RSS
 

Notki z tagiem ‘poczucie humoru’

Babcie, babcie, babcie, czyli ociupinkę poobgadujemy…

25 cze

Od dzisiaj nasze Babcie mają swoją zasłużoną chemeryturę! Ale od początku…

Jak zdecydowaliśmy się pojawić się na Łezpadole, to Duża niedługo potem musiała chodzić do pracy, tej, co kiedyś już wspominaliśmy. No i Babcia Atka wtedy się nami zajmowała. Podobno byłem taki malutki, że to aż przesada i podobno wszyscy się bali mnie brać na ręce, podobno poza Dużymi. Dziwne nieco, ale dobra tam, było minęło. No i Babcia przyjeżdżała do nas, podobno nas karmiła, czytała nam i chodziła z nami na dłuuuugie spacery w każdą pogodę. Ostatnio nawet jacyś Duzi z osiedla mówili Jej, że ją poznają, bo jeździ od dwóch lat, szalona. My wtedy byliśmy najczęściej zajęci patrzeniem w niebo albo spaniem, albo jedzeniem no i strzelaniem kupami. Ale podobało nam się, że Babcia z nami była. Dostała trochę popalić kobiecina, bo Duża wspomniała dzisiaj, że potrafiliśmy odstrzelić scenę w stereo a nie umieliśmy pokazać o co nam chodzi. Teraz jak strzelamy scenę w stereo, to idzie się podobno z nami dogadać, bo już pokażemy i powiemy, że chodzi nam o to, żeby w końcu dali nam te kościelne bimbamy, co Duża mówi, że są księdza i nie może nam dać. Dogadałem się z Mateuszem, że przy najbliższej okazji porozmawiamy sobie z księdzem. Chcemy te bimbamy. Bo są fajne i dużo lepsze od tych, które nam Duża włącza na komórce. Niby takie same, ale jednak nie takie fajne.

Ale wracając do Babć. Babcia Atka tak do nas przyjeżdżała codziennie, a Babcia Inka wtedy jeszcze pracowała i wpadała popołudniami i w te ich łykendy. Potem Babcia Inka tez poszła na swoją chemeryturę i zaczęły się wymieniać. Wesoło było, zawsze coś przyniosły, a to bułę, a to owoce, a to parasol, czasami ciasto. A Babcia Atka, to co tydzień przywoziła nam jaja! Jaja, to bardzo fajne słowo i szybko zaczęliśmy je mówić. Jak człowiek widzi te jaja co tydzień, to w końcu mu w krew wejdą. Tym bardziej, że Duzi, to chyba się cieszyli z nich, bo często do nas mówili „ale jaja!”.  Nie mieliśmy wyboru, musieliśmy się nauczyć. A Duzi cieszyli się, jakby co najmniej dostali bułę! Babcia Inka za to zabierała nas do siebie, gdzie ma fajne dzwonki, dużo kwiatów i fajne zabawki na dole w domu. Oj działo się, działo!

Mateusz, to nawet nauczył się liczyć do czech i podnosić Babcię, żeby mogła sięgnąć brzozy.

Co prawda były tez nieporozumienia, bo na przykład dostaliśmy fajne kubeczki od Babci Inki. I Babcia mówi do Mateuszka „Mati, ale trzymaj kubeczek za uszko”. No to, logiczne chyba, że Mati wziął kubek i przystawił sobie do swojego uszka, no nie? A Babcia zaczęła się śmiać i nie mogła przestać. Po jakimś czasie okazało się, że kubek ma swoje uszko, ten taki dzyndzel z boku. Ja myślałem, że to było po to, żeby robić sobie mokre bimbamy. Cóż… na pewno takie użycie uszka jest o wiele zabawniejsze. Przynajmniej według nas. ;) Ostatecznie uznaliśmy, że nie będziemy Babci denerwować, bo fajna kobieta jest i trzymamy kubeczki za uszko, pijąc jak należy.
Ale za to… plujemy… (no nie wygrają z nami!).

Dodać muszę, że Babciom lepiej nie podpadać, bo mają fajne torebki, a w nich dużo różnych skarbów. I czasami uda się coś zwędzić. ;) I koszyk! Babcie mają koszyk, a w nich dużo różnych dóbr, jak to mówi Duża. Te koszyki są bardzo ważne i wszyscy się z nich cieszą.

Babcie robiły z nami dużo ciekawych rzeczy. Nauczyły nas, że jest nocnik, Duzi próbowali, ale są ciency w te klocki. Babcie się nie poddają tak łatwo. Z nimi te nasze negocjacje są nieco trudniejsze, niż z Dużymi. Bo Duzi szybciej pękają. Wiecie, boją się nas.

W ogóle z babciami ciągle było dużo zabawy, każda robiła z nami coś innego, ale wszystko było fajne.  Oczywiście też im czasami pokazywaliśmy rogi, w nadziei, że może w końcu pękną i na przykład pozwolą nam poskakać po kanapie, albo wchodzić na stół. W tych tematach, nawet Duzi nie pękali. Zmówili się, czy coś, a skakanie po kanapie i wchodzenie na stół jest naprawdę przyjemne! Tylko by ciągle nas straszyli, że spadniemy. Sami się pewnie boją skakać i wchodzić. Duża zresztą sama mówiła, że boi się wysokości i jak wchodzę na zjeżdżalnię na placu zabaw, to jej się słabo robi. Nie wiem, czego tu się bać! Babcie się nie boją niczego! Niestety nas też się nie boją.

Od wczoraj Babcie mają już wolne. Bo nasza Mama wróciła do swojej starej pracy, chodzi gdzieś tam uczyć jakieś dzieci, czy coś. Tak nam mówiła. Czasami do nas mówi jakoś tak dziwnie, inaczej, zamiast japko, mówi aapyl, albo daje mi winogrono i mówi grejp. No to w końcu niech się zdecyduje! Ale nieważne. Teraz Mama ma wolne od pracy, bo dzieci nie chcą przychodzić. Mateusz mówi, że się nie dziwi, bo jakby do niego gadali ciągle raz japko a raz aaapyl i inne takie, to też by nie chciał. No i dzięki temu, Mama jest z nami w domu. Podobno długo ma być. A Babcie mają odpoczywać. I tak już ma zostać, bo zacznie się przedszkole. Przedszkole, to zupełnie inny temat, o którym Mateusz opowie osobno. Bo całkiem fajnie tam jest, dużo możliwości, jeśli wiecie, co mam na myśli… :)

W każdym razie, wychodzi na to, że nasze Babcie już nie będą do nas przychodzić codziennie od rana. Ale myślę, że jednak będą często u nas a my u nich, bo nas lubią. My je też. Więc niech sobie mają tę swoją chemeryturę, od nas się nie uwolnią! I kiedyś pękną i pozwolą nam skakać na kanapie!

A tymczasem, Duża mówi, że Babciom należy podziękować, bo łatwo nie miały, bo podobno bliźniaki, to nie bułka z masłem. Phi, oczywiście, że nie jesteśmy bułka! Bułki się zjada, a my jesteśmy podobno niejadalni. Tak powiedział Duży, jak Mama mówiła, że zje moją lewą piętkę i prawe uszko, bo są takie słodkie. Wychodzi na to, że chociaż jestem słodziutki, jak tort, to nie wolno mnie jeść. Pewnie coś jak te porzeczki w ogrodzie. Niby dobre, ale jeszcze niedobre i „nie jedz, bo zielone”.

Wracając do tematu: Dziękujemy Babciom za codzienną opiekę nad nami, zabawy i naukę. Było ciekawie, wesoło i na pewno na tym nie poprzestaniemy.

A kanapa i tak kiedyś będzie nasza! ;)

I pamiętajcie, kubeczek zawsze trzeba trzymać za uszko, z nocnika wylewać wolno tylko w łazience, babcina torebka jest zawsze pełna skarbów a koszyki Babć po prostu wymiatają! ;)

Fajnie jest mieć Babcie, no nie?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Co to jest „Fircyki w galotach”, czyli jak ja nic nie rozumiem…

02 sie

Podobno nazywam się Fircykiwgalotach, tak jak mój brat bliźniak „dwujajeczny” – tak nazywa nas Duża – mama. Mama to ta, co nam śpiewa.. czasami zafałszuje, ale coś tam mówiła ostatnio, że bez fałszywej nutki nie doceni się prawdziwej muzyki. Nic z tego nie rozumiem… ale skoro tak mówi – coś w tym jest. W końcu daje mi jeść, zabiera coś co nazywa „armagedonem w pieluszce” i wtedy jest mi przyjemniej, bo sucho- musi zatem też znać się na tym całym fałszowaniu.

Jestem z bratem na tym łezpadole od dwóch miesięcy. Łezpadół wygląda różnie – czasami ma szczebelki, czasami nie ma, jest zielony i szumi, albo jest beżowy i cichy. To chyba zależy, gdzie Duży z Dużą nas kładą. Nie lubimy z bratem, gdy nas za szybko podnoszą. Na szczęście starają się robić to powoli, czasami chyba im nie wychodzi bo wtedy jest tak dziwnie… i człowiek musi wrzasnąć.. no musi, inaczej się udusi!

W Łezpadole jest śmiesznie. Inaczej, niż w Wielkiej Wodzie, z której nas wyjęła inna Duża. Oj wtedy, to się działo – jak to mówi Duży – było grubo! Brat wrzeszczał, ja też i nikt jakoś na to nie reagował. Musieliśmy czekać bardzo długo na jedzenie… było zimno, obco.. naprawdę dziwna sprawa. Ale potem już było troszkę lepiej, bo dali nam w końcu jeść. Ale nam chciało się po prostu spaaaać… oj spanie lubiliśmy od razu. A oni nas budzili, kazali jeść, jakby nie mógł się człowiek najpierw wyspać i potem zjeść. Ćwierkała ta Duża do nas, budziła z Dużym, no ale jedzenie było całkiem dobre. Nowe. Inne.

Łezpadół jest ciekawy, bo duży.. kolorowy, najpierw był szary, a teraz jest w nim dużo czerwonego i innych kolorów. I ciągle grają w nim melodie. Duży ciągnie za ogon coś, na co mówi „piesczyzając” i wtedy nam gra miło melodia, ale szybko się kończy i wtedy musimy z bratem prosić o więcej. Czasami Duży z Dużą nie rozumieją i zamiast włączyć, to zaglądają nam w pieluchę albo każą jeść… znowu! A melodia?! Chodzi o melodię! No i dopiero po jakimś czasie, gdy nas już bolą gardła, oni nagle mówią „Ty… chyba chodzi o melodyjkę!”… Nooo… szybcy są..

Nadal nie wiem, co to jest Fircykiwgalotach, ale widocznie tak mam na imię… chociaż słyszę też „Filip” i „Mateusz” ale nie wiem, czy to do nas czy obok nas… pewnie z czasem się okaże. Może jest nas więcej, tylko nam nie powiedzieli?

Wiem jedno.. Nie lubię czekać na jedzenie. Strasznie długo czasem muszę czekać, obudzę się i muszę wrzasnąć raz i dwa, żeby dostać jeść! Dziwna ta jadłodajnia… Duża mówi do mnie wtedy „sekundkę” – nie wiem co to znaczy, ale to chyba bardzo długo…

W Łezpadole najgorsze jest to, że ciągle jest tak gorąco. W Wielkiej Wodzie też było ciepło ale inaczej, była woda… a tu nie da się wytrzymać i chyba Dużym też to nie pasuje, bo często mówią „nie ma się co dziwić, że płacze – też byś płakał, nie mogąc ponarzekać na upał”. Nie wiem co to jest upał,ale chyba chodzi o to, że tak ciągle piecze w plecki. Fajnie jest, gdy wkładają nas do wody, wtedy tak cicho mówią, jakaś inna melodia wtedy gra i jest ulga. A potem znowu ładują nas w pieluszkę i każą spać. A jeśli ja nie chcę spać?! Mówię do nich, tłumaczę, a oni do mnie „a guuu” i jeszcze mi wmawiają, że ja to samo mówię do nich… no jak to możliwe, że oni mnie nie rozumieją?

Podobno jesteśmy z bratem spokojni. Mało płaczemy (nooo o tym to się jeszcze przekonamy..) i podobno nie budzimy się wzajemnie. No cóż… dogadaliśmy się, że nie ma sensu się wzajemnie budzić, lepiej się znieczulić na krzyki brata- wtedy człowiek spokojniej śpi, je i robi kupę. A po co się denerwować? Duża mówi, że stres szkodzi na cerę. Co to jest cera? Muszę ją zapytać.. tylko czy ona mnie zrozumie? Czy znowu mi odpowie „a guuuu”?

A teraz pójdę spać, bo zmęczyłem się tymi myślami… Podobno odbiło mi się, jak staremu spod budki z piwem – nie wiem co to znaczy, ale chyba chodzi o to, że mogę już iść spać,bo jak to mówią, to potem zawsze kładą mnie do łóżeczka i zasypiam. Noo… czasami jeszcze sobie do nich pogadam, ale oni serio nie kumają – ćwierkają i się cieszą, a ja mówię im, że mi za gorąco! No ale nie będę już narzekał, idę spać, dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii