RSS
 

Notki z tagiem ‘na wesoło’

Pajęczyna, Pająk i gadulstwo, czyli wróciliśmy…

25 lip

Witamy!

Dawno nas nie było. Wiemy. To wina naszej Mamy i naszego Taty, bo się Duzi tak rozkręcili, że po prostu nie było czasu!  Wróciliśmy jednakże i to chyba na dobre. Cieszycie się?

Po pierwsze, od kilku miesięcy postanowiliśmy pokazać Dużym, naszym szanownym rodzicom, że umiemy mówić. To, że nam się wcześniej nie chciało, bo i tak wszystko dostawaliśmy, co trzeba, czasami po większej aferze z powodu niezrozumienia –  to już wiecie.

Teraz nastąpiła „era pod tytułem <<oni-się-nigdy-nie-zamykają>>” – tak mówi Tata. Nie dogodzisz im człowieku, nie dogodzisz.
Milczeliśmy – źle. Krzyczeliśmy – źle. Mówimy – też niedobrze.

Nie no, żartuję. Tata mówi na mnie Filipek Dowcipek, bo lubię żartować. Ale wypraszam to sobie! Ja jestem Pająk i tak proszę się do mnie zwracać.
Paaaa-jąąąk. Jasne? A Mateuszek to Pajęczyna. I nie inaczej. Ten to potrafi poprawić każdego nawet przez sen. Pajęczyna i koniec. Mama mówi, że nam zmieni dane w jakimś tam urzędzie czegoś tam. A proszę bardzo. Nam się podoba. Pająk i Pajęczyna. No czy nie brzmi to ładnie?   Pajęczyna mówi nawet, że jak Mama nie przestanie się tak mylić i mówić ciągle Mati, Mateuszek itede, to wróci do etapu, gdy kazał na siebie mówić Ruda.  A był taki czas, oj był.
Mama wyraźnie bledła, gdy Pajęczyna poprawiał ją, mówiąc „nie, ja jestem Juda, nie Judy, tylko Juda”.

I nie pytajcie nas, skąd się to wzięło. My po prostu wiemy, że jesteśmy Pajęczyna i Pająk i to powinno wystarczyć.

Wracając do tematu, zaczęliśmy mówić bardziej po ludzkiemu, jak to Mamcia mówi. Co prawda też czasami nam się wtrącają i każą mówić helikopter zamiast helipopej, albo ciągle nam mówią, że nie mogę powiedzieć, że weszłem do szamba. A dlaczego nie?! Skoro to jest takie bardziej prościejsze i bardziej szybciejsze? A jak Ona ciągle mówi, że weszła na chwilę do sklepu, to jest dobrze, tak!? Ciągle poprawia i poprawia, a sama mówi źle.

Szkiełkowatymi rzeczami też nie pozwala się bawić, ale w sumie ma rację, bo wiemy, że szkiełkowate mogą wbić się w rączkę i to nie jest przyjemne. Próbowałem, więc wiem.

W ogóle, to Duzi wszyscy na nas patrzą, jakbyśmy byli ufoludkami, bo podobno mówimy do nich dużo mądrych rzeczy.

Na przykład Mama bardzo się zdziwiła, gdy Pajęczyna podłączył do kranu na podwórku swoją rurę kajanalizyjna,  taką, co mama mówi , że jest pececefau i mówi, że kujde coś mu cieknie.  Duża troszkę się śmiała i dziwiła, myślała, że my nie widzimy. Ona chyba się dziwiła, że Pajęczyna umie powiedzieć, że mu coś cieknie. A ja wtedy też spojrzałem i mówię „kujde, faktycznie ci coś CIEKNIE”.  Patrzę na Nią, a ona udaje, że się nie śmieje, nie wiem po co, bo zawsze widać przecież. Co ją tak w tym słowie śmieszy to ja nie wiem. Ale ona ma dziwne przeczucie humoru, więc nie ma co się zastanawiać.

Ostatnio dużo nowych rzeczy się dowiadujemy, bo w końcu możemy normalnie zadawać Dużym pytania i najczęściej nas rozumieją. A moje ulubione pytanie to „po co?”.

Po co niebo jest niebieskie?
Po co dzieci nie mogą bawić się prądem (to już wiem, ale co mi szkodzi zapytać kolejny raz…)?
Po co jest słońce? Po co gdy jest burza to nasze koty się boją?
I najważniejsze – po co nie możemy wejść do szamba?! Jest głębokie i bardzo, bardzo, bardzo, barrrrrdzo fajne”.  A oni nam nie pozwalają go otworzyć! Położyli kupę kamieni na blachę od szamba i zadowoleni. Ale na szczęście Tata ma w garażu dwie łopaty i już wiemy, że wystarczy podważyć, usiąść na rączkę od łopaty i szambo się otworzy. Niech oni nie myślą sobie! To szambo jest nasze! Ale o szambie opowiem Wam później.

Teraz chciałem się tylko przywitać i powiedzieć, że już tak nie zamilkniemy. W końcu gaduły z nas podobno niemiłościerne są.  No i w ostatnim czasie bardzo, bardzo, bardzo, barrrrdzo dużo ciekawych rzeczy się zdarzyło. Na przykład byliśmy w szpitalu, chodziliśmy do przedszkola, mamy kolegów i koleżanki z Mamy szkoły, byliśmy nad morzem i umiemy budować własne….. szamba! Oczywiście! Ale o tym wszystkim opowiemy w kolejnych spotkaniach.

Tymczasem mam pytanie:

Po co mydło szczypie w oczy?

Cześć! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Babcie, babcie, babcie, czyli ociupinkę poobgadujemy…

25 cze

Od dzisiaj nasze Babcie mają swoją zasłużoną chemeryturę! Ale od początku…

Jak zdecydowaliśmy się pojawić się na Łezpadole, to Duża niedługo potem musiała chodzić do pracy, tej, co kiedyś już wspominaliśmy. No i Babcia Atka wtedy się nami zajmowała. Podobno byłem taki malutki, że to aż przesada i podobno wszyscy się bali mnie brać na ręce, podobno poza Dużymi. Dziwne nieco, ale dobra tam, było minęło. No i Babcia przyjeżdżała do nas, podobno nas karmiła, czytała nam i chodziła z nami na dłuuuugie spacery w każdą pogodę. Ostatnio nawet jacyś Duzi z osiedla mówili Jej, że ją poznają, bo jeździ od dwóch lat, szalona. My wtedy byliśmy najczęściej zajęci patrzeniem w niebo albo spaniem, albo jedzeniem no i strzelaniem kupami. Ale podobało nam się, że Babcia z nami była. Dostała trochę popalić kobiecina, bo Duża wspomniała dzisiaj, że potrafiliśmy odstrzelić scenę w stereo a nie umieliśmy pokazać o co nam chodzi. Teraz jak strzelamy scenę w stereo, to idzie się podobno z nami dogadać, bo już pokażemy i powiemy, że chodzi nam o to, żeby w końcu dali nam te kościelne bimbamy, co Duża mówi, że są księdza i nie może nam dać. Dogadałem się z Mateuszem, że przy najbliższej okazji porozmawiamy sobie z księdzem. Chcemy te bimbamy. Bo są fajne i dużo lepsze od tych, które nam Duża włącza na komórce. Niby takie same, ale jednak nie takie fajne.

Ale wracając do Babć. Babcia Atka tak do nas przyjeżdżała codziennie, a Babcia Inka wtedy jeszcze pracowała i wpadała popołudniami i w te ich łykendy. Potem Babcia Inka tez poszła na swoją chemeryturę i zaczęły się wymieniać. Wesoło było, zawsze coś przyniosły, a to bułę, a to owoce, a to parasol, czasami ciasto. A Babcia Atka, to co tydzień przywoziła nam jaja! Jaja, to bardzo fajne słowo i szybko zaczęliśmy je mówić. Jak człowiek widzi te jaja co tydzień, to w końcu mu w krew wejdą. Tym bardziej, że Duzi, to chyba się cieszyli z nich, bo często do nas mówili „ale jaja!”.  Nie mieliśmy wyboru, musieliśmy się nauczyć. A Duzi cieszyli się, jakby co najmniej dostali bułę! Babcia Inka za to zabierała nas do siebie, gdzie ma fajne dzwonki, dużo kwiatów i fajne zabawki na dole w domu. Oj działo się, działo!

Mateusz, to nawet nauczył się liczyć do czech i podnosić Babcię, żeby mogła sięgnąć brzozy.

Co prawda były tez nieporozumienia, bo na przykład dostaliśmy fajne kubeczki od Babci Inki. I Babcia mówi do Mateuszka „Mati, ale trzymaj kubeczek za uszko”. No to, logiczne chyba, że Mati wziął kubek i przystawił sobie do swojego uszka, no nie? A Babcia zaczęła się śmiać i nie mogła przestać. Po jakimś czasie okazało się, że kubek ma swoje uszko, ten taki dzyndzel z boku. Ja myślałem, że to było po to, żeby robić sobie mokre bimbamy. Cóż… na pewno takie użycie uszka jest o wiele zabawniejsze. Przynajmniej według nas. ;) Ostatecznie uznaliśmy, że nie będziemy Babci denerwować, bo fajna kobieta jest i trzymamy kubeczki za uszko, pijąc jak należy.
Ale za to… plujemy… (no nie wygrają z nami!).

Dodać muszę, że Babciom lepiej nie podpadać, bo mają fajne torebki, a w nich dużo różnych skarbów. I czasami uda się coś zwędzić. ;) I koszyk! Babcie mają koszyk, a w nich dużo różnych dóbr, jak to mówi Duża. Te koszyki są bardzo ważne i wszyscy się z nich cieszą.

Babcie robiły z nami dużo ciekawych rzeczy. Nauczyły nas, że jest nocnik, Duzi próbowali, ale są ciency w te klocki. Babcie się nie poddają tak łatwo. Z nimi te nasze negocjacje są nieco trudniejsze, niż z Dużymi. Bo Duzi szybciej pękają. Wiecie, boją się nas.

W ogóle z babciami ciągle było dużo zabawy, każda robiła z nami coś innego, ale wszystko było fajne.  Oczywiście też im czasami pokazywaliśmy rogi, w nadziei, że może w końcu pękną i na przykład pozwolą nam poskakać po kanapie, albo wchodzić na stół. W tych tematach, nawet Duzi nie pękali. Zmówili się, czy coś, a skakanie po kanapie i wchodzenie na stół jest naprawdę przyjemne! Tylko by ciągle nas straszyli, że spadniemy. Sami się pewnie boją skakać i wchodzić. Duża zresztą sama mówiła, że boi się wysokości i jak wchodzę na zjeżdżalnię na placu zabaw, to jej się słabo robi. Nie wiem, czego tu się bać! Babcie się nie boją niczego! Niestety nas też się nie boją.

Od wczoraj Babcie mają już wolne. Bo nasza Mama wróciła do swojej starej pracy, chodzi gdzieś tam uczyć jakieś dzieci, czy coś. Tak nam mówiła. Czasami do nas mówi jakoś tak dziwnie, inaczej, zamiast japko, mówi aapyl, albo daje mi winogrono i mówi grejp. No to w końcu niech się zdecyduje! Ale nieważne. Teraz Mama ma wolne od pracy, bo dzieci nie chcą przychodzić. Mateusz mówi, że się nie dziwi, bo jakby do niego gadali ciągle raz japko a raz aaapyl i inne takie, to też by nie chciał. No i dzięki temu, Mama jest z nami w domu. Podobno długo ma być. A Babcie mają odpoczywać. I tak już ma zostać, bo zacznie się przedszkole. Przedszkole, to zupełnie inny temat, o którym Mateusz opowie osobno. Bo całkiem fajnie tam jest, dużo możliwości, jeśli wiecie, co mam na myśli… :)

W każdym razie, wychodzi na to, że nasze Babcie już nie będą do nas przychodzić codziennie od rana. Ale myślę, że jednak będą często u nas a my u nich, bo nas lubią. My je też. Więc niech sobie mają tę swoją chemeryturę, od nas się nie uwolnią! I kiedyś pękną i pozwolą nam skakać na kanapie!

A tymczasem, Duża mówi, że Babciom należy podziękować, bo łatwo nie miały, bo podobno bliźniaki, to nie bułka z masłem. Phi, oczywiście, że nie jesteśmy bułka! Bułki się zjada, a my jesteśmy podobno niejadalni. Tak powiedział Duży, jak Mama mówiła, że zje moją lewą piętkę i prawe uszko, bo są takie słodkie. Wychodzi na to, że chociaż jestem słodziutki, jak tort, to nie wolno mnie jeść. Pewnie coś jak te porzeczki w ogrodzie. Niby dobre, ale jeszcze niedobre i „nie jedz, bo zielone”.

Wracając do tematu: Dziękujemy Babciom za codzienną opiekę nad nami, zabawy i naukę. Było ciekawie, wesoło i na pewno na tym nie poprzestaniemy.

A kanapa i tak kiedyś będzie nasza! ;)

I pamiętajcie, kubeczek zawsze trzeba trzymać za uszko, z nocnika wylewać wolno tylko w łazience, babcina torebka jest zawsze pełna skarbów a koszyki Babć po prostu wymiatają! ;)

Fajnie jest mieć Babcie, no nie?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Kompot, francuz i koci ogon, czyli co jest nielegalne…

01 wrz

11886226_929702157093896_1054082469_o

Witanko!

My już chodzimy. Właściwie nawet można powiedzieć, że biegamy. Co prawda, zdarza nam się zatoczyć całkiem poważnie, ale i tak, chodzimy i biegamy. I Dużym prawie nie udaje się nas złapać. Prawie. Ale niedługo nie uda im się wcale!

Dzisiaj chciałbym trochę się na nich poskarżyć. Bo kto to widział, żeby wszystkiego człowiekowi zakazywać. Zwłaszcza takiemu Fircykowi jak ja, czy Filip! To naprawdę skandal.

A o to lista niektórych zakazów, nie wszystkich, bo jakbym miał mówić o każdym, to musiałbym nie iść spać.

Nie wolno nam bawić się w kompocie. Kompot, jak już chyba kiedyś mówiłem, to takie duże coś, co ma fajny zapach (chociaż Duża twierdzi, że tam śmierdzi). W kompocie jest bardzo dużo różnych rzeczy do jedzenia, liści, trawy. Duża nam zakazuje, bo mówi, że wyrzuca do kompotu resztki i my nie mamy ich jeść, bo jedzenie mamy w domu. A to, że człowiek, bawiąc się w ogrodzie, ma czasami ochotę przegryźć sobie taki chlebek z kompotu, czy skórkę od banany, albo innego liścia, to już nie ma dla niej żadnego znaczenia. Filip mówi, że chyba trzeba będzie zaprotestować. Usiąść pod tym kompotownikiem i stanowczo żądać dostępu do kompotu.
A, że my potrafimy stanowczo żądać, to chyba już wiadomo, prawda? Na razie staramy się brać ich, jak to mówi Duży, z partyzanta. Filip najczęściej odwraca ich uwagę zjadając szyszki z krzaka, który się tuj nazywa, a ja wtedy cichuteńko, na paluszkach zakradam się i biorę, co mi wpadnie w ręce: spleśniały (nie wiem, co to znaczy, ale Duża woła zawsze „zostaw! to spleśniałe!”) kawałek bułki, a to starą śliwkę, a czasami to się nawet duży liść trafi. I uciekam. Duża wtedy podobno zawału dostaje, bo biega między mną i Filipkiem, wyciągając jemu szyszeczki z buzi, a mi te moje skarby z rączki.  Nabiega się kobiecina, nabiega.

Mamy też zakaz jedzenia wszelkich fajnych rzeczy, typu kamienie, kora, czy właśnie- szyszki z tuja. Nie wiem, dlaczego tak im zależy, żeby tego nie brać do buzi, przecież to jest fajne! Kora smakuje całkiem nieźle, czasami przykleja mi się do języka, ale potrafię sobie sam ją wypluć i nie trzeba od razu dostawać, kapopleksji. Ostatnio Duży mówił do mnie, żebym wypluł tego kamienia, bo Mama dostanie kapopleksji. Nie wiem, po co te nerwy, bo rozumiem, że o nerwy mu chodziło. A ja sam podsłuchałem, jak Mama opowiadała, że jak była w naszym wieku, to zbierała na ulicy pety i je jadła. Nie wiem, co to są pety, ale też chyba zakazane, bo się z Dużym śmiali, że Babcia pewnie buzię Mamie szorowała mydłem. To ona mogła jeść pety, a my nie możemy?!

Ślimaki też są nielegalne. I skorupki od ślimaków też. Ja uwielbiam chodzić do tej rabaty, co Duzi zakazują deptać, bo tam jest tak dużo ślimaków. Znaczy, skorupek. Już mi Duża wyjaśniła, że ślimaków już tam nie ma, ale skorupki są i ich się nie jada. I ślimaków też mam nie jeść, bo podobno nie jestem francuzem. Ja wiem, że nie jestem francuzem, jestem Mateuszkiem i nie trzeba mi o tym wiecznie przypominać!

Mówię Wam, w tym domu ( i ogrodzie) wszystko jest nielegalne! „Nie rwij bluszczu, bo nielegalny”, „nie liż płotu, bo to nielegalne” i tak w kółko.

Ale w sumie, to nie narzekam, tak tylko opowiadam. Bo Duzi jak nam zakazują i dostają kapopleksji, to najczęściej się uśmiechają.
I wołają do nas i nas gonią, a wtedy jest niezła zabawa. Bo Duża to musi się nieźle nabiegać, żeby nas złapać, umiem dobiec aż do końca ogrodu i ona mnie dopiero wtedy łapie. Troszkę wolna jest, ale cóż, sama mówi, że starość nie radość.

Kociego ogonu też nie wolno nam brać do buzi. I w ogóle najlepiej nie łapać ani kociego ogonu, ani kota w całości. Po pierwsze, bo Duzi zakazują (oczywiście!), a po drugie, bo koty wcale tego sobie nie życzą. TaśTaś, co się Bobek nazywa, to nawet sam mi powiedział, że tego nie lubi – zrobił takie ssssssssss i jakoś tak widać było, że chyba chodzi mu o te włoski co go za nie złapałem.
Duża do nas dopadła i wykład oczywiście też był. (Wykład jest wtedy, gdy Duża nam tłumaczy dlaczego coś jest nielegalne, nie wszystko wtedy rozumiemy, ale to jej nie przeszkadza mówić).

Wiecie, czego fajnego jeszcze nam nie wolno? Wchodzić na kanapę! Bo my już umiemy takie rzeczy nawet. I Duża nie pozwala nam, jak jest z nami sama, bo mówi, że nie ogarnie nas. Bo Filip skacze jak pcheła, a ja bym najchętniej wszedł za kanapę.
To nieprawda, ja bym chętnie tę kanapę przesunął, bo się za nią normalnie nie zmieszczę. Jedno jest pewne – jak jesteśmy sami z Dużą albo z Babcią jedną, czy drugą, to nie wolno nam się wspinać.  Bo to jest oczywiście… nielegalne!

Wkładanie bratu palca do nosa, czy do oka też spotyka się ze sprzeciwami ze strony Dużej, a to taka fajna zabawa przecież!
Pomijam już rzucanie zabawkami w telewizor, czy stukanie ciężką zabawką w okno, bicie brata też jest zakazane, bicie mamy czy taty, czy babci też. Chcąc nie chcąc, musimy się poddać, bo ile można słuchać, że to jest zakazane, a tamto nielegalne. Chociaż i tak, samo próbowanie jest niezłą zabawą.Polecam! Szczególnie kamyki i szyszki z tuja.

No, to sobie ponarzekałem, poskarżyłem. Od razu mi lepiej. A jutro z rana powtórka z rozrywki. Może tym razem uda mi się zjeść ślimaka!

Na koniec tylko dodam, że jedno mnie dziwi. Że kąpiel w basenie i w wannie nie jest nielegalna. Przecież są takie fajne. A skoro Duzi tak nam zakazują samych fajnych rzeczy, to ciekawe, że tego jeszcze nie zakazali, prawda? Ale nie pytam ich o to, bo może sobie przypomną i faktycznie nam zakażą. A tak, chociaż coś mamy z tego życia na nielegalu.

Pozdrawiam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki

 

Bliźniaki kontra babcia, podwójne uderzenie i donica, czyli w kupie siła…

17 mar

Będzie, będzie zabawa, będzie się działo i znowu nocy będzie mało! – taką piosenkę śpiewa nam ostatnio Duża i mówi, że to o nas. Zabawa jest owszem, ale nocą wcale nic ciekawego się nie dzieje. Czasami się obudzimy, bo jeść nam się chce, albo zaboli nas ząbek, co wychodzi, ale bez przesady, my tam się wysypiamy.

Duzi nas nie doceniają i przekonała się o tym babcia Atka. Otóż Mateusz jak zwykle rano, wyprodukował swoją broń bibelogiczną, potocznie zwaną Wielką Śmierrrrdzącą Kupą Z Piekła Rodem i babcia musiała oczywiście mu tę kupę zabrać. No bo po co zostawiać człowiekowi jego własną kupę. Nie, trzeba zabrać, wyrzucić i dać nową pieluszkę, wygodną, owszem, ale jednak całe to zabieranie, mycie, zmienianie… to taki wysiłek, zupełnie niepotrzebny nikomu! No, ale skoro już tak muszą, niech tak robią, próbujemy walczyć, ale zawsze nas oszukają, bo dadzą coś do zabawy. W każdym razie, babcia zmieniła pieluszkę Mateuszkowi i okazało się, że jego rajstupki się gdzieś zapodziały i musiała iść po nowe. Wsadziła więc Matiego do końca  w pieluszce i poszła na chwilę do góry. (Koniec to takie coś ze szczebelkami, jak łóżeczka,ale większe i nie takie miękkie, ale też fajne, bo można się w nim turlać, pełzać i nawet stać!) Mateusz sobie leżał w tym końcu, bo mu się stać nie chciało, po czym zdjął pieluszkę, bo przecież bez pieluszki jest o wiele fajniej. Wchodzi babcia, a Mati leeeeje i leeeeje na podłogę, na łóżeczko stojące obok, na siebie. Dobrze, że ja nie dostałem, bo musiałbym mu oddać! Babcia za głowę się złapała i musiała zając się tym bajzelem, który Mateusz -”tenurwipołeć” zrobił. I to było fajne, bo ja wtedy miałem czas dla siebie. A, że babcia zostawiła na schodach moją miseczkę z resztą kaszki od śniadania i z końca było do niej blisko, to pobawiłem się w smarowanie. Wiecie, jakie to jest przyjemne? Smaruje człowiek kaszką takie szczebelki, podłogę, schody, kocyk… Ale najfajniej smaruje się własne rączki i buzię. Troszkę sobie przy tym pojadłem jeszcze. Było naprawdę miło. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego babcia złapała się za głowę drugi raz. Przecież nie nasikałem nigdzie! A mogłem!

Jak już babcia sobie posprzątała i, niestety, umyła mnie z kaszki, to ubrała nas na spacer. Mateusz czekał w łóżeczku w korytarzu, aż babcia mnie wykończy i nudził się. A Duzi mają takie fajne różne cosie, co się kwiaty nazywają. I już niejeden raz mieliśmy ochotę to zrzucić i zobaczyć co będzie. I dzisiaj Mateusz miał już taki kwiat z donicą w ręce! Już ją zrzucił z szafki, ale akurat wpadła Duża i niestety w ostatniej chwili złapała kwiat. SuperHardkorMamaCoPsujeZabawę – to jest nasza Duża. Łapie donice w locie i jeszcze się cieszy. Ale spokojnie, spokojnie. Jak już wiemy, że tak można – odczekamy, uciszymy ich czujność i przyatakujemy. .

Duża w każdym razie powiedziała, że się zaczęło. Podwójne Uderzenie jakieś, że zaczyna się jazda z górki bez trzymanki i pewnie niedługo konieczny będzie remont. Co to jest remont? Na pewno coś fajnego i dziwię się, że jeszcze nam tego nie dali.

A w ogóle, to ja umiem już stawać na kolankach i prawie siadać. Nie miałem na to ochoty, ale Mateusz mówił, że więcej wtedy widać i faktycznie. Podobało mi się, jak zobaczyłem więcej. I w wózku też siedzimy. Okazuje się, że na spacerach jest dużo więcej do oglądania, niż niebo. Dlaczego oni tak długo to przed nami ukrywali? Spiskują, jak nic. Ale co tam, my też spiskujemy. Teraz już oficjalnie nadajemy, bo oni nas i tak nie rozumieją.

Duża mówi, że mam pozycję „Na Surykatkę” jak staję na kolankach. A babcia Inka mówi, wyglądam wtedy jak piesek pjejrowy. Wyglądam, jak wyglądam, ważne, że widzę więcej.

Dzięki temu, że mamy fajne duże okno, widzimy nie tylko różne rzeczy, ale przeróżnych Dużych. I mamy też koleżankę. Przechodzi codziennie obok naszego okna i do nas macha. Duża mówi, że ją do nas zaprosi kiedyś, ale, że podryw odpada, bo ona jest dla nas za stara. Podobno ma dużo więcej lat niż my, bo aż dziewięć. A co mnie obchodzi ile ona ma lat? Ja nie mam lat wcale i czy to jest jakiś problem? I tak będę się do niej uśmiechał i mrugał do niej a Mateusz na pewno ją ściśnie z całą siłą swojej sympatii. Boleśnie, czyli.

No nic, nagadałem się, a teraz uciekam, bo odkąd pełzamy i raczkujemy, w domu jest tyle do zrobienia, że nie wystarcza nam czasu. Czy wiecie, że można wkładać palce do końtaktów? Niestety u nas nie można, bo Duzi coś powkładali w nie, jak zwykle – zostawiają najlepsze dla siebie. Jestem tego pewien, bo widziałem, jak Duży wyciąga to coś z końtaktu i potem grzebie przy tym i wkłada coś innego. Oni się bawią, a nam nie dają! Nie dam im mojego gryzaka, o!

Miłego dnia życzę i radzę z nami nie zadzierać. Duży mówi o nas: „Mafia z Mińska – Mateusz zaślini a Filip zajęczy na śmierć”.

I z tym pokojowym ostrzeżeniem, żegnam się mile, życząc przyjemnego dnia!

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki