RSS
 

Notki z tagiem ‘żarty’

Prawielimo, żelazko i zakończenie roku, czyli dziwne wypadki naszej matki…

16 lip

Nasza Duża jest nauczycielką. Mówi, że chodzi do szkoły uczyć cudze dzieci. Wygląda na to, że chyba to lubi, bo jak wychodzi, to nie wygląda na jakąś załamaną. No i zawsze mówi, że niedługo wróci. Po co ona to mówi, to my nie wiemy, bo przecież nie wiemy co to jest niedługo. Sekundkę to już wiemy, że to trwa i trwa. Ale niedługo? W każdym razie uczy tam dzieci mówić po jakiemuś innemu. Ciekawe  jak jej to idzie, skoro nas nie zawsze rozumie, a my mówimy przecież tak jak ona. Co trudnego jest w słowie tantin? Albo dija?  Przecież od razu wiadomo, że chodzi nam o to samo, co ona nazywa wodą. No, ale długo musieliśmy pracować z Filipem nad tym, żeby zrozumieli oboje, że jak mówimy dija, to znaczy, że mają nam nalewać do konewek, bo przecież samo się nie podleje! A lać możemy tylko wodą. Próbowaliśmy zdejmować gacie i lać gdzie popadnie, ale niestety… są nieugięci.

Nasza Mama, czyli nasza Duża oczywiście, to taka troszkę wypadkowa jest. A to nie zmieści się w futrynie, a to wpadnie na słup. Duży mówi, że Filip swoją wypadkowość ma chyba po niej. Możliwe, bo ja nie jestem wypadkowy, zupełnie jak Duży! Podzieliło się widocznie, żeby Dużej smutno nie było.

Ostatnio było tak, że (zupełnie przypadkowo), trzasnąłem Dużą żelazkiem w głowę. Znaczy tak lekko przypindoliłem, nie mogło jej boleć, ale ona udawała, że ją boli i robiła to naprawdę przekonująco. Ale oni tak się zgrywają. Udają, że płaczą, bo chcą, żebym dał buziaka, albo udają, że ich boli jak im z liścia pociągnę. Mili chcą być. Ale ja z tym żelazkiem, to naprawdę przypadkiem. Leżała sobie Duża na kanapie, bo jej jakieś ciśnienie do samych pięt  opadło, czy coś, no i za nią jest ta taka duża poducha, co mi na nią nie pozwalają wskakiwać. I pomyślałem sobie, że ciekawe, czy żelazko odbije się od poduchy. Duży mnie nie rozumiał, jak go pytałem, więc sam sprawdziłem po prostu. Czy to moja wina, że żelazko ciężkie, poducha za daleko, a Duża w połowie drogi? Musiało jej się spodobać, skoro tak ładnie udawała, że ją to niby zabolało.

A kiedyś z kolei, to Filip niechcący zrobił Dużej niespodziewajkę. Bawili się w noski – eskimoski i nagle Filip mówi do mnie: – Ty, zobacz, jaka mam twardą głowę! I jak jej przyfasolił z bańki, to się odbiła. Mówił, że nie bolało go za mocno bo czołem dał, ale trzeba uważać, bo coś tam jednak poczuł. A Duża latała potem jak dzika do lustra, sprawdzać, czy jej ten tam… makijaż na dół pod oko nie zszedł, bo jechała na jakąś tam wycieczkę z pracy i jakby się potem wytłumaczyła. I mówiła, że jej właśnie Filip prawielimo zrobił. Tak mówiła. Ale jej te kolorki z oka nie zeszły pod oko, więc się rozluźniła i dała lustrowi  spokój.

Niedawno Duża miała zakończenie roku. Dokładnie nie mówiła nam, co to jest, ale zrozumieliśmy, że już nie będzie chodzić do pracy. No i z okazji tego jej zakończenia roku, odpicowała się w sukienkę. Rzadko ją widzimy w takim stroju, bo Ona chyba nie lubi sukienek. Filipowi się podobała, powzdychał, pozachwycał się, ja próbowałem lekko podrzeć, ale się nie dało,  a Duża poszła cała w tych swoich skowiurkach,  czy innych skowronkach.

Jak wróciła, to potem opowiadała Dużemu, że miała przygodę. Śmiali się z tego dość mocno, więc rozumiem, że było całkiem śmiesznie. Otóż, wyszła w tej sukience, a na przejściu niedaleko domu, przepuścił ją kierowca. To akurat wiem, że było ważne wydarzenie, bo jak my z nimi chodzimy na spacery, to nikt nas zazwyczaj nie przepuszcza. A podobno tacy ładni jesteśmy… ;)

 Duża pomyślała sobie, że może nie wygląda tak źle! Podobno w autobusie ludzie patrzyli na nią dziwnie, aż się zaczęła zastanawiać, że czy aż tak dobrze wygląda, no bez jaj, jak to mówi. I dalej mówiła, że jak wysiadła z autobusu, to kierowca się do niej uśmiechał i mrugał, a ona zaczęła się zastanawiać, że owszem ostatnio dość ładnie schudła, ale żeby jej sukienka na ramionach opadała, to bez przesady. I wtedy stanęła jak wryta, bo uświadomiła sobie, że nie dopięła sukienki! Nie wiem o co takie halo, my latamy z gołymi pupami w ogrodzie i jakoś nikt afery nie robi. Podobno Duża weszła do sklepu i jakąś panią grzecznie poprosiła, żeby jej tę sukienkę zapięła. Potem z wrażenia wsiadła w zły autobus i musiała się potem przesiadać. No ma ta nasza Mama wypadki i przygody, nie da się ukryć! 

A teraz chodzi na jakieś lekcje. Uczy się jeździć samochodem. Tata nam mówił. Ciekawe ile wypadków będzie miała, no nie? ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Fura, kura i komóra, czyli co się zmieści w rączkach i co nie mieści się w głowie…

03 mar

Pół roku minęło! Pół roku! (tak twierdzi Duża)  Tak właśnie się dzieje, gdy człowiek zajęty. Wierzcie mi, lub nie, ale jesteśmy bardzo zajętymi Fircykami.

Otóż, pominę już fakt, że teraz nie chodzimy. Teraz biegamy, skaczemy, tańczymy. A najbardziej to lubimy wchodzić wysoko, najwyżej. Duża mówi, że jakby się dało, wisielibyśmy na lampie. No cóż… jakby pomogła, czemu nie.
Z racji, że tak bardzo lubimy poznawać wysokości, Duzi stali się bardzo monotematyczni i lekko zetsresowani, ciągle boją się, że im coś zepsujemy. „Mati, nie skacz na główkę na kominek!”, „Filipo, zejdź  z szafki i nie zrywaj telewizora ze ściany, bo nie będzie bajki”, „Nie goń kota!”, „zejdź ze stołu” i takie ciągle nam rzucają teksty. A my przecież nic takiego nie robimy. Że człowiek czasami się potknie i może wpaść na ten ich kamienny kominek? No też coś. Przecież od razu im się nie zepsuje! To, że poobijaliśmy troszkę ściany pchając nasze łóżeczka, które teraz są kojcami, to nie znaczy, że wszystko od razu im obijemy. Poza tym, bądźmy szczerzy – słabe mają te ściany, serio. No i nie moja wina, że tak fajnie się ciągnie firanę i zrywa tę lamówkę, co ją babcia przyszyła… już czterdziesty raz.
Mimo, że tak ciągle nam wszystkiego zakazują, to jednak fajnie jest móc wszędzie wejść. Oczywiście Duży musiał nam nieco utrudnić sprawę. Pozakładał więc jakieś takie zabezpieczenia czy coś. No i zdziwił się. Bo Mateuszowi zajęło co prawda nie jedną ale dwadzieścia sekund, żeby rozpracować jak to się otwiera. Po czym stwierdziliśmy, że co będziemy się męczyć otwieraniem- pozrywa się to z mebli po prostu i tyle.
I pozrywaliśmy. .

Duzi się nie zdenerwowali aż tak, jak mogli, alele niestety teraz nie pozwalają nam wchodzić do kuchni. To jest wina Mateusza, bo owszem, zabezpieczenia pozrywaliśmy razem, ale to on właził na szafkę w kuchni. Ja tylko patrzyłem i się śmiałem. No chyba to nie jest zabronione, co?! I tak kuchnia stała się całkowicie nielegalna. Podobno Duzi boją się o swoje noże i garnki i talerze. Zastawili kuchnię barierką i koniec.
Poza jednym wyjątkiem – pozwalają nam wynosić śmieci do śmietnika. A skoro to jedyny moment, w którym możemy być w kuchni, to zbieramy każdego śmiećka jakiego znajdziemy i zanosimy. A jak nie znajdziemy nic…to sami je produkujemy. Co to za problem podrzeć chusteczkę i potem się pożalić, że „oooo śmieć” i już się Duzi cieszą, że my tacy porządni i śmieci zbieramy. Przy okazji można podprowadzić szufelkę, albo miotełkę, albo dużą miotłę, albo rozwalić karmę kota na całą podłogę. I wtedy się zbiera te groszki i znowu się sprząta. Jesteśmy naprawdę dobrze wychowani – lubimy sprzątać. ;) A kuchnia jak nielegalna, tak nielegalna…

Jak już mówiłem, wszędzie wejdziemy, nie zawsze dobrze się to kończy, bo raz utknąłem pod łóżeczkiem i musieli mnie ratować, ale co tam, uratowali, więc nie narzekam.

Po schodach też już wchodzimy i schodzimy. Muszą nas Duzi pilnować, babcie też, ale jednak wchodzimy sami, na własnych prywatnych nóżkach. I codziennie na drzemkę wchodzimy po tych schodach, do spania na noc, albo w ogóle jak idziemy sobie grandzić na górze. No i jest codziennie lekka afera albo zdziwienie. Bo Mateuszek to sobie wchodzi tak po prostu, jak stoi. A ja zawsze zbieram cały swój dobytek, czyli: rękawiczki skórzane Babci, skorupka ślimaka, komórka (chyba zepsuta, ale nie jestem pewien), pluszowa żaba i pokrowiec na wózek. Czy to moja wina, że tak wielu rzeczy się dorobiłem i bez żadnej z nich nie mogę żyć i absolutnie nie usnę?

Co prawda ślimaka mi ostatnio zabierają, podobno boją się, że mnie zje, albo że ja go zjem – nie jestem pewien do końca. Ale spokojnie, mam kieszonki w spodniach!  Mati mówi, że się przeszpulkuje, jednego z ogrodu, jak nie będą widzieć. Mama mówi, że ja dostanę jakiegoś przyskurczu, rączki, bo wszystko chwytam dwoma palcami – reszta trzyma ślimaka. Ważne, że chwytam, niech ona martwi się lepiej o swoje przyskurcze, a ja sobie poradzę. Jakoś nigdy nie widziałem, żeby szła po schodach trzymając żabę, ślimaka, pokrowiec, dwie rękawiczki i komórkę. Jak się nauczy, to pogadamy.

Dawno nic nie opowiadałem, więc ominęło Was coś ważnego! Poznaliśmy osobiście Śniega. Śnieg jest ładny, biały i robi bałwany. I inne rzeczy też, bo na przykład przyjemnie skrzypie pod butami. No i dzięki Śniegowi dostaliśmy też nową furę. Tata mówi, że to są sanki dwuosobowe. I powiem Wam, że naprawdę nam się podobają. Siedzi sobie człowiek wygodnie, nie w wózku, jedzie po dzielni, ciągną go znaczy, bo przecież sam nie będzie pchał. Idealnie! Ale co z tego, jak trwało to krótko?  Podobno te sanki  jadą tylko po śniegu i na trawie czy chodniku by nie dały rady. Ale Mati mówi, że pewnie Duzi ściemniają, bo im się ciągnąć nie chce. Bo jakoś nigdy nam nie pokazali, że naprawdę się nie da. A nam się tak podobała jazda na sankach! I śmiesznie było, jak na przejściu dla pierwszych podnosili sanki i nas przenosili – wtedy byliśmy wysoko! A my lubimy być wysoko. W każdym razie, musimy ich namówić (albo zmusić), żeby pojeździli z nami tymi sankami latem, jak będzie ciepło. Powinno być ciekawie, no nie?

Wspomniałem już, że mam swoją komórkę. Otóż Duża specjalnie dla mnie wyszukała gdzieś komórkę, taką fajną, z guziczkami, posklejaną  jakąś taśmą czy czymś. I ja sobie chodzę i dzwonię do Babci, albo do mamy, albo do taty. I się z tą komórką nie rozstaję. Bo z tego, co zauważyłem na świecie – komórki chyba są bardzo ważne. Wiele osób na spacerach zamiast patrzeć na niebo, albo autobusy to patrzy na swoje komórki. I tak myślimy z Matim, że skoro nawet autobusy ich nie kręcą, to znaczy, coś w tych komórkach musi być! Na razie nie wiemy, co.  Znaczy, te komórki, co Duzi mają, to faktycznie ciekawe są… bo zakazane. Ale te inne? Trzeba zbadać sprawę.

Tak apropopo „mama, tata”, to już wiemy, jak unikać groźnego spojrzenia Dużych. Jak nas pytają, kto zepsuł szafkę, zjadł kotu jedzenie, albo ukradł pilota do telewizora, to wystarczy powiedzieć, że Tata i już jest spokój. Bo z jakiegoś powodu wszyscy się śmieją. Doszliśmy zatem z Matim do wniosku, że Tacie wszystko wybaczą i teraz na niego zrzucamy winę za co się da. Nawet za kupy w pieluszce. A co, jak działa, po co to zmieniać?

Wiecie, co poza moim dobytkiem, który noszę w rączkach, lubię najbardziej? Kury! Kura to takie fajne zwierzę, w każdej książeczce jest prawie i fajnie gada. Mama mówi, że gdacze. Ale nie gdacze, tylko gada. Coś się tej Dużej myli chyba. No więc kury są naprawdę świetne, polecam! I na żywo też niczego sobie. Wiem, bo byłem na wsi i poznałem kurę. Może kiedyś Duża da mi jakąś, kto wie. Dała w końcu Matiemu grabie, bo lubi, to może i mnie da kurę? Pogadacie z nią? Może Was posłucha…

No, muszę już kończyć. Duża powiedziała, że czas bajek minął. Czytanie bajek w wykonaniu  Dużych polega na tym, że my pokazujemy obrazki, a oni je nazywają. Nie namęczą się co? Całą robotę musimy my wykonać, bo przewracanie stron, skubanie okładek, pokazywanie księżyca i zegara i innych cudów, a oni tylko siedzą, uśmiechają się i nazywają i coś tam opowiadają. No, ale lubią to chyba, więc niech im będzie, czytamy z nimi te książeczki. W końcu to Duża pozwala nam grać na gitarze przed snem. Podobno jesteśmy w tym coraz lepsi, bo sąsiedzi już nie skrzeczą, że fałsze jakieś odchodzą. Ale chyba się coś Dużym pomyliło, bo nikt do nas nigdy na nasze granie nie narzekał. Może oni grać jednak nie umieją… kto wie. Bo czytać, to oni na pewno nie potrafią. Nie tak jak Babcia Inka i Babcia Atka na przykład, które nie muszą mieć obrazków, żeby bajki nam czytać. Wystarczy, że jemy obiadek i już nam czytają bajki z głowy. A my wcale nie musimy nic robić. No, ale tak jak mówiłem, skoro Duzi tak lubią… niech tak mają. Trzeba być miłym, bo oni rządzą w kuchni. A kuchnia jest taka ciekawa… taka ciekawa, że to się po prostu w głowie nie mieści!

Pa!

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Nos, bójki i dziura w skarpecie, czyli komunikacja „niewerbanalna”…

24 lip

11264999_888998687830910_554622199_oRozpoczęła się u nas nowa era, jak to mawia Duża. Era komunikacji!
Chyba chodzi jej o to, że rozumieją nas z Dużym coraz lepiej.  Faktycznie, jest nieźle, jeśli chodzi o te sprawy.
I oni też jakoś tak bardziej zrozumiale do nas mówią. Umiemy już pokazać, że mamy nosy i dużo problemów.
Nie wiem dokładnie, co to sa problemy, ale kazała nam pokazywać, że dużo, to pokazujemy, niech się cieszy kobiecina.
Duża też lubi, jak Filipek pokazuje, że ma dziurę w skarpecie. Nauczyła go tego babcia Inka i wszyscy się śmieją, chociaż moim zdaniem, dziura w skarpecie jest mało śmieszna. Raz mi się zrobiła i nie podobało mi się, bo paluszek mi utknął i to nie było zbyt wygodne. Na szczęście nie musiałem jakoś szczególnie protestować, bo Duża szybko zauważyła i zabrała mi tę skarpetę. No, ale wszyscy są zachwyceni tym, że babcia nauczyła Filipa pokazywać dziurę, nawet gdy jej nie ma i mówią, że dobrze, że uczy nas takich zabawnych rzeczy. Oni chyba nigdy dziury w skarpecie nie mieli, ale cóż.
A w ogóle, to najlepiej jest bez skarpet, bez dziur i tylko z problemami na głowie! Bo jak pokazujemy, to oni się cieszą, czyli znaczy się, dobrze, że mamy te problemy.
Filip lubi też pokazywać, że Duzi mają nosy, ale nie zawsze mu pozwalają, bo on lubi też wsadzać w te nosy swój palec i drapać, a potem Dużym lecą łzy, a Duża to nawet raz miała czerwoną kreskę z nosa, ciekawe, co? No i od tamtego czasu niechętnie pozwala Filipowi bawić się jej nosem. Ale spoko, Duża ma też oko, ucho i włosy, zawsze to jakaś rozrywka.
Obaj lubimy też pokazywać laaampę! Laaampa jest wysoko, świeci i jak pokazujemy, że ona tam jest, to Duża się zawsze śmieje, że się modlimy. No i dobrze, jak jej się to podoba, to dalej będziemy się tak modlimali.

W temacie protestu, to Filip obecnie jest protestantorem. Duży stwierdził, że Filipeusz zaprotestował przeciwko warzywom i faktycznie tak jest. Bo jak gadaliśmy, to mi powiedział, że ma już dość tego, że warzywa musi jeść, skoro jest tyle fajniejszych rzeczy, na przykład budyń, jogurt, banana, czy ostatnio brzoskwinia! No i uparł się i nie pozwala sobie dać ani troszkę brokułały czy innych warzywek, które ja, nie powiem, bardzo lubię i nie odmówię. Dużej podobno już ręce opadają, bo jak obiad ląduje na ziemi, na głowie, czyli wszędzie tylko nie w Filipka brzuszku, to jej właśnie opadają.
Łyżeczka też jej czasami opada, ale to już inna sprawa. W każdym razie, Filip powiedział, że wygra tę wojnę. Ale ja słyszałem, jak Duża szeptała do Dużego, że oni wygrają tę wojnę. No, jestem ciekaw, kto naprawdę wygra. Myślę, że ja! A-ha!

Ostatnio z Filipem miewamy czasami troszkę na pieńku. Bo on ma zawsze lepszą zabawkę! I ja ją chcę, więc mu zabieram.
Ale Duzi mówią, że nie wolno. A Filipowi z kolei mówią, że nie wolno mu mnie szczuć.
Dokładnie nie wyjaśnili, ale chyba chodzi o to, że on mi pokazuje zabawkę, jakby chciał dać, a potem zabiera i ja się złoszczę.
W każdym razie, no… czasami zdarzy się, że się nieco poprztykamy i obaj wtedy mamy karę: „miesiąc bez komputery„.
Tak do nas zawsze mówi, ale to nie ma dla nas znaczenia, bo nie wiemy, co to komputera. 
Wiemy za to, że wielu rzeczy nam nie wolno. Nie możemy na przykład bić kwiatów, ani obrywać z nich takich ładnych kolorowych cosiów, co się opłatki nazywają, nie wolno nam jeść kory ( a szkoda, bo wygląda ciekawie).  Duzi zabraniają nam nawet zjadać takie zielone kulki, co się winogrona nazywają, A Filipowi Duży ostatnio wyciągnął nawet robaka z buzi, a było tak blisko!  Naprawdę dużo nam zabraniają! Zabierać zabawek nie możemy, bić się nie możemy, mówię Wam… same „nie wolno nonono” w tym domu!

Na pladzabaw,  też nie możemy…zdziwieni? Bo ja już nie. Ale wiem, dlaczego. Bo Filip nie nosi butów!
Ja noszę, od dwóch dni.
Duża ostatnio się załamała, że nie chcemy nosić bucików, ale one takie zbyt wygodne nie są. Płakaliśmy, darliśmy się nawet, jak nam zakładali i myśleliśmy, że dali sobie już spokój. Ale nie… przyjechała babcia Atka i mnie kurka wodna wrobiła!
Nawet nie zauważyłem kiedy, miałem buty i chodziłem w nich. A skoro już raz chodziłem, to nie ma jak im ściemnić, że tak strasznie cierpię. I w sumie nie jest źle.
A do tego, Duża powiedziała, że pójdziemy na
pladzabaw, a tam mają taką inną podłogę, co się piasek nazywa. I ja chcę tam iść, bo nie wiem jeszcze, czy to jest fajne, czy nie. Ale musimy czekać, aż Filip założy też swoje buty. Dużej bardzo zależy,  żebyśmy chociaż przed osiemnastką założyli i nosili buty i mówię mu, żeby się pospieszył, bo ta osiemnastka, to chyba całkiem niedługo, skoro jej tak zależy. Ale Filip chce ich wziąć na przeczekanie, łudzi się, że oni go puszczą bez butów.
Coś mi się wydaje, że w tym temacie nie złamią się zbyt łatwo. No i mówię, buty nawet nie są takie złe! Tylko jedną wadę mają  - nie mam jak gryźć swojego palca u stópki, ale dobra tam, w łóżeczku sobie pogryzę.
Niech im będzie, ja zdążyłem do osiemnastki, muszę zmobilizować Filipa. Jakieś pomysły??? 

No, to  tak to u nas obecnie jest – Duzi nas rozumieją, też robią komunikację, podobno werbanalną, chociaż nigdy nam nie wyjaśnili jaka jest różnica.
Jakaś pewnie jest, może chodzi o to, że Duża zakłada sobie nasze spodenki na głowę i do nas gada śmiesznie i wtedy my też chcemy te spodenki i każdy z nas w takich gaciach sobie chodzi i jest fajnie. Duży na to mówi, że jesteśmy Dzika Banda Hipsterskich Królików, czy coś.
My lubimy mieć na głowach różne rzeczy, a że nie zawsze czapeczki są pod ręką, a Duża to chyba nawet swojej czapeczki nie ma, skoro nasze spodenki sobie zakłada, to co zrobić.
Jak żyć, jak żyć –  jak to mawia Duży. No jak żyć?  - normalnie, raz w czapeczce, raz w spodenkach. Na luzie, no nie?

Pozdrawiam Was niewerbanalnie! 

Mateusz

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki

 

Koty, bunt, szkoła i naiwność, czyli ja też mam coś do powiedzenia…

14 sie

ilustrFilip już tyle się nagadał, że i mnie, Mateusza naszło. Nasza Duża mówi często do mnie tak dziwnie – Mateuszek Skarbeuszek. Nie wiem czy to nasze nazwisko czy co. A Nasz Duży to mówi na nas Podgrzybki – co to jest? Często mówi, że położy podgrzybka do wózka i pojedzie na spacer. Dziwne, nie? Filipek zastanawiał się kiedyś co to jest wózek – to chyba ta inna kuweta, w której nas zabierają na ten dwór co go spacerem nazywają. Wszystko tu jest takie skomplikowane. Filip ma rację, że Wielka Woda była o wiele łatwiejsza do pojęcia. Snuł się człowiek, to coś kopnął, to zahaczył, ale nie było aż tylu rzeczy dziwnych, nowych…

A ja już wiem, jak Koty ma na imię, i jeden i drugi. Jeden Koty to ma na imię Cipcip a drugi Taśtaś. Bo jak Duża je woła to często woła „Kotyyyyy Cipcip, Taśtaś!” Nie wiem, który jest Cipcipem, który Taśtasiem, bo one najczęściej albo przychodzą razem, albo wcale. Kiedyś się dowiemy, który jak ma dokładnie na imię. Filip mówi, że ładne te imiona. Tylko nie wiem, dlaczego jak Duża woła „kotyyyy Cipcip, Taśtaś”, to Duży wtedy często mówi takim niskim głosem: „Do lwa, kurka, do lwaa?” – kiedyś musimy ich o to zapytać, bo Filipek też nie wie o co chodzi. Co to jest ta lwa?

Duży czasami nazywa mnie buntownikiem z wyboru. Mówi, że często protestuję i nie dam sobie w kaszę dmuchać. Serio – Filip ma rację, że oni czasami dziwnie mówią. Owszem, buntuję się, bo jak chcą mi robić krzywdę, na przykład ubrać mnie, to co mam robić? Uśmiechać się i tego, dziękować? Czy oni nie widzą, że ja bardzo, BARDZO nie lubię być ubieranym? Wciskają człowieka w te ubranka, a ja wolę samą pieluszkę, albo najlepiej być bez niej. Wtedy można tak fajnie postrzelać w nich sikami i nie tylko… Filip chyba nie ma nic przeciwko ubieraniu go, ale on chyba się po prostu poddał. A ja nie! Będę walczył, aż oni się poddadzą. Kiedyś muszą, no nie? Jak ja ich kiedyś ubiorę, to popamiętają!
Albo jak muszę czekać tę ich „sekundę” na jedzenie. Strasznie długa ta sekunda, obaj tak uważamy. Musimy stanowczo ich nauczyć, że nie powinno się zwlekać z jedzeniem. Oni chyba tego nie wiedzą, może nie lubią jeść i myślą, że my też? Ja tu już czekam, całkowicie gotowy na moją butelkę, a oni jeszcze „chodź, kochanie, mamusia zmieni ci pieluszkę”… No i jak mam się nie wydrzeć? Stanowczo mówię im, że najpierw jedzenie, potem pieluszka, ale nieeee… Muszą po swojemu. Albo już, już mam dostać jeść a tu Duży najpierw mi pod bródką rozkłada jakieś coś, na co mówi tetra – czy to takie ważne, żebym miał tetrę pod bródką? Jak chcę jeść, to chcę jeść! A potem oni narzekają, że ja robię jakiś bunt na bałnty czy coś.

Ale najdziwniejsze, to jest jak mnie kąpią. Bo wtedy tak dużo do mnie mówią, że urosłem, że się w wanience nie mieszczę, że pójdę do szkoły. W wanience to się zgodzę, że się nie mieszczę – chciałem ostatnio pofikać i nie dało się. Duża zarobiła z pięty w nos, wesoło było. Przynajmniej mnie. :)
Ale ta szkoła… gdzie oni mnie chcą wysłać? Ja dopiero co przyszedłem do nich z Filipkiem, a oni już chcą nas w inne miejsce wysłać? Nigdzie się nie ruszam! Pewnie tam też tego krewa nam będą chcieli zabrać, bo ta szkoła to brzmi jak szpital i ja się nie zgadzam! Tak im boksa przyfasolę, że się nie pozbierają. A niech tylko napatoczy mi się ta inna Duża, co wczoraj nam krewa zabierała. Już mówiłem Filipkowi, że następnym razem się nie damy. Musimy zaatakować pierwsi. Jestem dzisiaj w bojowym nastroju, ale nie zawsze tak mam.
Bardzo lubię rozmawiać z moimi Dużymi, chociaż oni najczęściej mnie nie rozumieją. Gadają do mnie wtedy jakieś głupoty, a ja się śmieję z nich. Duży to chyba myśli, że ja się do nich uśmiecham, ale co ja go będę z błędu wyprowadzał? Jeszcze się zbuntuje i nie da mi jeść.

Ciekawe, czy Cipcip i Taśtaś czasami się buntują. Może mają jakieś sposoby na Dużych, których my jeszcze nie znamy. Chyba czas się tym zainteresować.
Filipek ma rację – musimy być czujni. Nigdy nie wiadomo, co Duzi wymyślą znowu. Chociaż są kochani, strasznie chyba nas lubią, bo często nas przytulają i całują, ale jednak Duzi, to Duzi. A my, Fircyki musimy trzymać się razem.
I dalej udawać, że się wzajemnie nie widzimy, to chyba skutkuje. Tak jak Cipcip i Taśtaś udają, że się nie lubią. Duzi święcie w to wierzą. Ech, ta Duża naiwność. :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bąk i uśmiech, czyli sztuka podrywu..

13 sie

Dzisiaj rano Duży z Dużą śmiali się, chyba z nas. Ale to nie było niemiłe. Tylko mówili jakieś dziwne rzeczy. Że ja filtruję czy flirtuję, czy jakoś tak, ale chyba filtruję. Duża stwierdziła nawet, że nie potrafię się zdecydować, czy mam podrywać na uśmiech czy na bąki. Właśnie tego nie rozumiem – co podrywać? Uśmiechem da się coś poderwać do góry? No a bąkiem to naprawdę.. dziwne rzeczy mówią. A w ogóle to oni jakoś tak niedzisiejsi są chyba, bo co Mateusz albo ja puścimy NIECHCĄCY głośno bąka, to oni się śmieją, że dźwięki puszczamy jak starzy. Ciekawe jak oni sobie radzą w tym temacie. Melodyjkami, czy jak? Może dlatego się śmieją, bo my jeszcze nie umiemy melodyjkami? Czy to nasza wina, że tak głośno nam to wychodzi?

A tak poza tym, to co to znaczy to filtrowanie? Czy oni zawsze muszą używać takich niezrozumiałych słów?!

Tak samo było później. Znowu byliśmy w tym miejscu, co się szpital nazywa. I znowu ta sama Duża nas oglądała, wykręcała, mówiła do nas różne rzeczy. I inna Duża stwierdziła, że Mateusz z nią filtruje , bo do niej gadał. A on jej wtedy mówił, właściwie to jej spokojnym tonem obwieszczał, że jak znowu zrobi mu ból na główce to on tam kiedyś wróci i jej takiego boksa odfanzoli, że tego.
Bo okazuje się, że ten boks to fajna sprawa – piastką uderzasz i nikt ci nie podskoczy. Niechcący takiego boksa dałem naszej Dużej dziś rano i tak się dowiedziałem co to jest, bo skomentowała to do naszego Dużego.

No i ta inna Duża chyba Mateusza nie zrozumiała, bo oczywiście wzięła nas i zrobiła znowu ból na główce. Że niby jakiś krew musi być zabrany, czy coś. A czy ona nie może sobie tego krewa brać od siebie? Musi od nas? To się kradzież nazywa! Protestowaliśmy, ale nikt nas nie słuchał, a nasz Duży to nawet nas trzymał i jej pomagał. No ale na niego gniewać się nie możemy, bo oboje z naszą Dużą wyglądali, jakby im źle było, a do tego, chyba tamte inne im kazały. Nie wiem czemu ich słuchali, ale chyba musieli. W każdym razie ta inna Duża sobie grabi i to ostro. Kiedyś jej pokażemy. Na razie wygrażaliśmy się tylko piąstkami, bo chyba jednak na razie na więcej nie mamy szans.

Te inne Duże to dzisiaj na początku i później się nami zachwycały, że tacy wielcy już jesteśmy. My wielcy? To jakie one są? Ciekawe, czy jest na to jakieś słowo?
W każdym razie nasza Duża się śmiała i mówiła, że mafia osiedlowa z nas wyrośnie. Co to jest mafia?
A jak inna Duża powiedziała, że Mateusz ma dużą klatę, to nasz Duży powiedział, że Mateusz poszedł w masę, teraz pójdzie w rzeźbę a oni już dla niego szukają złotego łańcucha na szyję i sygnetu na palec. Na to inna Duża spytała, czy już ma się bać. To chyba najbardziej niezrozumiałe zdania, jakie do tej pory powiedzieli. Mateusz patrzył na nich ze zdziwieniem, bo nikt go nie pytał, czy chce jakiś łańcuch. Nie wiemy czy to jakieś ubranko czy co. I dlaczego miałby coś zakładać na palec? Czy o chodzi o tę mafię? Muszę ich o to kiedyś zapytać. O mnie za to Duża powiedziała, że ja może w masę nie idę ale w smukłość. Masa to chyba znaczy, że rośniemy, to chyba dobrze? I jak to ja nie idę w masę? A kto ciągle gada, że ja robię się coraz cięższy? Dzisiaj Duży to już nawet mówił, że musi sobie rękę wzmocnić, bo mu ciężko. I kto tu nie idzie w masę?! Tylko jeszcze nie wiemy co to jest ta mafia i ta rzeźba. Może chodzi o to, że jak rośniemy to ładniejemy?
W sumie mafia i rzeźba to całkiem ładne słowa. I skoro inna Duża miała się bać, to może warto się tym zainteresować?
Jak następnym razem znowu tego krewa będą nam chcieli zabrać, to im powiem „mafia, mafia! rzeźba! rzeźba!”. Może się odczepią?

Dziś wieczorem poćwiczę na naszych Dużych. Mafia! Mafia! Rzeźba! Rzeźba!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Smutek, czyli dlaczego Duża dziwnie się dziś ubrała…

12 sie

Dzisiaj pierwszy raz widziałem, jak Duża wygląda bez uśmiechu. To nie było długo, ale wyglądało dziwnie. Nie wiedziałem, dlaczego tak było, Mateusz też mówił, że dziwna sprawa. Dopiero jak wrócił Duży, to się okazało. Duża powiedziała, że odszedł jakiś Robin Łiliams i miała wtedy taki inny głos. To chyba był ktoś ważny, a ona powiedziała do Dużego, że czuje smutek i nie umie go z siebie zrzucić.
Czy smutek to jakieś ubranko, że nie mogła go z siebie zrzucić? Może za małe jakieś, czy coś? I dlaczego ten smutek założyła na wieść o Robinie Łiliamsie? Kiedyś zapytam ją o to, bo nigdy jej takiej nie widziałem, a znamy się już przecież całkiem długo.
Tymczasem spróbowaliśmy z Mateuszem ją rozweselić, ja się uśmiechałem, Mateusz gadał (ten to w ogóle gada jak najęty, ciekawe, kiedy zacznie się tu udzielać! Gaduła jeden!) i chyba nam się udało, bo się uśmiechnęła, ale potem jeszcze słyszeliśmy jak mówiła, Robin Łiliams to, a tamto. Najdziwniejsze było, gdy powiedziała na głos „O, kapitanie, mój kapitanie” – no tego to już zupełnie nie zrozumieliśmy obaj. Myślę, że ten dzień trzeba będzie zapamiętać i ją kiedyś o niego zapytać. O tego Łiliamsa Robina i o tego o, kapitanie . Tylko chyba musimy poczekać z pytaniami, aż wyrośnie z tego ubranka, które nazywa się smutek. Swoją drogą, mam nadzieję, że nam nigdy nie kupi takiego ubranka, bo musi być bardzo niewygodne, skoro tak dzisiaj kiepsko w nim wyglądała.

Powiedziała jeszcze dziś, jak już zasypialiśmy, że trzeba pamiętać Robina Łiliamsa. Nie wiem dlaczego, ale zapytam kiedyś, a skoro trzeba pamiętać, to trzeba. W końcu ona wie. Się zna. Robin Łiliams – my też będziemy pamiętać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tata, mama, czyli kto tu rządzi…

12 sie

Kiedyś już mówiłem, że nasza Duża nazywa się Mama. Tak mówi do niej często nasz Duży, czyli Tata, bo z kolei Mama go tak nazywa. Rozumiem, że tak mają na imię. No całkiem ładnie, nie powiem. Mama to się ciągle uśmiecha. Ona chyba tak już ma na stałe. Ale Tata też się dużo śmieje, czasami nie wiem czy do nas, czy z nas. W ogóle to Oni oboje jacyś tacy weseli są ciągle. A Duża, to jak nas karmi i Duży czasami coś powie dziwnego, co ją rozweseli, to potrafi się cała trząść ze śmiechu. Czy ona myśli, że takie trzęsienie podczas jedzenia jest przyjemne? No mogłaby się nieco powstrzymać, nakarmić mnie, odbić, odłożyć, poczekać aż usnę i wtedy mogłaby się tak trząść. Ale nieeee… ona musi od razu jak Duży powie coś zabawnego. Nie zawsze zresztą to, co On mówi mnie bawi.

No bo na przykład ostatnio, mówi do Dużej podczas kąpieli: „zobacz, Filipek trzyma piąchę, jakby chciał mi z boksa przyfasolić” – po pierwsze co to znaczy „przyfasolić”, a po drugie – taki miałem zamiar, bo za długo mnie trzymał na plecach! A ja wolę być kąpany na brzuszku! Serio, jak ja lubię leżeć na pleckach to mnie kładą na brzuszku, a gdy lubię być kąpany na brzuszku, to mnie kąpią na pleckach – czy oni nic nie rozumieją?

Ale nie o tym chciałem (może się w końcu nauczą kłaść mnie tak jak lubię), bo gadaliśmy ostatnio z Mateuszem, że ciekawe, kto rządzi. Bo w sumie, to Mama i Tata robią przy nas wszystko, spędzają z nami czas, Duża trochę więcej niż Duży, bo on to rano gdzieś wychodzi i nie jest, a potem nagle jest. Nie wiemy dokąd znika, jest to wysoce podejrzane i próbujemy to z bratem rozpykać, ale na razie ciężko nam się połapać. Bo czasami wychodzi i nie jest chwilę, wraca z jakimiś torbami czegoś, a innym razem (i tak jest najczęściej), wychodzi i nie jest dość długo. A potem znowu jest i mówi, że jest zmęczony i jakieś ciśnienie mu podskoczyło, bo praca coś tam. Nie wiem co to jest ta praca, albo kto, ale widocznie musi go męczyć. A zostałby z nami, to by sobie odpoczął, no nie?

No, ale wyszło nam z Mateuszem, że chyba rządzimy my. Bo Duży z Dużą wszystko nam podają, wszędzie nas noszą i wystarczy tylko, że się nieco, no ociupinkę głośniej odezwiemy a już biegają jak szaleni i kombinują. W każdym razie fajnie jest rządzić – człowiek dostaje wszystko, co chce i jeszcze się przy tym do niego uśmiechają. Ale Mateusz mówi, że musimy być ostrożni, bo jak się Duzi wycwanią, to będą nam kazali robić różne rzeczy, bo na przykład widzieliśmy, że Koty nie jest noszony, ani jeden ani drugi. Biedni, sami muszą wszędzie chodzić… to może być fajne, ale jednak trochę męczące musi być, bo Duża czasami mówi, że strasznie się zmęczyła chodząc z wózkiem. Co to jest wózek? I dlaczego ona musi się z nim tak męczyć? Z naszą kuwetą się nie męczy, bo nigdy nie mówi, że się zmęczyła z kuwetą. Mogę być zatem na razie spokojny, że jeszcze nie przestaniemy rządzić, przynajmniej przez jakiś czas.

Tata jest fajny. Mówiłem kiedyś, że on wyciąga duże pudło i lecą wtedy melodie. Okazuje się, że to pudło to jakaś gitara, czy coś. Tata z Mamą kładą nas na czymś, co nazywają kordłą i Tata bierze tę gitarę i wtedy lecą melodie. Ale raz nie było fajnie. Bo śpimy sobie z Matim, jest dzień, jesteśmy w innym pokoju w innej kuwecie, niż w nocy i na spacerach, i nagle jak nie łupnie dźwięk z tego pudła. No Duży trochę przesadził – czy on nie rozumie, że co za głośno to niezdrowo? Skończyło się tak, że Duża z Dużym musieli nas nosić i uspokajać. Kolejny raz okazało się zatem, kto tak naprawdę rządzi. Nie wspomnę już nawet tego, że codziennie nas kąpią, zmieniają nam pieluszki, a my im tego robić nie musimy. No jak nic – rządzimy na całego! I tak ma pozostać, dołożymy wszelkich wysiłków, żeby taki stan utrzymać. Tylko cicho, bo się skapną i skończy się Fircykowanie.. :) A wtedy podzielimy los biednych Koty.. oj nie byłoby wesoło…ani trochę. Lepiej rządzić niż być wyrządzonym, czy nie?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Arrrrrmagedon, scena, foch i Omeny, czyli kto kogo nie rozumie…

11 sie

Wczoraj Duża powiedziała do innej Dużej, której u nas wcześniej nie było, coś takiego: „Stara, mówię ci, wczoraj był taki arrrrrmagedon, że myślałam, że padnę!”. Po czym opowiedziała jej, jak to dzień wcześniej „Mateusz odstawił taką scenę, że zrobił się sino-czerwony, Filip napinał się nie mogąc zrobić kupy, a na koniec Mateusz padł a Filip ją osikał”. Nie rozumiem co to ma wspólnego z arrrrrrmagedon, ale może to jest jakieś święto, bo Duża stwierdziła, że to był wyjątkowy dzień. Coś wspomniała o tym, że znowu „zamuliła” i musiała prać spodnie bo ją osiusiałem – ale przecież ona niedawno powiedziała do mnie: „no tak, Filipku, dzień bez bycia osikaną jest dniem straconym” – śmiała się mówiąc to, więc uznałem, że muszę dbać o to, by jej dni nie były stracone. A Mateusz wcale sceny nie odstawił tylko po prostu bardzo nieszczęśliwy był, bo chciał być noszony a Duża normalnie się leniła. Przecież to chyba przyjemność nas nosić, no nie? Tak sobie myślę, że kiedyś jej powiem, że jakbym umiał to też bym ją nosił, ale nie umiem. Noszenie musi być bardzo miłe, bo na ogół często to robią. I wtedy też, ale Mateusz chciał więcej. Czy to jego wina, że jemu bycie noszonym spodobało się tak samo jak Dużej podoba się noszenie?

Ta inna Duża, to osobny temat. Bo nasza Duża mówiła o niej do Dużego, że Koleżanka przyjdzie. Już kilka takich innych Dużych u nas było i wszystkie nazywają się Koleżanka. Czasami miały inne imiona, Marta, Ania, Asia. Ale chyba wszystkie mają takie drugie imię – Duża mówi, że my też mamy swoje imiona i jeszcze jedno wspólne nazwisko i to chyba jest to nazwisko, co te Duże mają. Marta Koleżanka. Asia Koleżanka. Ania Koleżanka. Może one wszystkie mają wspólne nazwisko, bo też w jednej kuwecie śpią i mają tę samą Dużą, tak jak my? Muszę o to zapytać Mateusza, on chyba dłużej podsłuchiwał ostatnio, ja niestety usnąłem.

W ogóle to Duzi używają bardzo wielu niezrozumiałych słów. Arrrrrrmagedon już wspominałem, tak samo ta scena – nie wiem co to znaczy odstawić scenę, ale chyba chodzi o to, że Mateusz tak rozpaczał. To nie mogła powiedzieć, że rozpaczał? Następnym razem ja też odstawię scenę i zobaczę, czy też tak nazwie. Ona lubi dziwnie nazywać rzeczy.
Albo inne słowo – Omeny. Mówi czasami do kogoś, że „napiszę, jak uśpię Omeny”, albo „posprzątam, jak Omeny zjedzą” – czy poza nami, Fircykami są tu jeszcze jakieś Omeny? I co to są te Omeny? Duża ma czas je karmić i usypiać, zajmując się nami? Chyba musimy z nią poważnie porozmawiać, bo jeśli ma czas na te Omeny to może znaczy to, że marnuje czas, który ma być dla nas??

Ale najgorsze do zrozumienia jest dla mnie słowo „foch”. Ostatnio Duży zapytał Dużą: „czy chłopcy też strzelają fochy jak są starsi? Czy tylko dziewczynki?” – Duża się uśmiechnęła i powiedziała mu, że to zależy. No i teraz jestem cały głupi, bo co to znaczy strzelić focha? I od czego to zależy? Coś mi się wydaje, że skoro Duża uśmiechnęła się na to słowo, znaczy, że je lubi… zatem chyba musimy z Matim nauczyć się strzelać te fochy, żeby Duża była zadowolona. Bo jak jest zadowolona, to dużo się śmieje i wtedy jest tak śmiesznie. Ale ona chyba zawsze jest zadowolona, albo może ma już taką minę po prostu, że się uśmiecha, sam nie wiem, ale co na nią patrzę to ma uśmiech na buzi. Dziwne. Do czego ona się tak uśmiecha?

Aaaale aaaaale, zapomniałem o czymś. No i była ta inna duża, Koleżanka u naszej Mamy i gapi się na nas (wszyscy Duzi jak przychodzą, to się na nas gapią, więc my gapimy się na nich, może zrozumieją, że to wcale takie fajne nie jest). No i tak się gapi i mówi: „oooo różnica między Filipkiem a Mateuszkiem jest coraz większa, widać, że nie są tacy sami”. No i tak patrzę na nią z Mateuszem i mówię „A ty niby jesteś taka sama z innymi Koleżankami???” – Też mają to samo nazwisko, więc mieszkają w tym samym domku, a też są inne. I czy ja się o to czepiam?! Wszyscy ciągle mówią, że Mateusz jest większy, a Filip mniejszy a inny, a taki, a siaki… A my tak z Mateuszem patrzymy i nic z tego nie rozumiemy. Mieliśmy być tacy sami, czy co? No ja cię przepraszam, ale o co tu chodzi? I wcale nie jestem mniejszy od Mateusza – jak na niego patrzę to według mnie wygląda tak samo jak ja! W końcu obaj mieścimy się w takich samych kuwetach, no nie? Ciekawe, czy one by się zmieściły….

No, ale nie złoszczę się, nie myślcie sobie. Tylko tak stwierdziliśmy z Matim, że Duzi to jednak „dziwny naród” – chyba tak się ich nazywa. Nasz Duży, Tata tak kiedyś powiedział o innych Dużych, którzy mają nazwisko Chinińczycy, czy jakoś tak. Wyglądał na oburzonego, ale nie wiem dlaczego, tylko słyszałem, jak mówił coś o okrucieństwie wobec psów czy coś. Psy to chyba takie coś jak nasze Koty, ale inne trochę. Jeszcze dokładnie nie wiem, ale coś tam słyszałem, jak Duzi rozmawiali kiedyś, że lubią i Psy i Koty. To chyba muszą być takie same, ale pewnie trochę inne. Ciekawe czy też sikają do butów.

Najlepsze z wszystkiego jest to, że Duzi ciągle mówią, że Mateusz i ja siebie wzajemnie nie widzimy i nie zwracamy na siebie uwagi. Oni są kochani, ale trochę ten… tego…. no naiwni. Bo jeśli siebie nie zauważamy, to dlaczego zawsze śpimy w dzień na zmianę? Jeden śpi, drugi czuwa. Mówiłem kiedyś o tym, że pilnujemy, żeby nas nie okradli prawda? Nawet Duża zauważyła ostatnio i mówi: „Kurczę, nic nie można zrobić bo albo jeden dokazuje albo drugi”. I skoro siebie nie widzimy wzajemnie, to czemu dziwnym trafem zawsze razem budzimy się na jedzenie w nocy? Oni myślą, że nas wyregulowali – ciekawe kto wyregulował kogo haha! No, ale niech myślą, że się nie widzimy – dla nas lepiej. Można spać spokojnie, bo brat czuwa. W końcu Duzi to taki dziwny naród. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bujanie, czyli kolejny sposób pacyfikowania Dużych…

06 sie

Lubimy odwiedziny. Duża mówi, że dostajemy dużo prezentów. Nie wiem co to jest, ale mówi, że mamy już dużo zabawek, ciuszków i jesteśmy aż nadto rozpieszczeni. No, ja nie wiem… przecież my nic z tego wcale nie używamy! Czy ja się bawię ciuszkami, albo zabawkami? Włącza nam co prawda melodię z czegoś kolorowego. Duży mówi, że to jest „piesczyzając„, ma taki sznurek między nóżkami i jak Duzi go pociągną to leci melodia, którą z bratem lubimy. Ten piesczyzając jest kolorowy podobno, my widzimy, że ma coś czerwone, podoba się nam.

No, ale nie o tym miało być. Lubimy odwiedziny. Chyba jesteśmy z bratem ładni czy coś, bo często słyszymy „och, jaki śliczny”, „och, jaki ładny”, „a jakie ma oczy niebieskie” – od oczu proszę się odtentegować, bo znowu będą mi w nie zaglądać, czy coś. Niech lepiej trzymają dystans. Patrzę na tych wszystkich odwiedzających wtedy tak, żeby wybić im z głowy jakiekolwiek próby okradzenia mnie z moich oczu, pieluszki czy innych MOICH rzeczy. Nie wiem jak dokładnie się to robi, ale chyba działa, bo mówią, że patrzę podejrzliwie i zostawiają moje oczy w spokoju. A pieluszkę zabiera na chwilę tylko moja Duża, mój Duży albo te Duże Babcie, ale one są w porządku. Nawet nas kąpały raz i było też fajnie. Tylko wczoraj była lipa, bo nasza Duża poszła gdzieś i strasznie długo nie wracała i jak Babcia nas kąpała to też naszej Dużej jeszcze nie było i wtedy to już płakaliśmy, bo ile można nie być? No poszła i nie była. Dziwne to było, ale potem już była, więc się uspokoiliśmy. Tylko Duży nasz z Babcią wzdychali, że padnięci są- nie wiem, dlaczego – nie lubią nas nosić?

W każdym razie, gdy nas odwiedzają inni Duzi, to często nas bujają w naszej kuwecie- to nam się bardzo podoba. A oni są wtedy bardzo spokojni, widać bujanie wpływa na nich jak smoczki. Stają się spokojni i uśmiechają się i potem nam znikają bo zasypiamy. Mogliby nas tak bujać częściej, chyba trzeba o tym pogadać. Mateusz po prostu zażąda, to powinno wystarczyć. W końcu po to są Duzi, żeby bujać, no nie? Co innego mają do roboty w życiu? chyba nic, bo ciągle są z nami.. lubią spędzać z nami czas, więc skoro nie mają nic do roboty to mogą nas po prostu bujać ciągle. Myślę, że jutro im to zakomunikuję. Dość stanowczo. A dzisiaj już odpuszczę, bo senny i tak jestem, co się będę przemęczał rozmowami. Do następnego. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szpitalne perypetie, czyli po co gapią się nam w oczy…

04 sie

Był taki dzień, jakiś czas temu, nie wiem ile, bo przecież nie umiem liczyć czasu… chyba więcej, niż ta sekunda czekania na jedzenie.. w każdym razie, był taki dzień, w którym Duża zabrała nas wielką jadącą kuwetą do miejsca, na które mówiła szpital. Wyglądało to miejsce dość znajomo, możliwe, że kiedyś już tam z Mateuszem byliśmy, ale nie pamiętamy. Pytałem go, to mówił, że coś też mu tam miga ale nie jest pewien. No, ale w tym szpitalu czekaliśmy długo. Tak długo, że obaj zdążyliśmy zgłodnieć, co zakomunikowaliśmy oczywiście dość głośno. Duża była z nami i jeszcze druga Duża – babcia, ale inna niż ta, w którą strzelał kupą Mateusz. Duża i babcia dały nam jeść. Oczywiście było smaczne, jadłem z wysiłkiem, bo przecież to wcale nie jest takie łatwe wyciągać mleczko z tego co one nazywały butelką. Zmęczyłem się bardzo, a tam było gorąco. Mateusz też chyba się zmęczył, bo miał dziwne oczy. Duża śmiała się i mówiła do niego „nooo Mateuszku, naćpane oczka masz, jakby mama co najmniej marychułane włożyła od mleczka” – co to jest marychułana to ja nie wiem, ale może działa dziwnie na oczy? No i tak już najedzeni, zostaliśmy podniesieni jak zawsze – za każdym razem jak zjemy to nas podnoszą, a wyginają, a to wyżej biorą a to niżej i w końcu Mateusz beeeknął tak mocno, że ja aż z wrażenia bąka puściłem. I nie wiem dlaczego, ale usłyszałem jak inni duzi zaczęli się śmiać. Co było takie śmieszne to ja nie wiem, bo skupiłem się na swoim bąku, ale widocznie coś musiałem przegapić.

W tym szpitalu było dziwnie, bo najpierw nam dali jakąś wodę w oczka, nie było to zbyt przyjemne, trochę poprotestowaliśmy ale dali nam spokój. Minęło troszkę czasu i znowu nas położyli na jakimś czymś i nagle obca Duża chwyciła moją główkę i nie mogłem się ruszyć! To wcale nie było miłe! Ciekawe czy ona by się dobrze czuła, gdybym ja tak chwycił jej głowę. A potem, zaczęła mi zaglądać w oczy, tak jakoś dziwnie, głęboko.. nie tak, jak nasza Duża, gdy do nas mówi.. ona wtedy patrzy tak ładnie, wcale nie trzyma nam główek i nie zbliża się aż tak mocno. Ta obca Duża to chyba chciała mi zabrać moje oczka, więc na nią nakrzyczałem. Ale ona, bezczelna jedna, puściła moją głowę i wzięła mnie na ręce i jeszcze przytulała. Przestałem krzyczeć na nią, w nadziei, że jak przestanę to moja Duża mnie już od niej weźmie… zadziałało. Ech… moja Duża jest jednak bardzo przewidywalna.

A zaglądanie w oczy wcale nie jest miłe. W każdym razie nie w taki sposób. Na drugi raz opluję tę obcą Dużą i tyle. Co mi zrobią? Bąka puszczą? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii