RSS
 

Notki z tagiem ‘życie’

Pajęczyna, Pająk i gadulstwo, czyli wróciliśmy…

25 lip

Witamy!

Dawno nas nie było. Wiemy. To wina naszej Mamy i naszego Taty, bo się Duzi tak rozkręcili, że po prostu nie było czasu!  Wróciliśmy jednakże i to chyba na dobre. Cieszycie się?

Po pierwsze, od kilku miesięcy postanowiliśmy pokazać Dużym, naszym szanownym rodzicom, że umiemy mówić. To, że nam się wcześniej nie chciało, bo i tak wszystko dostawaliśmy, co trzeba, czasami po większej aferze z powodu niezrozumienia –  to już wiecie.

Teraz nastąpiła „era pod tytułem <<oni-się-nigdy-nie-zamykają>>” – tak mówi Tata. Nie dogodzisz im człowieku, nie dogodzisz.
Milczeliśmy – źle. Krzyczeliśmy – źle. Mówimy – też niedobrze.

Nie no, żartuję. Tata mówi na mnie Filipek Dowcipek, bo lubię żartować. Ale wypraszam to sobie! Ja jestem Pająk i tak proszę się do mnie zwracać.
Paaaa-jąąąk. Jasne? A Mateuszek to Pajęczyna. I nie inaczej. Ten to potrafi poprawić każdego nawet przez sen. Pajęczyna i koniec. Mama mówi, że nam zmieni dane w jakimś tam urzędzie czegoś tam. A proszę bardzo. Nam się podoba. Pająk i Pajęczyna. No czy nie brzmi to ładnie?   Pajęczyna mówi nawet, że jak Mama nie przestanie się tak mylić i mówić ciągle Mati, Mateuszek itede, to wróci do etapu, gdy kazał na siebie mówić Ruda.  A był taki czas, oj był.
Mama wyraźnie bledła, gdy Pajęczyna poprawiał ją, mówiąc „nie, ja jestem Juda, nie Judy, tylko Juda”.

I nie pytajcie nas, skąd się to wzięło. My po prostu wiemy, że jesteśmy Pajęczyna i Pająk i to powinno wystarczyć.

Wracając do tematu, zaczęliśmy mówić bardziej po ludzkiemu, jak to Mamcia mówi. Co prawda też czasami nam się wtrącają i każą mówić helikopter zamiast helipopej, albo ciągle nam mówią, że nie mogę powiedzieć, że weszłem do szamba. A dlaczego nie?! Skoro to jest takie bardziej prościejsze i bardziej szybciejsze? A jak Ona ciągle mówi, że weszła na chwilę do sklepu, to jest dobrze, tak!? Ciągle poprawia i poprawia, a sama mówi źle.

Szkiełkowatymi rzeczami też nie pozwala się bawić, ale w sumie ma rację, bo wiemy, że szkiełkowate mogą wbić się w rączkę i to nie jest przyjemne. Próbowałem, więc wiem.

W ogóle, to Duzi wszyscy na nas patrzą, jakbyśmy byli ufoludkami, bo podobno mówimy do nich dużo mądrych rzeczy.

Na przykład Mama bardzo się zdziwiła, gdy Pajęczyna podłączył do kranu na podwórku swoją rurę kajanalizyjna,  taką, co mama mówi , że jest pececefau i mówi, że kujde coś mu cieknie.  Duża troszkę się śmiała i dziwiła, myślała, że my nie widzimy. Ona chyba się dziwiła, że Pajęczyna umie powiedzieć, że mu coś cieknie. A ja wtedy też spojrzałem i mówię „kujde, faktycznie ci coś CIEKNIE”.  Patrzę na Nią, a ona udaje, że się nie śmieje, nie wiem po co, bo zawsze widać przecież. Co ją tak w tym słowie śmieszy to ja nie wiem. Ale ona ma dziwne przeczucie humoru, więc nie ma co się zastanawiać.

Ostatnio dużo nowych rzeczy się dowiadujemy, bo w końcu możemy normalnie zadawać Dużym pytania i najczęściej nas rozumieją. A moje ulubione pytanie to „po co?”.

Po co niebo jest niebieskie?
Po co dzieci nie mogą bawić się prądem (to już wiem, ale co mi szkodzi zapytać kolejny raz…)?
Po co jest słońce? Po co gdy jest burza to nasze koty się boją?
I najważniejsze – po co nie możemy wejść do szamba?! Jest głębokie i bardzo, bardzo, bardzo, barrrrrdzo fajne”.  A oni nam nie pozwalają go otworzyć! Położyli kupę kamieni na blachę od szamba i zadowoleni. Ale na szczęście Tata ma w garażu dwie łopaty i już wiemy, że wystarczy podważyć, usiąść na rączkę od łopaty i szambo się otworzy. Niech oni nie myślą sobie! To szambo jest nasze! Ale o szambie opowiem Wam później.

Teraz chciałem się tylko przywitać i powiedzieć, że już tak nie zamilkniemy. W końcu gaduły z nas podobno niemiłościerne są.  No i w ostatnim czasie bardzo, bardzo, bardzo, barrrrdzo dużo ciekawych rzeczy się zdarzyło. Na przykład byliśmy w szpitalu, chodziliśmy do przedszkola, mamy kolegów i koleżanki z Mamy szkoły, byliśmy nad morzem i umiemy budować własne….. szamba! Oczywiście! Ale o tym wszystkim opowiemy w kolejnych spotkaniach.

Tymczasem mam pytanie:

Po co mydło szczypie w oczy?

Cześć! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bliźniaki

 

Kompot, francuz i koci ogon, czyli co jest nielegalne…

01 wrz

11886226_929702157093896_1054082469_o

Witanko!

My już chodzimy. Właściwie nawet można powiedzieć, że biegamy. Co prawda, zdarza nam się zatoczyć całkiem poważnie, ale i tak, chodzimy i biegamy. I Dużym prawie nie udaje się nas złapać. Prawie. Ale niedługo nie uda im się wcale!

Dzisiaj chciałbym trochę się na nich poskarżyć. Bo kto to widział, żeby wszystkiego człowiekowi zakazywać. Zwłaszcza takiemu Fircykowi jak ja, czy Filip! To naprawdę skandal.

A o to lista niektórych zakazów, nie wszystkich, bo jakbym miał mówić o każdym, to musiałbym nie iść spać.

Nie wolno nam bawić się w kompocie. Kompot, jak już chyba kiedyś mówiłem, to takie duże coś, co ma fajny zapach (chociaż Duża twierdzi, że tam śmierdzi). W kompocie jest bardzo dużo różnych rzeczy do jedzenia, liści, trawy. Duża nam zakazuje, bo mówi, że wyrzuca do kompotu resztki i my nie mamy ich jeść, bo jedzenie mamy w domu. A to, że człowiek, bawiąc się w ogrodzie, ma czasami ochotę przegryźć sobie taki chlebek z kompotu, czy skórkę od banany, albo innego liścia, to już nie ma dla niej żadnego znaczenia. Filip mówi, że chyba trzeba będzie zaprotestować. Usiąść pod tym kompotownikiem i stanowczo żądać dostępu do kompotu.
A, że my potrafimy stanowczo żądać, to chyba już wiadomo, prawda? Na razie staramy się brać ich, jak to mówi Duży, z partyzanta. Filip najczęściej odwraca ich uwagę zjadając szyszki z krzaka, który się tuj nazywa, a ja wtedy cichuteńko, na paluszkach zakradam się i biorę, co mi wpadnie w ręce: spleśniały (nie wiem, co to znaczy, ale Duża woła zawsze „zostaw! to spleśniałe!”) kawałek bułki, a to starą śliwkę, a czasami to się nawet duży liść trafi. I uciekam. Duża wtedy podobno zawału dostaje, bo biega między mną i Filipkiem, wyciągając jemu szyszeczki z buzi, a mi te moje skarby z rączki.  Nabiega się kobiecina, nabiega.

Mamy też zakaz jedzenia wszelkich fajnych rzeczy, typu kamienie, kora, czy właśnie- szyszki z tuja. Nie wiem, dlaczego tak im zależy, żeby tego nie brać do buzi, przecież to jest fajne! Kora smakuje całkiem nieźle, czasami przykleja mi się do języka, ale potrafię sobie sam ją wypluć i nie trzeba od razu dostawać, kapopleksji. Ostatnio Duży mówił do mnie, żebym wypluł tego kamienia, bo Mama dostanie kapopleksji. Nie wiem, po co te nerwy, bo rozumiem, że o nerwy mu chodziło. A ja sam podsłuchałem, jak Mama opowiadała, że jak była w naszym wieku, to zbierała na ulicy pety i je jadła. Nie wiem, co to są pety, ale też chyba zakazane, bo się z Dużym śmiali, że Babcia pewnie buzię Mamie szorowała mydłem. To ona mogła jeść pety, a my nie możemy?!

Ślimaki też są nielegalne. I skorupki od ślimaków też. Ja uwielbiam chodzić do tej rabaty, co Duzi zakazują deptać, bo tam jest tak dużo ślimaków. Znaczy, skorupek. Już mi Duża wyjaśniła, że ślimaków już tam nie ma, ale skorupki są i ich się nie jada. I ślimaków też mam nie jeść, bo podobno nie jestem francuzem. Ja wiem, że nie jestem francuzem, jestem Mateuszkiem i nie trzeba mi o tym wiecznie przypominać!

Mówię Wam, w tym domu ( i ogrodzie) wszystko jest nielegalne! „Nie rwij bluszczu, bo nielegalny”, „nie liż płotu, bo to nielegalne” i tak w kółko.

Ale w sumie, to nie narzekam, tak tylko opowiadam. Bo Duzi jak nam zakazują i dostają kapopleksji, to najczęściej się uśmiechają.
I wołają do nas i nas gonią, a wtedy jest niezła zabawa. Bo Duża to musi się nieźle nabiegać, żeby nas złapać, umiem dobiec aż do końca ogrodu i ona mnie dopiero wtedy łapie. Troszkę wolna jest, ale cóż, sama mówi, że starość nie radość.

Kociego ogonu też nie wolno nam brać do buzi. I w ogóle najlepiej nie łapać ani kociego ogonu, ani kota w całości. Po pierwsze, bo Duzi zakazują (oczywiście!), a po drugie, bo koty wcale tego sobie nie życzą. TaśTaś, co się Bobek nazywa, to nawet sam mi powiedział, że tego nie lubi – zrobił takie ssssssssss i jakoś tak widać było, że chyba chodzi mu o te włoski co go za nie złapałem.
Duża do nas dopadła i wykład oczywiście też był. (Wykład jest wtedy, gdy Duża nam tłumaczy dlaczego coś jest nielegalne, nie wszystko wtedy rozumiemy, ale to jej nie przeszkadza mówić).

Wiecie, czego fajnego jeszcze nam nie wolno? Wchodzić na kanapę! Bo my już umiemy takie rzeczy nawet. I Duża nie pozwala nam, jak jest z nami sama, bo mówi, że nie ogarnie nas. Bo Filip skacze jak pcheła, a ja bym najchętniej wszedł za kanapę.
To nieprawda, ja bym chętnie tę kanapę przesunął, bo się za nią normalnie nie zmieszczę. Jedno jest pewne – jak jesteśmy sami z Dużą albo z Babcią jedną, czy drugą, to nie wolno nam się wspinać.  Bo to jest oczywiście… nielegalne!

Wkładanie bratu palca do nosa, czy do oka też spotyka się ze sprzeciwami ze strony Dużej, a to taka fajna zabawa przecież!
Pomijam już rzucanie zabawkami w telewizor, czy stukanie ciężką zabawką w okno, bicie brata też jest zakazane, bicie mamy czy taty, czy babci też. Chcąc nie chcąc, musimy się poddać, bo ile można słuchać, że to jest zakazane, a tamto nielegalne. Chociaż i tak, samo próbowanie jest niezłą zabawą.Polecam! Szczególnie kamyki i szyszki z tuja.

No, to sobie ponarzekałem, poskarżyłem. Od razu mi lepiej. A jutro z rana powtórka z rozrywki. Może tym razem uda mi się zjeść ślimaka!

Na koniec tylko dodam, że jedno mnie dziwi. Że kąpiel w basenie i w wannie nie jest nielegalna. Przecież są takie fajne. A skoro Duzi tak nam zakazują samych fajnych rzeczy, to ciekawe, że tego jeszcze nie zakazali, prawda? Ale nie pytam ich o to, bo może sobie przypomną i faktycznie nam zakażą. A tak, chociaż coś mamy z tego życia na nielegalu.

Pozdrawiam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki

 

Gościna, pani Lala, foteliki i przy kazanie, czyli to już zupełnie inna bajka…

02 maj

Od jakiegoś czasu podobno lubimy się gościć. To znaczy, Duzi polubili chyba chodzenie do innych ludzi, bo nagle zaczęli nas zabierać. I okazuje się, że poza naszym domkiem, jest całkiem dużo fajnych miejsc. Byliśmy nawet w Mieście! Miasto, to takie miejsce, gdzie można dostać wafelka, zobaczyć duuużo ludzi i różne dziwne rzeczy. Pojechaliśmy takim większym samochodem, który Duzi nazywają ałtobusem i powiem Wam, że było całkiem przyjemnie. Filip trzymał jakąś poręcz, podobno jak rasowy i profesjonalny pasażer. Mówił mi, że tak mu się lepiej jechało, bo ogólnie, to troszkę dziwne to było. Wózek stał, ale jakby jechał, nic z tego nie rozumiem.

Nasza babcia Atka, to ma taką koleżankę, panią Lalę. My podobno ją znamy, ale nie pamiętamy, bo mamy małe móżdżki jeszcze i nie wszystko się zapisuje. Tak powiedziała ostatnio Duża. No i Duża bardzo lubi panią Lalę, bo mówiła ostatnio, że ma nadzieję, że znowu się z nią zobaczy. No, ale skoro tak chce, to po co nie zawoła panią Lalę do nas? My lubimy się gościć, ale lubimy też mieć gości w naszym domku. Bo wtedy możemy pokazywać nasze zabawki, nasz kojec i nasze łóżeczka. A Duża z Dużym dają nam rózne fajne przedmioty, gdy nas karmią. Dziś mi dała takie sitka. Nie powiedziała do czego są, ale mi sie dobrze bawiło w „chowaj się” z nimi. Bo Duża mnie za nimi prawie nie widzi. W ogóle, zabawa w „chowaj się” jest przyjemna, bo jak patrzę na ścianę, to Duża mnie nie widzi. Wcale! A jak się odwracam, to nagle jestem i ona się wtedy tak mocno cieszy. Nadal, jak widać, zbyt wiele jej do szczęścia nie trzeba. ;)

W każdym razie, mam nadzieję, że ta pani Lala do nas przyjedzie znowu. Bo podobno ma takie włosy, za które by się bosko ciągnęło, ma okurary – babcie też mają okurary i nigdy mi nie dają się nimi bawić. Może pani Lala by nam dała swoje? Myślę, że całkiem dobrze by się nimi rzucało tu i  tam…

Nie ma żartów i to już zupełnie inna bajka. Tak powiedział Duży. Bo my już jesteśmy tacy urośnięci, że nam kupili zupełnie nowe foteliki do auta. Dzisiaj nas w nich posadzili, a jutro mamy mieć w nich swoją pierwszą podróż. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale może będzie ciekawiej, skoro to jakaś inna bajka jest. Tylko dlaczego nie ma żartów? Znaczy, jak siedzimy w tych fotelikach, to mamy być poważni? Zobaczymy jutro, czy nam się spodoba. Filip powiedział, że nie jest przekonany, ale my nie lubimy już naszych starych fotelików, więc mówię mu, żeby nie marudził, bo nas wpakują w stare i będą tak wozić na zawsze. A mnie się to nie podoba, bo te foteliki są ciasne, niewygodne i ja się nie zgadzam!

Duża, to też mówi, że nie ma żartów, i że nonono! mówi tak, gdy Filip mi zabiera mój smoczek w wózku, albo gdy ja sprawdzam paluszkiem, czy Filipek ma na pewno oko na miejscu. I powiedzieli nam dzisiaj, że w naszym domu od teraz jest dodatkowe, jedenaste przy kazanie: „nie okradaj brata swego ze smoka jego”. Wiecie może o co chodzi, że to przy kazanie? Smoków, to faktycznie może lepiej nie kraść bo ja nie lubię, jak mi Filip zabiera mojego a ja wtedy tak troszkę czuję sie na sznurku bo mój smoczek jest na łańcuszku i on mnie wtedy tak trzyma na nim. A nie zawsze chce mi się walczyć.

Duża mówi, że my jesteśmy jak te wojownicze żółwie nindża  - szybcy i skuteczni. Zwłaszcza, gdy nas puszcza na podłogę. Podłoga, moi drodzy, to już naprawdę zupełnie inny świat! Ale o tym opowie Filipek, bo bardzo chciał i sobie tę bajkę zaklepał. Obiecał nawet, że przez sekundę mi nie ukradnie smoka, jeśli pozwolę mu to opowiedzieć. Co zrobić… Czasami trzeba ustąpić, dla dobra sprawy i smoka własnego.

Tymczasem, pozdrawiam. Oraz szybko i skutecznie się schowam. Nie ma mnie! Pa! ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Bliźniaki