RSS
 

Notki z tagiem ‘żart’

Gościna, pani Lala, foteliki i przy kazanie, czyli to już zupełnie inna bajka…

02 maj

Od jakiegoś czasu podobno lubimy się gościć. To znaczy, Duzi polubili chyba chodzenie do innych ludzi, bo nagle zaczęli nas zabierać. I okazuje się, że poza naszym domkiem, jest całkiem dużo fajnych miejsc. Byliśmy nawet w Mieście! Miasto, to takie miejsce, gdzie można dostać wafelka, zobaczyć duuużo ludzi i różne dziwne rzeczy. Pojechaliśmy takim większym samochodem, który Duzi nazywają ałtobusem i powiem Wam, że było całkiem przyjemnie. Filip trzymał jakąś poręcz, podobno jak rasowy i profesjonalny pasażer. Mówił mi, że tak mu się lepiej jechało, bo ogólnie, to troszkę dziwne to było. Wózek stał, ale jakby jechał, nic z tego nie rozumiem.

Nasza babcia Atka, to ma taką koleżankę, panią Lalę. My podobno ją znamy, ale nie pamiętamy, bo mamy małe móżdżki jeszcze i nie wszystko się zapisuje. Tak powiedziała ostatnio Duża. No i Duża bardzo lubi panią Lalę, bo mówiła ostatnio, że ma nadzieję, że znowu się z nią zobaczy. No, ale skoro tak chce, to po co nie zawoła panią Lalę do nas? My lubimy się gościć, ale lubimy też mieć gości w naszym domku. Bo wtedy możemy pokazywać nasze zabawki, nasz kojec i nasze łóżeczka. A Duża z Dużym dają nam rózne fajne przedmioty, gdy nas karmią. Dziś mi dała takie sitka. Nie powiedziała do czego są, ale mi sie dobrze bawiło w „chowaj się” z nimi. Bo Duża mnie za nimi prawie nie widzi. W ogóle, zabawa w „chowaj się” jest przyjemna, bo jak patrzę na ścianę, to Duża mnie nie widzi. Wcale! A jak się odwracam, to nagle jestem i ona się wtedy tak mocno cieszy. Nadal, jak widać, zbyt wiele jej do szczęścia nie trzeba. ;)

W każdym razie, mam nadzieję, że ta pani Lala do nas przyjedzie znowu. Bo podobno ma takie włosy, za które by się bosko ciągnęło, ma okurary – babcie też mają okurary i nigdy mi nie dają się nimi bawić. Może pani Lala by nam dała swoje? Myślę, że całkiem dobrze by się nimi rzucało tu i  tam…

Nie ma żartów i to już zupełnie inna bajka. Tak powiedział Duży. Bo my już jesteśmy tacy urośnięci, że nam kupili zupełnie nowe foteliki do auta. Dzisiaj nas w nich posadzili, a jutro mamy mieć w nich swoją pierwszą podróż. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale może będzie ciekawiej, skoro to jakaś inna bajka jest. Tylko dlaczego nie ma żartów? Znaczy, jak siedzimy w tych fotelikach, to mamy być poważni? Zobaczymy jutro, czy nam się spodoba. Filip powiedział, że nie jest przekonany, ale my nie lubimy już naszych starych fotelików, więc mówię mu, żeby nie marudził, bo nas wpakują w stare i będą tak wozić na zawsze. A mnie się to nie podoba, bo te foteliki są ciasne, niewygodne i ja się nie zgadzam!

Duża, to też mówi, że nie ma żartów, i że nonono! mówi tak, gdy Filip mi zabiera mój smoczek w wózku, albo gdy ja sprawdzam paluszkiem, czy Filipek ma na pewno oko na miejscu. I powiedzieli nam dzisiaj, że w naszym domu od teraz jest dodatkowe, jedenaste przy kazanie: „nie okradaj brata swego ze smoka jego”. Wiecie może o co chodzi, że to przy kazanie? Smoków, to faktycznie może lepiej nie kraść bo ja nie lubię, jak mi Filip zabiera mojego a ja wtedy tak troszkę czuję sie na sznurku bo mój smoczek jest na łańcuszku i on mnie wtedy tak trzyma na nim. A nie zawsze chce mi się walczyć.

Duża mówi, że my jesteśmy jak te wojownicze żółwie nindża  - szybcy i skuteczni. Zwłaszcza, gdy nas puszcza na podłogę. Podłoga, moi drodzy, to już naprawdę zupełnie inny świat! Ale o tym opowie Filipek, bo bardzo chciał i sobie tę bajkę zaklepał. Obiecał nawet, że przez sekundę mi nie ukradnie smoka, jeśli pozwolę mu to opowiedzieć. Co zrobić… Czasami trzeba ustąpić, dla dobra sprawy i smoka własnego.

Tymczasem, pozdrawiam. Oraz szybko i skutecznie się schowam. Nie ma mnie! Pa! ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki

 

Bliźniaki kontra babcia, podwójne uderzenie i donica, czyli w kupie siła…

17 mar

Będzie, będzie zabawa, będzie się działo i znowu nocy będzie mało! – taką piosenkę śpiewa nam ostatnio Duża i mówi, że to o nas. Zabawa jest owszem, ale nocą wcale nic ciekawego się nie dzieje. Czasami się obudzimy, bo jeść nam się chce, albo zaboli nas ząbek, co wychodzi, ale bez przesady, my tam się wysypiamy.

Duzi nas nie doceniają i przekonała się o tym babcia Atka. Otóż Mateusz jak zwykle rano, wyprodukował swoją broń bibelogiczną, potocznie zwaną Wielką Śmierrrrdzącą Kupą Z Piekła Rodem i babcia musiała oczywiście mu tę kupę zabrać. No bo po co zostawiać człowiekowi jego własną kupę. Nie, trzeba zabrać, wyrzucić i dać nową pieluszkę, wygodną, owszem, ale jednak całe to zabieranie, mycie, zmienianie… to taki wysiłek, zupełnie niepotrzebny nikomu! No, ale skoro już tak muszą, niech tak robią, próbujemy walczyć, ale zawsze nas oszukają, bo dadzą coś do zabawy. W każdym razie, babcia zmieniła pieluszkę Mateuszkowi i okazało się, że jego rajstupki się gdzieś zapodziały i musiała iść po nowe. Wsadziła więc Matiego do końca  w pieluszce i poszła na chwilę do góry. (Koniec to takie coś ze szczebelkami, jak łóżeczka,ale większe i nie takie miękkie, ale też fajne, bo można się w nim turlać, pełzać i nawet stać!) Mateusz sobie leżał w tym końcu, bo mu się stać nie chciało, po czym zdjął pieluszkę, bo przecież bez pieluszki jest o wiele fajniej. Wchodzi babcia, a Mati leeeeje i leeeeje na podłogę, na łóżeczko stojące obok, na siebie. Dobrze, że ja nie dostałem, bo musiałbym mu oddać! Babcia za głowę się złapała i musiała zając się tym bajzelem, który Mateusz -”tenurwipołeć” zrobił. I to było fajne, bo ja wtedy miałem czas dla siebie. A, że babcia zostawiła na schodach moją miseczkę z resztą kaszki od śniadania i z końca było do niej blisko, to pobawiłem się w smarowanie. Wiecie, jakie to jest przyjemne? Smaruje człowiek kaszką takie szczebelki, podłogę, schody, kocyk… Ale najfajniej smaruje się własne rączki i buzię. Troszkę sobie przy tym pojadłem jeszcze. Było naprawdę miło. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego babcia złapała się za głowę drugi raz. Przecież nie nasikałem nigdzie! A mogłem!

Jak już babcia sobie posprzątała i, niestety, umyła mnie z kaszki, to ubrała nas na spacer. Mateusz czekał w łóżeczku w korytarzu, aż babcia mnie wykończy i nudził się. A Duzi mają takie fajne różne cosie, co się kwiaty nazywają. I już niejeden raz mieliśmy ochotę to zrzucić i zobaczyć co będzie. I dzisiaj Mateusz miał już taki kwiat z donicą w ręce! Już ją zrzucił z szafki, ale akurat wpadła Duża i niestety w ostatniej chwili złapała kwiat. SuperHardkorMamaCoPsujeZabawę – to jest nasza Duża. Łapie donice w locie i jeszcze się cieszy. Ale spokojnie, spokojnie. Jak już wiemy, że tak można – odczekamy, uciszymy ich czujność i przyatakujemy. .

Duża w każdym razie powiedziała, że się zaczęło. Podwójne Uderzenie jakieś, że zaczyna się jazda z górki bez trzymanki i pewnie niedługo konieczny będzie remont. Co to jest remont? Na pewno coś fajnego i dziwię się, że jeszcze nam tego nie dali.

A w ogóle, to ja umiem już stawać na kolankach i prawie siadać. Nie miałem na to ochoty, ale Mateusz mówił, że więcej wtedy widać i faktycznie. Podobało mi się, jak zobaczyłem więcej. I w wózku też siedzimy. Okazuje się, że na spacerach jest dużo więcej do oglądania, niż niebo. Dlaczego oni tak długo to przed nami ukrywali? Spiskują, jak nic. Ale co tam, my też spiskujemy. Teraz już oficjalnie nadajemy, bo oni nas i tak nie rozumieją.

Duża mówi, że mam pozycję „Na Surykatkę” jak staję na kolankach. A babcia Inka mówi, wyglądam wtedy jak piesek pjejrowy. Wyglądam, jak wyglądam, ważne, że widzę więcej.

Dzięki temu, że mamy fajne duże okno, widzimy nie tylko różne rzeczy, ale przeróżnych Dużych. I mamy też koleżankę. Przechodzi codziennie obok naszego okna i do nas macha. Duża mówi, że ją do nas zaprosi kiedyś, ale, że podryw odpada, bo ona jest dla nas za stara. Podobno ma dużo więcej lat niż my, bo aż dziewięć. A co mnie obchodzi ile ona ma lat? Ja nie mam lat wcale i czy to jest jakiś problem? I tak będę się do niej uśmiechał i mrugał do niej a Mateusz na pewno ją ściśnie z całą siłą swojej sympatii. Boleśnie, czyli.

No nic, nagadałem się, a teraz uciekam, bo odkąd pełzamy i raczkujemy, w domu jest tyle do zrobienia, że nie wystarcza nam czasu. Czy wiecie, że można wkładać palce do końtaktów? Niestety u nas nie można, bo Duzi coś powkładali w nie, jak zwykle – zostawiają najlepsze dla siebie. Jestem tego pewien, bo widziałem, jak Duży wyciąga to coś z końtaktu i potem grzebie przy tym i wkłada coś innego. Oni się bawią, a nam nie dają! Nie dam im mojego gryzaka, o!

Miłego dnia życzę i radzę z nami nie zadzierać. Duży mówi o nas: „Mafia z Mińska – Mateusz zaślini a Filip zajęczy na śmierć”.

I z tym pokojowym ostrzeżeniem, żegnam się mile, życząc przyjemnego dnia!

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki

 

Co to jest „Fircyki w galotach”, czyli jak ja nic nie rozumiem…

02 sie

Podobno nazywam się Fircykiwgalotach, tak jak mój brat bliźniak „dwujajeczny” – tak nazywa nas Duża – mama. Mama to ta, co nam śpiewa.. czasami zafałszuje, ale coś tam mówiła ostatnio, że bez fałszywej nutki nie doceni się prawdziwej muzyki. Nic z tego nie rozumiem… ale skoro tak mówi – coś w tym jest. W końcu daje mi jeść, zabiera coś co nazywa „armagedonem w pieluszce” i wtedy jest mi przyjemniej, bo sucho- musi zatem też znać się na tym całym fałszowaniu.

Jestem z bratem na tym łezpadole od dwóch miesięcy. Łezpadół wygląda różnie – czasami ma szczebelki, czasami nie ma, jest zielony i szumi, albo jest beżowy i cichy. To chyba zależy, gdzie Duży z Dużą nas kładą. Nie lubimy z bratem, gdy nas za szybko podnoszą. Na szczęście starają się robić to powoli, czasami chyba im nie wychodzi bo wtedy jest tak dziwnie… i człowiek musi wrzasnąć.. no musi, inaczej się udusi!

W Łezpadole jest śmiesznie. Inaczej, niż w Wielkiej Wodzie, z której nas wyjęła inna Duża. Oj wtedy, to się działo – jak to mówi Duży – było grubo! Brat wrzeszczał, ja też i nikt jakoś na to nie reagował. Musieliśmy czekać bardzo długo na jedzenie… było zimno, obco.. naprawdę dziwna sprawa. Ale potem już było troszkę lepiej, bo dali nam w końcu jeść. Ale nam chciało się po prostu spaaaać… oj spanie lubiliśmy od razu. A oni nas budzili, kazali jeść, jakby nie mógł się człowiek najpierw wyspać i potem zjeść. Ćwierkała ta Duża do nas, budziła z Dużym, no ale jedzenie było całkiem dobre. Nowe. Inne.

Łezpadół jest ciekawy, bo duży.. kolorowy, najpierw był szary, a teraz jest w nim dużo czerwonego i innych kolorów. I ciągle grają w nim melodie. Duży ciągnie za ogon coś, na co mówi „piesczyzając” i wtedy nam gra miło melodia, ale szybko się kończy i wtedy musimy z bratem prosić o więcej. Czasami Duży z Dużą nie rozumieją i zamiast włączyć, to zaglądają nam w pieluchę albo każą jeść… znowu! A melodia?! Chodzi o melodię! No i dopiero po jakimś czasie, gdy nas już bolą gardła, oni nagle mówią „Ty… chyba chodzi o melodyjkę!”… Nooo… szybcy są..

Nadal nie wiem, co to jest Fircykiwgalotach, ale widocznie tak mam na imię… chociaż słyszę też „Filip” i „Mateusz” ale nie wiem, czy to do nas czy obok nas… pewnie z czasem się okaże. Może jest nas więcej, tylko nam nie powiedzieli?

Wiem jedno.. Nie lubię czekać na jedzenie. Strasznie długo czasem muszę czekać, obudzę się i muszę wrzasnąć raz i dwa, żeby dostać jeść! Dziwna ta jadłodajnia… Duża mówi do mnie wtedy „sekundkę” – nie wiem co to znaczy, ale to chyba bardzo długo…

W Łezpadole najgorsze jest to, że ciągle jest tak gorąco. W Wielkiej Wodzie też było ciepło ale inaczej, była woda… a tu nie da się wytrzymać i chyba Dużym też to nie pasuje, bo często mówią „nie ma się co dziwić, że płacze – też byś płakał, nie mogąc ponarzekać na upał”. Nie wiem co to jest upał,ale chyba chodzi o to, że tak ciągle piecze w plecki. Fajnie jest, gdy wkładają nas do wody, wtedy tak cicho mówią, jakaś inna melodia wtedy gra i jest ulga. A potem znowu ładują nas w pieluszkę i każą spać. A jeśli ja nie chcę spać?! Mówię do nich, tłumaczę, a oni do mnie „a guuu” i jeszcze mi wmawiają, że ja to samo mówię do nich… no jak to możliwe, że oni mnie nie rozumieją?

Podobno jesteśmy z bratem spokojni. Mało płaczemy (nooo o tym to się jeszcze przekonamy..) i podobno nie budzimy się wzajemnie. No cóż… dogadaliśmy się, że nie ma sensu się wzajemnie budzić, lepiej się znieczulić na krzyki brata- wtedy człowiek spokojniej śpi, je i robi kupę. A po co się denerwować? Duża mówi, że stres szkodzi na cerę. Co to jest cera? Muszę ją zapytać.. tylko czy ona mnie zrozumie? Czy znowu mi odpowie „a guuuu”?

A teraz pójdę spać, bo zmęczyłem się tymi myślami… Podobno odbiło mi się, jak staremu spod budki z piwem – nie wiem co to znaczy, ale chyba chodzi o to, że mogę już iść spać,bo jak to mówią, to potem zawsze kładą mnie do łóżeczka i zasypiam. Noo… czasami jeszcze sobie do nich pogadam, ale oni serio nie kumają – ćwierkają i się cieszą, a ja mówię im, że mi za gorąco! No ale nie będę już narzekał, idę spać, dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii