RSS
 

Notki z tagiem ‘dziecko’

Pajęczyna, Pająk i gadulstwo, czyli wróciliśmy…

25 lip

Witamy!

Dawno nas nie było. Wiemy. To wina naszej Mamy i naszego Taty, bo się Duzi tak rozkręcili, że po prostu nie było czasu!  Wróciliśmy jednakże i to chyba na dobre. Cieszycie się?

Po pierwsze, od kilku miesięcy postanowiliśmy pokazać Dużym, naszym szanownym rodzicom, że umiemy mówić. To, że nam się wcześniej nie chciało, bo i tak wszystko dostawaliśmy, co trzeba, czasami po większej aferze z powodu niezrozumienia –  to już wiecie.

Teraz nastąpiła „era pod tytułem <<oni-się-nigdy-nie-zamykają>>” – tak mówi Tata. Nie dogodzisz im człowieku, nie dogodzisz.
Milczeliśmy – źle. Krzyczeliśmy – źle. Mówimy – też niedobrze.

Nie no, żartuję. Tata mówi na mnie Filipek Dowcipek, bo lubię żartować. Ale wypraszam to sobie! Ja jestem Pająk i tak proszę się do mnie zwracać.
Paaaa-jąąąk. Jasne? A Mateuszek to Pajęczyna. I nie inaczej. Ten to potrafi poprawić każdego nawet przez sen. Pajęczyna i koniec. Mama mówi, że nam zmieni dane w jakimś tam urzędzie czegoś tam. A proszę bardzo. Nam się podoba. Pająk i Pajęczyna. No czy nie brzmi to ładnie?   Pajęczyna mówi nawet, że jak Mama nie przestanie się tak mylić i mówić ciągle Mati, Mateuszek itede, to wróci do etapu, gdy kazał na siebie mówić Ruda.  A był taki czas, oj był.
Mama wyraźnie bledła, gdy Pajęczyna poprawiał ją, mówiąc „nie, ja jestem Juda, nie Judy, tylko Juda”.

I nie pytajcie nas, skąd się to wzięło. My po prostu wiemy, że jesteśmy Pajęczyna i Pająk i to powinno wystarczyć.

Wracając do tematu, zaczęliśmy mówić bardziej po ludzkiemu, jak to Mamcia mówi. Co prawda też czasami nam się wtrącają i każą mówić helikopter zamiast helipopej, albo ciągle nam mówią, że nie mogę powiedzieć, że weszłem do szamba. A dlaczego nie?! Skoro to jest takie bardziej prościejsze i bardziej szybciejsze? A jak Ona ciągle mówi, że weszła na chwilę do sklepu, to jest dobrze, tak!? Ciągle poprawia i poprawia, a sama mówi źle.

Szkiełkowatymi rzeczami też nie pozwala się bawić, ale w sumie ma rację, bo wiemy, że szkiełkowate mogą wbić się w rączkę i to nie jest przyjemne. Próbowałem, więc wiem.

W ogóle, to Duzi wszyscy na nas patrzą, jakbyśmy byli ufoludkami, bo podobno mówimy do nich dużo mądrych rzeczy.

Na przykład Mama bardzo się zdziwiła, gdy Pajęczyna podłączył do kranu na podwórku swoją rurę kajanalizyjna,  taką, co mama mówi , że jest pececefau i mówi, że kujde coś mu cieknie.  Duża troszkę się śmiała i dziwiła, myślała, że my nie widzimy. Ona chyba się dziwiła, że Pajęczyna umie powiedzieć, że mu coś cieknie. A ja wtedy też spojrzałem i mówię „kujde, faktycznie ci coś CIEKNIE”.  Patrzę na Nią, a ona udaje, że się nie śmieje, nie wiem po co, bo zawsze widać przecież. Co ją tak w tym słowie śmieszy to ja nie wiem. Ale ona ma dziwne przeczucie humoru, więc nie ma co się zastanawiać.

Ostatnio dużo nowych rzeczy się dowiadujemy, bo w końcu możemy normalnie zadawać Dużym pytania i najczęściej nas rozumieją. A moje ulubione pytanie to „po co?”.

Po co niebo jest niebieskie?
Po co dzieci nie mogą bawić się prądem (to już wiem, ale co mi szkodzi zapytać kolejny raz…)?
Po co jest słońce? Po co gdy jest burza to nasze koty się boją?
I najważniejsze – po co nie możemy wejść do szamba?! Jest głębokie i bardzo, bardzo, bardzo, barrrrrdzo fajne”.  A oni nam nie pozwalają go otworzyć! Położyli kupę kamieni na blachę od szamba i zadowoleni. Ale na szczęście Tata ma w garażu dwie łopaty i już wiemy, że wystarczy podważyć, usiąść na rączkę od łopaty i szambo się otworzy. Niech oni nie myślą sobie! To szambo jest nasze! Ale o szambie opowiem Wam później.

Teraz chciałem się tylko przywitać i powiedzieć, że już tak nie zamilkniemy. W końcu gaduły z nas podobno niemiłościerne są.  No i w ostatnim czasie bardzo, bardzo, bardzo, barrrrdzo dużo ciekawych rzeczy się zdarzyło. Na przykład byliśmy w szpitalu, chodziliśmy do przedszkola, mamy kolegów i koleżanki z Mamy szkoły, byliśmy nad morzem i umiemy budować własne….. szamba! Oczywiście! Ale o tym wszystkim opowiemy w kolejnych spotkaniach.

Tymczasem mam pytanie:

Po co mydło szczypie w oczy?

Cześć! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Kompot, francuz i koci ogon, czyli co jest nielegalne…

01 wrz

11886226_929702157093896_1054082469_o

Witanko!

My już chodzimy. Właściwie nawet można powiedzieć, że biegamy. Co prawda, zdarza nam się zatoczyć całkiem poważnie, ale i tak, chodzimy i biegamy. I Dużym prawie nie udaje się nas złapać. Prawie. Ale niedługo nie uda im się wcale!

Dzisiaj chciałbym trochę się na nich poskarżyć. Bo kto to widział, żeby wszystkiego człowiekowi zakazywać. Zwłaszcza takiemu Fircykowi jak ja, czy Filip! To naprawdę skandal.

A o to lista niektórych zakazów, nie wszystkich, bo jakbym miał mówić o każdym, to musiałbym nie iść spać.

Nie wolno nam bawić się w kompocie. Kompot, jak już chyba kiedyś mówiłem, to takie duże coś, co ma fajny zapach (chociaż Duża twierdzi, że tam śmierdzi). W kompocie jest bardzo dużo różnych rzeczy do jedzenia, liści, trawy. Duża nam zakazuje, bo mówi, że wyrzuca do kompotu resztki i my nie mamy ich jeść, bo jedzenie mamy w domu. A to, że człowiek, bawiąc się w ogrodzie, ma czasami ochotę przegryźć sobie taki chlebek z kompotu, czy skórkę od banany, albo innego liścia, to już nie ma dla niej żadnego znaczenia. Filip mówi, że chyba trzeba będzie zaprotestować. Usiąść pod tym kompotownikiem i stanowczo żądać dostępu do kompotu.
A, że my potrafimy stanowczo żądać, to chyba już wiadomo, prawda? Na razie staramy się brać ich, jak to mówi Duży, z partyzanta. Filip najczęściej odwraca ich uwagę zjadając szyszki z krzaka, który się tuj nazywa, a ja wtedy cichuteńko, na paluszkach zakradam się i biorę, co mi wpadnie w ręce: spleśniały (nie wiem, co to znaczy, ale Duża woła zawsze „zostaw! to spleśniałe!”) kawałek bułki, a to starą śliwkę, a czasami to się nawet duży liść trafi. I uciekam. Duża wtedy podobno zawału dostaje, bo biega między mną i Filipkiem, wyciągając jemu szyszeczki z buzi, a mi te moje skarby z rączki.  Nabiega się kobiecina, nabiega.

Mamy też zakaz jedzenia wszelkich fajnych rzeczy, typu kamienie, kora, czy właśnie- szyszki z tuja. Nie wiem, dlaczego tak im zależy, żeby tego nie brać do buzi, przecież to jest fajne! Kora smakuje całkiem nieźle, czasami przykleja mi się do języka, ale potrafię sobie sam ją wypluć i nie trzeba od razu dostawać, kapopleksji. Ostatnio Duży mówił do mnie, żebym wypluł tego kamienia, bo Mama dostanie kapopleksji. Nie wiem, po co te nerwy, bo rozumiem, że o nerwy mu chodziło. A ja sam podsłuchałem, jak Mama opowiadała, że jak była w naszym wieku, to zbierała na ulicy pety i je jadła. Nie wiem, co to są pety, ale też chyba zakazane, bo się z Dużym śmiali, że Babcia pewnie buzię Mamie szorowała mydłem. To ona mogła jeść pety, a my nie możemy?!

Ślimaki też są nielegalne. I skorupki od ślimaków też. Ja uwielbiam chodzić do tej rabaty, co Duzi zakazują deptać, bo tam jest tak dużo ślimaków. Znaczy, skorupek. Już mi Duża wyjaśniła, że ślimaków już tam nie ma, ale skorupki są i ich się nie jada. I ślimaków też mam nie jeść, bo podobno nie jestem francuzem. Ja wiem, że nie jestem francuzem, jestem Mateuszkiem i nie trzeba mi o tym wiecznie przypominać!

Mówię Wam, w tym domu ( i ogrodzie) wszystko jest nielegalne! „Nie rwij bluszczu, bo nielegalny”, „nie liż płotu, bo to nielegalne” i tak w kółko.

Ale w sumie, to nie narzekam, tak tylko opowiadam. Bo Duzi jak nam zakazują i dostają kapopleksji, to najczęściej się uśmiechają.
I wołają do nas i nas gonią, a wtedy jest niezła zabawa. Bo Duża to musi się nieźle nabiegać, żeby nas złapać, umiem dobiec aż do końca ogrodu i ona mnie dopiero wtedy łapie. Troszkę wolna jest, ale cóż, sama mówi, że starość nie radość.

Kociego ogonu też nie wolno nam brać do buzi. I w ogóle najlepiej nie łapać ani kociego ogonu, ani kota w całości. Po pierwsze, bo Duzi zakazują (oczywiście!), a po drugie, bo koty wcale tego sobie nie życzą. TaśTaś, co się Bobek nazywa, to nawet sam mi powiedział, że tego nie lubi – zrobił takie ssssssssss i jakoś tak widać było, że chyba chodzi mu o te włoski co go za nie złapałem.
Duża do nas dopadła i wykład oczywiście też był. (Wykład jest wtedy, gdy Duża nam tłumaczy dlaczego coś jest nielegalne, nie wszystko wtedy rozumiemy, ale to jej nie przeszkadza mówić).

Wiecie, czego fajnego jeszcze nam nie wolno? Wchodzić na kanapę! Bo my już umiemy takie rzeczy nawet. I Duża nie pozwala nam, jak jest z nami sama, bo mówi, że nie ogarnie nas. Bo Filip skacze jak pcheła, a ja bym najchętniej wszedł za kanapę.
To nieprawda, ja bym chętnie tę kanapę przesunął, bo się za nią normalnie nie zmieszczę. Jedno jest pewne – jak jesteśmy sami z Dużą albo z Babcią jedną, czy drugą, to nie wolno nam się wspinać.  Bo to jest oczywiście… nielegalne!

Wkładanie bratu palca do nosa, czy do oka też spotyka się ze sprzeciwami ze strony Dużej, a to taka fajna zabawa przecież!
Pomijam już rzucanie zabawkami w telewizor, czy stukanie ciężką zabawką w okno, bicie brata też jest zakazane, bicie mamy czy taty, czy babci też. Chcąc nie chcąc, musimy się poddać, bo ile można słuchać, że to jest zakazane, a tamto nielegalne. Chociaż i tak, samo próbowanie jest niezłą zabawą.Polecam! Szczególnie kamyki i szyszki z tuja.

No, to sobie ponarzekałem, poskarżyłem. Od razu mi lepiej. A jutro z rana powtórka z rozrywki. Może tym razem uda mi się zjeść ślimaka!

Na koniec tylko dodam, że jedno mnie dziwi. Że kąpiel w basenie i w wannie nie jest nielegalna. Przecież są takie fajne. A skoro Duzi tak nam zakazują samych fajnych rzeczy, to ciekawe, że tego jeszcze nie zakazali, prawda? Ale nie pytam ich o to, bo może sobie przypomną i faktycznie nam zakażą. A tak, chociaż coś mamy z tego życia na nielegalu.

Pozdrawiam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki

 

Pan od zmywarki, kubek kawy i dom wariatów, czyli najkrótsza kolęda świata…

23 lut

Była u nas kolęda!

Kolęda, to jest takie coś, że przychodzi ten ksionc, co nam dawał chrzesta, nie ten sam, ale podobny. I on właśnie u nas niedawno był i mówił różne rzeczy, co się modlitfy nazywają. Znaczy, najpierw weszli z innym Dużym i śpiewali, że przybiegli pasterze i stada aniołów zleciały, jakies takie historie. I jak już pośpiewali, to wtedy ten ksionc mówił różne rzeczy, a wszyscy go słuchali. Tylko pan od zmywarki go nie słuchał. Bo w tym czasie był u nas pan od zmywarki. Nie wiemy dokładnie, kto to taki, ale Filip mówi, że skoro on nie musiał słuchać tego ksionca, to musiał być jakiś ważny gość. W każdym razie, ksionc chyba chciał pić, bo mówiąc, patrzył cały czas na kubek z kawą, który zostawiła na stoliku nasza babcia Inka. (Okazuje się, że nasze babcie nie mają na imię Jasna i Ciemna, tylko Atka i Inka, ładnie, co?).

Duża powiedziała później, jak ksionc sobie poszedł, że nie zauważyła w tym całym , chałosie,   że kubek został na stoliku. A babcia podsumowała wszystko tak, że istny dom wariatów był tego dnia, więc i kolęda normalna być nie mogła. I chyba coś w tym jest, bo nawet ten ksionc, jak już skończył mówić swoje modlitfy, to spojrzał w końcu na nas, zamiast na kubek i powiedział, że widzi, że mamy ręce pełne roboty i nie będzie przedłużał, tylko nam zostawia obrazek. Duża nam go pokazała, tego obrazka, całkiem ładny, tylko mały i nie dała nam go pogryźć, a szkoda. Na pewno gryzłoby się go równie dobrze, jak te inne obrazki co nam daje i mówi, że to książki.

Owszem, byliśmy wtedy mocno zajęci z Filipem, bo on próbował wyjść z fotelika, a ja pilnowałem pana od zmywarki. Ważny, czy nie, pilnować trzeba. Był niebezpiecznie blisko naszych miseczek z kolacją, a my lubimy nasze kolacje. Miło ze strony tego ksionca, że zauważył, jak mocno zajęci jesteśmy z tym wszystkim, mając też Dużych na głowie. Istny dom wariatów, faktycznie, bo tuż przed wejściem ksionca, Duża stawiała na stoliku świeczki, ale, jak potem skomentowała, ich nie zapaliła. Potem biegała, porządkować, bo jej się nie podobało, że zabawki leżą. Pewnie chodziło o to, że pan od zmywarki przyszedł. Jak są u nas goście, to Duża zawsze zbiera zabawki, pewnie się boi, że je nam zabiorą. Dobra z niej kobieta.

W tym czasie Duży był nie do opanowania! Zamiast nam pomagać w naszych ważnych zajęciach, on przestawiał co chwilę różne rzeczy, przestawił na przykład Dużej świeczki ze stolika na szafkę i w ten sposób na stoliku został tylko kubek kawy, o którym już wspomniałem. Duży rozmawiał też z panem od zmywarki i z babcią Inką. Mówię Wam, byli nie do ogarnięcia. Ksionc widać się zna, skoro od razu podsumował sytuację. Najspokojniejsi w tym wszystkim byliśmy my.

W każdym razie, była u nas najkrótsza kolęda świata, tak podsumowała Duża. Kiedyś była u nas najkrósza Wygilaja świata, a teraz kolęda. Czy to znaczy, że u nas wszystko zawsze będzie najkrótsze na świecie? Całkiem możliwe, że przyczyną wszystkiego są Duzi. Zobaczymy, co będzie dalej, bo jeśli wszystkie ciekawe rzeczy mają być tak krótkie, to musimy z nimi poważnie porozmawiać.

Ciekawe, czy przyjdzie do nas znowu ta kolęda niedługo. Zawsze to jakaś rozrywka. Trzeba pogadać z Dużymi, żeby coś zorganizowali, w końcu też lubią gości, no nie?

Tymczasem do następnego!

 

 

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Koty, bunt, szkoła i naiwność, czyli ja też mam coś do powiedzenia…

14 sie

ilustrFilip już tyle się nagadał, że i mnie, Mateusza naszło. Nasza Duża mówi często do mnie tak dziwnie – Mateuszek Skarbeuszek. Nie wiem czy to nasze nazwisko czy co. A Nasz Duży to mówi na nas Podgrzybki – co to jest? Często mówi, że położy podgrzybka do wózka i pojedzie na spacer. Dziwne, nie? Filipek zastanawiał się kiedyś co to jest wózek – to chyba ta inna kuweta, w której nas zabierają na ten dwór co go spacerem nazywają. Wszystko tu jest takie skomplikowane. Filip ma rację, że Wielka Woda była o wiele łatwiejsza do pojęcia. Snuł się człowiek, to coś kopnął, to zahaczył, ale nie było aż tylu rzeczy dziwnych, nowych…

A ja już wiem, jak Koty ma na imię, i jeden i drugi. Jeden Koty to ma na imię Cipcip a drugi Taśtaś. Bo jak Duża je woła to często woła „Kotyyyyy Cipcip, Taśtaś!” Nie wiem, który jest Cipcipem, który Taśtasiem, bo one najczęściej albo przychodzą razem, albo wcale. Kiedyś się dowiemy, który jak ma dokładnie na imię. Filip mówi, że ładne te imiona. Tylko nie wiem, dlaczego jak Duża woła „kotyyyy Cipcip, Taśtaś”, to Duży wtedy często mówi takim niskim głosem: „Do lwa, kurka, do lwaa?” – kiedyś musimy ich o to zapytać, bo Filipek też nie wie o co chodzi. Co to jest ta lwa?

Duży czasami nazywa mnie buntownikiem z wyboru. Mówi, że często protestuję i nie dam sobie w kaszę dmuchać. Serio – Filip ma rację, że oni czasami dziwnie mówią. Owszem, buntuję się, bo jak chcą mi robić krzywdę, na przykład ubrać mnie, to co mam robić? Uśmiechać się i tego, dziękować? Czy oni nie widzą, że ja bardzo, BARDZO nie lubię być ubieranym? Wciskają człowieka w te ubranka, a ja wolę samą pieluszkę, albo najlepiej być bez niej. Wtedy można tak fajnie postrzelać w nich sikami i nie tylko… Filip chyba nie ma nic przeciwko ubieraniu go, ale on chyba się po prostu poddał. A ja nie! Będę walczył, aż oni się poddadzą. Kiedyś muszą, no nie? Jak ja ich kiedyś ubiorę, to popamiętają!
Albo jak muszę czekać tę ich „sekundę” na jedzenie. Strasznie długa ta sekunda, obaj tak uważamy. Musimy stanowczo ich nauczyć, że nie powinno się zwlekać z jedzeniem. Oni chyba tego nie wiedzą, może nie lubią jeść i myślą, że my też? Ja tu już czekam, całkowicie gotowy na moją butelkę, a oni jeszcze „chodź, kochanie, mamusia zmieni ci pieluszkę”… No i jak mam się nie wydrzeć? Stanowczo mówię im, że najpierw jedzenie, potem pieluszka, ale nieeee… Muszą po swojemu. Albo już, już mam dostać jeść a tu Duży najpierw mi pod bródką rozkłada jakieś coś, na co mówi tetra – czy to takie ważne, żebym miał tetrę pod bródką? Jak chcę jeść, to chcę jeść! A potem oni narzekają, że ja robię jakiś bunt na bałnty czy coś.

Ale najdziwniejsze, to jest jak mnie kąpią. Bo wtedy tak dużo do mnie mówią, że urosłem, że się w wanience nie mieszczę, że pójdę do szkoły. W wanience to się zgodzę, że się nie mieszczę – chciałem ostatnio pofikać i nie dało się. Duża zarobiła z pięty w nos, wesoło było. Przynajmniej mnie. :)
Ale ta szkoła… gdzie oni mnie chcą wysłać? Ja dopiero co przyszedłem do nich z Filipkiem, a oni już chcą nas w inne miejsce wysłać? Nigdzie się nie ruszam! Pewnie tam też tego krewa nam będą chcieli zabrać, bo ta szkoła to brzmi jak szpital i ja się nie zgadzam! Tak im boksa przyfasolę, że się nie pozbierają. A niech tylko napatoczy mi się ta inna Duża, co wczoraj nam krewa zabierała. Już mówiłem Filipkowi, że następnym razem się nie damy. Musimy zaatakować pierwsi. Jestem dzisiaj w bojowym nastroju, ale nie zawsze tak mam.
Bardzo lubię rozmawiać z moimi Dużymi, chociaż oni najczęściej mnie nie rozumieją. Gadają do mnie wtedy jakieś głupoty, a ja się śmieję z nich. Duży to chyba myśli, że ja się do nich uśmiecham, ale co ja go będę z błędu wyprowadzał? Jeszcze się zbuntuje i nie da mi jeść.

Ciekawe, czy Cipcip i Taśtaś czasami się buntują. Może mają jakieś sposoby na Dużych, których my jeszcze nie znamy. Chyba czas się tym zainteresować.
Filipek ma rację – musimy być czujni. Nigdy nie wiadomo, co Duzi wymyślą znowu. Chociaż są kochani, strasznie chyba nas lubią, bo często nas przytulają i całują, ale jednak Duzi, to Duzi. A my, Fircyki musimy trzymać się razem.
I dalej udawać, że się wzajemnie nie widzimy, to chyba skutkuje. Tak jak Cipcip i Taśtaś udają, że się nie lubią. Duzi święcie w to wierzą. Ech, ta Duża naiwność. :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bąk i uśmiech, czyli sztuka podrywu..

13 sie

Dzisiaj rano Duży z Dużą śmiali się, chyba z nas. Ale to nie było niemiłe. Tylko mówili jakieś dziwne rzeczy. Że ja filtruję czy flirtuję, czy jakoś tak, ale chyba filtruję. Duża stwierdziła nawet, że nie potrafię się zdecydować, czy mam podrywać na uśmiech czy na bąki. Właśnie tego nie rozumiem – co podrywać? Uśmiechem da się coś poderwać do góry? No a bąkiem to naprawdę.. dziwne rzeczy mówią. A w ogóle to oni jakoś tak niedzisiejsi są chyba, bo co Mateusz albo ja puścimy NIECHCĄCY głośno bąka, to oni się śmieją, że dźwięki puszczamy jak starzy. Ciekawe jak oni sobie radzą w tym temacie. Melodyjkami, czy jak? Może dlatego się śmieją, bo my jeszcze nie umiemy melodyjkami? Czy to nasza wina, że tak głośno nam to wychodzi?

A tak poza tym, to co to znaczy to filtrowanie? Czy oni zawsze muszą używać takich niezrozumiałych słów?!

Tak samo było później. Znowu byliśmy w tym miejscu, co się szpital nazywa. I znowu ta sama Duża nas oglądała, wykręcała, mówiła do nas różne rzeczy. I inna Duża stwierdziła, że Mateusz z nią filtruje , bo do niej gadał. A on jej wtedy mówił, właściwie to jej spokojnym tonem obwieszczał, że jak znowu zrobi mu ból na główce to on tam kiedyś wróci i jej takiego boksa odfanzoli, że tego.
Bo okazuje się, że ten boks to fajna sprawa – piastką uderzasz i nikt ci nie podskoczy. Niechcący takiego boksa dałem naszej Dużej dziś rano i tak się dowiedziałem co to jest, bo skomentowała to do naszego Dużego.

No i ta inna Duża chyba Mateusza nie zrozumiała, bo oczywiście wzięła nas i zrobiła znowu ból na główce. Że niby jakiś krew musi być zabrany, czy coś. A czy ona nie może sobie tego krewa brać od siebie? Musi od nas? To się kradzież nazywa! Protestowaliśmy, ale nikt nas nie słuchał, a nasz Duży to nawet nas trzymał i jej pomagał. No ale na niego gniewać się nie możemy, bo oboje z naszą Dużą wyglądali, jakby im źle było, a do tego, chyba tamte inne im kazały. Nie wiem czemu ich słuchali, ale chyba musieli. W każdym razie ta inna Duża sobie grabi i to ostro. Kiedyś jej pokażemy. Na razie wygrażaliśmy się tylko piąstkami, bo chyba jednak na razie na więcej nie mamy szans.

Te inne Duże to dzisiaj na początku i później się nami zachwycały, że tacy wielcy już jesteśmy. My wielcy? To jakie one są? Ciekawe, czy jest na to jakieś słowo?
W każdym razie nasza Duża się śmiała i mówiła, że mafia osiedlowa z nas wyrośnie. Co to jest mafia?
A jak inna Duża powiedziała, że Mateusz ma dużą klatę, to nasz Duży powiedział, że Mateusz poszedł w masę, teraz pójdzie w rzeźbę a oni już dla niego szukają złotego łańcucha na szyję i sygnetu na palec. Na to inna Duża spytała, czy już ma się bać. To chyba najbardziej niezrozumiałe zdania, jakie do tej pory powiedzieli. Mateusz patrzył na nich ze zdziwieniem, bo nikt go nie pytał, czy chce jakiś łańcuch. Nie wiemy czy to jakieś ubranko czy co. I dlaczego miałby coś zakładać na palec? Czy o chodzi o tę mafię? Muszę ich o to kiedyś zapytać. O mnie za to Duża powiedziała, że ja może w masę nie idę ale w smukłość. Masa to chyba znaczy, że rośniemy, to chyba dobrze? I jak to ja nie idę w masę? A kto ciągle gada, że ja robię się coraz cięższy? Dzisiaj Duży to już nawet mówił, że musi sobie rękę wzmocnić, bo mu ciężko. I kto tu nie idzie w masę?! Tylko jeszcze nie wiemy co to jest ta mafia i ta rzeźba. Może chodzi o to, że jak rośniemy to ładniejemy?
W sumie mafia i rzeźba to całkiem ładne słowa. I skoro inna Duża miała się bać, to może warto się tym zainteresować?
Jak następnym razem znowu tego krewa będą nam chcieli zabrać, to im powiem „mafia, mafia! rzeźba! rzeźba!”. Może się odczepią?

Dziś wieczorem poćwiczę na naszych Dużych. Mafia! Mafia! Rzeźba! Rzeźba!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Smutek, czyli dlaczego Duża dziwnie się dziś ubrała…

12 sie

Dzisiaj pierwszy raz widziałem, jak Duża wygląda bez uśmiechu. To nie było długo, ale wyglądało dziwnie. Nie wiedziałem, dlaczego tak było, Mateusz też mówił, że dziwna sprawa. Dopiero jak wrócił Duży, to się okazało. Duża powiedziała, że odszedł jakiś Robin Łiliams i miała wtedy taki inny głos. To chyba był ktoś ważny, a ona powiedziała do Dużego, że czuje smutek i nie umie go z siebie zrzucić.
Czy smutek to jakieś ubranko, że nie mogła go z siebie zrzucić? Może za małe jakieś, czy coś? I dlaczego ten smutek założyła na wieść o Robinie Łiliamsie? Kiedyś zapytam ją o to, bo nigdy jej takiej nie widziałem, a znamy się już przecież całkiem długo.
Tymczasem spróbowaliśmy z Mateuszem ją rozweselić, ja się uśmiechałem, Mateusz gadał (ten to w ogóle gada jak najęty, ciekawe, kiedy zacznie się tu udzielać! Gaduła jeden!) i chyba nam się udało, bo się uśmiechnęła, ale potem jeszcze słyszeliśmy jak mówiła, Robin Łiliams to, a tamto. Najdziwniejsze było, gdy powiedziała na głos „O, kapitanie, mój kapitanie” – no tego to już zupełnie nie zrozumieliśmy obaj. Myślę, że ten dzień trzeba będzie zapamiętać i ją kiedyś o niego zapytać. O tego Łiliamsa Robina i o tego o, kapitanie . Tylko chyba musimy poczekać z pytaniami, aż wyrośnie z tego ubranka, które nazywa się smutek. Swoją drogą, mam nadzieję, że nam nigdy nie kupi takiego ubranka, bo musi być bardzo niewygodne, skoro tak dzisiaj kiepsko w nim wyglądała.

Powiedziała jeszcze dziś, jak już zasypialiśmy, że trzeba pamiętać Robina Łiliamsa. Nie wiem dlaczego, ale zapytam kiedyś, a skoro trzeba pamiętać, to trzeba. W końcu ona wie. Się zna. Robin Łiliams – my też będziemy pamiętać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tata, mama, czyli kto tu rządzi…

12 sie

Kiedyś już mówiłem, że nasza Duża nazywa się Mama. Tak mówi do niej często nasz Duży, czyli Tata, bo z kolei Mama go tak nazywa. Rozumiem, że tak mają na imię. No całkiem ładnie, nie powiem. Mama to się ciągle uśmiecha. Ona chyba tak już ma na stałe. Ale Tata też się dużo śmieje, czasami nie wiem czy do nas, czy z nas. W ogóle to Oni oboje jacyś tacy weseli są ciągle. A Duża, to jak nas karmi i Duży czasami coś powie dziwnego, co ją rozweseli, to potrafi się cała trząść ze śmiechu. Czy ona myśli, że takie trzęsienie podczas jedzenia jest przyjemne? No mogłaby się nieco powstrzymać, nakarmić mnie, odbić, odłożyć, poczekać aż usnę i wtedy mogłaby się tak trząść. Ale nieeee… ona musi od razu jak Duży powie coś zabawnego. Nie zawsze zresztą to, co On mówi mnie bawi.

No bo na przykład ostatnio, mówi do Dużej podczas kąpieli: „zobacz, Filipek trzyma piąchę, jakby chciał mi z boksa przyfasolić” – po pierwsze co to znaczy „przyfasolić”, a po drugie – taki miałem zamiar, bo za długo mnie trzymał na plecach! A ja wolę być kąpany na brzuszku! Serio, jak ja lubię leżeć na pleckach to mnie kładą na brzuszku, a gdy lubię być kąpany na brzuszku, to mnie kąpią na pleckach – czy oni nic nie rozumieją?

Ale nie o tym chciałem (może się w końcu nauczą kłaść mnie tak jak lubię), bo gadaliśmy ostatnio z Mateuszem, że ciekawe, kto rządzi. Bo w sumie, to Mama i Tata robią przy nas wszystko, spędzają z nami czas, Duża trochę więcej niż Duży, bo on to rano gdzieś wychodzi i nie jest, a potem nagle jest. Nie wiemy dokąd znika, jest to wysoce podejrzane i próbujemy to z bratem rozpykać, ale na razie ciężko nam się połapać. Bo czasami wychodzi i nie jest chwilę, wraca z jakimiś torbami czegoś, a innym razem (i tak jest najczęściej), wychodzi i nie jest dość długo. A potem znowu jest i mówi, że jest zmęczony i jakieś ciśnienie mu podskoczyło, bo praca coś tam. Nie wiem co to jest ta praca, albo kto, ale widocznie musi go męczyć. A zostałby z nami, to by sobie odpoczął, no nie?

No, ale wyszło nam z Mateuszem, że chyba rządzimy my. Bo Duży z Dużą wszystko nam podają, wszędzie nas noszą i wystarczy tylko, że się nieco, no ociupinkę głośniej odezwiemy a już biegają jak szaleni i kombinują. W każdym razie fajnie jest rządzić – człowiek dostaje wszystko, co chce i jeszcze się przy tym do niego uśmiechają. Ale Mateusz mówi, że musimy być ostrożni, bo jak się Duzi wycwanią, to będą nam kazali robić różne rzeczy, bo na przykład widzieliśmy, że Koty nie jest noszony, ani jeden ani drugi. Biedni, sami muszą wszędzie chodzić… to może być fajne, ale jednak trochę męczące musi być, bo Duża czasami mówi, że strasznie się zmęczyła chodząc z wózkiem. Co to jest wózek? I dlaczego ona musi się z nim tak męczyć? Z naszą kuwetą się nie męczy, bo nigdy nie mówi, że się zmęczyła z kuwetą. Mogę być zatem na razie spokojny, że jeszcze nie przestaniemy rządzić, przynajmniej przez jakiś czas.

Tata jest fajny. Mówiłem kiedyś, że on wyciąga duże pudło i lecą wtedy melodie. Okazuje się, że to pudło to jakaś gitara, czy coś. Tata z Mamą kładą nas na czymś, co nazywają kordłą i Tata bierze tę gitarę i wtedy lecą melodie. Ale raz nie było fajnie. Bo śpimy sobie z Matim, jest dzień, jesteśmy w innym pokoju w innej kuwecie, niż w nocy i na spacerach, i nagle jak nie łupnie dźwięk z tego pudła. No Duży trochę przesadził – czy on nie rozumie, że co za głośno to niezdrowo? Skończyło się tak, że Duża z Dużym musieli nas nosić i uspokajać. Kolejny raz okazało się zatem, kto tak naprawdę rządzi. Nie wspomnę już nawet tego, że codziennie nas kąpią, zmieniają nam pieluszki, a my im tego robić nie musimy. No jak nic – rządzimy na całego! I tak ma pozostać, dołożymy wszelkich wysiłków, żeby taki stan utrzymać. Tylko cicho, bo się skapną i skończy się Fircykowanie.. :) A wtedy podzielimy los biednych Koty.. oj nie byłoby wesoło…ani trochę. Lepiej rządzić niż być wyrządzonym, czy nie?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Arrrrrmagedon, scena, foch i Omeny, czyli kto kogo nie rozumie…

11 sie

Wczoraj Duża powiedziała do innej Dużej, której u nas wcześniej nie było, coś takiego: „Stara, mówię ci, wczoraj był taki arrrrrmagedon, że myślałam, że padnę!”. Po czym opowiedziała jej, jak to dzień wcześniej „Mateusz odstawił taką scenę, że zrobił się sino-czerwony, Filip napinał się nie mogąc zrobić kupy, a na koniec Mateusz padł a Filip ją osikał”. Nie rozumiem co to ma wspólnego z arrrrrrmagedon, ale może to jest jakieś święto, bo Duża stwierdziła, że to był wyjątkowy dzień. Coś wspomniała o tym, że znowu „zamuliła” i musiała prać spodnie bo ją osiusiałem – ale przecież ona niedawno powiedziała do mnie: „no tak, Filipku, dzień bez bycia osikaną jest dniem straconym” – śmiała się mówiąc to, więc uznałem, że muszę dbać o to, by jej dni nie były stracone. A Mateusz wcale sceny nie odstawił tylko po prostu bardzo nieszczęśliwy był, bo chciał być noszony a Duża normalnie się leniła. Przecież to chyba przyjemność nas nosić, no nie? Tak sobie myślę, że kiedyś jej powiem, że jakbym umiał to też bym ją nosił, ale nie umiem. Noszenie musi być bardzo miłe, bo na ogół często to robią. I wtedy też, ale Mateusz chciał więcej. Czy to jego wina, że jemu bycie noszonym spodobało się tak samo jak Dużej podoba się noszenie?

Ta inna Duża, to osobny temat. Bo nasza Duża mówiła o niej do Dużego, że Koleżanka przyjdzie. Już kilka takich innych Dużych u nas było i wszystkie nazywają się Koleżanka. Czasami miały inne imiona, Marta, Ania, Asia. Ale chyba wszystkie mają takie drugie imię – Duża mówi, że my też mamy swoje imiona i jeszcze jedno wspólne nazwisko i to chyba jest to nazwisko, co te Duże mają. Marta Koleżanka. Asia Koleżanka. Ania Koleżanka. Może one wszystkie mają wspólne nazwisko, bo też w jednej kuwecie śpią i mają tę samą Dużą, tak jak my? Muszę o to zapytać Mateusza, on chyba dłużej podsłuchiwał ostatnio, ja niestety usnąłem.

W ogóle to Duzi używają bardzo wielu niezrozumiałych słów. Arrrrrrmagedon już wspominałem, tak samo ta scena – nie wiem co to znaczy odstawić scenę, ale chyba chodzi o to, że Mateusz tak rozpaczał. To nie mogła powiedzieć, że rozpaczał? Następnym razem ja też odstawię scenę i zobaczę, czy też tak nazwie. Ona lubi dziwnie nazywać rzeczy.
Albo inne słowo – Omeny. Mówi czasami do kogoś, że „napiszę, jak uśpię Omeny”, albo „posprzątam, jak Omeny zjedzą” – czy poza nami, Fircykami są tu jeszcze jakieś Omeny? I co to są te Omeny? Duża ma czas je karmić i usypiać, zajmując się nami? Chyba musimy z nią poważnie porozmawiać, bo jeśli ma czas na te Omeny to może znaczy to, że marnuje czas, który ma być dla nas??

Ale najgorsze do zrozumienia jest dla mnie słowo „foch”. Ostatnio Duży zapytał Dużą: „czy chłopcy też strzelają fochy jak są starsi? Czy tylko dziewczynki?” – Duża się uśmiechnęła i powiedziała mu, że to zależy. No i teraz jestem cały głupi, bo co to znaczy strzelić focha? I od czego to zależy? Coś mi się wydaje, że skoro Duża uśmiechnęła się na to słowo, znaczy, że je lubi… zatem chyba musimy z Matim nauczyć się strzelać te fochy, żeby Duża była zadowolona. Bo jak jest zadowolona, to dużo się śmieje i wtedy jest tak śmiesznie. Ale ona chyba zawsze jest zadowolona, albo może ma już taką minę po prostu, że się uśmiecha, sam nie wiem, ale co na nią patrzę to ma uśmiech na buzi. Dziwne. Do czego ona się tak uśmiecha?

Aaaale aaaaale, zapomniałem o czymś. No i była ta inna duża, Koleżanka u naszej Mamy i gapi się na nas (wszyscy Duzi jak przychodzą, to się na nas gapią, więc my gapimy się na nich, może zrozumieją, że to wcale takie fajne nie jest). No i tak się gapi i mówi: „oooo różnica między Filipkiem a Mateuszkiem jest coraz większa, widać, że nie są tacy sami”. No i tak patrzę na nią z Mateuszem i mówię „A ty niby jesteś taka sama z innymi Koleżankami???” – Też mają to samo nazwisko, więc mieszkają w tym samym domku, a też są inne. I czy ja się o to czepiam?! Wszyscy ciągle mówią, że Mateusz jest większy, a Filip mniejszy a inny, a taki, a siaki… A my tak z Mateuszem patrzymy i nic z tego nie rozumiemy. Mieliśmy być tacy sami, czy co? No ja cię przepraszam, ale o co tu chodzi? I wcale nie jestem mniejszy od Mateusza – jak na niego patrzę to według mnie wygląda tak samo jak ja! W końcu obaj mieścimy się w takich samych kuwetach, no nie? Ciekawe, czy one by się zmieściły….

No, ale nie złoszczę się, nie myślcie sobie. Tylko tak stwierdziliśmy z Matim, że Duzi to jednak „dziwny naród” – chyba tak się ich nazywa. Nasz Duży, Tata tak kiedyś powiedział o innych Dużych, którzy mają nazwisko Chinińczycy, czy jakoś tak. Wyglądał na oburzonego, ale nie wiem dlaczego, tylko słyszałem, jak mówił coś o okrucieństwie wobec psów czy coś. Psy to chyba takie coś jak nasze Koty, ale inne trochę. Jeszcze dokładnie nie wiem, ale coś tam słyszałem, jak Duzi rozmawiali kiedyś, że lubią i Psy i Koty. To chyba muszą być takie same, ale pewnie trochę inne. Ciekawe czy też sikają do butów.

Najlepsze z wszystkiego jest to, że Duzi ciągle mówią, że Mateusz i ja siebie wzajemnie nie widzimy i nie zwracamy na siebie uwagi. Oni są kochani, ale trochę ten… tego…. no naiwni. Bo jeśli siebie nie zauważamy, to dlaczego zawsze śpimy w dzień na zmianę? Jeden śpi, drugi czuwa. Mówiłem kiedyś o tym, że pilnujemy, żeby nas nie okradli prawda? Nawet Duża zauważyła ostatnio i mówi: „Kurczę, nic nie można zrobić bo albo jeden dokazuje albo drugi”. I skoro siebie nie widzimy wzajemnie, to czemu dziwnym trafem zawsze razem budzimy się na jedzenie w nocy? Oni myślą, że nas wyregulowali – ciekawe kto wyregulował kogo haha! No, ale niech myślą, że się nie widzimy – dla nas lepiej. Można spać spokojnie, bo brat czuwa. W końcu Duzi to taki dziwny naród. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bujanie, czyli kolejny sposób pacyfikowania Dużych…

06 sie

Lubimy odwiedziny. Duża mówi, że dostajemy dużo prezentów. Nie wiem co to jest, ale mówi, że mamy już dużo zabawek, ciuszków i jesteśmy aż nadto rozpieszczeni. No, ja nie wiem… przecież my nic z tego wcale nie używamy! Czy ja się bawię ciuszkami, albo zabawkami? Włącza nam co prawda melodię z czegoś kolorowego. Duży mówi, że to jest „piesczyzając„, ma taki sznurek między nóżkami i jak Duzi go pociągną to leci melodia, którą z bratem lubimy. Ten piesczyzając jest kolorowy podobno, my widzimy, że ma coś czerwone, podoba się nam.

No, ale nie o tym miało być. Lubimy odwiedziny. Chyba jesteśmy z bratem ładni czy coś, bo często słyszymy „och, jaki śliczny”, „och, jaki ładny”, „a jakie ma oczy niebieskie” – od oczu proszę się odtentegować, bo znowu będą mi w nie zaglądać, czy coś. Niech lepiej trzymają dystans. Patrzę na tych wszystkich odwiedzających wtedy tak, żeby wybić im z głowy jakiekolwiek próby okradzenia mnie z moich oczu, pieluszki czy innych MOICH rzeczy. Nie wiem jak dokładnie się to robi, ale chyba działa, bo mówią, że patrzę podejrzliwie i zostawiają moje oczy w spokoju. A pieluszkę zabiera na chwilę tylko moja Duża, mój Duży albo te Duże Babcie, ale one są w porządku. Nawet nas kąpały raz i było też fajnie. Tylko wczoraj była lipa, bo nasza Duża poszła gdzieś i strasznie długo nie wracała i jak Babcia nas kąpała to też naszej Dużej jeszcze nie było i wtedy to już płakaliśmy, bo ile można nie być? No poszła i nie była. Dziwne to było, ale potem już była, więc się uspokoiliśmy. Tylko Duży nasz z Babcią wzdychali, że padnięci są- nie wiem, dlaczego – nie lubią nas nosić?

W każdym razie, gdy nas odwiedzają inni Duzi, to często nas bujają w naszej kuwecie- to nam się bardzo podoba. A oni są wtedy bardzo spokojni, widać bujanie wpływa na nich jak smoczki. Stają się spokojni i uśmiechają się i potem nam znikają bo zasypiamy. Mogliby nas tak bujać częściej, chyba trzeba o tym pogadać. Mateusz po prostu zażąda, to powinno wystarczyć. W końcu po to są Duzi, żeby bujać, no nie? Co innego mają do roboty w życiu? chyba nic, bo ciągle są z nami.. lubią spędzać z nami czas, więc skoro nie mają nic do roboty to mogą nas po prostu bujać ciągle. Myślę, że jutro im to zakomunikuję. Dość stanowczo. A dzisiaj już odpuszczę, bo senny i tak jestem, co się będę przemęczał rozmowami. Do następnego. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szpitalne perypetie, czyli po co gapią się nam w oczy…

04 sie

Był taki dzień, jakiś czas temu, nie wiem ile, bo przecież nie umiem liczyć czasu… chyba więcej, niż ta sekunda czekania na jedzenie.. w każdym razie, był taki dzień, w którym Duża zabrała nas wielką jadącą kuwetą do miejsca, na które mówiła szpital. Wyglądało to miejsce dość znajomo, możliwe, że kiedyś już tam z Mateuszem byliśmy, ale nie pamiętamy. Pytałem go, to mówił, że coś też mu tam miga ale nie jest pewien. No, ale w tym szpitalu czekaliśmy długo. Tak długo, że obaj zdążyliśmy zgłodnieć, co zakomunikowaliśmy oczywiście dość głośno. Duża była z nami i jeszcze druga Duża – babcia, ale inna niż ta, w którą strzelał kupą Mateusz. Duża i babcia dały nam jeść. Oczywiście było smaczne, jadłem z wysiłkiem, bo przecież to wcale nie jest takie łatwe wyciągać mleczko z tego co one nazywały butelką. Zmęczyłem się bardzo, a tam było gorąco. Mateusz też chyba się zmęczył, bo miał dziwne oczy. Duża śmiała się i mówiła do niego „nooo Mateuszku, naćpane oczka masz, jakby mama co najmniej marychułane włożyła od mleczka” – co to jest marychułana to ja nie wiem, ale może działa dziwnie na oczy? No i tak już najedzeni, zostaliśmy podniesieni jak zawsze – za każdym razem jak zjemy to nas podnoszą, a wyginają, a to wyżej biorą a to niżej i w końcu Mateusz beeeknął tak mocno, że ja aż z wrażenia bąka puściłem. I nie wiem dlaczego, ale usłyszałem jak inni duzi zaczęli się śmiać. Co było takie śmieszne to ja nie wiem, bo skupiłem się na swoim bąku, ale widocznie coś musiałem przegapić.

W tym szpitalu było dziwnie, bo najpierw nam dali jakąś wodę w oczka, nie było to zbyt przyjemne, trochę poprotestowaliśmy ale dali nam spokój. Minęło troszkę czasu i znowu nas położyli na jakimś czymś i nagle obca Duża chwyciła moją główkę i nie mogłem się ruszyć! To wcale nie było miłe! Ciekawe czy ona by się dobrze czuła, gdybym ja tak chwycił jej głowę. A potem, zaczęła mi zaglądać w oczy, tak jakoś dziwnie, głęboko.. nie tak, jak nasza Duża, gdy do nas mówi.. ona wtedy patrzy tak ładnie, wcale nie trzyma nam główek i nie zbliża się aż tak mocno. Ta obca Duża to chyba chciała mi zabrać moje oczka, więc na nią nakrzyczałem. Ale ona, bezczelna jedna, puściła moją głowę i wzięła mnie na ręce i jeszcze przytulała. Przestałem krzyczeć na nią, w nadziei, że jak przestanę to moja Duża mnie już od niej weźmie… zadziałało. Ech… moja Duża jest jednak bardzo przewidywalna.

A zaglądanie w oczy wcale nie jest miłe. W każdym razie nie w taki sposób. Na drugi raz opluję tę obcą Dużą i tyle. Co mi zrobią? Bąka puszczą? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii