zaprotestować, ogłosić coś, albo po prostu powiedzieć dość dosadnie bo jak nas nie rozumieją, to jak inaczej?

Ale tej jarzynki to ja nie polubię, niech sobie robią co chcą, ja wolę moje mleczko a nie jakieś takie dziwne… Niech sobie sami jedzą jarzynki, o! Nie polubię, w pompkę, amen i już.

Duża mówi, że na szczęście na razie obywa się bez malowania ścian po marchewce.. noooo.. zo-ba-czy-my ;-)

Tymczasem idę spać, bo znowu mnie niedługo obudzą, że trzeba jeść.  Dobranocka. :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przewroty, zawroty i akcji zwroty, czyli grunt to bunt…

09 wrz

Dajemy ostatnio trochę odsapnąć tej naszej Dużej, co na nią Babcia Jasna mówimy. Jasna bo ma jasne na głowie. A dajemy odsapnąć bo nasza Duża mówi, że „kobitę wykończymy” czy coś. Nie wiem czym mielibyśmy ją wykończyć i dlaczego mówi na nią kobita, ale przestaliśmy teraz płakać przy niej, bo możliwe, że o to chodziło mamie. Bo jak płaczemy to nasza Duża chyba się nie przejmuje aż tak, zdaje się, że nas przejrzała, w pompkę.

Ale Babcia jedna i druga to jeszcze nadal daje się złapać. No, ale Duża mówi, że jak wystraszymy babcię, to więcej nie przyjdzie i będzie kaplica. Kaplica chyba jest niefajna no i my lubimy jak babcie przychodzą, więc postanowiliśmy odpuścić… trochę. Zostawiamy sobie po prostu energię na popołudnia z naszym Dużym. On czasami jeszcze wygląda na przejętego i wtedy się dzieje!

Kiedyś wszedł w drzwi, zanim je otworzył. A niedawno podobno tak go Mateusz wystraszył w nocy, że biedak wyskoczył z łóżka i zatrzymał się na ścianie. Tak mówi nasza Duża, że biedak. My stwierdziliśmy zgodnie, że koleś jest hardkorem (takie nowe fajne słowo się nauczyliśmy używać)! W ścianę to nawet my nie wejdziemy. No, ale my na razie chodzić nie umiemy. Na razie… hehe, wszystko przed nami. Mama mówi, że jak zaczniemy chodzić, to wtedy dopiero będzie jazda bez trzymanki. No ba!

Ale ja nie o tym. Ostatnio jestem bardziej zmęczony, bo zacząłem zmieniać pozycję. Duża mi pomaga (nie wiem po co, przecież sam dam radę!). Leżę sobie na brzuszku, co swoją drogą coraz bardziej lubię, potem się przewracam na plecki, a Duża pomaga mi przewrócić się na brzuch znowu. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że po pierwsze Duża mi pomaga a ja chcę sam, po drugie – czasami za szybko się przewrócę i wtedy mam dziwne uczucie. Duża mówi, że mogę mieć zawroty jak będę za szybko się przewracał, więc pewnie to jest to. I wtedy muszę zaprotestować, bo Duża powinna pilnować, żebym za szybko nie kręcił się. W końcu tyle może chyba dla mnie zrobić, no nie?

Nasza Duża mówi, że nastąpił zwrot akcji, bo teraz zamiast płakać przy niej i przy babci, robimy sceny późnym popołudniem i co to będzie zimą, gdy będą mrozy i nie będzie nas można wziąć na spacer, a na spacerze się wyciszamy. A ja się pytam – jak to nie można nas będzie na spacer zabrać?! A kto zabronił?! Już my im pokażemy, jak nas nie zabiorą. Spacery są faaajne, tak nas miło trzęsie w ten kuwecie-wózku. Babcia to najinteligentniejsza jest z nich wszystkich bo zakumała, że my lubimy jak się jeździ po nierównościach i trzęsie nas wtedy tak fajnie. A jak nas biorą na spacer jakimiś ulicami i nie trzęsie to musimy się buntować. Bo nie trzęsie. Nic nie poradzimy, że lubimy takie trzęsienie, oni też powinni polubić, może wtedy by lepiej spali?

Duża ostatnio podsumowała nasze bunty mówiąc, że stosujemy jakąś pankową metodę pod tytułem „grunt to bunt”. Nie wiem co to jest pank ale nam się podoba to z tym buntem, więc możemy pankować ile wlezie. Ważne, że działa… czasami.

Ciekawe, czy babcie też przestaną się przejmować tak naszymi buntami. Śmieszne jest jak biegają wokół nas, a Duży przestawia ściany w nocy, ale patrząc na Dużą, to nic nie trwa wiecznie. Ona też kiedyś biegała na każde nasze zaskrzypienie (Duża mówi, że jak skrzypimy to nie biegnie bo poskrzypieć czasami każde dziecko musi), a teraz proszę bardzo… uśmiecha się, przytula nas i zawsze zrobi tak, że musimy przestać. Nie ma z nią zabawy… No ale chociaż się z nami kula po podłodze, dobre i to. Śmieszna jest i musimy na nią uważać, bo jeszcze zawrotów dostanie i nie wiem, co by się wtedy stało! Więc z Mateuszem pilnujemy jej przy zabawach, bo jeszcze się kobiecina uszkodzi i wtedy zamiast nad nami, babcie będą biegać nad nią i jeszcze mogą powiedzieć, że to przez nas… lepiej udawać, że to nie my.

W razie czego – wszystkiego się wyprzemy! To nie my i koniec. I amen, jak mawia Duża.

A zatem:

To nie my! I amen!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czkawka, brzuch i odbijanie, czyli życie bywa męczące..

05 wrz

Dawno nic nie mówiłem, Mateusz też, bo byliśmy bardzo, ale to bardzo zajęci. No bo, odkąd nasza Duża chodzi w odwiedziny do tej Pracy, której nadal do nas nie przyprowadziła, więc nawet nie wiemy czy jest miła i ładna, to mamy bardzo mało czasu na cokolwiek. Troszkę nam się pozmnieniało, ale nie jest źle. Jest po prostu inaczej. Jak Duża się szykuje to nas też szykuje, ubiera, karmi i mówi, że zaraz przyjdzie Babcia i mamy się zachowywać godnie.
Co ona z tym „godnie”? Pogodnie, łagodnie, takie słowa znamy bo mówili je przy nas, ale godnie? Czy chodzi jej o to, że mamy być cicho? No staramy się, ale czasami coś nas zmusza do protestów, a czy to moja wina, że Mateusz umie się wydrzeć tak, że nawet mi się dziwnie robi i muszę robić „podkufkę”? Albo czy to moja wina, że jak mnie nagle głód złapie to się nie śmieję, tylko wołam „jeść!”? Duża mówi, że Babcia jest z nami biedna, bo jest tylko jedna, a my dwaj i mamy jedną skuteczną broń. Nie wiem co to jest za broń, ona chyba wie więcej niż my. Bo my żadnej broni nie mamy, nic o tym nie wiem. A Babcię lubimy, jak do nas gada to nawet się nie da nie uśmiechnąć, tylko tak akurat czasem wyjdzie, że przy niej jest scena. Podobno lekko z nami nie ma. No cóż… my też lekko nie mamy.

Bo na przykład, taka czkawka. To jest to coś co się robi jak mi w brzuszku skacze. Niby podobno nas to nie denerwuje- tak mówi Duży, że gdzieś wyczytał czy coś, ale ciekawe co by powiedział jakby jemu tak w brzuszku skakało ciągle. Nie chce mi się za każdym razem awantury robić, żeby im udowodnić, że nam to przeszkadza, ale kiedyś tak mu poskaczę po brzuszku, że sam zobaczy!

A co do brzuszka, to oni nas chyba trochę nie lubią… Bo codziennie co jakiś czas kładą nas na brzuszkach i każą tak leżeć. Ryje taki Fircyk w swoją pieluszkę buzią i wcale nie jest miło. Niby podnoszę główkę i oglądam to co jest wokół mnie, ale jak mi główka opada, to wcale już nie jest takie ciekawe. A jak mi rączki na boki uciekną, to w ogóle. I znowu muszę protestować. Zastanawiam się, dlaczego nam to robią, a nie widziałem nigdy, żeby Duży czy Duża tak dziwnie się bawili. No i mamy takie ciche podejrzenie, że oni nas chyba nie lubią i chcą nas zmęczyć tym brzuszkowaniem i zmusić do spania, bo nas faktycznie to bardzo męczy.

Mateusz mówi, że przesadzam, że oni nas lubią, tylko widocznie coś chcą nam ukraść a na brzuszku nic nie widzimy. Może tak… w sumie, ani Duża ani Duży nie denerwują się na nas jak krzyczymy, więc może jednak nas lubią? Sam nie wiem, ale będę ich dokładniej obserwował. „Strzyżonego panbóg strzyże” czy jakoś tak mówi Duża, w takich sytuacjach.

W sumie o tym, że chyba nas jednak lubią, świadczy jedna rzecz. No dwie: karmią nas i starają się to robić szybko i sprawnie, tylko jak Mateusz się rozedrze, to wtedy trochę się potykają o własne nóżki i czasami wejdą w drzwi, w ścianę albo w siebie nawzajem. A raz to Duży nawet na Kotego nadepnął, chyba na Cipcipa, co się Jaskier nazywa.
A druga rzecz, to, że po jedzeniu zawsze nam w brzuszkach tak ciężko i oni wtedy zamiast nas zostawić męczących się, podnoszą nas i mamy ulgę. Śmieją się wtedy, że bekamy jak stary spod budki z piwem (cokolwiek to znaczy), ale niech się śmieją, ważne, że nam jest lżej. Czasami tak nam ciężko, że aż musimy wypuścić nadmiar (już o tym wspominałem). No czasami to wypuści się tak, że Duża mówi „aaaaale pawiapuścił” . Nie wiem co to jest ten pawiapuścił, możliwe, że to jakaś nazwa na nas podczas tego całego odbijania i bekania spod budki z piwem. W każdym razie wtedy im trochę brudzimy, czasami to aż sami się dziwimy, skąd tyle tego. No ale, jak Fircyk je, to czasami musi coś odjeść. I tyle. Wtedy jest ulga i nie ma co sobie odmawiać. No nie?

W ogóle to nasza druga Babcia, ta co ma ciemne na głowie, chyba włosy się to nazywa, nie wiem bo my takich nie mamy, przychodzi do nas wieczorami i też jest fajnie. Pomaga naszym Dużemu i Dużej w kąpieli, bo czasami Duża u tej swojej Pracy siedzi jak nas kąpią. Nie przeszkadza nam to w sumie, bo z Babcią też jest w porządku, tak samo jak z tą co rano przychodzi. Znamy się już długo, nie pamiętam od kiedy ale chyba prawie tak długo jak z Dużą i Dużym, więc czujemy się z nimi całkiem nieźle. Mateusz to się tak wyluzował, że przy obu Babciach pokazuje swoje pełne możliwości wokalne, jak to mawia Duża.

No ale ja nie o tym. Chciałem powiedzieć, że z Matim stwierdzamy, że w Wielkiej Wodzie było wszystko łatwiejsze. Tu się jednak namęczymy każdego dnia. Jedzenie – męczy. Odbijanie – męczy. Kupa – MĘCZY! Spacer – tak męczy, że aż śpimy. Zabawa – cokolwiek to znaczy – męczy, bo potem znowu śpimy. Można chyba spokojnie stwierdzić, że to całe przebywanie tu męczy. Ale to nie znaczy, że nam się tu nie podoba. Jak jesteśmy zmęczeni to śpimy, więc narzekać nie możemy. Tak powinni Duży i Duża i wszyscy inni Duzi robić. Że jak poczują się zmęczeni, to od razu zasypiają. Byliby mniej zmęczeni. A skoro nas męczy wszystko, a jesteśmy mali, to tych Dużych wszystko pewnie męczy DUŻO bardziej. No, ale skoro nie chcą spać, nie lubią… ich sprawa. Tymczasem poczułem się już lekko zmęczony, pomarudzę chwilkę, poprzytulają mnie i zasnę sobie spokojny z moją ulubioną tetrą na palcu w buzi. Bo kto mi zabroni jeść tetrę? No kto?! ;)
Dobranoc, idźcie już spać, chyba, że jak moja Duża i mój Duży – nie lubicie. ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Praca, czas i piosenki, czyli lubimy naszych Dużych…

31 sie

Nasza Duża idzie do jakiejś Pracy. My nie wiemy, co to jest, Mateusz mówi, że ma nadzieję, że to nie będzie tak, jak wtedy gdy sobie poszła i nie była długo, bo wtedy też powiedziała coś o Pracy. To pewnie jakaś taka jej kolejna Koleżanka, czy ktoś. Mówi, że nie będzie jej tylko chwilę, ciekawe czy to jest dłużej, czy krócej, niż ta sekunda, o której czasami mówi nam, jak robi nam jedzonko. Umówiliśmy się z Matim, że poczekamy, zobaczymy i jeśli się okaże, że za długo jej nie ma, to przypuścimy taki atak, że już nigdy z domu nie wyjdzie. Ale na razie poczekamy, bo po co od razu ujawniać swoje wszystkie możliwości? Może przydadzą nam się na później, a ona wcale tak długo nie będzie u tej Pracy? Poza tym w tym czasie ma być z nami Babcia, ta miła Duża, co nas nosi i karmi też. Mamy dwie Babcie, jak już mówiłem i obie są fajne, jedna ma jasne włosy a druga ciemne i tak na razie je poznajemy, bo można by się pogubić. Czasami udaje nam się je bardziej przekonać naszymi argumentami, że warto nas nosić, niż naszą Dużą, bo nasza Duża chyba przestała tak się bać. Mówi, że się uodporniwiła, czy coś. No zobaczymy, jak będzie. Może obejdzie się tym razem bez naszych stanowczych protestów.

Czas, to w ogóle taka dziwna rzecz, bo raz mówią Duzi, że nie mają czasu, a za chwilę, że jak będą go mieli, to coś zrobią. To oni nie mogą sobie tego czasu kupić więcej od razu? My jesteśmy maleńcy i już wiemy, że trzeba sobie zaplanować co nieco. Na przykład: jak chcę być noszony, to się uśmiecham, uśmiecham, pogadam coś, na przykład „u! u!” a potem, jeśli nadal nie jestem na rękach, to przywalam z grubej rury. Mam wszystko zaplanowane. Jeśli uśmiech nie zadziała, to ta moja minka, na którą Duża mówi podkufka , a jeśli to nie zadziała, to nauczyłem się płakać tak, jakbym był strasznie smutny- najczęściej to działa. No i to jest efekt planowania. Czy oni nie mogą zaplanować sobie, że od razu kupią więcej tego czasu? Muszę ich kiedyś tego nauczyć. Planowanie, to podstawa.

Nasi Duzi zaczęli nam śpiewać piosenki. Znaczy, śpiewają od zawsze, ale osobno, a od wczoraj śpiewają nam razem przed snem. Duży śpiewał mnie, a Duża śpiewała Mateuszkowi. I to było fajne, bo śpiewali te same piosenki. I nawet aż tak w uszy nie bolało. Mówią, że nam się chyba podobają te piosenki, więc przed snem zawsze będą je nam śpiewać. Jedna to jakieś Łyskimojażono czy coś, a druga to o jakichś czarnych oczach. Miłe, śliczne i sympatyczne piosenki, a Duzi robią śmieszne miny jak śpiewają. Szczególnie, gdy się do nich w tym czasie uśmiechamy. Zauważyłem, że oni reagują na nasze uśmiechy bardzo ciekawie. Czasami mają nawet mokre oczy. Dziwne, nie?

Lubimy naszych Dużych… coraz bardziej. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wielka Woda, brzuch i chrzest, czyli wszystko płynie…

28 sie

Ale numer! Dostaniemy chrzest! Nie wiem co to jest, ale lubimy prezenty, a Duża powiedziała wczoraj do Dużego: „zamówiłam już chrzest”. A jak ona coś „zamawia” to oznacza najczęściej, że jakiś ktoś przynosi coś do domu i to jest dla nas. Ostatnio na przykład zamówiła smoczki do butelek. No bo okazało się, że przez caaaałe nasze życie, czyli bardzo długo, piliśmy przez złe smoczki. Faktycznie męczyliśmy się mocno i czasami próbowaliśmy coś na ten temat powiedzieć, ale nikt nas nie słuchał. Dopiero ta Duża, co się Babcia nazywa, powiedziała, że może smoczki mają za małe dziurki. Wreszcie ktoś nas posłuchał! No i tak sobie myślę, że skoro zamówiła nasza Duża ten chrzest, to musi być coś fajnego, ciekawe, czy do jedzenia. Bo podobno niedługo dostaniemy coś innego do jedzenia, a nie tylko mleko. Jeśli ten chrzest jest smaczny, to ja mogę zjeść. Filip jest czasami bardziej wybredny w jedzeniu, to nie wiem czy tak będzie chciał.

Wspominałem niedawno Wielką Wodę z Filipkiem. Tam to dopiero było fajnie. Pływał sobie człowiek, wygodnie, bez tych pieluszek. Ciepło było i cicho, nawet jak coś słyszeliśmy to tak ciche, że nie przeszkadzało. Nie było tam chyba tak kolorowo no i naszych Dużych nie było ani nie widziałem, żeby którykolwiek Koty biegał tam, ale było nam tam całkiem miło. Ciekawe, dlaczego nie było tam naszego stadka, bo przecież stad zawsze trzyma się razem. Może nie lubią Wielkiej Wody? Muszę ich o to zapytać.

A w ogóle, to Duża jest naprawdę przedziwna. Ciągle narzeka na swój brzuch. Mówi, że wciązy to był wielki, taki ogromny, że aż nie mogła chodzić. Może za dużo jadła? myślę, że to ważne, żeby jeść tylko tyle ile trzeba. Tak jak my – jemy tylko tyle ile potrzebujemy i nie mamy wielkich brzuchów. Ci Duzi… niby tacy dorośli, a człowiek musi im podstawowe rzeczy wyjaśniać. Kto jej kazał tak dużo jeść? Tylko ten wciąży to taki niezrozumiały jest, ale to chyba imię brzucha naszej Dużej.

Mam nadzieję, że nam brzuchy nie urosną, jak zjemy ten chrzest cały. Ale to chyba jest powiązane jakoś z pływaniem, bo coś Duża mówiła o polewaniu woda. Może będzie tak miło jak w Wielkiej Wodzie? Czasami podobnie czujemy się podczas kąpieli, chociaż to już nie jest to samo. No, ale woda jest woda. Mała, czy wielka – zawsze przyjemna. Zobaczymy jak przyjemne będzie jedzenie tego chrzestu. Bo jeśli tak niezłe jak Wielka Woda, to będziemy zamawiać częściej. A umiemy zamawiać… ojjjj umiemy. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii