RSS
 

Notki z tagiem ‘dzieci’

Prawielimo, żelazko i zakończenie roku, czyli dziwne wypadki naszej matki…

16 lip

Nasza Duża jest nauczycielką. Mówi, że chodzi do szkoły uczyć cudze dzieci. Wygląda na to, że chyba to lubi, bo jak wychodzi, to nie wygląda na jakąś załamaną. No i zawsze mówi, że niedługo wróci. Po co ona to mówi, to my nie wiemy, bo przecież nie wiemy co to jest niedługo. Sekundkę to już wiemy, że to trwa i trwa. Ale niedługo? W każdym razie uczy tam dzieci mówić po jakiemuś innemu. Ciekawe  jak jej to idzie, skoro nas nie zawsze rozumie, a my mówimy przecież tak jak ona. Co trudnego jest w słowie tantin? Albo dija?  Przecież od razu wiadomo, że chodzi nam o to samo, co ona nazywa wodą. No, ale długo musieliśmy pracować z Filipem nad tym, żeby zrozumieli oboje, że jak mówimy dija, to znaczy, że mają nam nalewać do konewek, bo przecież samo się nie podleje! A lać możemy tylko wodą. Próbowaliśmy zdejmować gacie i lać gdzie popadnie, ale niestety… są nieugięci.

Nasza Mama, czyli nasza Duża oczywiście, to taka troszkę wypadkowa jest. A to nie zmieści się w futrynie, a to wpadnie na słup. Duży mówi, że Filip swoją wypadkowość ma chyba po niej. Możliwe, bo ja nie jestem wypadkowy, zupełnie jak Duży! Podzieliło się widocznie, żeby Dużej smutno nie było.

Ostatnio było tak, że (zupełnie przypadkowo), trzasnąłem Dużą żelazkiem w głowę. Znaczy tak lekko przypindoliłem, nie mogło jej boleć, ale ona udawała, że ją boli i robiła to naprawdę przekonująco. Ale oni tak się zgrywają. Udają, że płaczą, bo chcą, żebym dał buziaka, albo udają, że ich boli jak im z liścia pociągnę. Mili chcą być. Ale ja z tym żelazkiem, to naprawdę przypadkiem. Leżała sobie Duża na kanapie, bo jej jakieś ciśnienie do samych pięt  opadło, czy coś, no i za nią jest ta taka duża poducha, co mi na nią nie pozwalają wskakiwać. I pomyślałem sobie, że ciekawe, czy żelazko odbije się od poduchy. Duży mnie nie rozumiał, jak go pytałem, więc sam sprawdziłem po prostu. Czy to moja wina, że żelazko ciężkie, poducha za daleko, a Duża w połowie drogi? Musiało jej się spodobać, skoro tak ładnie udawała, że ją to niby zabolało.

A kiedyś z kolei, to Filip niechcący zrobił Dużej niespodziewajkę. Bawili się w noski – eskimoski i nagle Filip mówi do mnie: – Ty, zobacz, jaka mam twardą głowę! I jak jej przyfasolił z bańki, to się odbiła. Mówił, że nie bolało go za mocno bo czołem dał, ale trzeba uważać, bo coś tam jednak poczuł. A Duża latała potem jak dzika do lustra, sprawdzać, czy jej ten tam… makijaż na dół pod oko nie zszedł, bo jechała na jakąś tam wycieczkę z pracy i jakby się potem wytłumaczyła. I mówiła, że jej właśnie Filip prawielimo zrobił. Tak mówiła. Ale jej te kolorki z oka nie zeszły pod oko, więc się rozluźniła i dała lustrowi  spokój.

Niedawno Duża miała zakończenie roku. Dokładnie nie mówiła nam, co to jest, ale zrozumieliśmy, że już nie będzie chodzić do pracy. No i z okazji tego jej zakończenia roku, odpicowała się w sukienkę. Rzadko ją widzimy w takim stroju, bo Ona chyba nie lubi sukienek. Filipowi się podobała, powzdychał, pozachwycał się, ja próbowałem lekko podrzeć, ale się nie dało,  a Duża poszła cała w tych swoich skowiurkach,  czy innych skowronkach.

Jak wróciła, to potem opowiadała Dużemu, że miała przygodę. Śmiali się z tego dość mocno, więc rozumiem, że było całkiem śmiesznie. Otóż, wyszła w tej sukience, a na przejściu niedaleko domu, przepuścił ją kierowca. To akurat wiem, że było ważne wydarzenie, bo jak my z nimi chodzimy na spacery, to nikt nas zazwyczaj nie przepuszcza. A podobno tacy ładni jesteśmy… ;)

 Duża pomyślała sobie, że może nie wygląda tak źle! Podobno w autobusie ludzie patrzyli na nią dziwnie, aż się zaczęła zastanawiać, że czy aż tak dobrze wygląda, no bez jaj, jak to mówi. I dalej mówiła, że jak wysiadła z autobusu, to kierowca się do niej uśmiechał i mrugał, a ona zaczęła się zastanawiać, że owszem ostatnio dość ładnie schudła, ale żeby jej sukienka na ramionach opadała, to bez przesady. I wtedy stanęła jak wryta, bo uświadomiła sobie, że nie dopięła sukienki! Nie wiem o co takie halo, my latamy z gołymi pupami w ogrodzie i jakoś nikt afery nie robi. Podobno Duża weszła do sklepu i jakąś panią grzecznie poprosiła, żeby jej tę sukienkę zapięła. Potem z wrażenia wsiadła w zły autobus i musiała się potem przesiadać. No ma ta nasza Mama wypadki i przygody, nie da się ukryć! 

A teraz chodzi na jakieś lekcje. Uczy się jeździć samochodem. Tata nam mówił. Ciekawe ile wypadków będzie miała, no nie? ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Babcie, babcie, babcie, czyli ociupinkę poobgadujemy…

25 cze

Od dzisiaj nasze Babcie mają swoją zasłużoną chemeryturę! Ale od początku…

Jak zdecydowaliśmy się pojawić się na Łezpadole, to Duża niedługo potem musiała chodzić do pracy, tej, co kiedyś już wspominaliśmy. No i Babcia Atka wtedy się nami zajmowała. Podobno byłem taki malutki, że to aż przesada i podobno wszyscy się bali mnie brać na ręce, podobno poza Dużymi. Dziwne nieco, ale dobra tam, było minęło. No i Babcia przyjeżdżała do nas, podobno nas karmiła, czytała nam i chodziła z nami na dłuuuugie spacery w każdą pogodę. Ostatnio nawet jacyś Duzi z osiedla mówili Jej, że ją poznają, bo jeździ od dwóch lat, szalona. My wtedy byliśmy najczęściej zajęci patrzeniem w niebo albo spaniem, albo jedzeniem no i strzelaniem kupami. Ale podobało nam się, że Babcia z nami była. Dostała trochę popalić kobiecina, bo Duża wspomniała dzisiaj, że potrafiliśmy odstrzelić scenę w stereo a nie umieliśmy pokazać o co nam chodzi. Teraz jak strzelamy scenę w stereo, to idzie się podobno z nami dogadać, bo już pokażemy i powiemy, że chodzi nam o to, żeby w końcu dali nam te kościelne bimbamy, co Duża mówi, że są księdza i nie może nam dać. Dogadałem się z Mateuszem, że przy najbliższej okazji porozmawiamy sobie z księdzem. Chcemy te bimbamy. Bo są fajne i dużo lepsze od tych, które nam Duża włącza na komórce. Niby takie same, ale jednak nie takie fajne.

Ale wracając do Babć. Babcia Atka tak do nas przyjeżdżała codziennie, a Babcia Inka wtedy jeszcze pracowała i wpadała popołudniami i w te ich łykendy. Potem Babcia Inka tez poszła na swoją chemeryturę i zaczęły się wymieniać. Wesoło było, zawsze coś przyniosły, a to bułę, a to owoce, a to parasol, czasami ciasto. A Babcia Atka, to co tydzień przywoziła nam jaja! Jaja, to bardzo fajne słowo i szybko zaczęliśmy je mówić. Jak człowiek widzi te jaja co tydzień, to w końcu mu w krew wejdą. Tym bardziej, że Duzi, to chyba się cieszyli z nich, bo często do nas mówili „ale jaja!”.  Nie mieliśmy wyboru, musieliśmy się nauczyć. A Duzi cieszyli się, jakby co najmniej dostali bułę! Babcia Inka za to zabierała nas do siebie, gdzie ma fajne dzwonki, dużo kwiatów i fajne zabawki na dole w domu. Oj działo się, działo!

Mateusz, to nawet nauczył się liczyć do czech i podnosić Babcię, żeby mogła sięgnąć brzozy.

Co prawda były tez nieporozumienia, bo na przykład dostaliśmy fajne kubeczki od Babci Inki. I Babcia mówi do Mateuszka „Mati, ale trzymaj kubeczek za uszko”. No to, logiczne chyba, że Mati wziął kubek i przystawił sobie do swojego uszka, no nie? A Babcia zaczęła się śmiać i nie mogła przestać. Po jakimś czasie okazało się, że kubek ma swoje uszko, ten taki dzyndzel z boku. Ja myślałem, że to było po to, żeby robić sobie mokre bimbamy. Cóż… na pewno takie użycie uszka jest o wiele zabawniejsze. Przynajmniej według nas. ;) Ostatecznie uznaliśmy, że nie będziemy Babci denerwować, bo fajna kobieta jest i trzymamy kubeczki za uszko, pijąc jak należy.
Ale za to… plujemy… (no nie wygrają z nami!).

Dodać muszę, że Babciom lepiej nie podpadać, bo mają fajne torebki, a w nich dużo różnych skarbów. I czasami uda się coś zwędzić. ;) I koszyk! Babcie mają koszyk, a w nich dużo różnych dóbr, jak to mówi Duża. Te koszyki są bardzo ważne i wszyscy się z nich cieszą.

Babcie robiły z nami dużo ciekawych rzeczy. Nauczyły nas, że jest nocnik, Duzi próbowali, ale są ciency w te klocki. Babcie się nie poddają tak łatwo. Z nimi te nasze negocjacje są nieco trudniejsze, niż z Dużymi. Bo Duzi szybciej pękają. Wiecie, boją się nas.

W ogóle z babciami ciągle było dużo zabawy, każda robiła z nami coś innego, ale wszystko było fajne.  Oczywiście też im czasami pokazywaliśmy rogi, w nadziei, że może w końcu pękną i na przykład pozwolą nam poskakać po kanapie, albo wchodzić na stół. W tych tematach, nawet Duzi nie pękali. Zmówili się, czy coś, a skakanie po kanapie i wchodzenie na stół jest naprawdę przyjemne! Tylko by ciągle nas straszyli, że spadniemy. Sami się pewnie boją skakać i wchodzić. Duża zresztą sama mówiła, że boi się wysokości i jak wchodzę na zjeżdżalnię na placu zabaw, to jej się słabo robi. Nie wiem, czego tu się bać! Babcie się nie boją niczego! Niestety nas też się nie boją.

Od wczoraj Babcie mają już wolne. Bo nasza Mama wróciła do swojej starej pracy, chodzi gdzieś tam uczyć jakieś dzieci, czy coś. Tak nam mówiła. Czasami do nas mówi jakoś tak dziwnie, inaczej, zamiast japko, mówi aapyl, albo daje mi winogrono i mówi grejp. No to w końcu niech się zdecyduje! Ale nieważne. Teraz Mama ma wolne od pracy, bo dzieci nie chcą przychodzić. Mateusz mówi, że się nie dziwi, bo jakby do niego gadali ciągle raz japko a raz aaapyl i inne takie, to też by nie chciał. No i dzięki temu, Mama jest z nami w domu. Podobno długo ma być. A Babcie mają odpoczywać. I tak już ma zostać, bo zacznie się przedszkole. Przedszkole, to zupełnie inny temat, o którym Mateusz opowie osobno. Bo całkiem fajnie tam jest, dużo możliwości, jeśli wiecie, co mam na myśli… :)

W każdym razie, wychodzi na to, że nasze Babcie już nie będą do nas przychodzić codziennie od rana. Ale myślę, że jednak będą często u nas a my u nich, bo nas lubią. My je też. Więc niech sobie mają tę swoją chemeryturę, od nas się nie uwolnią! I kiedyś pękną i pozwolą nam skakać na kanapie!

A tymczasem, Duża mówi, że Babciom należy podziękować, bo łatwo nie miały, bo podobno bliźniaki, to nie bułka z masłem. Phi, oczywiście, że nie jesteśmy bułka! Bułki się zjada, a my jesteśmy podobno niejadalni. Tak powiedział Duży, jak Mama mówiła, że zje moją lewą piętkę i prawe uszko, bo są takie słodkie. Wychodzi na to, że chociaż jestem słodziutki, jak tort, to nie wolno mnie jeść. Pewnie coś jak te porzeczki w ogrodzie. Niby dobre, ale jeszcze niedobre i „nie jedz, bo zielone”.

Wracając do tematu: Dziękujemy Babciom za codzienną opiekę nad nami, zabawy i naukę. Było ciekawie, wesoło i na pewno na tym nie poprzestaniemy.

A kanapa i tak kiedyś będzie nasza! ;)

I pamiętajcie, kubeczek zawsze trzeba trzymać za uszko, z nocnika wylewać wolno tylko w łazience, babcina torebka jest zawsze pełna skarbów a koszyki Babć po prostu wymiatają! ;)

Fajnie jest mieć Babcie, no nie?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bliźniaki